
Ave..
i stało się..
5 STYCZNIA..
Mija rok od śmierci Konrada, a ja wciąż nie umiem sie pozbierać. Czuję wewnątrz wciąż zżerającą mnie pustke nicości. Krzyczę.. ale nikt mnie nie słyszy. I umieszczam chyba po raz pierwszy napisany wprost od siebie wiersz o Miłości. Napisałam go przepełniona głęboką wiarą, że to wszystko, może mieć jeszcze sens. Jakże się myliłam.. i znowu wielka rana.. uderzenie sztyletem w samo serce. Nic naprawdę kompletnie nic nie ma już sensu. Straciłam resztki nadziei na przyszłość. Pozostał ze mnie wrak człowieka. Niby pogodna, zwariowana dziewczyna.. lecz podobno wystarczy mi spojrzeć w oczy, bo ujrzeć piekło w mej duszy. Nawet nie wyobrażacie sobie pewnie, co czeje.. taka młodociana smarkula, słuchająca metalu.. cóż ona może wiedzieć o życiu? Zapewniam, że więcej niż myślicie. I nie jestem metalówą. Jestem Naamah, bądź Myszką, lecz to tylko ksywy. Przede wszystkim jestem SOBĄ. Nie liczcie z mojej strony na jakikolwiek plagiat..
"Stworzenie świata"
Niebo
- spojrzenie Twych oczy
Ziemia
- miękkość Twych włosów
Światłość
- oddech Twojej duszy
Oddzieliłam je mym pocałunkiem
Ląd
- ciepło Twych ramion
Morze
-wilgotność Twych ust
Roslina
- delikatny pąk naszej miłości
Połączyłam je ma pieszczotą.
Słońce
- promieniujący celebrans błogosławieństwa
Księżyc
- radośni goście o północy
Potwierdziłam im ma przysięgę wiernośći.
Delfin
- nerwowe drganie Twych mięśni
Ryba
- wartki szlak Twej pędzącej krwi
Ptak
- cichutki trzepot Twego serca
Opowiedziałam im o mym szczęściu.
Istota żywa
- przyszłość mieniąca się niczym tęcza
Człowiek
- radość z posiadania Ciebie całego
Odpoczynek
- ufność przy Twoim boku
Stworzyliśmy sobie bezpieczną przystań.
To mój świat.
Moje 7 dni stworzenia.
Amen.
Boli.. cholera..boli.. nie wiem co mam napisać. Fizyczny bół, rozdzierający swe szaty na postrzępionych gwoździach zanikłej wiary? To zbyt felikatne okreslenie..
Wciąz mam jego koszulkę.. z krwią- pierwszy powazniejszy atak.
Wciąz mam nasze wspólne fotki.. radośni, uśmiechnięci w objęciach.. potem już w szpitalu.. no i kilka pośmiertnych..
Nie wiem co wam mam powiedzieć.. krótko streszczę ostatni rok.
Strasznie ból wyrwanego serca po śmierci Konrada.. nieudana próba samobójcza, zakończona wizytą w szpitalu.. delikatny promień w postaci niezwykłego uczucia zakochania, brutalnie zgaszonego ponownie.. wykrycie u mnie wady zatok nosowych.. plan operacji na luty.. załamka z powodu zbyt dużego stresu w szkole.. "lekka" depresja.. niewyspanie.. smutek.. zmiana wyglądu.. i powrót do przeszłości- wznowienie pisania poezji.
Nie chce wam się tego czytac.. prawda?
Już kończe.. nie martwcie sie o mnie, jesli coś.
Pax Satan.
p.s. Konrad, Kocham Cię..
[16:21 05/01/04]