
Odkurzony, stary wiersz w nieco nowszej aranżacji.
Szedł Lucyfer ciernistą drogą
sam
lecz z kimś
zły
a może tylko zbuntowany
Rozpaczliwie wyciągając dłoń
wołałam
spojrzał posępnie
pełen ironii
którą można kroić w kostki
sam
lecz z kimś
zły
a może tylko zbuntowany
Rozpostarł ramiona
pokazał mi świat
oczami Pyriela
czy tego właśnie chcę?
być taka jak on
sam
lecz z kimś
zły
a może tylko zbuntowany
Źrenicą pożeram
pył
ukryty za jego plecami
północ
jabłoń
owoce przebite
krwawym sokiem ociekające
prymitywnym skrzepem wżerające się w korę
to Miłość
Lucyfer drgnął niespokojnie
sam
lecz z kimś
zły
a może tylko zbuntowany
południe
orzech
twarde skorupy popękane
poobijały się o codzienność
ogołocone z kory
węszą żądne zemsty i krwi
już wiem
to Wiara
widzę drwiący uśmiech Diabła
sam
lecz z kimś
zły
a może tylko zbuntowany
wschód i zachód
zlane w jedność
kompatybilne w anachroniźmie
mglistym wspomnieniem
jęczą
horyzontalnie wertykalne
Nadzieja
Diabeł zawył
insynuując śmiech
sam
lecz z kimś
zły
a może tylko zbuntowany
Chwytam Go za ramiona
naszpikowane igłami
ciało
próbuje wmówić, że
chcę
być
Iluzoryczna nicość
bije mnie po uszach niemym pytaniem:
Czy naprawdę tego chcesz?
...
odszedł
sam
lecz z kimś
zły
a może tylko zbuntowany
Źrenice odzyskują ostrość
dopiero teraz
naprawdę
odrzucam nóż
bliski spełnienia
piekł
mój nadgarstek
jestem tu
lecz wiem, że gdzieś tam
ON
sam
lecz z kimś
zły
a może tylko zbuntowany?
[22:14 27/04/06]