Blog: 398016 blogów  Forum: 162807 postów  Galeria: 92934 zdjęcia !  On-line: --

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc

Blog: zagniewanie

strona główna

spis treści

tytuł notki

następna >>

archiwum 2005
archiwum 2006
 
 
Miłość nadeszła wraz zimą..
nie wierzyłem w nią.
pozwoliłem odejśc nadziei... może dlatego... ona rozkwitła, bo najpier musiała obumrzeć?

[komentarze]  (2) [18:18 19/04/06]
zapach zimy..
zbliża się w swej lśniacej szacie..
z westchenienim mrozu, z blaskiem lodu.. w srebrzystej poświacie księżyca
oczekuję twojego oczyszczenia..
oczekuję twojego gniewu..

ja zrodzony w przeddzień twojego nadejścia

[komentarze]  (3) [stworz. 19:33 09/01/06 
mod. 19:38 09/01/06]
w jej oczach lśni zieleń wiosny, w jej włosach wplątuje wiatr zapach lata..
uwodzisz swoją delikatnością i niewinnością..

nie kuś losu, nie krzyżuj naszych ścieżek ni losu..
ja jestem Wicher Jesiennego Zmierzchu..
niosę zapowiedź zimy.. i nocy..
a ty jesteś jak letni poranek..
nie chcę chcę w tobie zabijać promieni słonca

[komentarze]  (0) [stworz. 11:17 16/12/05 
mod. 14:01 16/12/05]
wróż
jestem wróżem, czarny garnitur i koszula tego samego koloru, wszytko załozone z pewną nonszalancją, włosy rozpuszczone, rzucają cień na moją twarz..
każdy element odporacowany, szczegóły są ważne, nie przez przypadek dwa gróne guziki koszuli są rozpiete, wszystko jest dokładnie takie jak być powinno..
oświetlenie jedynie świecami, półmrok, zapach kadzidel, ..
kobiety tu przychodzą bo chcą przez chwile poczuć się niezwykłe, a ja im to ofiaruje,
runy wytopione z zelaza to tylko zasłona.. gra wstępna..
ofiarowuję im to, czego pragną...

słowem, gestem, sobą..
uczę sie szybko.. a one odchodzą zaspokojone

gdy wychodzę gasząc płomień świecy zarzucam na znoszone dżinsy , skórzany płaszcz..
tutja zostawiam maskę wróża wraz z elegenckim ubraniem..
idę w miasto zapolowć.. wsłuchać się w lament duchów..
ja , theurg i lupus...

[komentarze]  (0) [stworz. 21:51 14/12/05 
mod. 11:14 16/12/05]
Ciemna noc.. miasto będące spiralą śmierci.. siły bez wyraźnych garnic podziału
stoimi wśród metnych wód, tak łatwo stracić zmysły, zbyt prosto zapomnieć o celu

srebrzysta tafla księżyca lśni na mrocznych rozlewiskach .. na wodach rzeki pacnącej krwią ..

[komentarze]  (0) [18:25 30/11/05]
Stoję w oknie, opieram dłonie o parapet, smakuję wiatr... Znów czuć jedynie w nim skazę i umieranie.. To miasto jest martwe, jest skażone trucizną, które powoli zabija w nim życie.. Mam dziwne wrażenie, że sami jego mieszkańcy sami je zabijają.. dziwne.. zatruwać miejsce swego życia, zanieczyszczać matecznik? Po co? Dlaczego.. zabijać ducha miejsca swych narodzin.. przecież oni sami od tego giną.. Umierają zabijani własnymi dłońmi.. zabijani własnym strachem, jadem nienawiści , którym przesączone jest to powietrze, ten wiatr...

Słyszę twój lament, przeszywa me serce, rani duszę, nie potrafię się przed nim osłonić i nie chcę. Wciąż brak mi wiedzy by ciebie uzdrowić, jedyne czym mogę ciebie obdarzyć to współodczuwanie twej agonii.. Nie jesteś sam duchu tego miejsca.. uśpiony, konający, zapomniany.. zatruwany codziennymi rytuałami przemocy i .. ludzkiej głupoty, a może ślepoty.. Budzi to mój gniew, czemu mają oczy a nie widzą, czemu mając uszy nie słyszą twego jękliwego zawodzenia, nie czują, jak umierasz?



Słyszałem pieśń, stał na skraju dwóch ulic, jego ochrypły głos zagłuszany przez tłum, przez hałas samochodów.. ale ja słyszałem w smutku , w jego słowach tęsknotę za czymś co było.. a co jest jedynie marzeniem, niedościgłym, dalekim.. przez to tak bardzo czystym.. śpiewał, ale ja słyszałem jedynie chorobę toczącą jego ciało, skażoną krew toczoną przez już zbyt słabe serce..

tak tworzą się z rzek rozlewiska..
żeby rzekę odszukać trzeba się w niej zanurzyć..
a oszukanych sfor ja się nie boje

słowa przeplatane.. dźwięki i emocje...
odszedłem, nie mogłem pomóc.. ale wciąż pamiętam oczy dziewczyny wpatrzonej w grajka, była w nich młodość i życie.. i dziwne przekonanie, że on pociągnie ją za sobą w śmierć...

[komentarze]  (0) [stworz. 18:03 24/11/05 
mod. 11:09 16/12/05]
Moja Stado
Spokój Huraganu - Peacemaker - nie.. o coś innego, to
zapach wilczycy, wdzięk, i siła... delikatność.. płomień.. ciepo..
moja Wilczyca.

Pitbul.. - nie to WILK -
dobrze zaufać instynktowi, nie warto podejmować z góry przegranej walki, jest ode mnie groźniejszy, niebezpieczniejszy. wycofalem się, uznałem jego siłe i doświadczenie - mądrze postpiłem, głupota jest walczyć gdy pewną jest przegrana. w stadzie każdy powinien znać swoje miejsce - ja dowodzę w lesie, daję stadu moje doświadczenie, on przewodzi w walce.. Ufam moim zmysłom, dlatego wiem, że dobrze mieć go u swego boku, by jego gniew ierować przeciw wspólnym wrogom, a nie przeciw sobie. mozę przeżyłbym wlakę z nim, ale po co ryzykować, stado jest silne, nie można go osłabiać walkami wewnątrz.

Krew na jej dłoniach
- woń alkoholu, zły zapach..

- i szczenię.. dziwne szczenię, ciche, ale niebezpieczne..

słowa.. lubię się nimi bawić

Pitbul - walka
Peacemaker - ... (nie powiem.. nie dziś, gdy znów jej zapach oszałamia me zmysły)
Krew - zagubienie?
szczenię - poszukiwanie

[komentarze]  (1) [19:59 22/10/05]
Wataha
Moja nowa wataha, grupa, stado.. moi sojusznicy, przyjaciele - słowa mające określić to czym jesteśmy, dużo słów. Może nawet zbyt dużo, ludzie lubią komplikować sobie życie.
Powinno wystarczyć jedno: MY.
Polujemy razem i razem walczymy o byt -więcej słów nie trezba. W tym jest wszsytko to co ludzie ubierąją w słowa: lojalność, współzależność, zaufanie.
Lubię dźwięki nowych słów, lacz pilnuję by one nie zabrały mi zrozumienia rzeczy prostych.

Biała karta papieru, kilka znaków, imię.

Jestem Wicher Jesiennego Zmierzchu - lupus, theurg, Patrzący w Gwiazdy.
znów za dużo słow

Wilk. - to wystarczy.

[komentarze]  (0) [19:19 22/10/05]
noc. twoja pierwsza noc w budynku, wpokoju.
probowales spac na lozku, ale stanowczo zas miekie, dywan na podlodze lepszy, a wciagnac go pod lozko - najlepszy pomysl. czujesz sie bezpiecznie. obudzily cie kroki i zapach krwi. slyszysz sciszona rozmowe w pokoju obok chyba.
"dziewczynie nic nie jest - zenski nieznany ci glos - swietna robota."
"swietna? ja bym tego tak nie okreslil" - chlodny glos mezczyzny "uratujesz go Teresa?" - ten sam glos, pelne niepokoju pytanie. ostronie pchnales nosem whadlowe drzwi twej budy, pokoju, nazywaja to pokojem.
sasiednie pomieszczenie, uchylone drzwi. na lozku lezy czarnowlosy chlopak, mlody a jednoczesnie w jakis sposob duzo starszy odciebie. ma rane w boku, paskudna, gleboka, z rany saczy sie krew, bardzo ciemna, krew pachnaca uszkodzona watroba. w twoim odczuciu ranan jest smiertelna. podszedles blizej, cos w rannym cie fascynuje, przyciaga. wyczules nute jaiegos zapachu, nie umiesz go okreslic, ale siersc sama zjezyla ci sie na karku.
w pomieszczeniu procz rannego jest szatynka, imieniem Teresa... Imieniem Teresa... nie jej imie to Smiech Burzy i mezczyzna, wysoki, ciemnowlosy, samiec alfa.
imie? Straznik. nic wiecej, a jakze duzo.
Kobieta polozyla donie na ranie, przymknela oczy, jej usta poruszaja sie. poczules dziwna fale energii, ktora przez nia przeplynela.
"niedlugo bedziecie tu wszyscy" - szept mezczyzny, uklakl obok ciebie, zatopil dlon w twym futrze.
chciales uciec, ale cos cie zatrzymalo - moze przyejemnosc pltynaca z tego dotyku, jak bys czul brata z watahy.
"dostal srebrem. zapamietaj zapach tej krwi. te rany zawze pachna dziwnie i zxawsze sa smiertelnie niebzpieczne."
ranny. jego imie? czas miedzy dniem a zmierzchem, czas cieni, rozposzonego siwatla, zamkniete w jedno obco brzmiace slowo Twilight.
Teresa po jakims czasie cofnela dlonie. rana wyglada na prawie zagojona. natomiast kobieta na bardzo zmeczona.
"odpocznij. posiedze przy nim. jakby sie pogorszylo obudze cie" - odezwal sie Straznik "dziekuje"
"kazalem Czarnemu byscie wynosili sie zwaszej bazy"
skinela glowa i wyszla.

[komentarze]  (0) [10:01 14/10/05]
Jesienny wiatr szarpie drzewami. Księżyc przywabia Twój wzrok . Zazdrościsz mu wolności uwięziony za kratami, którymi odebrano Ci Twój świat. Miejskie powietrze drażni Twe zmysły, wiatr brzemienny spalinami. Nagle zdałeś sobie sprawę, że w klatce, za tobą ktoś stoi. Kobieta. Już ją tu widziałeś, przychodziła czasem... Wyciągnęła do ciebie dłoń, czujesz dziwny wilczoludzki zapach.
Odezwała się cichym, gardłowym szczeknięciem. Nakaz by iśc z nią, nakaz będący obietnicą wolności. Poczułeś jak rzeczywistośc zagięła się , uczucie jakbyś mijał wodną zasłon€ jakiegoś wodospadu. Nie ma klatki. Jest las, w dali miasto, przejmujące lękiem, ale budzące też ciekawośc.
« Chodz, Wietrze »
Twoje imię ? chyba tak.
Widzisz jak dziewczyna na Twoich oczach urosła , poczułeś woń drapieżnika potężniejszego od siebie, zaraz jednak miałeś przed sobą wilka o czarnoszarym futrze.
« Jestem Jutro Nie Umiera Nigdy, nazywają mnie Never – idea wieczności ; idea nieuniknionego – Teurg, Adren – Teurg, pokrewna tobie, nie wiesz skad w tobie pewnosc co do tego, ale jednoczesnie czujesz si€ przy niej jak szczenie – Wladca Cieni. Zabiore cie w bezpieczne miejsce tam wszystko wyjasnie. Masz ludzka postac, Zrodzony z Wilka »
Mowi prawdę. Czujesz to, czytasz to z jej zapachu, z jej glosu, z jej oczu.
Świat wokół was spowity jest mgłą. Czujesz istoty przyglądające si€ wam,czasami je spotykałeś w swym życiu. Dziwne, bezkwiste, bezmi€sne byty.
Ruszyliście biegiem>. Cudowny kłus klu wolności, ku swobodzie.
Niewola osłabiła twoją czujnoś©, zagrożenie poczułeś dopiero, gdy ostre pazury rozoorały ci bok. Twoja towarzyszka natychmiast zaatakowala napastnika. Napstnik – dziwna isotata o zlych, glodnych oczach, padlinozerca, nie drapieznik. Never urosła, w chwili gdy skotłowała z wrogiem. Zobaczyłeś jak szybko zwarła szcz€ki na jego gardle, ale nie wyszła ze starcie bez szwanku – dlugie pazury istoty poraniły jej boki. Podeszła do ciebie, trąciła nosem twój pysk, a nast€pnie przesun€ła j€zykiem po ranach. Poczułeś jak po twoim ciele rozchodzi si€ cudowne ciepło, ból łagodnieje, znika. Po ranach nie został nawet ślad.
Czujesz buzującą w tobie krew, zawyłeś do ksi€życa, rzuciłeś mu niemal wyzwaniz.
Istota podobna do tamtej skoczyłana kark Never, wilczyca padła tarzajac sie, widzisz jak miota sie, usilujac sie uwolnic. Zanim jednak zdazyles jej pomoc na twojej drodze cos wyroslo, zaatakowales z furia, nienwiascia. Twoje pazury rozdarly istote, czujesz ogrom swej sily, ogrom swych mozliwosci. Dziwi cie tylko, ze Never bedac w formie najbardziej drapieznej, polwilczej jest tego samego wzrostu co ty. Soisw prweciez na dwoch lapach.
Ona wrocila do wilczej.
« poluja na ciebie. Musimy sie pospieszyc. »
dotarliscie do miejsca pelnego zpachow, do miejsca dajacego poczucie bezpieczenstwa, choc nie jest ono gestym lasem. Jzkies zabudowania, zagajnik.
« jestes wilkolakiem. Beda cie scigac setki razy intensywniej niz ujakiegokolwiek wilka. Zapewnimy ci bezpieczenstwo. Nauczymy cie tego co potrwebne bys mogl takze poruszac sie po miescie, bo niestety w lesie za latwo wilkolaka wytropic... jako wataha bedziecie mieli szanse. Moja wataha odwracala od nas uwage wrogow... jestes Teurgiem dla ciebie swiat duchow, rytualow, ale tego wszystkiego musiz sie nauczyc. Twoje wilcze zycie skonczone » _ jej glos zabrzmial smutno, ale czujesz, ze ma racje. I nie chcesz byc samotnikiem...

[komentarze]  (0) [09:48 14/10/05]
Znowu przyszłaś, czego tu szukasz, Smutku Minionych Wiosen?
Twe imię czytam, wśród tańczących liści, w twym zwiewnym cieniu, mrokach twych oczu.
Nie ma nic by ci ofiarować, by rozpalić ogień w twej duszy, a jednak.. Nieustannie powracasz. Pytam się, więc- czemu?

Stoisz wśród tłumu, a jednak sama, nie przemijasz niczym, ten hałaśliwy korowód bladych kolorów.. Trwasz w swej tęsknocie, przyzywasz nieustannie mój wzrok.

Opuszczam swój łeb na łapy, obserwuję cię spod wpółprzymkniętych powiek, ale wiem, że ty nie dasz się oszukać, że śpię, widzisz czujność w mych ruchach, to że bacznie kontroluję otoczenie. Nie próbuję oszukać ciebie Smutku, że już umarłem w tej niewoli, nie pozwolę się zabić, nie gdy wciąż czuję krew tętniącą w mym ciele.

Znowu przyszłaś, czekałem na ciebie, nie ukrywam - pragnąłem ciebie ujrzeć.
Nie jesteś sama? Widzę go, nie stoi tuż obok ciebie, a jednak należy do Twojego stada. Przymykam oczy, wczuwam się w wiatr, w jego smak, czuję twoje imię na krawędzi poznania.. Zrywam się czujnie, zagrożenie! Czuję jak sierść jeży mi się na karku, mimowolnie odsłaniam kły, wiem, że reszta istot zamkniętych ze mną w klatce ukryło się, próbuje schować się przed dźwiękiem mego warkotu, oni wiedzą, że mimo wyglądu są jedynie psami, że zapomnieli swej krwi i natury.

Mierzymy się wzrokiem, ja i ty- nieznajomy, widzę mrok twoich oczu, ciemność w nich się czającą. Nie ugnę się, nie ucieknę. Wytrzymam twój wzrok i odczytam twe imię, a w tedy pojmę chorobę toczącą twe serce.
Nie.. Czemu weszłaś pomiędzy nas? Kogo chroniłaś? Jego tajemnicę? Czy mnie?

Opadłem z powrotem na skały, zapadając w czujny sen, widzę jak odchodzicie razem, a jednak przecież idziecie osobno.

Czuję tęsknotę twojego spojrzenia, jakim mnie żegnasz. Czemu Smutku, przytulasz się do Jadu Nocy? Przecież to on zabija w tobie wiosnę, Smutku… Może to miasto zatruło was i niszczy..

Więc czemu w nim trwacie?

[komentarze]  (1) [11:44 02/10/05]
Wysokie iglaste drzewa, ostoja nieskalana ingerencją człowieka. Stado jest niespokojne, to nie powinno się zdarzyć, czemu ona ma miot teraz, gdy kończy się sezon łowiecki, gdy nadciąga czas śnieżnych zamieci, okres głodu wśród wszechpanującej bieli i mrozu?

Miot, zbyt dumna nazwa, zaledwie dwa szczeniaki, tak rożne od siebie jak to tylko możliwe, różne we wszystkim... Tamta nie przeżyła pierwszej nocy, wilczka o jasnej sierści nieskalanej żadną plamką, żyła i tak dłużej niż stado dawało jej szanse. Drugie szczenię, o niemal czarnej sierści przetykane dziwnymi smugami, jakby rozświetlonymi blaskiem księżyca wciąż żyje, domaga się od matki pokarmu.

Wilki przeczekały kilka dni ukryte w jarze przed panującą zawieruchą, jesienny wicher panował w ten czas wśród gór.

Następna jesień, młody wilk, ledwo podrosłe szczenię, a jednak przecież już łowca i drapieżnik. Szybko trzeba pojąć nauki by przeżyć, by wywalczyć swoją pozycje i miejsce w stadzie. Nie wystarcza mi być zawsze ostatnim jako tego z jesiennego miotu, jako tego, który wciąż jest ostatni, gdyż najmłodszy.

Promienie księżyca, gwiazdy, czuję tęsknotę, niesprecyzowany ból za czymś co powinienem poznać, doświadczyć. Czuję rozgałęzienia szlaków i pozwalam by moje pragnienia pokierowały mymi krokami.

Dolina, trudno wyżyć ukrywając się wśród niewielkich zagajników, ciężki łów na zwierzynę, której nie ma. Żal, że nie ma tego czego się poszukuje, złość, że ofiara zbyt słaba, że nie ma sił walczyć.

Kim byli? Jak wpadli na mój trop? Przecież byłem uważny, zacierałem ślad, by nie przyciągać zbędnej uwagi.
Słyszę ich ujadanie, są coraz bliżej, a ja nie mam dokąd uciekać, a nie przyjmę walki, nie gdy obok są ludzie z bronią, która zabija na odległość.

***
"Panie Prokuratorze, my przecież tylko naszej własności bronili, my nie kłusownicy..."
"Kara grzywny i dwa lata w zawieszeniu za uprawianie kłusownictwa w rezerwatach przyrody ..."

***

"Widziałem go, Proszę Pani, był taki piękny... Wyszedł prosto na nas, nagonka zrobiła dobrą robotę. Nie mogłem oderwać od niego wzroku, gdy wyłonił się z linii drzew, jego ciemna sierść lśniła w świetle księżyca, przez chwile miałem wrażenie, że patrzył prosto mi w oczy. Jego oczy.. one były takie.. takie pełne dumy ... dziwne ciemne ale jakby w nich płonął jakiś płomień, coś dziwnie dziewiczego.. nieskalanego... Nie.. nie zrobiłem tych zdjęć.. Czemu? Przecież tam po to byłem... Nie mogłem oderwać od niego spojrzenia, on zauroczył, gdyby dano mi jeszcze w tedy chwile, zrozumiałbym jego spojrzenie... Tak, w tedy pojawili się miejscowi pod przywództwem jakiegoś nawiedzonego. Nie, nie mogła go Pani widzieć na Sali sądowej, zaraz jak przyjechali leśnicy, po prostu zniknął wśród drzew. Co było dalej? Nie wiem, słyszałem strzały i skowyty psów, większość zwierząt z nagonki zginęła od kul, choć ten wilk też nie dał się schwytać tanio. Myślę, że gdyby nie użycie przez leśników tych strzałek usypiających, uciekłby w puszczę. Może tak by było dla niego lepiej. Czy rzeczywiście tak myślę? Może dlatego, że jestem marzycielem, romantykiem, których przecież już nie ma i bardziej cenię śmierć na wolności niż życie w klatce. Gdzie go przewożą? Do któregoś z miejskich ZOO. Podobno rany jego goją się nieźle, a przez tą zawieruchę w prasie, nie mogą go po cichu uśpić i zedrzeć to piękne futro. Postaram się dla Pani dowiedzieć, gdzie go umieszczą. Naturalnie, skontaktuję się z Panią, tak, jak tylko wywołam film ze zdjęciami z walki, natychmiast Panią zawiadomię. Czemu? Możliwość zaproszenia Pani ponownie na kolacje jest warta wszelkich wysiłków. Dziękuję Pani za przemiły posiłek... Chciała Pani zwiedzić moje mieszkanie...? Mam niezłe wino... tak mieszkam sam... Pani towarzystwo... Czy mówiłem już, że jest Pani piękną kobietą?"

*******

Kolejne uderzenie wichru, jęk żelaznych prętów mego więzienia.
Słyszę jak wypowiadacie me imię
Wicher Jesiennego Zmierzchu

[komentarze]  (0) [stworz. 11:32 02/10/05 
mod. 11:42 02/10/05]
Zmierzch zasnuwający ulice, dziwny zimny opar wygłuszający dźwięki, jakby zabijający życie. Silne uderzenie wiatru, czuć w nim zbliżającą się zimę, w kroplach deszczu czytam nienawiść i smród miasta.
Stoję na skalnej skarpie, chwytając zapachy, nie kulę się, nie szukam schronienia. Nie ugnę karku, lecz wyprężony czytam śród cieni nadchodzącej nocy. Czuję wśród kłębiących się chmur zapowiedź zmian.

[komentarze]  (0) [17:36 01/10/05]
Wilk

oddech zimowego wiatru..
dziwny, niesmialy poranną mgłą,
rozjaśniony bladym promieniem słońca

w oczach lśni życie i obawa
drapieżca boi się deliktaności kwiatu
lekka się zniszczyc jego delikatne płatki

czemu nie dostrzegasz
że kwiat ma platki płomieni
że tetni życiem

po wilczym futrze tańczy płomień

[komentarze]  (2) [08:56 29/09/05]
Aniołek Futrzaka w wojsku :)

[komentarze]  (0) [11:19 26/09/05]
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc