Blog: 398016 blogów  Forum: 162807 postów  Galeria: 92934 zdjęcia !  On-line: --

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc
BLOG: Moja rzeczywistość..
    nast >>
Metamorfoza
Patrickowi wydawało się, że pocałunek Alex z nieznajomym trwał całą wieczność. Nie mógł oderwać od nich oczu. Na jedną krótką chwilę zapomniał, gdzie jest i po co. Uroda tajemniczego mężczyzny powaliła Mistrza Miecza. Był anielsko wręcz piękny, w jego oczach zawierały się góry, drzewa, jeziora, niebo... Scythe tonął w świecie, jaki rozpościerał się w tym wzroku. Poza tym biła od niego ciepła, spokojna, pełna miłości i dobra aura. Zastanowiło go jednak, dlaczego jest ona tak potężna. Alex osunęła się w ramionach pięknego mężczyzny. Patrick rzucił się na niego bez chwili wahania. Czuł, że stracił absolutnie wszystko. Tuż przed uderzeniem zdał sobie sprawę, że wcale nie chce skrzywdzić tego człowieka. Nie czuł do niego nienawiści. Opadł przed nim na kolana, bezsilny i załamany.
-Wstań i walcz o to, co utraciłeś- szepnął jednorożec kładąc mu dłoń na czole. Scythe płakał.
-Nie mogę, nie mam sił- jęknął.
Nieznajomy pokręcił głową. Strumień jasnej energii przepłynął do ciała Mistrza Miecza, oczyszczając go z wszelkich złych myśli i niepokoju. Poczucie straty nie było już tak dotkliwe. Nagle z całą jasnością dotarło do niego, że musi odnaleźć Adelę i Samar. Podnióśł się z kolan, wsiadł na miotłę i rzucił do mężczyzny przez ramię:
-Powierzam ci ją, nie zawiedź mnie.
I odleciał.
*
Scrimgeour po kolei tracił towarzyszy z oczu. Zaczynał się gubić w otaczającej go przestrzeni. Za i przed nim była pustka, pod nim nie przemierzone lasy. Zatrzymał się na chwilę i uważnie rozejrzał. Starał się dostrzec cokolwiek w otaczającej go ciemności.

-Całe szczęście, że cię znalazłem- sapnął Kingsley. Był wykończony. Rufus nawet nie zauważył, jak wokół niego znalazła się cała ekipa ratunkowa.
-Jesteś przywódcą- rzucił Scythe. W odpowiedzi skinął tylko głową i zarządził lądowanie.
*
-Mam obowiązek spytać cię jeszcze raz, czy na pewno tego chcesz. Nie będzie już odwrotu...- szepnął jednorożec swym aksamitnym głosem wprost do ucha Alex. Zapach jego skóry przywodził jej na myśl świerki.
-O niczym innym nie marzę- mruknęła.
Złożył ją na omszałym stole. Wyczuwał w niej rezygnację, przerażającą samotność i głęboko skrywany ból po stracie najbliższych. Wiedział, że w lesie będzie jej dobrze, że zapomni o wszystkich ziemskich troskach. Przesunął dłonią po jej ciele, oddał jej część własnej mocy. Krzyk, który wydobył się z jej gardła, przeszył jak strzała połacie otaczającego ich lasu, burząc spokój wszystkich jego mieszkańców...
*
-Słyszeliście?- spytał rozgorączkowany Tom. Przerażająca cisza została przerwana przez nadzwyczaj głośny i pełen jakiejś dziwnej radości krzyk. Patrick zacisnął pięść, ale nikt tego nie zauważył.
-Alex- szepnął Thomas ze zdziwieniem.
Kingsley chwycił za miotłę, ale Rufus powstrzymał go przed odlotem.
-Ona już nam nie pomoże- mruknęła smutno Beryl i ukryła twarz w dłoniach. Wiedziała, że przyjaciółka postanowiła opuścić społeczność, która zadała jej tak wiele bólu.
-Musimy radzić sobie sami...- warknął Scrimgeour. -Axe, pełnisz pierwszą wartę. Pozostali spać- rozkazał.
Nikt jednak nie miał zamiaru go słuchać. Każdy zastanawiał się, co jeszcze go czeka na tym zakazanym terytorium. W każdym drzewie widzieli szpiega, każdy szmer był sygnałem do ataku... Ich niespokojne myśli przerwał nieziemski blask wydobywający się ze środka ziemi...
*
Potrząsnęła grzywą i szturchnęła towarzysza rogiem. W jej duszy panowała czysta, niczym niezmącona radość. Kochała świat i chciała obdarzyć go swoją miłością. Był tego warty. Wierzyła całą mocą swego serca, że jej dobroć wystarczy, by wyplenić zło. Jednorożec przyjrzał się jej uważnie, z rodzącym się w oczach uwielbieniem. Bez stukotu kopyt przemykali między drzewami, radosne rżenie przerywało odpoczynek leśnym stworzeniom. Alex Potter przestała egzystować. Zaczęła żyć. Stała się jednorożcem. Wszystkie troski świata były jej obce. Dostała wolność, o jakiej zawsze marzyła i nie zamierzała z niej rezygnować. Księżyc bezstrosko świecił jej nad głową...
[komentarze]  (6) [16:29 23/01/08]
 
Soul on fire
Dla Vicki, bo jest

Tom rzucił się na żonę, o włos nie zbijając jej z miotły. Kobieta była osłabiona, ale na jej twarzy wyraźnie malowała się radość i ulga. Nareszcie poczuła się bezpieczna. Rufus skanował otaczającą ich ciemność. Jego wzrok spoczywał dłużej na Alex, która nadal wydawała się spowita płomieniami. Musiała się zorientować, że ją obserwuje, bo posłała mu pytające spojrzenie. Żadne z nich nie słuchało opowieści Adelajdy. Byli zaabsorbowani sprowadzeniem grupy w bezpieczne miejsce, żeby jakoś przetrwać noc. Smok niecierpliwie machnął skrzydłami. Potter podleciała do niego. Przez moment wyglądała na zamyśloną, ale Rufus wiedział, że rozmawia z Faridem. Podjęli jaką decyzję. Stworzenie nie oglądając się na nikogo odleciało. Usłyszeli krzyk Toma. Przerażenie ogarniało go z sekundy na sekundę coraz bardziej. Wszyscy zorientowali się, że dzieje się coś złego. Kingsley rzucił się w stronę towarzysza, ale było za późno. Dwa olbrzymie czarne kruki zrzuciły Axe'a z miotły i zabrały Adelę. Shackelbot poleciał za spadającym mężczyzną, a pozostali podążyli za porywaczami. Alex miała iskierki w oczach. Wzrastał w niej gniew. Była na czele pościgu, ale wciąż poruszała się za wolno. Wystrzeliła ognistą kulę. Chybiła o włos. Złość wypełniała całą jej istotę. Odstawiła przyjaciół na kilkadziesiąt metrów, nabierała prędkości. Z każdym uderzeniem skrzydeł kruków była coraz bliżej. Przestała racjonalnie myśleć. Różdżka przestała jej być potrzebna. Wyciągnęła rękę. Jej palce musnęły skrzydło jednego z ptaków. Była tuż, tuż... Czarne, beznamiętne oczy zatrzymały się na jej postaci. Nagle coś z boku uderzyło w nią z impetem. Spadła w ciemną otchłań lasu.
*
-Znikła!- krzyknął Rufus i pochylił się na miotle, by nadać swojej postaci aerodynamiki. Jeszcze ułamek sekundy temu widział nikły ogień otaczający Alex. Czuł, że stało się coś złego.
*
Drzewa złagodziły upadek. Miała jeszcze tyle przytomności umysłu, żeby spróbować poderwać się do lotu. Poniekąd jej się to udało. Spokojnie stanęła na miękkim leśnym podłożu. Przez moment rozglądała się zaniepokojona. Nie dostrzegła jednak nic groźnego. Całkiem niespodziewanie w jej prawym boku pojawił się nieznośny, gwałtowny ból. Opadła na kolana, świadoma, że może już nie wstać. Zaczynała rozumieć, że ich przeciwnicy nie dają się wyczuć. Poruszali się bezszelestnie, nie mogła wyłapać ich aury. Przekraczało to zdolności śmiertelnika. Jęknęła. Ból był coraz gorszy. Zauważyła, że jej ciało nadal spowija ogień. Nie pojmowała tego. Oczy zasnuła jej mgła. Ostatnie, co zarejestrowała, to srebrna poświata wokół jakiejś postaci, która pojawiła się tuż przed nią. Straciła przytomność. Pływała w złotej mgle, pośród cudów natury. Czuła się lekka i spokojna. Cały ogień z niej uszedł. Nagle jej twarzy ktoś dotknął. Momentalnie otrzeźwiała. Patrzyła na najpiękniejszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek widziała. Jego twarz okalały jasne włosy, a w oczach zawierał się otaczający ich las.
-Masz lodowate serce i duszę w ogniu- powiedział. Jego głos wlał w nią ukojenie, jakiego od dawna poszukiwała, ale nie dane było jej znaleźć. Czuła, że jest jej wybawieniem. Uśmiechnął się do niej. Mógł czytać jej myśli. Zatonęła w jego spojrzeniu. I olśniło ją.
-Jesteś jednorożcem- szepnęła.
Potwierdził i wziął ją w ramiona.
-Mam ci pomóc? Wyzwolić cię z okowów codzienności i poczucia winy? Otoczyć cię opieką i miłością, jakiej potrzebujesz?- zadawał pytania, na które odpowiedź mogła być tylko jedna.
-Tak- poprosiła. Pragnęła wolności. Jedynej, wiecznej wolności.
Powoli pochylił się nad nią i złożył na jej ustach pocałunek. Poczuła, jak wszystko wokół znika. Byli tylko oni. Jednoczyli się w tym krótkim, prozaicznym geście. W jej oczach błysnął ogień.
*
Zobaczył poświatę między drzewami.
-Alex- krzyknął i przyspieszył. Zobaczył ją w ramionach innego. Wiedział, że ją stracił. Patrick Scythe poczuł, jak jego serce przeszywa nieznośny ból. Ból istnienia.
[komentarze]  (4) [18:16 02/11/07]
 
Wampirzy Lordowie
Nie zważał na protesty towarzyszy. Miał swoje priorytety, a na ich czele była Adela.
-Lumos- mruknął. Niebieski promień rozświetlił koniec jego różdżki. Widoczność była bardzo słaba, ale on miał konkretny cel, więc taki drobiazg jak ciemność wokół niego nie robił na nim wrażenia. Rozglądał się powoli, ale uważnie. Lustrował cierpliwie każdy cal otaczającej go przestrzeni. Nie pojmował, co się stało. Przecież Adelajda była tuż za nim. Powinna wylądować chwilę po nim. Zaczynała ogarniać go panika. Ktoś dotknął jego ramienia. Odwrócił się gwałtownie i z agresją. Alex cofnęła dłoń. Za nią byli wszyscy inni.
-Przepraszam- mruknął. -Ale nie rozumiem, co się stało.
-Ja też nie- odpowiedziała spokojnie, choć zdawało mu się, że przez jej twarz przemknął strach.
Nagle coś zauważył. Przetarł oczy z niedowierzaniem.
-Ty latasz?- rzucił ze zdumieniem.
-To zasługa Farida- odparła z dziecięcą radością.
-Nie traćmy czasu- przerwał im Rufus. -Zaczyna się noc, a i tak nie jest łatwo kogokolwiek znaleźć.
Przyznali mu rację. Ponownie podzielili się na zespoły i rozpoczęli poszukiwania. Dla bezpieczeństwa jednak Lago nie poleciał tym razem sam.
-Dam sobie radę- zaoponował, gdy zobaczył kły złotego smoka, który nagle zmaterializował się u jego boku.
-Nie będziemy ryzykować- powiedziała Potter tonem rozkazującym. Ponownie przejęła dowodzenia nad wyprawą. Rozdzielili się. Lecieli blisko siebie, nie tracili kontaktu wzrokowego. Daleko na horyzoncie jaśniały jeszcze ostatnie promienie zachodzącego słońca. Kingsley przypadkiem spojrzał w tę stronę. W dość znacznej odległości dostrzegła jakąś postać. Z jego perspektywy wyglądało to na walkę. Szturchnął lecącego obok niego Rufusa.
-Widzisz to?
Scrimgeour nie odpowiedział. Patrzył jak zahipnotyzowany na odgrywającą się w oddali scenę. Lecieli tam, ale nie byli pewni, co ich czeka. Jednocześnie wyciągnęli różdżki. Shackelbot wystrzelił w górę czerwone iskry. Przyspieszyli.
*
Adela zrobiła kolejny unik. Wiedziała, że nie wytrzyma już długo. Gdyby tylko mogła wystrzelić w niebo snop iskier... Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego nie wyczuła zbliżającego się zagrożenia. Jej policzek przeciął paznokieć napastnika. Dosłownie draśnięcie, ale wyjątkowo bolesne. Miała wrażenie, że coś przez tę rankę wnika do jej ciała. Palce u stóp zaczęły jej drętwieć. Paraliż powoli obejmował całą jej istotę.
-Avada kedavra!- krzyknął znajomy głos. Strumień zielonego światła trafił w jednego z napastników. Adela zarejestrowała przybycie Kingsleya i Rufusa. Trafiony został odrzucony o kilka metrów, ale poza tym był zaledwie lekko ogłuszony. Inni przeciwnicy rzucili się na aurorów. Przez chwilę obaj przyglądali się zaistniałej sytuacji. Śmiertelna klątwa nie przyniosła rezultatu. Scrimgeour pierwszy odzyskał zdolność ruchu. Chwycił Kingsleya i skierował się ostro w dół. Napastnicy za nimi. Byli szybsi, ale nie to stanowiło problem. Mężczyźni nie wiedzieli, jak mają ich pokonać. Shackelbot poderwał miotłę tuż nad koronami drzew. Któryś z wrogów zaplątał się w gałęzie. Reszta zawyła z uciechy. Pot spływał im po twarzach. Nieludzcy przeciwnicy zatoczyli wokół nich koło. Nie widzieli, co dzieje się z Adelą. Krąg zacieśniał się, napastnicy byli coraz bliżej.
-Żegnaj stary- szepnął Kingsley. -Fajnie było cię znać- dodał.
Obaj czuli, że nadchodzi nieuchronna śmierć. Nagle ogniste płomienie spadły na wrogów. Zaczęli wyć z bólu, wili się i kulili, aż nagle rozpadli się w proch. Złoty smok lekko machał skrzydłami i szczerzył kły w uśmiechu. Miał poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Obok niego unosiła się Alex. Jej dłonie płonęły, ale nie zważała na to. Nagle w jej głowie rozległ się głos:
-Nie myśl, że to już koniec. Jeszcze nikt nie wygrał z Wampirzymi Lordami.
Rozejrzała się po pozostałych. Ich miny świadczyły, że usłyszeli to samo. Nie zwrócili uwagi na dziwne stworzenia oddalające się w stronę zachodu słońca...
[komentarze]  (6) [08:42 26/09/07]
 
Nie w porę
Notka dla Vicki, bo wytrwale jej oczekiwała ;*

Uśmiechnął się rozbawiony.
-W każdej legendzie jest ziarno prawdy. A ty, wychowanka świata magii, nie powinnaś nawet przez moment w to wątpić.
Alex poczuła, jak jej policzki pokrywa purpura. Miał rację. Nie była osobą, która wyrzuca z własnego życia czary z własnej woli. Jednak jego historia była tak nieprawdopodobna... Wygięła usta w przepraszającym uśmiechu.
*
-Mam dość- warknął Lago. Podniósł się z miejsca, w którym leżał. -Musimy coś zrobić- rzucił agresywnie. Nienawidził bezczynności. Zwłaszcza takiej, która zagrażała życiu jego najbliższych.
-Co proponujesz?- spytał ze stoickim spokojem Thomas. Lago przez moment mierzył go wzrokiem, po czym wyłożył swój plan:
-Bierzemy miotły, dzielimy się na trzy zespoły i oblatujemy teren, na którym zaginęła Alex. Przy odrobinie szczęścia ją znajdziemy.
Był zdecydowany samotnie podjąć się tego zadania, ale wiedział, że znaczna część obecnych go poprze. Nie pomylił się. Rufus Scrimgeour pierwszy sięgnął po miotłę. Za nim poszli inni. Lago uśmiechnął się z satysfakcją.
-Tom i Adela na północ, Rufus i Kingsley wschód, Berkel i Patrick zachód, a ja zostanę na południu. W razie niebezpieczeństwa posyłamy w górę czerwoną iskrę. Jeśli ją znajdziecie, dajcie znak niebieską. Jasne?
Kiwnęli głowiami. Słowa stały się zbędne. Ruszyli na poszukiwania.
*
Ocknęła się, gdy zapadał zmierzch. Sen zamiast upragnionego odpoczynku przyniósł jej większe zmęczenie. Nie miała siły ani ochoty, żeby się podnieść. Jej powieki powoli się zamykały... Ostatnią rzeczą, jaką zdołała zarejestrować, był podejrzany cień nad jej głową.
*
Jednorożec trącił ją w ramię. Przyjaźnie. Alchemik roześmiał się. Potter nie rozumiała. Patrzyła to na jednego to na drugiego i szukała odpowiedzi. Przez sekundę za długo wpatrywała się w oczy jednorożca. Były niesamowite. Dostrzegła w nich jeziora, lasy, zachód słońca nad górami i wiele innych przepięknych rzeczy. Poddała się im, nie mogła oderwać wzroku. Czuła, że w nim tonie, że jej dusza łączy się z jego duszą, a jej umysł z jego umysłem. Czuła tę więź fizycznie. Powoli stawali się jednym. Wyciągnęła rękę w jego stronę. Jej dłoń drżała, ale nie zważała na to. Jednorożec pochylił głowę. Jego złoty róg zaczynał świecić. Nagle połączenie zostało przerwane. Alex spojrzała w niebo, a jednorożec uciekł.
*
-Tam!- krzyknęła Adela wskazując niepozorną polankę.
-Jesteś pewna?- spytał sceptycznie Thomas, ale zamilkł pod wpływem spojrzenia żony. Musiała mieć rację. W końcu wyczuwała takie rzeczy. Czasem o tym zapominał. W końcu nie kochał jej za to. Skierowali się we wskazaną przez nią stronę. Szybko zauważył nasilający się blask. Przyspieszył. Opadał prawie pionowo. Widział Alex wyraźnie, jego uwadze nie umknął też przestraszony ruch obok niej. Odetchnął z ulgą, nie wyczuwał niebezpieczeństwa. Wręcz poczuł błogi spokój. Zahamował gwałtownie, niemal zbijając przyjaciółkę z nóg. Zanim powiedział cokolwiek wyjął różdżkę i posłał snop niebieskich iskier w niebo. Dopiero po tym spojrzał na kobietę. Wyglądała na rozczarowaną, spróbował więc zażartować, ale nie wywołało to żadnego skutku. Niepokój. Coś wywołało jego niepokój. Szybko pojawili się Rufus i Kingsley, zaraz za nimi Lago. Słyszał krzyk Berkel gdzieś w oddali i odpowiedź Patricka. Ale gdzie była Adela? Rozglądał się z coraz większą paniką. Lago przytulił Alex, która także się rozglądała. Szukała alchemika, który nagle zniknął.
-Coś nie tak?- spytał Kingsley.
-Pojawiliście się tak strasznie nie w porę...- wyszeptała bardziej do siebie niż do nich. Thomas niespodziewanie wystartował bez słowa.
-Tom?
-Muszę znaleźć Adelę...
[komentarze]  (3) [stworz. 17:36 23/09/07 
mod. 17:40 23/09/07]
 
Alchemik
Ponownie trącił ją rogiem. Potter była zbyt słaba, by się podnieść. Spadła z dość znacznej wysokości. Jednorożec zachowywał się niespokojnie. Nie umknęło to uwadze kobiety, nie mogła jednak wydusić z siebie nawet słowa. Magiczne stworzenie uklękło przy Alex, obróciło ją na brzuch nosem, włożyło głowę pod jej żołądek i przerzuciło ją sobie na plecy. "Jak worek kartofli" pomyślała Potter. Jednorożec zaśmiał się i ruszył kłusem przez las. Alex nie miała pojęcia jak, ale jakimś cudem nie spadła mu z grzbietu. Zasnęła.
*
-Martwię się- rzucił w przestrzeń Patrick. Zebrani spojrzeli na niego ze zrozumieniem, ale nikt nic nie odpowiedział. Lago podszedł do drzewa i kopnął je z całej siły. Rufus ugryzł się w język, żeby mu nie dogryźć z tego powodu. Adela chwyciła Berkel za rękę i wtuliła się w Thomasa. Wszyscy czekali z niepokojem na powrót Alex.
*
Leciała już dość długo, powoli opadały jej zmęczone powieki. Potter miała rację, ale ona dostrzegła to za późno. O wiele za późno. Postanowiła wylądować i choć odrobinę odpocząć. Odrzuciła miotłę i położyła się pod pierwszym drzewem, jakie zobaczyła. Niepostrzeżenie zmorzył ją sen...
*
Otworzyła oczy na skraju przecudnej polany. Pierwszym, co zobaczyła, był niewiadomego pochodzenia blask. Zupełnie tak, jakby znajdowała się w jakimś magicznym miejscu. Rozejrzała się z zainteresowaniem.
-Witaj- powiedział ktoś za jej plecami. Odwróciła się błyskawicznie, zapominając o uroku miejsca, w którym była. Stał przed nią starszy mężczyzna z długą białą brodą i w podartej szacie. Trzymał kij. Patrzyła na niego nieufnie, ale nie mogła wydobyć głosu, by zadać nurtujące ją pytania. Uśmiechnął się do niej dobrotliwie i wyciągnął do niej rękę z patykiem. Z konsternacją rozpoznała w nim swoją różdżkę.
-Nie bój się, nie jestem czarodziejem, więc nie umiem się tym posługiwać- powiedział przyjaźnie. Po chwili wahania wzięła od niego swoje narzędzie magiczne i schowała za pazuchę.
-Widzę, że nie możesz mówić- zauważył. -Coś zaraz na to poradzimy- mruknął bardziej do siebie niż do niej. Nie protestowała, gdy położył jej ręce na głowie i zaczął ją oglądać z każdej strony. Zafrapowały ją miny, jakie przy tym robił.
-Ha!- krzyknął triumfalnie znienacka. Przestraszyła się, nie spodziewała się takiego entuzjazmu.
-Oj, przepraszam. Zapomniałem, że nie jestem sam. To było w twojej szyi- nagle poczuła ukłucie w okolicy krtani. Podniosła na niego wzrok z wyrzutem i dostrzegła coś cienkiego w jego palcach. Oglądał to z zainteresowaniem, po czym bezceremonialnie wrzucił do kieszeni swojej zużytej szaty. Przez moment szukał w niej czegoś, ale najwyraźniej nie znalazł. Alex obserwowała go nader uważnie. Sięgnął do prawego rękawa i wydobył z niego mały flakonik z niebieskim płynem. Krzyknął coś w niezrozumiałym języku i ewidentnie na coś czekał. Nawet nie zauważyła, gdy spomiędzy drzew wyłonił się jednorożec i podszedł do starca. Mężczyzna przez chwilę głaskał zwierzę, po czym wyrwał mu włos z grzywy. Odkręcił buteleczkę i wrzucił zdobycz do środka. Potter i jednorożec obserwowali, jak barwa substancji przechodzi z koloru nieba na przeźroczystą. Dziadek uśmiechnął się z radością, wysunął specyfik w stronę kobiety i powiedział prosząco:
-Wypij.
Posłuchała. Niewiele myśląc opróżniła zawartość flakonika do dna. Zapiekło, nawet bardzo, w gardło. Łzy stanęły jej w oczach, ale byłą twarda. Magiczna ciecz przepłynęła przez przełyk do żołądka, rozlewając po jej ciele uczucie błogości.
-Ohyda- mruknęła i zamarła. Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
-Magia, ale nie taka, jak twoja- szepnął głaszcząc jednorożca.
-Kim jesteś?- spytała z dziecięcą ciekawością. Patrzył na nią przez moment. Przypominało jej to spojrzenie Dumbledore'a, gdy coś przeskrobała. Miała wrażenie, że ten człowiek czyta w jej duszy.
-Nikim ważnym. Pustelnikiem, ale nazywają mnie też druidem albo...
-Albo alchemikiem- wtrąciła w nagłym zamyśleniu. Teraz to on był zaskoczony.
-Skąd wiesz?
-Czytałam o tobie. Dawno temu.. Myślałam, że to tylko legenda.
[komentarze]  (6) [18:26 07/09/07]
 
Konflikty
Lecieli już dość długo. Każdy powoli odczuwał, jak palce przymarzają mu do miotły. Alex otarła mokrą od deszczu twarz. Po raz kolejny sprawdziła, czy wszyscy jej towarzysze nadal są obecni. Zaczynało świtać. Na szczęście nikogo nie brakowało. Potter spojrzała na prowadzącą grupę Samar. Jej przygarbiona sylwetka zdradzała zmęczenie.
-Lądujemy- zarządziła Alex. Spojrzeli na nią z wdzięcznością. Wszyscy potrzebowali choć chwili odpoczynku. Potter zeszła ostro w dół. Uwielbiała czuć pęd powietrza na swojej twarzy. Tak dawno tego nie robiła. Zamknęła oczy i przytuliła się do miotły. Ziemia była coraz bliżej, ale ona tego nie widziała. W takich momentach nie myślała o niczym. Czuła się wolna. Nagle do jej świadomości dotarł przeraźliwy krzyk. Natychmiast podniosła powieki. Pierwszym, co zobaczyła, była skała. Pół metra przed jej twarzą. Szarpnęła miotłą, mijając przeszkodę. Jej nogi złączyły się z podłożem. Poczuła, jak uginają się pod nią kolana. Tak dawno tego nie robiła... Usiadła. Była wyczerpana, ale szczęśliwa. Adela wylądowała po chwili obok niej, odrzuciła swoją Zmiataczkę i rzuciła się przyjaciółce na szyję.
-Oszalałaś?- krzyknął roześmiany Thomas.
-No nie wiem- wydusiła z uśmiechem na pół twarzy. Zauważyła, że każdy z towarzyszy się śmiał. Udało jej się wpłynąć nieco na morale zespołu. Zbiorową radość przerwało lądowanie Samar, która z grobową miną podeszła do Alex i wymierzyła jej policzek. Potter jednak miała dość dobrze wyrobiony refleks. Złapała rękę przyjaciółki zaledwie dwa cale od swojej twarzy. Przez chwilę mierzyły się wzrokiem. Nastała cisza. Adela wtuliła się w męża.
-Sam, co jest?- Berkel postanowiła przejąć kontrolę nad sytuacją, zanim dojdzie do rękoczynów.
-Nie życzę sobie żadnych wygłupów dla zaspokojenia własnego próżnego ego! Mamy zadanie do wykonania! Nie wiem, po co się zatrzymaliśmy! Żebyś mogła się popisać?!- ryknęła Collins.
Zgromadzeni spojrzeli po sobie.
-Ona chciała tylko rozładować atmosferę. Musimy odpocząć Sam- powiedziała półgłosem Berkel.
-Nie obchodzi mnie to- szarpnęła się Samar, wzięła swoją miotłę i odleciała, nie oglądając się na nikogo. Potter patrzyła za nią przez moment, po czym poszła w jej ślady, rzucając przez ramię krótkie "zostańcie". Goniła przyjaciółkę. Jej umysł pracował, gorączkowo szukał wyjścia z sytuacji. Rozumiała Samar, ale nie mogła pozwolić, by wszyscy opadli z sił przed terytorium Olbrzymów. Musiała jakoś przekonać Collins.
-Zaczekaj!- krzyknęła. Zawołana nawet się nie odwróciła. Potter wytężyła wszystkie siły, ale nic to nie dało. Ścigana była coraz dalej i dalej...
*
-Alex coś się stało- szepnęła Adela. Kingsley spojrzał na nią zdziwiony.
-Przecież leci- mruknął Rufus Scrimgeour. Jak na zawołanie Potter ześlizgnęła się z miotły i runęła w las. Patrick krzyknął, a Lago zerwał się do biegu. Tom złapał go za ramię.
-Zostań. Nie możemy jej pomóc- powiedział, starając się, by jego głos brzmiał naturalnie.
-Dlaczego?- spytał agresywnie Mistrz Miecza.
-Bo to jakiś dziwny teren. Coś tu grasuje, ale nie mam pojęcia co..- wyszeptała Adelajda. Jej twarz stawała się coraz bledsza.
-Pozostaje nam czekać- mruknął z rezygnacją Scrimgeour. Thomas potwierdził skinieniem głowy.
*
"Ocknij się." Alex jęknęła. Czuła tylko przeszywający ból. Nie potrafiła nawet zlokalizować jego źródła. "Ocknij się." Do jej świadomości przedostał się nieznany jej głos. "Ocknij się." "Nie mogę!" krzyknęła rozpaczliwie. "Nie chcesz." Coś trąciło jej podbródek. Przeszył ją dreszcz. Musiała się obudzić. Musiała otworzyć oczy. "Chodź za mną" szepnął głos. Nie umiała się przeciwstawić, była zbyt słaba. Poruszała się za jakąś zjawą po zakamarkach swojej świadomości. Chciała ją dogonić, ale nie mogła. Dotarła do labiryntu. Sama nie wiedziała, kiedy udało jej się go przejść. Otworzyła oczy. Nie mogła się poruszyć, ale to co zobaczyła wprawiło ją w absolutne osłupienie. Stał nad nią biały niczym śnieg jednorożec...
[komentarze]  (6) [stworz. 19:16 31/08/07 
mod. 19:21 31/08/07]
 
Friends of mysery
-I zamieścił go w swojej książce?- wtrącił z niedowierzaniem Thomas. Alex parsknęła śmiechem widząc jego minę.
-Owszem. Przez długi czas nie robiło to na nikim wrażenia, bo w fantastyce często zamieszcza się mapy wymyślonych przez autora światów. Aż pojawił się ktoś, kto postanowił sprawdzić autentyczność tego skrawka papieru. Nigdy nie odnaleziono tego fanatyka, ale chodziły słuchy, że jakimś cudem dotarł do Krainy Wampirów. Naturalnie nie miał szans na przeżycie, jeżeli był tylko mugolem.
-Takich rzeczy powinni uczyć na historii magii...- mruknął z uznaniem Axe. Alex zarejestrowała zniecierpliwienie na twarzy Collins.
-Sam, widzę jednak pewien szkopuł- zwróciła się do przyjaciółki. -Oczywiście jestem zaszczycona, że uznałaś nas za godnych i zdolnych do pomocy. Ale wydaje mi się, że jest nas najzwyczajniej w świecie za mało. Będziemy musieli przejść przez wyjątkowo niebezpieczne tereny, a nie jestem przekonana, czy nasze umiejętności wystarczą, by nas ocalić.
-Co proponujesz?- warknęła zapytana z rezygnacją. Potter odetchnęła.
-Nie jestem pewna. Może spróbujemy skontaktować się z aurorami? Albo odszukamy Łowców? Albo Leśni Ludzie udzielą nam pomocy?
-Zrób, jak uważasz. Zdaję się na ciebie Alex. Masz czas do jutra, do północy.
Małżeństwo Axe i Alex Potter stali przez moment w osłupieniu. Po chwili rozległo się głośne pyknięcie i Samar Collins znikła. Jej aportacja była powodem do powrotu do rzeczywistości dla pozostałej trójki.
-Odbiło jej- podsumował Thomas. Adela przytuliła się do niego. Całe jej jestestwo było przeciwne tej eskapadzie.
-Załatwmy to i będzie po sprawię. Zwerbujcie Berkel, ja odwiedzę starych znajomych- mruknęła Alex i poszła w ślady Sam.
*
-Rufus, Kings, nie róbcie mi tego. Potrzebujemy wsparcia.
Mężczyźni spojrzeli po sobie. Dużo przeżyli z tą kobieta, ale ni byli pewni, czy chcą ryzykować życie dla kaprysu zrozpaczonej dyrektorki swej dawnej szkoły.
-Cóż, widocznie jestem skazana na siebie- syknęła złośliwie Potter i aportowała się do Osady...
*
Patrick Scythe długo trzymał ją w ramionach. Czuł, że to może być ostatnia okazja. Wiedział, że nie wróciła z tęsknoty.
-Ja pójdę z tobą choćby na śmierć- zadeklarował Lago. Wysłała mu uśmiech pełen wdzięczności. Mistrz Miecza nie musiał nic mówić. Przybyła tylko, by go poinformować, kiedy i gdzie mają się stawić. Zrobiłby dla niej wszystko.
*
Wybiła północ. Alex rozejrzała się po zebranych. Adela i Thomas, Lago i Patrick, Berkel i Samar, nawet Rufus Scrimgeour i Kingsley Schackelbot.
-Ruszamy- zarządziła Collins. Posłusznie wsiedli na miotły, mocno odbili się od ziemi i polecieli w ciemną noc. Nie przerażała ich nawet zbliżająca się burza. Thomas zbliżył się do Alex i spytał z konspiracją:
-Co z Łowcami?
Wszyscy zebrani nadstawili uszu. Potter uśmiechnęła się enigmatycznie. To miała być niespodzianka.
[komentarze]  (6) [20:06 27/08/07]
 
...aż w jedną krótką chwilę pojmiesz po co żyjesz...
Przeciągnęła się leniwie w pościeli. Przez przysłonięte okna wpadały promienie porannego słońca. Uśmiechnęła się sama do siebie. Życie było takie piękne...
-Dzień dobry- mruknął jej wprost do ucha. Przyniósł śniadanie. Czy istnieje lepszy początek dnia niż posiłek z ukochanym mężczyzną? W milczeniu skonsumowali croissanty i wypili kawę. Już dawno się tak nie czuła. Była szczęśliwa. Jej sielankę przerwało pukanie do drzwi. Westchnęła. Już dawno nauczyła się, że nic nie trwa wiecznie. Zaczęła się podnosić, ale mąż pocałował ją w czoło i szepnął:
-Pójdę.
Nie wiedziała dlaczego, ale wyczuła kłopoty. Wstała, owinęła się szlafrokiem i zeszła do kuchni. Wyraźnie odbierała złe emocje. Wibrowały jej w skroniach, przeszywały serce. Przy stole siedziała zapłakana kobieta. Ze zdziwieniem rozpoznała w niej Samar Collins, przyjaciółkę z lat szkoły aurorskiej.
-Adela- powiedziała przybyła chłodno. Nic się nie zmieniła. Berkel rzuciłaby się jej na szyję, ale nie Sam. Ona była na to zbyt dumna. Nawet mimo upływu czasu nie zmieniła się ani odrobinę. Cóż, może z tym wyjątkiem, że dawna Samar Collins nigdy nikomu nie pozwoliłaby się zobaczyć w takim stanie. Adelajda usiadła przy stole.
-Co jest?- spytała, choć miała świadomość, że odpowiedź jej nie zadowoli.
Thomas chciał się ulotnić, ale Collins poprosiła, by został. Jej głos był pełen smutku.
-Pamiętacie moją ciotkę, Tetydę?- zapytała niespodziewanie. Patrzyła na blat stołu, zupełnie jakby fascynowała ją struktura drewna. Oboje kiwnęli głowami. Czekali na ciąg dalszy.
-Uznała, że skoro nie może dłużej być dyrektorem Szkoły Aurorów, to musi zrobić coś niezwykłego. I wyruszyła do Doliny Wampirów, czy jak to się tam zwie. Nie wróciła...
Adelę przeszły dreszcze. Thomas zauważył to, objął żonę i zwrócił się do Sam:
-Czego oczekujesz?
Przez chwilę Collins oglądała swoje idealne paznokcie, po czym nagle podniosła wzrok i patrząc Adeli prosto w oczy wypaliła:
-Chodź ze mną do tej Doliny. Pomóż mi wydostać z niej ciotkę.
Adela oddychała ciężko. Nie potrafiła odmówić przyjaciółce, ale czuła, że zadanie ją przerasta.
-Zwariowałaś- warknął Tom. Nigdy nie przepadał zbytnio za Samar.
-Thomasie Axe, czy uważasz, że życie mojej ciotki nie jest wystarczająco dużo warte, by twoja żona mogła mi pomóc je uratować?- Sam zwróciła się wrogo do mężczyzny. Zmieszał się, ale nie odwrócił wzroku.
-Poza tym nie jestem na tyle głupia, żeby zapuszczać się w wrogą okolicę tylko ze słabą czarodziejką u boku- głos kobiety był nieprzyjazny, ale pewny. Miała w nosie, że obraża przyjaciółkę nazywając ją czarodziejką, słabą w dodatku. Ona miała ważniejszy cel, nie miała czasu na bawienie się w uprzejmości. Adela przełknęła zniewagę.
-Co masz na myśli?- spytała cicho. Collins zawahała się przez ułamek sekundy.
-Alex Potter pójdzie z nami.
*
Słuchali jej uważnie, miała plan. Thomas jednak koncentrował się na jej szyi. Dostrzegał na niej niewielką bliznę, której wcześniej sobie nie przypominał. Zabawne było to, że Samar miała identyczną. Zamyślił się. Wspomnienia wracały falami. Ocknął się, gdy trzeci raz powtórzyła jego imię.
-Wybacz Alex, odleciałem.
-Drobiazg- mruknęła. -Mówiłam, że przejrzałam wszystkie dostępne opracowania o wampirach, nawet te mugolskie. Nic, czego byśmy nie wiedzieli. Ale w książce jednego mugola znalazłam mapę, która okazała się zaginionym fragmentem Mapy Czarodziejów.
-Czego?- wtrąciła Adela z zainteresowaniem.
-Mapy Czarodziejów. Pochodzi jeszcze ze starożytności, jest na niej zawarty cały świat. W renesansie została uznana za niebezpieczną i miała zostać zniszczona, ale pewien czarodziej pociął ją na kawałki i rozesłał do poszczególnych regionów. Po stu latach jego wnuk postanowił poskładać Mapę. Prawie mu się to udało. Jednak w Królestwie Wampirów ubiegł go jakiś młokos, który za wszelką cenę chciał się wzbogacić. Nie było wiadomo, co stało się z fragmentem zawierającym rejon wampirów. Okazuje się, że dostał go jakiś mugol...
[komentarze]  (12) [16:56 08/08/07]
 
Magia jest błogosławieństwem
Powoli otworzyła oczy. Wszędzie panował półmrok, ona jednak skoncentrowała się na czymś innym. Nie mogła się ruszyć, coś krępowało jej ręce i nogi. Leżała na czymś twardym i zimnym. Kamień. Usiłowała sobie przypomnieć, co się wydarzyło, jednak do jej świadomości dochodziły tylko pojedyncze i niepowiązane ze sobą obrazy. Tajemnicza fiolka z zielonym eliksirem. Rozmowa na korytarzu. Błonia. Jezioro. Chłopak. Chłopak! Kawałki układanki zaczęły do siebie pasować. To ten młodzieniec podrzucił jej eliksir do kieszeni, gdy na nią wpadł w lochach, ukradł jej różdżkę nad jeziorem, a w końcu rzucił na nią jakieś nieznane jej zaklęcie.
-Obudziła się- syknął ktoś. Nie zdążyła nawet mrugnąć, gdy jakaś postać wymierzyła w nią różdżkę i beznamiętnie mruknęła:
-Crucio.
Ból. Potworny ból. Nie mogła o niczym innym myśleć. Nie mogła się ruszyć. Nie kontrolowała swojego ciała, które za wszelką cenę chciało się uwolnić od cierpienia. Nagle wszystko minęło. Była mokra od potu, oddychała z trudem. Jak przez mgłę widziała twarz swojego oprawcy. Chłopak znad jeziora. Mówił coś do niej, ale ona nie rozumiała. Słyszała tylko jego głos. Głos... Znała go. Skąd? Poczuła uderzenie w twarz. Zapiekł ją policzek. Przymknęła oczy. Ktoś chwycił ją za podbródek i zmusił do otwarcia powiek.
-Moja droga Alex Potter- powiedział do niej tajemniczy chłopak. -Zapytam po raz kolejny: gdzie jest twój bratanek? Co zrobił z nim Dumbledore? Gdzie go schowaliście?
Spojrzała na niego nieprzytomnie. Bratanek? Nagle w jej oczach zobaczył błysk zrozumienia. Harry.
-Kim ty jesteś- szepnęła z trudem. Wiedział, że grała na czas. Miał jednak pewność, że wydobędzie z niej tę informację. Ostatecznie kto inny, jeśli nie on? Był w tym najlepszy.
-Mauritius Axe do usług- ukłonił się. Ktoś wybuchł śmiechem. Alex wracał przytomność umysłu. Axe. Axe... Wiedziała, kim on jest.
-Śmierciożerca?- spytała bardziej siebie niż jego. Uśmiechnął się tylko. Usiłowała sobie przypomnieć, co o nim wie.
-Przecież ty nie żyjesz...- wydusiła w końcu. Jego uśmiech się poszerzał. -Zabili cię aurorzy!
Zaczął się śmiać. Dotarło do niej, że ma kłopoty.
-Cóż, moja droga. Wygląda na to, że według opinii publicznej oboje jesteśmy martwi. To dobrze, nikt nie będzie cię szukał... Pytam po raz ostatni: gdzie jest Harry?
Spojrzała na niego twardo. Bała się, ale nie chciała mu tego okazać. Nie mogła mu tego okazać. Była przecież Alex Potter. Dotarło to do niej nareszcie. Dopiero teraz, będąc twarzą w twarz ze śmiercią, uświadomiła sobie, że jest stworzona do walki. Nie ma prawa się poddać. Nie może myśleć o przeszłości. Axe szykował się do rzucenia śmiertelnego zaklęcia. Nie odwróciła wzroku. Rozbłysło zielone światło. Poczuła ból w okolicy serca, coś przeleciało jej nad głową. Mogła ruszyć kończynami. Czy już umarła? Otworzyła oczy. Wciąż leżała na kamieniu, do którego została przywiązana, ale była wolna. U jej stóp leżało ciało. Mauritius Axe nie żył. Dotknęła klatki piersiowej. Bolała nadal, ale już nie tak dotkliwie. natrafiła palcami na medalion żywiołów. Był gorący. Podniosła wzrok. Tuż przed nią stał Farid, duch żywiołów. Ukłonił się jej. Całkowicie zapomniała, że posiada nad nim władzę. Potężny podmuch wiatru zmusił ją do odwrócenia się. Nawet w półmroku złote łuski smoka były widoczne. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Na jego pysku dostrzegła strużkę krwi. Wolała nie wiedzieć, co zrobił z towarzyszem śmierciożercy.
-Farid- szepnęła. I zrozumiała coś jeszcze. Odwróciła się do ducha. Przyjrzała mu się uważniej. W odpowiedzi uśmiechnął się. Usłyszała też ciche warczenie smoka. Śmiał się.
-Trochę ci to zajęło- powiedzieli obaj. Usiadła z wrażenia. Jak mogła być taka głupia? Farid i Farid. Dwóch strażników. Jej obrońcy. Byli z nią już tyle czasu, a ona... Roześmiała się. Czuła każdy mięsień i każdą kostkę, ale była szczęśliwa. Ich obecność działała na nią kojąco. Sprawiali, że zapominała o tym, co złe. To dopiero była magia. Duch położył jej dłoń na czole. Jego dotyk był lepszy niż łzy feniksa.
[komentarze]  (7) [stworz. 13:11 15/06/07 
mod. 20:34 18/06/07]
 
Nigdy nie wiesz, co przyniesie ci los...
Sprawa wypadku profesora Snape'a nieco ucichła, ale uczniowie i tak robili zakłady, co tak naprawdę się wydarzyło. Alex nie przywiązywała do tego większej wagi. W prawdzie lekko ją irytowało, gdy zapadała cisza, kiedy mijała grupki uczniów, a gdy tylko ich minęła zaczynały się uszczypliwe uwagi. Snape nie wyszedł jeszcze ze Skrzydła Szpitalnego, a ona nie miała zamiaru go odwiedzać. Była pewna, że nie życzyłby sobie tego. Poza tym jakoś specjalnie jej to nie obchodziło.
-Mówię wam, to ona wywaliła mu te półki na łeb, ale nie zdążyła go wykończyć, bo nadbiegł dyrektor- usłyszała czyjś konspiracyjny szept. Zastanowiła się przez ułamek sekundy. Mówiący był za rogiem korytarza, jeszcze jej nie zobaczył. Mogła chwilę postać i posłuchać. Nieco wbrew własnej woli czekała na ciąg dalszy wywodu.
-A co Potter może mieć do Snape'a? Przecież oni nawet ze sobą nie rozmawiają!- krzyknęła jakaś oburzona dziewczyna.
-Podobno- mówiący obniżył głos -oni kiedyś byli parą, ale on ją zostawił dla innej. A teraz ona się mści- oznajmił z satysfakcją. Alex o mało nie wybuchła śmiechem. Rozmówczyni chłopaka nie musiała tłumić wesołości. Jej dźwięczny śmiech poniósł się korytarzem, aż niektórzy uczniowie odwrócili się w jej stronę.
-Potter i Snape? Przecież oni pasują do siebie jak pięść do nosa! Co ktoś taki jak ona mógł robić z kimś takim jak on?
-Myślisz, że aż tak się różnią?- spytał chytrze chłopak. -Ona jest wyniosłą jędzą, a on nieznośnym padalcem. Idealna para.
-Nie wiem, czy to prawda czy nie- włączył się do rozmowy ktoś trzeci -ale pewne jest jedno: oni mają jakąś tajemnicę i trzeba ją odkryć.
Zadzwonił dzwonek, który uprzytomnił Alex, że za chwilę zostanie nakryta. Odwróciła się i szybko ruszyła w stronę klasy. Nie wiedziała, że bystre oczy chłopaka zauważyły ją do razu, gdy tylko ich właściciel wyłonił się zza rogu. Nie wiedziała także, że dzieciak ten był nieprzyzwoicie wręcz bystry i od razu zorientował się, że nie mogła iść od początku w stronę, w którą szła, bo musiałaby go minąć. Postanowił ją obserwować. Miał bardzo konkretne plany związane z jej osobą...
Alex wpadła do klasy. Jej uczniowie, drugoklasiści ze Slytherina , spojrzeli na nią nieprzyjaźnie. Gryfoni natomiast uśmiechali się od ucha do ucha. Mrugnęła do nich i zabrała się za prowadzenie lekcji.
-Schowajcie książki. Nie będą wam dziś potrzebne. Chyba pora na jakieś praktyki, nie sądzicie?- posłała im swój najładniejszy uśmiech. W odpowiedzi dostała salwę radosnego śmiechu. Poczuła ogromną satysfakcję.
*
Wieczór był bardzo ładny, więc postanowiła przejść się po błoniach. Wiedziała, że o tej porze nie powinna spotkać żadnego ucznia, ponieważ dochodziła północ. Księżyc jasno świecił, zbliżała się pełnia. Zawsze w takich chwilach myślała o Remusie Lupinie. Przeżyli razem bardzo wiele, a najciekawsze rzeczy zawsze działy się w pełnię księżyca. Doszła do drzewa nad jeziorem. Nagle zachciało się jej pływać. Wręcz nie potrafiła opanować tego kaprysu. Rozejrzała się bacznie, zdjęła szatę i weszła do wody. Pozwoliła, by jej ciało swobodnie dryfowało na tafli jeziora, kołysane delikatnym wiatrem. Ogarnęła ją senność, którą jednak przezwyciężyła. Przepłynęła dwie długości i wyszła na brzeg. Nie zauważyła siedzącego pod drzewem chłopaka, który obserwował ją już od dłuższego czasu. Rozejrzała się w poszukiwaniu szaty, ale nigdzie jej nie było. Dopiero teraz dostrzegła zbliżającą się do niej postać.
-Tego szukasz, prawda?- spytał chłopak. Miał bardzo przyjemny głos. Rzucił jej szatę, nie chciał podejść bliżej. Wyglądał na jej rówieśnika, ale skoro nim był, to nie miał prawa przebywać na terenie Hogwartu. Nagle dotarło do niej, że on się na nią gapi. Bezczelnie, bez żadnego zażenowania, patrzył na jej nagie ramiona, nogi, brzuch. Owinęła się szatą najszczelniej jak mogła pod obstrzałem jego czujnych oczu. Ale on nie przestawał. Czuła się zażenowana i bezbronna. Bawił się czymś. Przyjrzała się uważniej i z przerażeniem zrozumiała, że to jej różdżka...
[komentarze]  (4) [stworz. 16:59 01/06/07 
mod. 17:13 01/06/07]
 
Wypadki chodzą po ludziach...
Przyzwyczaiła się, że w Hogwarcie czas mijał jej szybko. Tym razem jednak było inaczej. Była poważną panią profesor, nie mogła sobie pozwolić na różne dziwne wybryki. Nie do końca jej to odpowiadało, ponieważ każdy korytarz w zamku, każde okna i każda ściana przenosiły ją w przeszłość, pobudzały wspomnienia. Miłe, to prawda, ale jednak tylko wspomnienia. A wspomnienia nie przywrócą życia zmarłym i nie uwolnią uwięzionych. Szła do klasy. Była już sporo spóźniona. Wiedziała, że uczniowie raczej się nie zmartwią. Obrona przed czarną magią nie bawiła ich za bardzo. Przynajmniej zdecydowanej większości. Po drodze postanowiła, że poprowadzi lekcję tak, jak kiedyś uczyła kolegów. Sama miała dość nudnych wykładów i czystej teorii. Trzeba było przejść do praktyki. Ale jeszcze nie dzisiaj. Zacznie od następnego tygodnia. Ostatecznie to na pewno kogoś zmotywuje do działania. A może nawet jakiś dzieciak ją polubi. Takie to nieistotne myśli zaprzątały głowę profesor Alexandry Potter w drodze na lekcję. Nie przewidziała, że coś może ją po drodze zaskoczyć.
*
Severus Snape siedział przy biurku w swoim gabinecie i zajęty był tworzeniem jakiegoś eliksiru. Otoczony był mnóstwem przeróżnych ampułek, fiolek i tym podobnych. Z kociołka unosił się gęsty, zielonkawy dym. Mężczyzna nie zwracał uwagi na otoczenie. Dodawał właśnie sproszkowany róg jednorożca, gdy ogarnęło go dziwne przeczucie. Zanim jednak podniósł głowę, coś się za nim poruszyło. Odwrócił się z zadziwiającą szybkością, ale nie zdążył uciec przed lecącym wprost na niego regałem. Zdołał tylko wydusić z siebie rozpaczliwy krzyk.
*
Alex zatrzymała się. Do jej uszu doszedł dziwny odgłos, dobiegający z lochów. Zawahała się, ale tylko przez moment. Jej czarna peleryna powiewała, gdy zbiegała schodami w stronę hałasu. Usłyszała dźwięk tłuczonego szkła, zaledwie chwilę później nastąpił wybuch. Była już bardzo blisko. Wpadał na jakiegoś ucznia, ale nawet mu się nie przyjrzała, bo doszło do kolejnej eksplozji. Wiedziała, gdzie jest źródło tego zdarzenia. Przyspieszyła. Kierowała się prosto do gabinetu Snape'a. Zza drzwi wydobywał się dym. Bez chwili zastanowienia pchnęła je i wbiegła do pomieszczenia. Zakręciło jej się w głowie od nadmiaru oparów, ale udało jej się otrzymać równowagę. Ujrzała pobojowisko. Na podłodze mieszały się ze sobą substancje o wszystkich niemalże barwach i konsystencjach. Widziała dwa regały leżące na ziemi, było pełno potłuczonego szkła, biurko zostało przewrócone. Szukała wzrokiem Snape'a, ale nigdzie go nie było. Usłyszała, że ktoś biegnie w stronę gabinetu. W tej samej chwili coś poruszyło się pod jednym regałem. Schyliła się i zaklęciem uniosła mebel. Severus Snape był w ciężkim stanie. Oblany był jakimś dziwnym eliksirem, coś lepkiego miał na twarzy. Ponadto krwawił, miał zmiażdżony nos. Alex dostrzegła kilka przeżartych przez mikstury książek. Chwyciła mężczyznę za ręce i wyciągnęła z pomieszczenia. W tej samej chwili nadbiegł Albus Dumbledore wraz z resztą kadry. Mówił coś do niej, ale nie była w stanie go zrozumieć. Dyrektor wydał kilka poleceń, ktoś gdzieś pobiegł, ktoś zabrał Snape'a. Potter siedziała na posadzce i usiłowała złapać oddech. Próbowała wstać, ale straciła przytomność.
*
Obudziła się w skrzydle szpitalnym następnego ranka. Miała lekkie zawroty głowy, poza tym czuła się jak nowo narodzona. Chwilę później nadeszła pani Pomfrey i mówiła coś wesoło. Alex nigdy nie miała w zwyczaju słuchania tej kobiety. Potakiwała jej pogrążona we własnych myślach.
-W sumie to możesz już wyjść- stwierdziła pielęgniarka z uśmiechem. Potter to akurat usłyszała. Zerwała się gwałtownie z łóżka i ruszyła do swoich szat. Ubrała się pospiesznie i wybiegła ze skrzydła szpitalnego mało nie przewracając pani Pomfrey. Wpadła niczym huragan do swojego gabinetu. Nie wiedziała dokładnie, co nią kierowało, ale miała sen, w którym otrzymuje przesyłkę. W gabinecie jednak nic nie było. Zamyślona włożyła ręce do kieszeni szaty i z konsternacją znalazła w niej mały flakonik...
[komentarze]  (4) [16:42 27/04/07]
 
***
Spojrzała w niebo. Jej wzrok nie był już tak smutny jak kiedyś, ale nadal nie było to radosne spojrzenie. Była zła. W zasadzie zła to mało powiedziane. Pulsowała w niej wściekłość na samą siebie i wszystko, co było dookoła. Nie mogła przez to spać. Dręczyły ją wyrzuty sumienia. Jak mogła tak łatwo odejść? Chrapnięcie Hagrida spowodowało, że drgnęła. Każdy dźwięk doprowadzał ją do szału. Marzyła, by z pobliskich zarośli nagle wyskoczył Patrick lub Lago i zabrał ją z powrotem do Osady. Wiedziała, że będą jej szukać. Ale wiedziała też, że nie pozwoli się znaleźć. Powoli godziła się z tym, że jej życie to ciągła ucieczka, ciągła walka o siebie. Przewróciła się na lewą stronę i spojrzała na drzewa. Ognisko dogasało, ale nie miała ochoty wstawać i dokładać drewna. Noc była ciepła, a niebo bezchmurne. Zupełnie niespodziewanie przyszedł sen...
*
-Obudź się, Alex- syknięcie tuż przy jej uchu było zbyt denerwujące, by mogła je zignorować. Nie mógł to być Hagrid, gdyż ten natarczywy głos nie należał do niego. Niechętnie otworzyła oczy. Stał nad nią bardzo przystojny chłopak. Znała tę twarz.
-Syriusz?- spytała niepewnie. Zanim zdążyła coś dodać położył jej palec na ustach i wskazał głową kierunek. Spojrzała we właściwą stronę i zobaczyła niewielkie zawiniątko. Podniosła się cicho i ruszyła za Syriuszem. Zatrzymali się nad śpiącym chłopakiem. Nawet przy świetle księżyca widać było, że ma tłuste włosy. Black uśmiechnął się złośliwie. Zrozumiała, że stoją nad Severusem Snape'em. Po drugiej stronie pojawiło się jeszcze kilka osób.
-Chyba nie powinniśmy...- zaczął ktoś cienkim, lekko drżącym głosem, ale natychmiast został uciszony:
-Boisz się?- warknął inny głos, po którym rozpoznała swojego brata. Serce zaczęło jej szybciej bić. James zignorował całkowicie mądre rady, jakie dawał mu jeszcze ktoś inny i bez ceregieli zbliżył się do śpiącego. Łobuzersko wyszczerzył zęby do Alex i mrugnął porozumiewawczo do Syriusza. Po chwili pojawili się za nim Remus i Peter.
-Dawaj go- szepnął w radosnym podnieceniu Black. James powoli, zupełnie jak w filmach, wyciągnął z kieszeni maleńką fiolkę.
-Co to jest?- spytała podejrzliwie Alex, ale w odpowiedzi brat machnął lekceważąco ręką.
-Taki mały, zupełnie nieszkodliwy eliksir. Po jego zażyciu nasz przyjaciel będzie przez jakiś czas zielony, ale to nic takiego- mruknął jej prosto do ucha Black. Nie wiedziała dlaczego, ale pomysł przypadł jej do gustu. James właśnie otwierał Snapeowi usta, gdy dziewczyna poczuła, jak ktoś chwyta ją za ramię. Krzyknęła i otworzyła oczy. Patrzyła na Hagrida, którego mina nie sugerowała niczego dobrego.
-W nocy wygasło ognisko. Nie wyglądasz dobrze. Jak się czujesz?- spytał olbrzym jednocześnie dotykając jej czoła. Szybko jednak cofnął rękę.
-Jesteś zimna jak lód!- krzyknął i wbrew jej sprzeciwom otulił ją kocem i przerzucił sobie przez ramię. Ruszyli w dalszą drogę. W jej głowie kołatała się tylko jedna myśl: "to był sen, tylko sen...".
Zatrzymali się dopiero późnym wieczorem na stacji w Hogsmeade.
-Za parę minut przyjedzie pociąg. Zabierzemy się powozami z uczniami- powiedział Hagrid wesoło. Nie odpowiedziała. Rzeczywiście, po kilku minutach pojawił się pociąg. Uczniowie wysypali się z niego niczym lawina. Na peronie zapanował wesoły harmider. Starsi skierowali się w stronę powozów. Rubeus pociągnął tam Alex, ale ona nagle stanęła. Patrzyła na czarne, skrzydlate konie o białych ślepiach. Były zaprzężonego ciągnięcia pojazdu. Wyciągnęła rękę do najbliższego stworzenia, ale szybko ją cofnęła. Nie chciała, by ktoś pomyślał, że zwariowała. Tych istot na pewno tam nie było!
-Hagridzie, popłyńmy łódką...- szepnęła. Spojrzał na nią zdziwiony, skierował wzrok na konie, po czym skinął głową. Weszli w ostatnią wolną łódź i popłynęli przez tajemnicze jezioro. Ich oczom ukazał się zamek. Alex ponownie widziała go oczami pierwszaka, który nigdy nie widział nic równie wspaniałego...
[komentarze]  (5) [13:55 03/03/07]
 
"...żegnam was, nie spotkamy się..."
Alex na chwilę straciła oddech. Poczuła silny nacisk na klatkę piersiową. Coś mokrego i ciepłego spoczęło na jej policzku. Język. Wesoły tubalny śmiech rozległ się gdzieś nad jej głową. Z całej siły starała się zrzucić z siebie nieznany ciężar. Co tu dużo mówić, śmierdział. W końcu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nacisk na klatkę ustał. Potter zaczerpnęła głęboko życiodajnego gazu. Musiała wyglądać komicznie. Była czerwona, siedziała w dziwnej pozycji pod drzewem i miała otwarte usta. Łapała powietrze niczym ryba wyciągnięta z wody. Przed nią stał masywny, znacznie wyższy od przeciętnego człowieka mężczyzna. Miał ciemną, krzaczastą brodę i długie, nierozczesane włosy. W prawej dłoni trzymał kuszę, lewą przytrzymywał czarnego psa.
-Hagrid- wykrztusiła Alex. Jej zdziwienie odpowiadało jego radości. Zanim zdążyła powiedzieć coś więcej olbrzym rzucił się w jej kierunku i mocno przycisnął do piersi.
-Tyle lat... Tyle lat...- powtarzał. Poczuła, jak coś mokrego spada jej na twarz. Spojrzała w jego małe, ciemne oczy i dostrzegła wypływające z nich łzy. Powoli i ostrożnie wyswobodziła się z objęć Hagrida. Owszem, cieszyła się z jego obecności, ale też była nią zaniepokojona. Co klucznik Hogwartu robił tak daleko od zamku? Usłyszała radosne warknięcie psa. Spojrzała pytająco na przyjaciela.
-To Kieł- odparł z wyraźną dumą w głosie. Rozczuliło ją to. Pamiętała o jego zamiłowaniu do dużych i groźnych zwierząt. Miał ich wiele, do dziś pamiętała jego historię o Aragogu, ogromnym pająku, który zapewne jeszcze żyje gdzieś w Zakazanym Lesie pod opiekuńczymi skrzydłami Hagrida.
-Co tu robisz?- spytała badając, czy wszystkie żebra ma całe. Spłoszył się. Wyraźnie zobaczyła to w jego twarzy. Przeszedł ją dreszcz. Jej szósty zmysł przeczuwał kłopoty, ale ona jeszcze nie nauczyła się go słuchać. Brnęła więc dalej:
-Rubeusie, przysłał cię Dumbledore?
Jej głos był pełen napięcia. Twarz olbrzyma poczerwieniała, odwrócił wzrok. "Wiedziałam" pomyślała. Podniosła różdżkę.
-Czego chce?- mruknęła, bardziej do siebie niż do niego.
-No tego... Jesteś potrzebna w Ministerstwie... Znaczy w Hogwarcie...- plątał się w odpowiedzi. Nagle wyciągnął coś z jednej z wielu kieszeni swego płaszcza i wcisnął jej do ręki. Była to koperta z pieczęcią szkoły. Otworzyła ją bez entuzjazmu. Szybko przebiegła wzrokiem krótki tekst wiadomości:
Droga Alex,
mam nadzieję, że mój list zastanie Cię w dobrym zdrowiu. Zwracam się do Ciebie z prośbą o drobną przysługę. Jak wiesz w Hogwarcie zawsze był problem z nauczycielem obrony przed czarną magią. W tym roku także nie mogę znaleźć nikogo na to stanowisko. W Ministerstwie poinformowali mnie, że była u nich bardzo zdolna aurorka, niejaka Alex Porter, odpowiednia na to stanowisko, ale odeszła i wszelki ślad po niej zaginął. Trop prowadzi do Ciebie. Nie chciałbym Cię do niczego zmuszać, ale byłbym wdzięczny, gdybyś w miarę szybko rozważyła moją propozycję.
Z poważaniem,
Albus Dumbledore.

Alex zaklęła tak wulgarnie, że Hagrid spojrzał na nią zdziwiony. "Wiedzieli! Od początku wiedzieli, kim jestem!" kołatało jej się po głowie. Nie zdawała sobie nawet sprawy, że płakała. Wszystkie negatywne emocje i myśli opuszczały ją w postaci łez. Łez, które były wyrazem rozgoryczenia, żalu i rozpaczy. Olbrzym objął ją delikatnie i kołysał, zupełnie jak małe dziecko, które nie chce zasnąć.
*
Szli już dość długo, gdy postanowili zrobić postój. Hagrid dzielił się z Alex wszystkim, co miał, ponieważ ona wyruszyła w drogę tak, jak stała. Nie chciała rozmawiać z Lago i Patrickiem, nie chciała im się tłumaczyć. Bała się, że jeśli ich zobaczy, nie będzie w stanie wyruszyć w drogę. Czuła, że popełnia błąd, wiedziała jednak, że nie może zrobić inaczej. Jej powrót do Hogwartu miał jakiś cel. Poza tym chciała się tam znaleźć, zupełnie tak samo, jak wcześniej pragnęła wrócić do lasu. Dopiero teraz zrozumiała, że jej życie to nieprzerwana podróż. Razem z tą refleksją ogarnął ją smutek...
[komentarze]  (3) [stworz. 15:10 18/02/07 
mod. 15:30 18/02/07]
 
Zazdrość jest rzeczą ludzką
Zacisnął wargi. Nie spodziewał się takiej sceny. Widział, jak Lago idzie nad rzekę. Wiedział, że było to jego ulubione miejsce. Postanowił z nim poważnie porozmawiać, więc ruszył za nim. Obrazek, który zobaczył, budził w jego dumnym jestestwie jakiś bliżej nieokreślony bunt. Patrick nie potrafił sobie wyobrazić, żeby jego kobieta przytulała się do innego mężczyzny, nawet, jeśli był to jego najlepszy przyjaciel. Nieświadomie zgrzytnął zębami. Nie mógł się zdecydować, czy przerwać im tę sielankę, czy odejść zupełnie tak, jakby to się nigdy nie zdarzyło. Był pewien, że nie może tego tak zostawić. Problem polegał na tym, że nie wiedział, co zrobić. Był Mistrzem Miecza, a nie spraw damsko-męskich. Przecież nie mógł wpaść pomiędzy Alex i Lago i skrócić ich o głowę, bo byłoby to barbarzyństwem. Ponadto za bardzo kochał ich oboje. Odszedł z zaciśniętymi pięściami, zdecydowany nie powiedzieć ani słowa.
*
Alex uspokoiła się. Bardzo powoli docierało do jej świadomości, że jest w Osadzie, w domu. Że ktoś się cieszy na jej widok, z jej obecności. Na razie nieśmiało, ale już odczuwalnie zaczynała wypełniać ją radość. Jej oczy nie były już pełne smutku. Lago zauważył, że miały kolor nieba po burzy. Matka zawsze wpajała mu, że oczy są obrazem duszy. Jeżeli była to prawda, to w Alex mógł czytać jak w otwartej księdze. Nie przeszkadzało mu to, wręcz przeciwnie. Gdyby to było możliwe, to przesiedziałby całą wieczność nad brzegiem rzeki i po prostu patrzeć w głąb jej duszy. Magię tej chwili przerwał trzask łamanej gałązki. Lago momentalnie odzyskał czujność. Uważnie rozejrzał się po okolicy, ale nie dostrzegł niczego podejrzanego. Wstał. Potter była tuż obok. Zauważył, że miała różdżkę w pogotowiu. Ostrożnie skierowali się w stronę Osady.
*
Objęła go. Jej ciepłe ramiona były solą na jego rany. Opowiadała o czymś w podnieceniu, ale on pogrążony był w niewesołej zadumie. Początkowo nie dostrzegała tego, ale w końcu zaniepokoiła ją jego małomówność. To nie był Patrcik Scythe, jakiego znała. Usiadła na przeciwko niego i patrzyła. Badała jego twarz. Szukała choć cienia emocji, ale nie dostrzegała nic. Kompletna pustka.
-Jak spędziłaś dzień?- spytał oschle. Nawet na nią nie spojrzał. Poczuła ukłucie w sercu.
-Dobrze- mruknęła. Nawet nie drgnął. -Byłam z Lago...
-Otóż to- warknął, zanim zdążyła dokończyć. Nie zrozumiała. Wstał i zaczął chodzić po pokoju. Jego twarz wykrzywiał grymas, którego nie mogła zrozumieć. Zaczął krzyczeć coś o zdradzie, o lojalności, o wzajemnym zaufaniu i przyjaźni. Nie wiedziała, co powiedzieć. Najgorsze było to, że nie czuła się winna. I on to z całą pewnością widział. Nie umiała ukrywać uczuć tak dobrze, jak on. Wyszła, bo nie mogła dłużej słuchać jego wrzasków.
*
Las ukoił nieco jej nerwy. Znała w nim każde drzewo, każdy kamień, każdą ścieżkę. Wszystko to, co pokazał jej Ames. Przyroda wydawała się ją witać, cieszyć z jej przybycia. Nagle doznała wrażenia, jakby ktoś ją obserwował. Zatrzymała się i chwyciła za różdżkę. Schyliła się, by podnieść kamień. W tej samej chwili za jej plecami rozległ się podejrzany hałas. Odwróciła się, ale było już za późno. Coś zwaliło ją z nóg...
[komentarze]  (2) [16:37 16/02/07]
 
Home, sweet home...
Chłopak znieruchomiał. Jego przenikliwe oczy wyrażały zbyt wiele emocji na raz. Alex nie była w stanie ich pojąć. Przeraził ją natłok uczuć w Lago. Myśli kotłowały jej się w głowie. Musiała oprzeć się o Patricka, żeby się nie przewrócić. Syn wodza, a właściwie już wódz Osady, otrząsnął się. Jego zaskoczenie trwało tylko chwilę. Przytulił mocno Scythe'a, po czym zwrócił się do Potter:
-Witaj w domu.
Zaczerwieniła się gwałtownie. Nie miała odwagi ponownie spojrzeć mu w oczy. Kosztowało ją to zbyt dużo. Patrick rozpoczął ożywioną rozmowę z Lago, ale Alex nie wiedziała, o czym mówią. Zainteresowała się zbliżającą się do nich kobietą. Wydawała się jej znajoma, ale nie mogła sobie przypomnieć, gdzie się spotkały. Scythe chwycił towarzyszkę za rękę i pociągnął w głąb rzeki. Straciła kobietę z oczu. Patrick nawet na moment nie przerwał rozmowy. Potter szła ze spuszczoną głową. Cała jej radość gdzieś uleciała. Zatrzymali się nagle. Alex podniosła wzrok i serce zaczęło jej szybciej bić. Stała przed domkiem Amesa. Lago tłumaczył właśnie, dlaczego mają się tu zatrzymać. Alex nie słuchała. Weszła na schody, po czym powoli przekroczyła próg. Wszystkie jej nerwy były napięte, każdy zmysł oczekiwał jakiegokolwiek śladu bytności zmarłego przyjaciela. Przechodziła przez pokoje, dotykając każdego mebla, każdego przedmiotu, ściany nawet. Przez chwilę wydawało jej się, że Ames tam jest, że za moment usłyszy jego śmiech. Zalała ją fala wspomnień. Łzy zakręciły jej się w oczach. Poczuła, że wróciła na swoje miejsce.
*
Usiadła na brzegu rzeki, wiedząc, że za chwilę jej samotność może zostać zakłócona. Pamiętała, jak znalazła to miejsce. Pamiętała, jak Lago usiał obok niej, jak złapał ją za rękę. Potrafiła odtworzyć ich rozmowę, choć było to tak dawno... Zamknęła oczy. Szum rzeki wypełniał jej myśli. Nagle poczuła, że ktoś siada obok niej. Nie podniosła powiek. Ciepło bijące od towarzysza rozpraszało nieco chłód idący od wody. Poczuła nagłą chęć przytulenia się do niego. Jej dłoń natrafiła na jego palce. Podniósł jej twarz i wpatrywał się w nią aż ukazała mu głębie swych oczu. Nie musieli rozmawiać. Odgarnął jej kosmyk z twarzy. Całkiem niespodziewanie wyciekły jej z oczu łzy. Otarł je z uśmiechem. Była chyba bardziej zaskoczona niż on.
-Cieszę się, że wróciłaś- mruknął w jej włosy.
Poczuła zapach jego skóry. Był przesiąknięty lasem, ale nie to zwróciło jej uwagę. Pachniał czymś jeszcze, czymś trudnym do wychwycenia, ulotnym niczym promyk światła. Nie wiedziała, co to jest, ale zdawała sobie sprawę, że będzie to pamiętać do końca życia.
-Ja też, Lago, ja też...- odparła i zatopiła się w bezpiecznym uścisku jego ramion.
[komentarze]  (4) [stworz. 20:58 11/02/07 
mod. 18:39 13/02/07]
 
    nast >>
archiwum 2005
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2006
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2007
styczeń
luty
marzec
kwiecień
czerwiec
sierpień
wrzesień
listopad
archiwum 2008
styczeń
 
Magiczni
Tatiana
Paulina i jej rozterki sercowe
The oldest story
Magiczni
Jillian Johnson
Georgia Dawson
Eva Delley
Darla Frost
Anette Wilson
Mój drugi blog
Krwawa Marry
Tatiana Darstee
Suzi Tonks
Jade Honey
(NIE)Magiczni
Kate Riddle
Kat i jej kot
Jej bajki
Efanya
Paulinkaa
Wiersze Kat
TOS
Samantha Lohan
Ruda Lily
Po prostu Joe
Magiczni
Tabby
Rinoa Strieffe
Polly
Holly
Hermiona
Ashe Kitaro
Tamara Stanley
Adelaide Barclay
Sharon
Peyton
*O HP*
Różdżka dla Ciebie
Najlepsza polska strona o HP
Kim jesteś z HP??? SPRAWDŹ!
Magiczne blogi
Leiko
Alexa Winston
Anette Williams
Astrid Poyne
Carla Davis
Ethan O.
Hermiona G.
Hermionka
Naomi Ballart
Rinoa
Oceniają
Koniara
Leah i Melody
Sapphire i Szoszannah
Wampirzyca
Wiena, Afrodyta i Hekate
Catthy i Neferet
Cass
Asteyr i Milla
Amy
Gracie
Magiczne blogi
Ashley Ryan
Aleit Rose
Victoria
Anette
Cadence Potrow
Mallory
Lily Lemony
Joel Heaterfield
Erin Advendrea
Córka Novello'w
Magiczne blogi
Lena
Layla Merpleyson
Huncwoci
Cornelia
Lilly Black
Liv
Alexander Murray
April Parker
Claudia L.
Todd
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc