Blog: 401370 blogów  Forum: 162960 postów  Galeria: 92501 zdjęć !  On-line: 458 osób

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc
BLOG: Kochane przeklinane
    nast >>
W kosmosie
Absurdalność nas jak opadające listopadem liście. Ktoś depcze je, myśląc, że ich śmierć to kara za nadchodzącą zimę. Jak ukarać Cię za chłód, jak zadeptać moją tęsknotę, którą potrafisz uleczyć jednym dotknięciem? Może staliśmy się sobie tak bardzo potrzebni, że już nie potrafimy cieszyć się spontanicznością przypadkowych spojrzeń, słów, gestów, przydkową bliskością, może jak powietrza szukamy siebie nieostrożni wśród ludzi, którzy widzą nas miotających się, jak w klatce, tyle że bez krat. A kiedy jesteśmy sami, oddychamy oczywistością, przewidujemy się nawzajem, a niespodzianki dziwią nas mniej, niż rutyna.
Kocham każdy Twój przejaw, kiedy mnie zaskakujesz i kiedy zaskakując mnie, nie zaskakujesz mnie wcale. Mam kolor szaroniebieski, kolor niewyobrażalnej tęsknoty, jak gdyby podświadomość nasza miała wbudowaną mapę, zegar, jak gdyby umowność pewnych zjawisk mogła rozstroić całą logikę. Czuję się, jakby wysłano mnie w inną galaktykę z bezsensownie ważną misją, która trwać ma nieskończenie długie lata świetlne, i której nie zamortyzują nawet jeszcze pachnące wspomnienia, jeszcze ciepłe Twoim oddechem, Twoją skórą, Twoimi słowami, tym uśmiechem, którym otulasz mnie, kiedy się boisz.
Boję się.
A może nie, może wcale się nie boję, bo gdybym się bała, nie umiałabym trwać w Tobie mimo wszystko. Gdybym się bała, nie umiałabym kochać Cię bezgranicznie, nawet jeśli tych granic jest więcej, niż możesz dostrzec, nie umiałabym wierzyć w Ciebie, nie wierząc w nas.
[komentarze]  (1) [23:44 16/11/08]
 
Łabędzi śpiew
Nie ma nic gorszego, niż być prorokiem w złą godzinę. Wyprorokowałam sobie to wszystko, choć prorokiem być znając ciebie, jak ja cię znam, to żadna sztuka, jesteś przewidywalny jak seriale Łepkowskiej i pogoda nad Bałtykiem. Rozmawiałam wczoraj z koleżanką, która o miłości mówiła jako o emocjach towarzyszących relacji z drugą osobą: to ciekawe spojrzenie, zwłaszcza w kontekście nas, bo jakim emocjom się poddajemy?
Nie potrzebuję psychologa ani nawet traumatologa, potrzebuję raczej dermatologa, by zdarł ze mnie tę łatwo poddającą się irytacji, w sensie medycznym, skórę, by przeszczepił tę skórę, która wciąż jest wrażliwa na Twój dotyk.
Jestem rozbita na drobne kawałki. Kiedy już się posklejam, rozbijasz mnie w pył. Cienkie ściany, zbyt cienkie ściany, choćby nie wiem jak ekskluzywne, z widokiem na morze. Brak odwagi, uświadomiony i szukający samousprawiedliwienia, to patologia, która karmi się niespełnionymi nadziejami.
Perwersyjna przyjemność strachu i bólu, powiadasz, przeciągając po mojej szyi ostrze kłamstwa.
Krzyczę, tak cicho, że nawet sama siebie nie słyszę.
Pytasz, czemu płaczę.
Do kurwy nędzy, przecież wiesz.
[komentarze]  (1) [19:17 01/10/08]
 
Czerwiec na użytek domowy
Nastrój czerwcowy popełnił chyba samobójstwo, cały czar czerwca rozmywa się gdzieś między lipcowymi upałami i styczniową tęsknotą. O ile znajduję setki remediów na styczniowe tęsknoty i szarość listopadów, o tyle na czerwiec nie ma remedium: po prostu taki jest i nic się nie poradzi, choć chciałoby się mieć na niego jakiś wpływ. Żeby zadziałał, zaczarował, żeby jego moc miała i nad nami jakąś władzę. Czerwiec jest tak samo bezużyteczny jak wszystkie moje tęsknoty.
Odezwała się ta, co ma obsesję na punkcie dat, rocznic i liczby mieszkańców.
Ostrołęka - 54 tyś.
Gorzów Wlkp. - ok 125 tyś.
Strzegom - 18 tyś.
Tłuszcz - 7 tyś.
Bo każdy ma swoje manie. Swoje zboczenia, natręctwa, Ty jesteś moim, jeśli tak można nazwać ukrytą przed światem tęsknotę, jeśli tak można nazwać pragnienie i myśli bez końca, i bez początku, zdaje się, jeśli tak można powiedzieć o bezgranicznej potrzebie, która nie poddaje się prawom, tak wyznawanym przez niektórych, sinusoidy nadziei i smutku, może nie smutku, może tylko zwykłej szarości, bladości, przezroczystości. Bo jak inaczej to nazwać? Nazwijmy to po imieniu, do cholery, miejmy odwagę, Ty lub ja.
Choć to tylko słowa.
Tylko i aż.
Na słowach wszystko się zatrzymuje, o nie rozbija, jakbyśmy nie umieli się bez nich obejść. A przecież umiemy, przecież to bez nich obchodzimy się na codzień, zastępując je telepatią, na użytek domowy, dotykiem, grą, snami, dogadujemy się podskórnie, nawet gdy milczymy, gdy oszczędzamy na słowach, które są tylko wtórnym odbiciem myśli, podróbką, oszustwem.
Oszukuj mnie tak.
Jak tylko potrafisz.
Cisza też może być oszustwem, takim samym, jakim jest prawda, bo ileż w prawdzie prawdy? Tyle, na ile wierzymy, gorzej, jeśli już nie wierzymy. I nie ma komu o tym powiedzieć.
A jednak lubię czerwiec. Jestem z nim w dobrych stosunkach. Nie wyleczyłam się jeszcze z zamiłowania do transcendencji.
[komentarze]  (2) [23:30 08/06/08]
 
Myśli singlowe
Po dzisiejszej sporej dawce radiowych muzycznych mieszanek włączyłam sobie "Remedium", szukając remedium na dzisiejszy dzień. Idąc przez wrocławski dworzec, dom tylu bezdomnych myśli, początek i koniec tylu koncertowych -i nie tylko- wyzwań, zadaję sobie pytanie: co ty z tego masz? Chciałoby się odpowiedzieć: dom, pracę, samochód, nokię, przyjaciół, makijaż, harmonogram, obowiązki, przywileje. Satysfakcję z kolejnego po chrześcijańsku przeżytego dnia. Spokój sumienia, że tak bezkonfliktowo i ładnie wkomponowuję się w ten habitat. Podoba się, czy się nie podoba, dostrajam się do otoczenia, nawet gdy moje wewnętrzne ucho mówi mi, że fałszuje.
Tylko że przychodzi taki dzień, jak ten.
Gramy różne role, jedne lepiej, drugie gorzej, niektóre są nam bliższe i aktorstwa procent w nich znikomy, a i my bez maski wypadamy przekonująco. Gdzieś tam pomiędzy naszymi oskarowymi kreacjami i statystowaniem w niskobudżetowych etiudach jesteśmy my, porzucone psy, szukające ciepłej budy, albo kilku desek nad głową, które są nam wersalem w deszczowe noce, szukamy siebie, drogi, spełnienia albo spokoju, w zależności od temperamentu i priorytetów. Jeśli starcza odwagi, niektóre role odrzucamy, jeśli jej brakuje, każdy kolejny kadr przed kamerą rzeczywistości oddala nas od siebie samych.
Tylko że przychodzi taki dzień, jak ten.
Przychodzi, spotykamy się w tym przejściu na wrocławskim dworcu, nieśmiało patrzę mu w oczy, ale szybko odwracam wzrok. On widzi we mnie prawdę, nie, nie omija mnie. Co ty z tego masz, pyta, prawie szeptem, ale pytanie rozsadza mi skronie.
Przecież gramy przyjaciół, gramy miłość, gramy szacunek, gramy powagę, gramy spontaniczność, gramy zasady, gramy smutek, gramy radość. Znamy całe repertorium reguł, etykiety, błyszczymy wypolerowanym savoir-vivre'm i towarzyskim obyciem, nawet gdy przychodzi taki dzień, jak ten, gramy, choć gniew burzy krew, choć zdajemy sobie sprawę, że to tylko gra, w której nie ma nas, tych prawdziwych.
A życie jest zbyt krótkie, by nie być sobą.
Za krótkie, by grać wbrew sercu, by omijać prawdę w imię racji wyższych, które wyższe są tylko w obcasach, a tak naprawdę ledwo odrosły od ziemi. Tylko odwaga, by żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami może nas uratować... Poznać samego siebie, by dać się poznać innym, nim będzie za późno.
Smutno mi dzisiaj, wiecie, kiedy myślę sobie o zagranych dniach, przegranych dniach. Tym zachłanniej jednak słucham "Całe życie grasz", które jest dla mnie dziś prawdziwym remedium, odpowiedzią na te pytania, których postawienie kosztuje najwięcej. Może to i banalne, ale odnajduję tu ten kawałek odwagi dla siebie. Dziękuję za ten utwór, który, jak "Bezczas" każe żyć pełnią życia, własnego życia, bo to najcenniejsze, co zostało nam dane.
Amen.

Musiałam się wypisać, wybaczcie, czasami człowiek musi, inaczej się udusi
[komentarze]  (1) [00:20 15/05/08]
 
Powiew transcendencji
Dostałam dziś rachunek telefoniczny. Lubię dostawać rachunek telefoniczny, bo lubię mieć wszystko czarno na białym. Matko, czy ja naprawdę wysłałam do Ciebie aż tyle smsów? Aż tyle dzwoniłam? Jestem chyba nienormalna.
Ostatnio w autobusie poczułam powiew transcendencji. Mimo że zdarza mi się to dość często, piszę o tym, bo zwykle dzieje się to jednak w pociągach, tym razem zaś w autobusie. Tak z nienacka, nie byłam na to przygotowana, zabolało, jak nadwrażliwość zębów, albo dziąseł, pomyślałam, że to smutne, z wiadomych względów. Ileż wart jest taki nagły błysk, jeśli noc pozostanie ironicznie ciemna i złośliwie niewzruszona, gorzej nawet, z dziką satysfakcją zamieni się z mętny świt, którego jedyna i niepowtarzalna szósta rano nigdy nie chce nadejść. Chcę, żeby noc trwała, by pod jej osłoną tajemnice dojrzewały w ciepłym uścisku, boję się świtu, w którym jak w lustrze odbija się ohyda niektórych dobrze dobranych słów. I nie chcę już rozmawiać, widzisz, jak bardzo nie chcę, i dlatego do mnie mówisz, i sam sobie odpowiadasz, bo znasz odpowiedzi, zbyt dobrze je znasz, więc nawet nie zadajesz pytań, rozmowa staje się brakiem rozmowy, jeśli wiesz, co mam na myśli. Milczymy wypowiadając tysiąc słów, w ciszy moich zaciśniętych oczu i pięści słyszysz, jak do Ciebie krzyczę. A chwila rozmowy, głosem przyciszonym i nasyconym, jest tak naprawdę milczeniem, nasze głosy rozmywają się na skórze, słyszysz dotyk moich dłoni?
A potem zbliżenie na ten cholerny autobus.
A potem kilka wspomnień.
I rachunek telefoniczny.
Kto wystawi mi rachunek za tę miłość? I kiedy przestaniemy brać ją na kredyt, kiedy w końcu będzie nasza? A może dopóki spłacamy ją z takim poświęceniem, to i ona w jakiś sposób poświęcona będzie, uświęcona, niczym inne ponadczasowe wartości, takie jak hipoteka i stopa procentowa.
Gówno prawda, świętości umarły gdzieś pomiędzy czwartą a piątą rocznicą.
Więc skąd ten powiew transcendencji? Skąd szacunek do łez? Ciągle tylko wydaje mi się, że znam, tak dobrze znam odpowiedź.
[komentarze]  (0) [00:09 07/05/08]
 
Zgasiłeś światło
Nigdy nie chiałam, byś zaznał bólu, dlaczego więc lubisz zadawać mi ból? A może nie lubisz, tylko tak po prostu wychodzi? Nigdy nie chciałam, byś zaznał strachu, byłam przy tobie, gdy się bałeś, dlaczego więc pozwalasz mi ze strachu umierać? A może tak wychodzi bez udziału twojej jakże dobrej woli? Dlaczego znów pozwoliłeś mi uwierzyć, dlaczego znów zapaliłeś we mnie światło, by je zgasić. Tak bez słowa. Dlaczego pozwoliłeś mi płakać, tuląc mnie w ramionach słów pełnych nadziei, by ze mnia zakpić, by zwyczajnie zapomnieć. To takie smutne, że cię kocham, aż i tylko, nie mogąc dać nic więcej, niż siebie, moje serce, moje łzy, wszystkie nadzieje i myśli.
Stajesz się milczeniem, jesteś obcy tak...
Kiedyś moje imię znało ust twych kształt...
Do kogo modlić się mam?
[komentarze]  (0) [15:22 25/03/08]
 
Pierwsze oznaki niemającej nigdy nadejść wiosny
Nigdy nie przywyknę do twoich kłamstw. Nigdy... Nie wyobrażasz sobie, jakim koszmarem stają się twoje słowa śnione na jawie, ze świadomością, że dla ciebie nie miały żadnego znaczenia. A ja chciałabym je tylko zapomnieć albo wyśmiać, i mieć siłę, żeby wykrzyczeć Ci wszystko prosto w twarz.
[komentarze]  (0) [23:33 15/03/08]
 
Cała prawda o elektryczności
Ostatnio na zajęciach z jedną moją grupą robiliśmy takie ćwiczenie pod nazwą Titanic, polegające na konieczności wyeliminowania 8 z 20 osób, by pozostałe mogły przeżyć na niewielkiej tratwie po katastrofie statku. Symptomatyczne, że do odstrzału idą zawsze te same osoby: morderca, prostytutka, muzułmanin, gej, niepełnosprawne dziecko. Czyli, tak brzmi nauka, warto być porządnym, wzorowym i pełnowartościowym obywatelem, prawda? Albo przynajmniej sprawiać takie wrażenie: że miłość do bliźniego, że jakieś tam wartości i uczucia wyższe.
Tylko że ja nie o tym.
Dobrze czasem przestawić się na rejestr czekania, włączyć tryb czuwania, to mnie uspokaja. Jesteś tak blisko, jesteś nieprzerwanie, podświadomie trzymamy się za ręce, czuję, kiedy twoja dłoń jest ciepła, kiedy drży, kiedy ściskasz mocniej moją dłoń. Jesteś jak prąd, który we mnie krąży i którego potrzebuję, żeby wszystko we mnie funkcjonowało jak należy. Jeśli gasnę, to znaczy, że ciebie mi brak. Jeśli doprowadzamy do zwarcia, długo dochodzę do ciebie. Elektrownia moralnego niepokoju niezmiennie wystawia mi za ciebie słone rachunki, a ja płacę bez oglądania się na boki.
I co?
I nic.
Który to już rok? Trzecia dekada marca niezmiennie stawia mi to pytanie. Nie chcę znać odpowiedzi, nie obchodzą mnie statystyki, tyle w nich prawdy, co w kolorowych gazetach, jeśli wiecie, co mam na myśli. Zresztą, prawda to niebezpieczne zjawisko i dawkowane powinno być w ułamkach, co niejeden literat był już stwierdził. I słusznie. Im mniej pewności, tym lepiej, choć mam już za sobą ten etap, gdy wierzyłam, że kłamstwo równa się szczęściu. Teraz jestem na etapie półcieni. Strategicznie wierzę w magię tej całej niekończącej się sinusoidy, po części dlatego, że nie mam wyjścia, a po części dlatego, że lubię. Nie jestem przecież zaprogramowana na rutynę, o której każą marzyć reklamy i seriale, no i przykazania, takie czasy, ktoś by powiedział, albo jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
A ty mnie lubisz.
Uwielbiasz.
Ja ciebie też.
[komentarze]  (2) [21:59 09/03/08]
 
Zagrożenie czyha za zakrętem myśli
Idę spać, bo się zdołuję. Nie to, żebym miała powód, nie jest nim przecież kolejne stadium świadomości. Nie lubię dni, kiedy świadomość wygrywa z iluzją pamięci o dobrych czasach, miłych chwilach albo ze snuciem domysłów na przyszłość, która i tak wie swoje i zrobi zaklęciom na przekór. Otóż to, świadomość to paskudny wynalazek, zwłaszcza jeśli nauki pewnych prawideł nie poszły w las, a zapewniam, nie poszły, prawidła, tak samo jak rocznice i spirala Giambattisty Vico, sprzyjają rozwojowi świadomości pod skórą, która zaczyna swędzieć w najmniej odpowiednim momencie. Trzeba ją uciszyć, skutecznie odroczyć, choćby o miesiąc, o kwartał, o kolejny bezproduktywny rok, do kolejnego lutego, marca, kwietnia, nawet jeśli wszystko zakończyć ma się czerwcem - co z tego? Jakby czerwiec miał jakąkolwiek moc sprawczą. Dobrze wiemy, ty i ja, że nie ma.
Boże mój, parafrazując piosenkę, jak ja pragnę nieświadomości.
Dopóki nie zapytałam: gdzie jesteś dziś świadomość drzemała, z rzadka pochrapując złowrogo. Ale zapytałam, żebyś wiedział, że pytam, że gotowam zapytać za cenę własnego spokoju, własnej wygody. Coś mi się rozjaśniło dzięki Twoim słowom, mianowicie, niewiarygodna bezsilność. Czuję paraliż, jakby moja moc sprawcza ograniczyła się do zera, nie dlatego, że się ograniczyła, tylko dlatego, że sobie to uświadomiłam. I znów koło się zamyka: świadomość, moc sprawcza, albo raczej jej brak, ja i ty, ty i ja albo i nie, que mas da.
Na tym chyba polega starzenie się: sprawdzanie konta, płacenie rachunków, świadomość niezmienności prawideł, nawet jeśli uważamy je za bezsensowne. Faktycznie, stan konta mogę sobie zmienić, ale stanu ducha już niekoniecznie, bo warczy na mnie moja świadomość, warczy, gdy chcę ją uzasadnić albo chociaż jakimś uzasadnieniem udobruchać, warczy też, gdy udaję, że jej nie ma, że Marcin może być jakąś alternatywą. Oszukuję się, że to zrozumienie mnie obezwładnia, że ty masz w nim swój udział, to w końcu twoje słowa, czarno na białym, jak lubisz, ale to mój stosunek do nich jest największym problemem, bo ich nie akceptuję.
O matko i córko, ależ se terapię zafundowałam.
Tyle na dziś, jak już mówiłam, idę spać, obstawiam, że to nie Marcin mi się przyśni, ale warto mieć nadzieję.
[komentarze]  (3) [stworz. 23:27 28/02/08 
mod. 23:30 28/02/08]
 
Plebiscyt
Tyle miałam myśli do uwiązania na smyczy, a one szczekają, warczą i nie pozwalają mi się do nich zbliżyć. Piątek wieczór a ja uwiązana na smyczy niemożności wyjścia poza siebie. Niczego nie postanawiam, pomimo tylu postanowień, no tak, obiecałam sobie, a najgorsze jest to, że wiem, iż tego nie zrobię. Jak pusto brzmi dziś imię, co do którego żywiłam pewien szacunek, myślę sobie, człowiek jest jak spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, i poczytalnością, jednocześnie. Kiedy na sekundę próbuję się uniezależnić od tych wszystkich zależności, które swędzą i puchną, i takie płaskie się wydaję, po chwili pociągam nosem, próbując z powrotem poczuć ich zapach, swąd nawet, ale swojski, jakby człowiek był niewolnikiem nawyków, przyjaźni i związków bez przyszłości. To dlatego słucham wciąż tego samego radia, mimo że wściekam się na co drugi kawałek, który tam słyszę, to dlatego z uporem maniaka chodzę tymi samymi drogami, choć mnie nudzą, to dlatego trzymam się myśli o Tobie... Nie ma w tym nic więcej? Żadnego drugiego dna? Kocham Cię czy nie kocham?
Oto jest pytanie.
Mogłabym nawet stworzyć jakiś plebiscyt na najważniesze pytania roku pańskiego 2008. Macie jakieś? Plebiscyty ostatnio takie modne... No więc, w kategorii Pytanie Retoryczne nominowane zostały następujące kwestie:
1. Czy w końcu zmienię to, co tak bardzo mi ciąży?
2. Czy stanę na własnych nogach?
3. A może w końcu zrealizuję którąś ze spopielałych ambicji?
Widzę, że jesteście domyślni, bo znacie odpowiedzi.
W kategorii Pytanie Na Które Nie Chcę Znać Odpowiedzi nominację otrzymują:
1. Co będzie, jeśli się spóźnię?
2. Co się stanie, jeśli znów poddam się, nim postawię pierwszy krok?
3. Dlaczego z góry wiem, że się nie uda?
Wiecie co, wcale nie jest mi lepiej. Widocznie ta cała gadanina o terapeutycznej mocy bloga jest przesadzona.
[komentarze]  (4) [23:12 22/02/08]
 
Wielki kambek
Jestem niepoukładana, zastanawiam się, czy wytrwam w postanowieniu nauczenia sięw końcu baskijskiego, jestem przerażona, delikatnie mówiąc, pierwszą lekcją. Gdzie się podziała ta nieustraszona zdobywczyni lingwistycznych szczytów, niegdysiejsza wprawdzie, ale jeszcze nie tak do końca bezużyteczna, chyba...?
Czyli że wróciłam pisać o językach? Noł łej, jak mówią treinerzy umiejętności interpersonalnych.
Moje umiejętności interpersonalne wkrótce, bo już w początkach marca, obchodzić będą ważną rocznicę. Dokładnie rok temu nauczyłam się trzymać język za zębami. Na tyle skutecznie, że od tamtego czasu nie było chyba groźniejszych katastrof. Czy mogę sobie wpisać tamtą rozmowę w CV jako szkolenie mojej inteligencji emocjonalnej?
W 25 roku życia ludzie strasznie gorzknieją.
Poza chwilami absolutnego rozkładu na dworcach PKP trzymam się przecież świetnie, tylko te cholerne dworce, czasem też rynek, oświetlony ironicznym, lutowym słońcem, przypominają o ogromie wszechświata. Zapomina sie wtedy nawet nienawidzić, chce się krzyczeć o jakichś banałach, które na drugi dzień bledną w zwykłe złudzenie, a na trzeci stają sie nie do zniesienia. Zgadnijcie, który dziś jest dzień.
I jeszcze denerwuje mnie, gdy komuś sie wydaje, że ma prawo do werdyktów.
Niech się skończy ten luty, jeśli dalej ma mnie dręczyć tęsknotą. Niech się skończy ta noc, jeśli ma mnie zamęczyć milczeniem.
[komentarze]  (1) [23:32 10/02/08]
 
Na dłuższą metę
Reanimacja przebiegła pomyślnie, że pacjenta trzeba było dobić.
Módlmy się, żeby tym razem skutecznie i nieodwracalnie!
Nie to, żebym się dołowała, wręcz przeciwnie, jestem w pełni świadoma rozkoszy przebywania w dupie świata i z niemniejszą rozkoszą czekam na dzień, w którym stąd wyjdę, osrana wprawdzie i być może niezdatna do spożycia, ale za to ze świadomością przegranej, która jest pierwszym krokiem do wygranej. Enigmatyczne i patetyczne, ale, tu Was zaskoczę, nie z powodu Tego Pana Co Zawsze (tak, do Ciebie mówię), ale z powodu Bunuela.
Bo najgorzej to spaść z chmury pod rynnę, nawet jeśli Pod Rynną to twój stały adres zamieszkania, a na chmurze byłeś/ aś jedynie tyle czasu, ile potrzeba, by wsiąść do pociągu bylejakiego.
A ja i tak mam w sobie nieskończone pokłady tej wdziecznej głupoty, z którą mi tak do twarzy na firmowych bankietach, akademiach ku czci, sympozjach, konferencjach, pokazach i innych okazjach. Szkoda, że nikt mi za nią nie płaci, jak w serialach niewysokich lotów marnym aktorom i jeszcze gorszym tancerzom, medialnym za to przyziemnie i bez perspektyw. Nie chce mi sie niczego analizować, ani pamiętać, więcej nawet: wierzyć mi się nie chce!
Niektórzy to przynajmniej myślą wieloetapowo, a ja w całościowym oglądzie sytuacji jestem po prostu zmęczona brakiem perspektyw.
Cholernym brakiem perspektyw.
[komentarze]  (3) [17:53 30/08/07]
 
Handel romantyczny
Jestem tęsknotą zdezorganizowana. Żyje mi się zwyczajnie, wypełniając obowiązki bez przekonania. Nie cieszy mnie dnia powszedniość, ani grzechów odpuszczenie, ani względny bezruch, ani średnie perspektywy, ani zmierzch lipca. Nie mam orgazmu. Nie mam siły udawać, że jest mi romantycznie. Nie chodzę na huśtawki. Nie czekam.
Pomyślałam sobie, tak z perspektywy tygodnia, jeszcze niecałego, że bycie świętszą od papieża, nawet za cenę samotnej nocy w obcym mieście, to zbytnia rozrzutność. Że trzeba było iść na kompromis. Że to i tak nie ma dla nikogo znaczenia, a ja niepotrzebnie spaliłam za sobą ten most. Nie jest mi ani lepiej, ani gorzej, jakoś nie mam do tego stosunku, ani żalu, ani jakichś głębszych refleksji, ale z czysto pragmatycznej strony, coś straciłam. W biznesie tak się nie robi. Nie jestem dobra w biznesie, bo poszłam za głosem serca. I dupa. Zastanawiam się, jak robili biznes w romantyzmie? Czy te wszystkie romantyczne królewicze na rumakach, wszystkie rusałkowate księżniczki, wyklęci poeci i trubadurzy, cierpiący za miliony bojownicy i rycerze smętnego oblicza nie mieli problemów z public relations? Czy nie mieli problemów z kontaktami z klientem? Dlaczego, do cholery, raz w życiu nie mogę zrobić korzystnej transakcji wbrew przekonaniom, które i tak są gówno warte, tak jak i moje fetysze i gierki na potrzeby dobrych stosunków?
Znaczy, że umrę samotna, alabastrowa moją widmową, acz nieskazitelną miłością.
Jakie to smutne.
To tak, jakby pojechać do Torunia z ochotą na piernik, a potem przez kilka dni rzygać tym cholernym piernikiem. Marna przenośnia, i w dodatku nawet nie przenośnia.
O niebiosa, jakże brakuje mi tych dramatycznych autowiwisekcji.
[komentarze]  (1) [21:04 30/07/07]
 
Mogło być gorzej
Mogłam na ten przykład nie pojechać do Toruniu i dalej żyć w przekonaniu, że istnieje jakieś inne wyjście, że jest alternatywa, że ja też potrafię się bawić: Tobą, mną, nim, nami. Mogłam dalej wierzyć, że psychoanaliza zastąpi mi zwykłe poczucie bezpieczeństwa. Teraz wydaje mi się to zbyt dramatyczne, przedramatyzowane wręcz, ale wtedy spanikowałam, i modliłam się o siłę, by do Ciebie nie zadzwonić, choć tylko Ty mógłbyś mnie uratować. Uciekłam, nie odwróciłam się za siebie ani razu, okazało się, że cały przemysł literacko-filmowo-prasowo-telewizyjno-poradnikowy dla niezaspokojonych kobiet można o kant dupy rozbić, bo przynajmniej w moim wypadku nie działa. Jesteś tylko Ty.
Jeszcze nie wiem: mam być dumna czy przerażona?
I jeszcze wątek społeczno-polityczny: niektórym powinno sie sądownie blokować dostęp do internetu. Amen
[komentarze]  (2) [11:05 29/07/07]
 
Walc wiedeński
Ograniczam się w pisaniu, jak tylko mogę, z wiadomych względów. Przestałam:
- pisać
- mysleć
- przejmować się
- płakać
- nosić ze sobą telefon
- wspominać
- mieć nadzieję
Przychodzą jednak takie chwile, krótkie zazwyczaj, ale groźne jak czerwcowe burze, kiedy chce mi się wystrzelić to wszystko w kosmos, tę tęsknotę za Tobą, tę całą złość na Ciebie za niepamięć, za maskaradę na rzecz stosunków międzynarodowych. Cisną mi się na usta tylko wulgaryzmy pod Twoim adresem, które zamieniłyby się w najczulsze słowa, gdybyś tylko zechciał być przy mnie. Nic to jednak, nie inspiruje mnie już nic, ani nasze rozstania, ani powroty, ani to, co było, ani litry łez dla Ciebie wylanych. Gdyby sny poddawały się prawom jakiejś telepatii, czułbyś w ustach cały czas słony smak. Ale, jak na załączonym obrazku widać, nie istnieje telepatia, transcendencja, miłość nie ma żadnej alchemicznej siły, nie kruszy murów, nie przenosi gór, nie przyspiesza bicia serca. Nawet na pamięć nie działa. I dobrze, niech się wszystko toczy swoim własnym biegiem, bez udziału naszych pragnień, które i tak sprowadzają się do najniższych z pobudek, do, nie, nie użyję tego słowa, którego lubisz nadużywać, gdy już Ci się zachce przypomnieć, jak to było kiedyś. Kiedyś, kiedyś był świat, uszczelniony naszą fascynacją, bezgranicznym zaufaniem, lubiłeś mawiać, świat skórczony do nas dwojga, świadomych naszych decyzji, ale nocą oddalających je gdzieś na Marsa. To nic, że, jak sie dziś okazuje, zbudowany na kłamstwie. To nic, bo pomimo tych kłamst, wiem że to byłeś Ty. To byłam ja. To jestem ja. To jesteś Ty. Nie szukamy już wyjścia z sytuacji, ale poszukajmy chociaż drogi. Nie oczekuję, że zmienimy się o tzw. 360 stopni;) Nie czekam na cud. Może tylko chcę wierzyć, że los sie gdzieś pomylił...
Charlie...
[komentarze]  (1) [18:14 27/06/07]
 
    nast >>
archiwum 2004
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2005
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2006
styczeń
marzec
kwiecień
maj
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2007
styczeń
luty
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
archiwum 2008
luty
marzec
maj
czerwiec
październik
listopad
 
O mnie
Kto pyta nie błądzi
Moja pisanina
yo soy alge
"Te deja ver algo real detras de su antifaz"
"Kochane przeklinane, lecz Twoje chcesz czy nie"
"Te deja ver algo real detras de su antifaz"
Soy una hechicera, una seductora:-)
"Wrzesień tego roku jakiś dziwny był..."
Na początku był chaos... i tak już zostało!
Moja Strona
Strona oficjalnego FC zrobiona przez alge:-)
Srona urodzinowa mojego ulubionego zespołu:-)
Dobra Muza
Soziedad Alkoholika
Manu Chao
Mana
Mago de Oz
Estopa
Creed
Cafe Quijano
Melon Diesel
Paginas Web
Szymon Wydra & Carpe Diem - oficjalna
Szymon Wydra & Carpe Diem - nieoficjalna
Szymon Wydra & Carpe Diem - pierwsza nieoficjalna
Krewni&Znajomi
Blog Sylwii
Blog Gosi
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc