Blog: 401370 blogów  Forum: 162960 postów  Galeria: 92501 zdjęć !  On-line: 340 osób

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc
BLOG: Królewna Małgonia
    nast >>
pozdrawiam.
blog wyjechal wraz z autorką na nowy adres:

http://yousayimabitchlikeitsabadthing.blox.pl/html
[komentarze]  (0) [00:20 10/01/11]
 
Miszmasz z głowy
Jestem zmęczona. Zmęczona, bezsilna i bez sensu. Świąteczne rozprężenie zabiło we mnie ducha walki. Od jutra się pozbieram obiecuję. Jestem po prostu chwilowo w gorszej kondycji, ok? Każdy może mieć gorszy dzień.. ty.. tydzień.

Mimo to mijający tydzień uważam za bardzo udany bo na moim lewostronnym sadełku powstał wyczekiwany tatuaż. Nie taki jak zaprojektowałam, ale dokładnie taki jakiego chciałam. Prawie dwie godziny, cierpnące nogi i zdrętwiała ręka, że o bólu nie wspominam. Ale byłam dzielna. Poza tym było bardzo sympatycznie. I wesoło. Doświadczenie to zapisuję w pamięci jako pozytywne i zamierzam powtórzyć kiedy będzie okazja. Maciej H. stworzył przepiękny wzór, który po wsze czasy będzie mi przypominał o mym wspaniałym, jedynym A, który odmienił moje całe życie. Wszystko ładnie pięknie, tylko niech już przestanie swędzieć!

Ostatnio dużo w moim życiu wyczekiwania i odliczania. Odliczałam dni do końca semestru, dni do świąt, do nowego roku, odliczałam dni do wizyty w studiu tatuażu, a teraz odliczam dni do przyjazdu pięknego chłopca. Próbuję się jakoś dystansować, jakoś się wycofać i być bardziej obojętną. O tym, że to się nigdy nie uda wie chyba każdy kto mnie zna. Nigdy się nie dystansuję. Zawsze żyję takimi wydarzeniami i one są obecne ciągle w mojej głowie. Więc jestem teraz trochę szalejąca. Ale walczę z tym. Tak czy inaczej odliczam dni do jego przyjazdu. Głupio, bo powinnam do egzaminu inżynierskiego. Ale sami chyba rozumiecie co jest ciekawsze i bardziej wyczekiwane.

Nie znoszę zimy, nie znoszę roztopów, nie znoszę takiej pogody jaka panuje od dłuższego czasu. Chcę już wiosnę. Bardzo. Proszę. Taki szarobury świat bez słońca odbiera mi niemal całą życiową energię.

Zaczyna się stablizować moje życie towarzyskie. Przesunęło się trochę z akademika w inne strefy i rejony i coraz częściej myślę o tym, żeby się przeprowadzić. Co z tego będzie to się jeszcze okaże.

Wkrótce sylwestrowy bal maskowy, mam nadzieję, że wszystko się uda tak jak planujemy. Bo plan jest wspaniały :) Z Magdaleną i Anną oraz resztą ekipy podbijemy Wrocław.

Pokochałam Starbucks, mimo że, nie oszukujmy się, jedna kawa ma tam tysiąc kalorii. Albo i dwa. Za to można tam spotkać Jezusa w towarzystwie murzyna i DBO. Oraz należycie uczcić dzień dziwaka. Klimatyczne miejsce.

Jestem w domku, na chwilkę, siedzę i ogarniam co jest do ogarnięcia, we wtorek znikam, kierunek Wrocław i do inżyniera powrotu nie planuję. Jeszcze do koniego, jeszcze kowal, jeszcze pranie sranie i sprzątanie, urodziny, jeszcze pare drobiazgów, a potem już książki i oczekiwanie. Połaczone najchętniej z głodówką. Dwutygodniową.

Odkryłam wczoraj, że wszystkie mamy kompleksy. Uważam, że kompleksy dziewczyn są niedorzeczne. Czy w takim razie moje też? Nie wiem. Ale zrobiłam dziś cyckom prezent i kupiłam im nową bieliznę. A co mi tam. Kupilam też mnóstwo innych rzeczy. Bo jestem chora. O czym powszechnie wiadomo.

Za 10 dni minie rok. Znowu więcej Ciebie w mojej głowie.
[komentarze]  (1) [22:25 08/01/11]
 
Postanowienia na sezon 2011
Postanawiam niniejszym:
- Zrobić tatuaż ( 4 stycznia termin, więc już mogę odhaczyć :) )
- Dbać o skórę.
- Regularnie odwiedzać lekarzy.
- Iść w końcu do dentysty.
- Schudnąć. Jeszcze z 5 kilo? no. najlepiej 10 kg. i starczy.
- Zdecydowanie nie tyć.
- Dobrze się odżywiać. Warzywa, pumpernikle i inne takie.
- Nie jeść mięsa.
- Nie palić papierosów w 100%, nie 98.
- Ćwiczyć, dużo się ruszać generalnie.
- Dobrze się bawić kiedy jest na to czas.
- Zdać egzamin inżynierski.
- Wyciągnąć średnią na stypendium ( to jest ze strefy marzeń, ale ! ).
- Pojechać za granicę. Jeszcze nie wiem gdzie w tym roku.
- Odpocząć w wakacje. Po to one są.
- Skończyć " jedź, módl się, kochaj".
- Czytać książki.
- Uczyć się. Nie za często ale jednak.
- Dbać o księcia. Więcej go ruszać. Więcej u niego bywać
- Dbać o Pidżony.
- Pracować nad swoją punktualnością.
- Znajdować czas dla przyjaciół.
- Troszczyć się o cały świat. Jak zawsze.
- Nie mieć obsesji.
- Ograniczyć do 0 ataki kompulsywnego obżerania.
- Nic nie robić z zakupoholizmem.
- Pielęgnować przyjaźnie.
- Czynić rękodzieło różnego typu i rozwijać się twórczo.
- Zakupić co najmniej kilka płyt.
- Jechać na Open'er-a, albo na inny festival.
- Nie całować się z nieznajomymi, którzy lubią szukać tchawicy.
- Całować się jednak.
- Uprawiać bezpieczny seks.
- Kupić maszynkę.
- Oszczędzać ( to jest niedorzeczne, wiem).
- Poszukać sobie jakiejś pracy?
- Być dobrym człowiekiem.
- Nauczyć się czegoś nowego.
- Poprawić angielski. Zacząć się w końcu uczyć niemieckiego.
- Wierzyć w siebie.
- Zacząć znowu jeździć konno? W miarę moich możliwości.
- Być szczęśliwą.


Myślę że mniej więcej to samo co rok temu. Nudy. Może jeszcze coś wymyślę do 24. Tymczasem tyle.
[komentarze]  (4) [11:59 31/12/10]
 
Podsumowanie sezonu 2010

Rozliczam swoje postanowienia jak co roku:
- Schudnac. tak na serio. 10 kilo. Silnie postanawiam. SCHUDNIĘTE.
- Prawo jazdy. Teraz już mam nadzieję się uda! ZROBIONE>
- Chodzic dzielnie na basen i na aerobik. Ćwiczyc w domu. ODFAJKOWANE.
- Chodzic na spacery. NIE UDAŁo SIĘ.
- Kupowac orginalne płyty. TYLKO I WYŁĄCZNIE!
- Pojechac na Open'er Festival. I pójśc na parę dobrych koncertów. W TYM ROKU NIE DAŁO RADY.
- Czytac książki. To zawsze jest dobre postanowienie. KILKA JEST WIEC ZALICZONE.
- Uzupełnic albumy Askarowe. NIE WYKONANO.
- Iśc w końcu do dentysty! WSTYD SIE PRZYZNAC, ALE NIE BYLAM.
- Chodzic do lekarzy kiedy jestem chora. CHODZĘ. NIE POMAGA.
- Zrobic badania kontrolne! ZROBIONE
- Londyn. Tam chcę jechac w tym roku. I może do Irlandii? BYŁAM W IRLANDII. PÓŁNOCNEJ WIĘC TEŻ UK.
- Unikac terrorystów. Emocjonalnych także. UNIKAM.
- Organizowac się. Notowac, planowac. Po prostu ogarniac świat. I miec plan działania. MAM, DZIAŁAM I TO FUNKCJONUJE.
- Znaleźc mężczyznę. Godnego mojej osoby. BEZ KOMENTARZA.
- Pic czerowną herbatę, dbac o ciało. DBAM. HERBATY NIE PIJĘ BO ODKRYŁAM ŻE NIE MOGĘ.
- Nie całowac się z nieznajomymi. (facet mówiący "hej jestem robert/bartek/michał to ciągle nieznajomy). Nie dotyczy posiadaczy łomów. TYLKO RAZ. DRUGI MIAŁ ŁOM WIĘC SIĘ NIE LICZY.
- Nie całowac się ze znajomymi. Nikt z tego grona się nie nadaje. Zresztą większosc juz sprawdziłam. o zgrozo! ODFAJKOWANE.
- Ostatecznie jednak całowac się. Z tym godnym. ODFAJKOWANE.
- Dbac o Askaroskiego i zacząc wsiadac na wiosnę. DBAM CHYBA. KASIA TWIERDZI ŻE JESTEM ROZSĄDNĄ WŁAŚCICIELKĄ.
- Dopieszczac gronostaje. DOPIESZCZAM. CHOCIAZ OBECNIE GŁÓWNIE TRZEBA IM DIETY.
- Zrobic coś dobrego. A w zasadzie robic tylko dobre rzeczy. MYŚLĘ ŻE SIĘ ZDARZYŁO.
- Dbac o świat. Calusieńki. DBAM! BÓG MI ŚWIADKIEM!
- Nie jeśc mięsa! NIE JEM.
- Nie wracac do papierosów. 98% DONE.
- Skupic się na nauce. Na egzaminach. TO JEST AWYKONALNE
- Dac sobie wycisk. A także dac sobie odpoczac. DONE.
- Zapuszczac włosy.HAHAHA. BEZ KOMENTARZA. OBECNIE ZAPUSZCZAM.
- Nie zapuscic bloga. Myśli muszą miec gdzieś ujście. BYWAM TU.
- Nie zadawac się z nieodpowiednimi chłopcami. NIE ZADAJĘ SIĘ JUŻ.
- Nie patrzec wstecz. Nie rozdłubywac, nie bebłac. Zostawic w spokoju. AMEN.
- Byc szczęśliwą. JESTEM. W KOŃCU.
- Byc pewną siebie. Ale bez przesady. JESTEM.
- Pielęgnowac przyjaźnie. TO NIE MNIE OCENIAĆ.

To był ciężki rok. Śmierć Muszego, wielka depresja. Wszystko walące się na głowę. Dużo uczelnianych spraw. Ale był to też rok szukania siebie, pojednania ze sobą, poszukiwań, walki i progresu. Schudłam, dużo zdziałałam, przełamałam w końcu zły nastrój, zaczęłam łapać wiatr w żagle. Pięknie było w Irlandii. Wybaczyłam tym, którzy mnie skrzywdzili. Odkopałam stare, bardzo dobre znajomości. Koniec roku był bardzo dobrą zapowiedzią roku kolejnego. Koniec roku był dobry. Zrobiło się lepiej. W każdej dziedzinie.
Jestem szczęśliwa. I zadurzona jak 15latka, ale pozwoliłam sobie na to już 1 stycznia, więc i tak późno skorzystałam. Ciekawe co przyniesie nowy rok.
[komentarze]  (0) [21:50 29/12/10]
 
Kiss kiss bang bang
Nie dotrzymałam słowa. Obiecałam sobie że dam mu czas do końca listopada. Jednak bye, bye Pawel powiedzialam wczesniej. Wyszylam z domu, wypilam martini z okropnie bezsensownego za to bardzo stylowego kieliszka, a potem znalazlam sie w klubie. Uśmiechnieta, wyzwolona, wolna od użerania się z Książecymi lękami. Całowałam się. Od stu lat to chyba pierwszy raz. Było paskudnie. Język w tchawicy. "Hola-hola kolego! bierz te łapska z mojego zadka i idź precz!". Ale kolega za mną ganiał. Dostał numer, mieliśmy się spotkać na trzeźwo. Biedak nie wiedział, że nigdy do tego nie dojdzie. Nigdy, bo pchał mi łapska na tyłek i wsadził mi język do tchawicy.
a Potem był niemiecki chłopiec, któremu powiedziałam, że jest śliczny. Bo był. Jak też jego w domniemaniu brat. Brat również był śliczny. I miał na imię Steven. I bosko całował. I dzięki Bogu! Był najśliczniejszym chłopcem z jakim się całowałam w życiu, był też idealnie uprzejmy, nie nachalny, nie pijany i napastliwy. I nie oderwał ode mnie wzroku przez ponad trzy godziny. Wszystko było idealne. Dałam się ponieść tej chwili i pierwszy raz od dawna nie myślałam o tym, że Mucha nie żyje, że Paweł się nigdy nie zdecyduje, że praca goni z terminem. Myślałam tylko i wyłącznie o tym, jak bardzo mi smakują takie pocałunki. cztery razy się ze mną żegnał. cztery razy całował na pożegnanie. Smsa dostałam zaraz po powrocie do domu. Godzinę później zadzwonił. I zniknął.

Do przedwczoraj kiedy to wiedziona na pokuszenie przez Annę P i litr ponczu do niego napisałam. I okazało się, że on do mnie także i że pisze w dalszym ciągu. Dzisiaj zobaczyłam zdjecia na facebooku, które mnie przeraziły, wyregulowane brwi. To jedno mnie wystraszyło. Opalenizna nie była z solarium, fioletowa koszulka mnie nie razi. Tylko te brwi. Ale już takich nie ma. I oby już nie miał. Póki co jest miło. A za każdym razem kiedy czytam "kiss" na końcu wiadomości żołądek mi się kurczy. Oczywiście jest haczyk. Haczyk musi być zawsze. Haczyk brzmi 350 km.

Steven ma piękne oczy i uśmiech.

_________________________________

Egzamin 1 lutego. Praca inżynierska idzie mi opornie. A czasu kilka zaledwie dni. Cały weekend w akademiku i nic innego do roboty. Reszta zaległości już dopełniona. Mogę się skupić. Że nie potrafię to inna kwestia. W głowie mam już kolędy, choinki i decoupage który pragnę tworzyć. Mam ostatnio potrzeby twórczego rozwoju.

Askaroski tęskni mniej, ja bardziej. Do świąt mu wynagrodzę. Będę bowiem na długo w domu.

Schudłam. Zapięłam się w mojej najmiejszej sukience. Baseny i indoor cycling w planach, narazie stagnacja bo czas naukowego wysiłku. Slodycze nie jedzone od miesiąca, nie mam już ochoty. Mięsne ciągoty też się uciszyły. Będę znowu sobą - lepszą. Szukam harmonii.
[komentarze]  (1) [stworz. 00:07 03/12/10 
mod. 02:10 03/12/10]
 
Im dalej w las, tym mniej zrozumienia w nas
Bardzo nie lubię kiedy ktoś nie kończy rozmowy. To się zwykle dzieje internetowo i wygląda tak że rozmowa się nagle urywa i rozmówca nagle przestaje odpowiadać. Albo smsowo kiedy w połowie poruszanego wątku brak jest odpowiedzi. Albo mailowo. Bardzo nie lubię urywania wątków.
To co denerwuje mnie jeszcze bardziej to kiedy wiadomość pozostaje bez odzewu. Tzn. Rozmówca powraca dnia następnego i nie odpowiada na ostatnie zadane mu pytanie uznając rozmowę za niebyłą. O ile w życiu prawdziwym po prostu czasem się zapomina na czym się staneło, o tyle nikt mi nie powie ze nie potrafi przeczytać maila drugi raz, żeby się niego ustosunkować. Ja zawsze oczekuję odpowiedzi, nawet gdy urwana konwersacja powraca po 2 dniach, po dwóch tygodniach, po miesiącu. Po to się właśnie pytam, lub też odzywam ogólnie żeby uzyskać odpowiedź.
Najbardziej natomiast denerwuje mnie kiedy ludzie się nie słuchają. Mam tu na myśli sytuację kiedy ja zwierzam się komuś z problemów, a on mi mówi że jadł dzisiaj batonik i pił herbatę.

Jestem ostatnio bardzo rozdrażniona, irytują mnie drobiazgi, strasznie jestem podatna na kłótnie. Wynika to z prostego faktu, że czuję się bezsilna, kiedy jestem zamknięta od 3 tygodni w czterech ścianach. To nie jest sytuacja idealnie komfortowa dla nikogo. Potrzebuję przestrzeni, potrzebuję stąd wyjść, wyjść na dwór, wsiąść w samochód, pojechać gdziekolwiek. Byle nie tu. Potrzebuję też wysiłku fizycznego, a nie wolno mi. Mój świat się chwilowo skurczył i logicznym jest, że napięcie wzrosło. Dzięki bogu, jutro w końcu wyjdę. Szkoda tylko, że dzisiaj zaczęło padać.

Zaczynam czuć bardzo nieprzyjemną presję nauki, gdy bardzo się rozregulowałam i rozleniwiłam. Z jednej strony bardzo chcę, a z drugiej mam problem, żeby się skupić. Moje, jeszcze niedawno, wysokie morale padły niemal na psyk. A pracy jest sporo i czasu niewiele. Ale potem nastąpi upragniona błogość.

Wczoraj zdenerwowałam się niemożliwie wręcz. Wszystko przez tyranię chudzielców. Kiedy człowiek zrzuca dziesięć kilo i uśmiecha się do świata, nie ma nic gorszego niż świat który do tego człowieka wypina złośliwie swoje cztery litery. Ile bym nie schudła zawsze, ale to zawsze świat mi udowadnia, że i tak jestem śmieszną, grubą dziewczynką. Dlaczego wszystko czego pragnę jest zarezerwowane dla chudzielców?

Szanse na stabilizację uczuciową niestety póki co poszły w niepamięć. Może to i lepiej, skoro nie byłam pewna.
[komentarze]  (0) [13:12 18/11/10]
 
Oficjalny komunikat:
Kocham tylko i na wieki ( miłością namiętną - nie liczymy rodziny i przyjaciół):
-dr K,
-Pana Wojtka,
-Muszego.

Tyle!

AMEN
[komentarze]  (0) [20:33 16/11/10]
 
KOCHANY ŚWIĘTY MIKOŁAJU...
Chciałabym w tym roku dostać:
tę śliczną sukienkę z allegro,
ogłowie kieffer ergonomic,
brązowe kantar two tone HH z uwiązem,
termobuty HKM elegance,
samochód, jeżdżący najlepiej
buty bo butów nigdy dość
oraz całe mnóstwo płyt.
No i może jeszcze chciałabym żeby praca się sama napisała, albo chociaż żeby mnie mobilizacja dopadła jakaś niesamowita.


A najlepiej panie Mikołaju jak po prostu dasz mi dużo dużo pieniędzy i ja już sama je rozdysponuję.
Pozdrawiam, Małgosia, 23 latka
[komentarze]  (0) [16:40 09/11/10]
 
kiepski dzień.
Boli mnie już mniej, w zasadzie prawie wcale. Goi się pomału, ale dobrze i jeszcze dwa tygodnie muszę być w domu z dala od zarazków i ludzi. Oraz uczelni. Oraz, co jest najgorsze, Królewicza Askara. W domu było fajnie posiedzieć 3 dni, ale na myśl o tym, że czeka mnie jeszcze dwa tygodnie kiszenia się w czterech ścianach dostaję szału. Nic jednak, muszę wytrzymać, więc staram się zorganizować jakieś listy rzeczy do zrobienia:

-po raz muszę pisać pracę. Jest to taki jakby priorytet, ale jakby mało mnie nęcący. Postanowiłam, że odłożę to do przyszłego tygodnia. Jako ostateczny termin, bo 23 listopada muszę wybrać się do promotora i oddać przynajmniej połowę.
-po dwa muszę się ogarnąć z materiałem uczelnianym i z pisaniem pracy kontrolnej oraz z nadrabianiem kół.
-po trzy muszę ogarnąć swoje włosy. ale to dopiero w okolicach 15stego.
-pozałatwiać tysiąc spraw, poumawiać się do lekarzy i wszystko wszystko inne.

jakaś ta lista bez sensu i niekompletna ale jestem rozkojarzona, nie potrafię się skupić.

Czuję się nieschudnięta, a może schudnięta, sama nie wiem, jestem głodna cały czas i mam kryzys, wielki kryzys, wielki kryzys kotletowy. Szkoda słów.

[komentarze]  (0) [21:57 05/11/10]
 
Bez migdalenia!
Od wczoraj jestem w domu, w szpitalu spędziłam tydzień i muszę to powiedzieć: tęsknię za zupą mleczną. Ale tylko dlatego że w towarzystwie zupy mlecznej pojawiał się ketonal. O tak. Panie Boże, daj mi ketonal.
Jestem uwięziona w domu, bolą mnie uszy, właśnie zjadłam bardzo ciężkie i kaloryczne śniadanie, a mianowicie połowę słoiczka dla niemowląt. Bez problemu zjadałam cały kiedy dostawałam ketonal. Teraz chyba zaczyna się zabawa. Mam spuchnięty język, nabitego krwiaka na języczku podniebiennym i zdarza mi się, że zamiast połknąć wodę to wylewam ją nosem,l co tylko pozornie jest śmieszne. Najgorsze są te uszy. Nachodzi mnie to falami ale jest trudne do wytrzymania. Biorę leki co jest niestety trudne bo są to tabletki których połknięcie jest, wierzcie mi, sporym wyzwaniem.

Dzisiaj jest jak to określiła niegdyś trafnie Żuczka dzień wietrzenia futer. Ja swojego futra nie wietrzę bo po raz nie posiadam, a po dwa nie mogę wychodzić ze swojej wieży. Jak prawdziwa królewna.

Dzisiaj jest jeden z tych dni kiedy więcej o Nim myślę. Kiedy więcej mi go brakuje. Dzień zamęczania się piosenkami jak In the end, czy też moja ukochana Leave me, które mi śpiewa Ida Maria.

Posłucham sobie muzyki, w sumie trochę mi brakowało.
[komentarze]  (0) [09:22 01/11/10]
 
I cried for You..
Ostatnie dni mnie i moich migdałów mijają mi z bolejacym gardłem. Za tydzień o tej porze migdały będą już uznane za niebyłe, a ja żywić się będę daniami dla niemowląt. Mniam..

Plakałam. Z bezsilnej tęsknoty i niemożności zmiany. Ileż bym dała by wszystko było inaczej.

Nie wiem w jakim położeniu jestem w kwestii pewnego pana, co też mnie doprowadza do szału. Jak się to leczy?

[komentarze]  (0) [22:29 20/10/10]
 
Październikowa królewna na walizkach
Zaczął się rok akademicki. Praca leży i kwiczy. Bo jest świńska. Gdyby tak ktoś za mnie zaczął, może byłoby łatwiej zebrać myśli. Bo ja myślami jestem zupełnie gdzie indziej. I wierzcie mi nie jest to miejsce z którego chce wracać do rzeczywistości. Tymczasem oczekuję czwartku. Nie tak cierpliwie jak powinnam. Denerwuję się. Dawno tak się nie czułam. Miła to odmiana. Czuję się troche jak niewinna nastolatka.

Prawo jazdy jest czymś z czego korzystam dużo i cieszę się, że je mam. Mam, tak jak sobie założyłam. W końcu, po latach obietnic, odkładania i przesuwania poszłam na kurs, odbyłam go, zdałam egzamin i mam. Jeżdżę Chervim i marzę już o własnych 4 kółkach. Magda także zdała, jestem z niej dumna! Wszystko układa sie wspaniale, tylko brakuje mi pana W. ahh.. aż się łezka w oku kręci kiedy pomyślę o obrońcach krzyża i zaczynaniu życia z jedną walizką.

Jeżdżę sobie Chervim do Askaroskiego, do mego Księciunia który jest przytyty w końcu. Trochę stępujemy, powoli bez pośpiechu zmierzamy do przodu. Obecnie czekając na paszę którą zamówiliśmy w weekend. No i z utęsknieniem na kowala. Stroimy się w pady, granat i błękit, czekamy na otwarcie hali.

Jak na zakupoholiczkę przystało zimowa kolekcja wkracza powoli do mojej szafy. Oczywiście same niezbędne rzeczy! Mam swój wymarzony sweterek z pieskiem, to cudowne! Znowu kocham swoją szafę. I moje ubrania. I siebie też jakby bardziej.

Zdrowotnie za trochę u mnie słabiej, zaczynam się także poważnie przerażać szpitalem. To już za 2 tygodnie! Mam nadzieję, że po wszystkim w końcu zacznie się poprawiać. Boję się wenflonów i to chyba właśnie ich najbardziej. Tego że jakiś obcy człowiek pozbawi mnie przytomności, a potem będzie dłubał mi w ustach nożyczkami jakoś mniej.
A jak już będę wykurowana to obiecuję okuliste, dentyste i wszystko to inne co odkładam.

Urządzam się w pokoju akademikowym, trochę się nie potrafię zagnieździć, bo jestem jedną nogą tu, a drugą w domu. Trzy i pół dnia na trzy i pół dnia. To tu to tam. Przedmiotów mało, czas się zabrać za naukę. I może warto by było zwiedzić też czytelnię. Ale póki co urządzam się w akademiku. Zdjęcia już wywołane, niedługo zawisną na ścianie, brakuje jeszcze firany i kwiatka który sobie obiecałam. W domu też się urządzam w pokoju, który jest już tylko mój. No i Prażyny z Pigułą. Które też mają się dobrze co warto nadmienić.

Siostra wyszła za mąż, wyprowadziła się i teraz ma własne nowe życie. Trochę jej zazdroszczę. Ale wszystko w swoim czasie :)

Dawno tak dobrze się nie czułam. Ze światem i sama ze sobą.
[komentarze]  (0) [23:03 12/10/10]
 
Dreamcometrue
Marzę o płytach cocorosie. Ktoś chce spełnić marzenia?

I'll always be by your side
Even when you're down and out
I'll always be by your side
Even when you're down and out
I just wanted to be your housewife
All i wanted was to be your housewife
I'll iron your clothes
I'll shine your shoes
I'll make your bed
And cook your food
I'll never cheat
I'll be the best girl you'd ever meet
And for a diamond ring
I'll do these kinds of things
I'll scrub your floor
Never be a bore
I'd tuck you in
I do not snore
I'd wear your black eyes
Bake you apple pies
I won't ask whys
And i try not to cry
I'll always be by your side
Even when you're down and out
I'll always be by your side
Even when you're down and out
And its nearly midnight
And all i want with my life
Is to be a housewife
Is to be a housewife
'Cause it's nearly midnight
And all i want with my life
Is to die a housewife
Is to die a housewife

[komentarze]  (0) [stworz. 23:35 30/09/10 
mod. 21:58 09/10/10]
 
najostatniejsze wieści.
Spuchłam z dumy. I nie potrafię tego powstrzymać, jestem taka dumna bo otóż zdałam prawo jazdy za pierwszym razem :) Dzisiaj odebrałam je w urzędzie i pierwszy raz prowadziłam nasz samochód. Zdrowy zastrzyk pozytywnej energii. Idealny do sprzątania i załatwiania spraw przed weselem :)

Byłam w Świnoujściu, u Niego. Pogoda była piękna, morze spokojne, a cmentarz był tak nieodpowiednim miejscem dla Niego. Wciąż tęsknię.

Askaroski miał fryzjerską metamorfozę. Oraz przytył i wygląda cudownie.

Za 3 dni wesele. Muszę schudnąć jeszcze sto kilo. Tak sądzę.
[komentarze]  (0) [21:40 29/09/10]
 
Podsumowywawszy
Powoli kończą się wakacje, jestem już na wylocie moich drugich i ostatnich praktyk. Nauczyłam się sporo, trochę dobrego wynoszę, parę rzeczy które mnie dotykają, jak to że ważniejszy jest pieniądz. I kiedy przychodzi do wyboru pomiędzy zwierzęciem, a pieniądzem to zwykle wygrywa to drugie. Smutne ale prawdziwe. Chciałabym, żeby tak nie było. Czy w czasach kiedy to pieniądze rządzą światem jest szansa na zmianę tej złej proporcji? Chcę wierzyć, że jest. Czas pokaże.
Niemniej jednak trzymałam na rękach maleńkie owieczki karmiąc je z butelki, nauczyłam się robienia zastrzyków domięśniowych krowom co wierzcie mi nie jest takie hop siup, trzymałam cielaka za nogi zanim się urodził, byłam przy paru porodach i jestem zachwycona obcowaniem ze zwierzętami. Najwięcej frajdy dają te momenty kiedy rodzi się zaufanie z ich strony, kiedy pozwalają się dotknąć, pogłaskać i kiedy same potem przychodzą do człowieka.
Oczywiście najpiękniejszym i najmądrzejszym zwierzęciem, które wnosi w moje życie tyle radości i satysfakcji jest mój koń. To już cztery i pół roku, czas który był dla mnie wyjątkowy i specjalny, jedyny w swoim rodzaju, sytuacje przyjemne i piękne i ciężkie chwile kowalowe i weterynarzowe. Lubię obserwować jak zmienił się A. przez te lata, jak zrobił się zupełnie inny, bardziej uważny, ciekawy, jak tworzy sobie więzi z innymi końmi, jak zaczął się utożsamiać ze swoim stadem. Bo ma swoje stado. I w nowej stajni wbrew moim obawom ma się póki co świetnie, odzyskał formę, nogi mają się lepiej, spacerujemy sobie stępem, czasem pozwalam sobie na kilka chwil galopu, widzę w nim chęci i radość i nic mnie tak nie cieszy.
Prażyna i Piguła mają się również świetnie, chociaż przydałaby im się dieta, mnie również, co staram się realizować.
Zrobiło mi się mentalnie lepiej, wyszłam z dołka, zaczęłam się znowu cieszyć, ekscytować , mam chwile takiej zwyczajnej i niczym niezmąconej radości. Progresuję sobie powoli w różne strony, kończę kurs prawa jazdy, co daje mi dużo pozytywnej energii, znowu potrafię się bawić, ludzie mniej mnie irytują. Odkopałam parę znajomości i bardzo dobrze mi to robi i cieszę się z tego niesamowicie. Wypełniam sobie czas zajęciami, tu jazdy, tam zakupy, koń, praktyki, szykują mi się 2 wesela. Dzisiaj też ruszyłam pracę inżynierską.
Niezadowolona jestem z paczki papierosów zakupionej na wieczorze panieńskim mojej siostry, ale dobrze mi zrobiło te kilka papierosów, które porzucam jak tylko ta paczka się skończy. To jest dobry romans, ale na krótką chwilę.
Romansowo cisza, chociaż odkrywam w sobie fascynacje, o których nie miałam pojęcia, że mogę mieć, póki co taka obserwacja, pół żartem, pół serio. Fantazje o wieczorach w wielkiej wannie i na kanapie. Na wesele idę sama, chciałam iść z nim, ale to niemożliwe, więc nie szukam na siłę, samej też może być dobrze. On ciągle jest w mojej głowie, w najbliższym czasie chcę go odwiedzić, powiedzieć jemu, a może bardziej sobie kilka słów, uporządkować w głowie. Może to był ten? Ten jedyny. Może, ale tego się nie dowiem już nigdy. Ciepło go wspominam, mam nadzieję, że tam gdzie teraz jest on też ciepło o mnie myśli.
Było to lato o wiele lepsze od poprzedniego, wyprawa do Irlandii pięknej i zielonej wpłynęła na mnie nadzwyczaj kojąco, to było to czego potrzebowałam, żeby się wyciszyć, wdychać zapach oceanu i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. W Irlandii myślałam o Nim dużo , do najpiękniejszego miejsca na ziemi nie dałam rady dotrzeć, ale kiedyś to nadrobię.
Lato było dla mnie pełne zmian, na zewnątrz i wewnątrz. Jestem teraz blondynką. Marzę o morelowych ścianach i granatowym tapczanie. Moja siostra się wyprowadza, zakłada rodzinę, ja tworzę swoje miejsce, mój pokój, mój kawałek świata.
Będę mieć super auto. Np. Seicento. Albo inną wielką furę. Zobaczymy.
[komentarze]  (0) [22:30 17/09/10]
 
    nast >>
archiwum 2004
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2005
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2006
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2007
kwiecień
lipiec
sierpień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2008
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2009
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2010
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2011
styczeń
 
Links
Don't eat that cake
Zuczka czyli Eee...a co to ja chciałam?
MySpace
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc