Blog: 401370 blogów  Forum: 162960 postów  Galeria: 92501 zdjęć !  On-line: 127 osób

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc
BLOG: follow your dream.
    nast >>
We can burn brighter than the sun.
To dziwne, że uśmiech czasami nie wychodzi mi tak dobrze, jakbym tego chciała. Smutne, że bliscy, na których mi zależało, tak po prostu z dnia na dzień coraz bardziej się oddalają, a ja nie robię nic, by ich przy sobie zatrzymać. Chyba coś we mnie umarło, już dawno, tylko nie potrafiłam się do tego przyznać. Marcin, mój narzeczony stoi na piedestale mojego życia. Prawie każdy mój krok w życiu ku nieznanemu, jest uzależniony od jego decyzji, bez jego 'tak', tak ciężko do czegokolwiek mi się zabrać. Mimo wszystko chciałabym rządzić w tym związku, podświadomie czuję że tak jest, kiedy coś mi się nie podoba, widzę jak się zachowuję. Wszystko musi być podpasowane pod moje 'ja chcę', chociaż egoistką bym siebie nie nazwała. Zawsze byłam z boku, robiłam wszystko, by to inni błyszczeli, nie ja, rezygnowałam z siebie właściwie od zawsze. Rezygnowałam z mojego 'ja chcę' w przyjaźni, w koleżeństwie, natomiast w związku nie wychodzi mi to za dobrze. Mimo to czuję, że dla Niego jestem w stanie zrobić wszystko, jednak wymaga to z mojej strony naprawdę silnego sampozaparcia, no i tego - w tym wypadku odpowiedniego - ja chcę . Chcę by był ze mną szczęśliwy, chcę, żeby to On był głową Naszej przyszłej rodziny, nie ja. Nie chcę, i nie powtórzę tego, co jest w mojej rodzinie, to już sobie przyrzekłam dawno.
Moi rodzice nadal nie wiedzą o tym, że się zaręczyliśmy, jednak mojej babci już o tym powiedziałam. Mama Mojego też wie, a nawet zareagowała zupełnie inaczej, niż przypuszczałam. Jednak i tak najbardziej jestem ciekawa reakcji moich rodziców, i bynajmniej nie spodziewam się, że będą z tego powodu skakać z radości. Boję się, bardzo się boję, najchętniej odwlekałabym tą chwilę w nieskończoność, jednak wiem że prędzej czy później to nastąpi. W końcu nie mogę miesiącami ukrywać, że jesteśmy zaręczeni. Jednak na razie pierścionek i tak musi leżeć w ukryciu, no i poza tym, niestety okazało się że jest za duży, pół rozmiaru albo nawet cały rozmiar. W chwili gdy myję ręce, po prostu zsuwa mi się całkowicie, mało brakowało ostatnio żeby mi wypadł...
Jutro kończę 20 lat . Sukienki nie założę, jako że mam okropne plamy na rękach i wyglądam jakbym miała ospę albo wysypkę, także kryję się pod niezliczoną warstwą długich rękawów. O imprezie urodzinowej którą planowałam w któryś najbliższy weekend chyba też mogę zapomnieć, albo ją po prostu urządzę za jakiś miesiąc, jak już będę po sesji.
No i planuję zniknąć stąd na jakiś czas, albo będę się pojawiać dużo rzadziej. Tak na czas sesji.


kazzie

[komentarze]  (6) [21:58 14/05/12]
 
You'll understand why I want you so desperately.
Tak, tak. Zaręczyliśmy się . I bynajmniej nie spodziewałam się tego w tym dniu, w którym to się stało. To wydaje się zbyt piękne żeby było prawdziwe. Ta miłość, to uczucie którym siebie darzymy jest zbyt ogromne, zbyt piękne, i sprawia, że wiem, że nie poradzę sobie bez Niego. Mam nadzieję i głęboko w to wierzę, że dzięki temu, że stan naszego związku uległ tej zmianie, może być już między nami tylko lepiej, ba, mam też nadzieję nawet że spowoduje to ogromne zmiany we mnie. Da mi tą mobilizację, którą już tak dawno utraciłam. Myślę, że warto opisać ten dzień, w końcu zaręczyny są tylko raz w życiu.

4 maj 2012 rok
Tego dnia wstałam dosyć późno, jak zwykle zresztą, i miałam oczywiście wielkie plany na ten dzień - pójść na wykłady, mimo że nie chciało mi się do potęgi entej. Zaskoczył mnie trochę sms od Mojego, który pracował wtedy do 13, a mianowicie: Kochanie możesz dziś nie iść na wykłady? Chciałem Cię gdzieś zabrać, proszę. W sumie walczyłam ze sobą, z jednej strony czułam że chcę spędzić ten dzień z M. a z drugiej strony czułam podświadomie że powinnam być na tych wykładach, jednak po sprawdzeniu planu, okazało się że wyjątkowo tego dnia wykładów nie ma. Ucieszyłam się z tego powodu że nie będę miała zaległości, i znowu zaskoczył mnie M. telefonem z pracy, że przyjdzie do mnie o 17 i mam się ładnie ubrać. Tu już mi coś nie pasowało, bo wiem, że M. nie miał ostatnio pieniędzy, bo kupiliśmy dużo rzeczy do kuchni, i ja nie byłam zachwycona że chce wydać znowu pieniądze. Jednak cóż, uparł się, prosił, to nie miałam innego wyjścia. Założyłam krótką, jeansową spódnicę oraz czarną gorsetową bluzkę z koronki i okryłam się granatową, koronkową narzutką.
M. przyjechał koło 18. Był ładnie, elegancko ubrany i trochę dziwnie się zachowywał, czułam że coś kombinuje. Gdy pytałam gdzie jedziemy, nie chciał mi powiedzieć.
Okazało się, że pojechaliśmy na Starówkę, a M. prowadził mnie do miejsca, do którego chyba bym sama nie trafiła. Deszcz padał, a ja czułam że moje buty bynajmniej nie nadają się do spacerów po ulicach Starówki, ale Mój przytulił mnie mocno do siebie, trzymał parasol i cierpliwie prowadził. Gdy dotarliśmy, nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To była piękna restauracja, cała ozdobiona po królewsku, jak w pałacu, i wszędzie były róże, chyba we wszystkich kolorach jakie mogą być. Obrazy były oświetlone na czerwono, a stoły wyglądały jakby jadali przy nich królowie. Uśmiechałam się patrząc na to wszystko. Byliśmy w tym miejscu sami. M. ciągle wpatrywał się we mnie, mówił komplementy. Mieliśmy zjeść obiad, a kelner przyniósł mi wodę z lodem, której zresztą nigdy nie piję, i chyba nawet policzył sobie za tą wodę ze 20 zł. M. zamówił dla siebie obiad, ja zamówiłam strogonowa, i M. poprosił o dwa kieliszki francuskiego wina. Nawet chyba nie chcę wiedzieć, ile on za te kieliszki zapłacił. Wino było wyśmienite, obiad także, a gdy wyszłam na chwilę do łazienki poprawić sobie włosy, makijaż, gdy wróciłam to kelner przyniósł dwie kawy. Gdy piliśmy, w pewnym momencie M. zaczął mówić takie piękne rzeczy, że wiedziałam, czułam, że zaraz się oświadczy. Mówił że jestem najcudowniejszą osobą jaką spotkał, że chce ze mną spędzić życie, że czas jaki ze mną spędził jest dla niego najlepszym, i w tym momencie ukląkł, i poprosił mnie o rękę. W chwili gdy klękał, usłyszałam że została puszczona ślubna muzyka. Uśmiechałam się, i przytuliłam M. mówiąc że wyjdę za niego, i że go kocham. To było niesamowite.
____
Moi rodzice jeszcze o tym nie wiedzą. Schowałam pierścionek zaręczynowy, żeby się niczego nie domyślili. M. powiedział, że pójdzie do nich w tym tygodniu im o tym powiedzieć. Boję się, strasznie, bo czuję że oni myślą że jestem za młoda. Boję się ich reakcji. Chciałabym, żeby jeszcze o tym nie wiedzieli... Poza moją przyjaciółką O., ojcem M. i Jego przyjacielem, nikt o tym nie wie.
Kurcze, chyba do mnie to jeszcze do końca nie dotarło, że jestem Narzeczoną.


kazzie

[komentarze]  (32) [stworz. 12:34 07/05/12 
mod. 13:56 07/05/12]
 
Like the morning sun your eyes will follow me.
'Weź sobie mnie, bo tylko Ty... i więcej? Nic.

Majówka nie do końca mija mi tak, jak tego chciałam. Do książek jak miałam zajrzeć, nie zajrzałam, nie wspominając nawet o jakiejkolwiek nauce do nadchodzącej sesji, która już w tym momencie napawa mnie przeogromną obawą. Czuję, że polegnę, a jednocześnie ogarnia mnie taki leń, że nie jestem w stanie się zabrać za cokolwiek.
Jedynie czas spędzony z Moim M. sprawia, że się uśmiecham, i zapominam o troskach tego świata. Majówkę spędzamy razem dość aktywnie, tylko szkoda że moja nauka na tym cierpi. W sobotę, w niesamowity upał byliśmy w zoo, a naszą ulubioną 'atrakcją' było zobaczenie rekina w nowo otwartym 'rekinarium', a także zobaczenie paru przezabawnych fok, które ubawiły nas strasznie. Zaczęliśmy także chodzić na spacery z Rocky'm do parku, uważając, by przypadkiem nie wpadł - bądź też nie wpaść razem z nim do wody. A pies ma siłę ogromną, skubany.
Zaczęliśmy także z M. odkrywać, że lubimy razem grać w Heroes 5, które wczoraj pochłonęły nam parę godzin wspólnie spędzonego dnia. Ogólnie, robimy wszystko i nic, byle tylko być razem.
Do mojej 20stki zostały już raptem niecałe 2 tygodnie. Sukienka już jest, w kolorze biało-różowym, uwydatnia tylko te części ciała, które chcę pokazać, czyli dekolt i łydki, a resztę na szczęście zakrywa. U fryzjera nawet byłam, i skróciłam moje włosy, które zapuszczałam ładnych parę lat. Ciężko mi się przyzwyczaić do tej długości, no ale myślę że to tylko kwestia czasu i mam nadzieję, że Mojemu się spodoba.
No i teraz wypadałoby się zabrać za chyba najważniejszą część moich urodzin, czyli... zaproszenie gości, i nadzieja, że ten termin który zaproponuję, wszystkim będzie pasował.
4 maj 2012 rok: NASZE ZARĘCZYNY . Kocham Cię!


kazzie

[komentarze]  (21) [stworz. 14:39 02/05/12 
mod. 23:39 04/05/12]
 
In the full moons light I listen to the stream...
Zaczynam się ostatnio zastanawiać, czy moje negatywne odczucia, myśli, jak i oskarżenia wobec pewnej osoby, nie sprawiły, że przydarzyło się jej coś złego. Do tego, o ironio losu, w tej właśnie pracy, w której ostatnio pracowałam z tą osobą. Pamiętam, jak jeszcze niedawno, widząc, jak pojawiła się 'wielka dama' z wielkim krzyżem na uczelni zawieszonym na szyi, śmiałam się w duchu z tego, że tu pokazuje nie wiadomo jak świętą, a w pracy to może - z chorej zazdrości, nie wiem jeszcze z czego - zrobić wszystko, bym tam nie pracowała. Gratuluję jej pomysłów tak w ogóle, bo z perspektywy czasu nawet zaczynają mnie śmieszyć. Nie zmienia to jednak faktu, że jest fałszywa. Tak, z pewnością taka jest. Niemniej jednak, jest mi nawet przykro, że przydarzyło jej się to - właśnie jej , chociaż - biorąc pod uwagę, że wiem, jakie tam pracują osoby, nie zdziwiłabym się, gdyby doprowadziły do jej wypadku specjalnie. Szczerze mówiąc - poza kierowniczką, która ją uwielbia tylko dlatego, że N. na wszystkich donosi, to nikt jej tam nie lubi.
Wracając trochę na ziemię, muszę przyznać że nie spodziewałam się, że tak się zapuściłam. Nie wiem jak mogłam przytyć 3 kg w tak krótkim czasie, chociaż biorąc pod uwagę częstotliwość, z jaką ostatnią bywam w różnego rodzaju fastfood'ach, to nawet się nie dziwię. Także od wczoraj oficjalnie jestem na diecie . Odstawiam słodycze, słodkie napoje i te sprawy, no i muszę nauczyć się kontrolować moje napady głodu, choćby taki, jaki dopadł mnie dziś po powrocie z uczelni. Właściwie pierwsze co zrobiłam, to poleciałam do lodówki, po to żeby ją zaraz zamknąć, i trzymałam w ręku dwie czekolady, gotowa sobie wziąć po kawałku... Ale nie. Mam jeszcze na tyle rozsądku, żeby je odstawić z powrotem. Chociaż tyle.
Mimo że nie czuję się w swoim ciele najlepiej, przynajmniej łapię komplementy za inne rzeczy. Strasznie miło mi się zrobiło, jak koleżanka z mojej grupy zauważyła, że mam ciemną karnację, i powiedziała, że chciałaby taką. Także to, gdy spytała, czy mam inne korzenie niż polskie. Zauważyłam, że to jest zawsze pierwsze, potencjalne pytanie moich znajomych, gdy zaczynamy się poznawać. Chyba jest dobrze. No, poza faktem że moja majówka zapowiada się na 'świetny' czas na naukę do sesji, a pogoda robi się coraz ładniejsza. Zauważyłam na dzisiejszych wykładach, że skoro pogoda jest taka ładna, to na wykłady nie chodzi jakieś 85% studentów. Ale jako że trochę się opuściłam... na takie opuszczanie nie mogę sobie pozwolić.
Tak poza tym, zaczynam strasznie silnie odczuwać potrzebę znalezienia pracy.


kazzie

[komentarze]  (22) [23:14 27/04/12]
 
But if you walk away, I know I'll fade.
Dzisiejszy dzień to z pewnością jeden z tych dni, który mocno zapadnie mi w pamięci. Zacznę od tego, że plany nieco się zmieniły. Julia jednak nie mogła pojechać, przez co kombinowałam, czy pojechać z Mariuszem, czy z kim innym, dopiero potem pomyślałam... że pojadę tam z moim mężczyzną. Wybór okazał się najlepszy.
Na początku mieliśmy spotkać się pod parafią św. Augustyna, a stamtąd mieliśmy pomaszerować ulicami na Starówkę. Marsz był dość żwawy, biorąc pod uwagę fakt że pozamykali ulice po to, żebyśmy mogli przejść. A było nas naprawdę, naprawdę dużo, właściwie to ani z przodu, ani z tyłu nie mogłam dojrzeć końca. Gdy zajechałam z Moim M. pod parafię św. Augustyna, wspomnienia zaczęły wracać. To tam właśnie byliśmy drugiego dnia od naszego poznania. To chyba tam po raz pierwszy nasze dłonie się złączyły, a moje serce jak i dusza zaczęły tak naprawdę się cieszyć, że On jest tam, ze mną. I teraz też był. Był ze mną na tym marszu, ręka w rękę. Śmialiśmy się do siebie patrząc sobie w oczy, a czasami podśpiewywaliśmy znane nam pieśni. Naprawdę, cieszyliśmy się że tam jesteśmy razem.
Gdy dotarliśmy już chyba paro, jak nie paronastotysięczną grupą na Starówkę, posłuchaliśmy chwilę świadectw z jakichś innych wspólnot, po czym poszliśmy z M. do pobliskiej restauracji na obiad, gdyż właściwie obydwoje nie mieliśmy wcześniej kiedy zjeść. Nawet się nie spodziewałam, że w chwili mojej nieuwagi M. wręczy mi piękną różę, mówiąc ,,Jakiś chłopiec szedł z różami, mówiąc żebym kupił swojej najpiękniejszej. I miał rację, bo jesteś najpiękniejsza". Zaniemówiłam ze szczęścia, gdy mi to powiedział. Potem, jak wróciliśmy jeszcze na chwilę tam, gdzie odłączyliśmy się od wspólnoty, jakiś pan nas zaczepił mówiąc, że nie spodziewał się, że jacyś mężczyźni w tych czasach kupują jeszcze swoim kobietom kwiaty. Ja uśmiechnęłam się tylko i powiedziałam, że jednak są jeszcze nieliczni.
Po powrocie do domu Mojego, znowu mnie zaskoczył. Zapalił świecę, nalał nam po trochu białego wina i uklęknął. Znowu z jego ust zaczęły płynąć piękne słowa, a po chwili z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Łzy szczęścia. I gdy M. skończył, ucieszył się, mówiąc że mniej więcej wie, co powiedzieć jak mi się będzie oświadczał.
Wczoraj czytałam fragment książki ,,Urzekająca" jak autor pisał, że prosił Boga, żeby ukazał mu swoje piękno. Poszedł na plażę, i zobaczył przy brzegu wielkiego wieloryba. To dla niego było to piękno . Jego żona także prosiła Boga o to samo, także poszła na plażę, a przed sobą zobaczyła na plaży piękne, kolorowe rozgwiazdy, których wcześniej nie widział jej mąż. Ja stwierdziłam, że także poproszę Boga, aby ukazał mi swoje piękno. A On... daje mi miłość drugiego człowieka. Z dnia na dzień coraz więcej miłości, jak i szczęścia w sercu. I to jest dla mnie piękne.
Mój mężczyzno, nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile szczęścia mi dajesz. Nie wyobrażasz sobie nawet, jak bardzo się uśmiecham, jak o Tobie myślę. Kto by pomyślał, że mimo trzech lat związku ciągle mnie zaskakujesz? Jesteś wszystkim, ale wiesz o tym. I kocham Cię moim niespełna dwudziestoletnim sercem.


kazzie

[komentarze]  (31) [stworz. 00:21 23/04/12 
mod. 01:45 23/04/12]
 
If only you saw what I can see...
Jeszcze dziś rano wszystko wyglądało normalnie. Ta sama twarz w lusterku, te same dłonie ściskające telefon ze zdenerwowania, że może On mnie źle zrozumiał, nawet ten sam półuśmiech, który przywoływałam na twarz, żebym nie wyglądała na smutną.
No właśnie. Ten dzień zapowiadał się dość normalnie, gdyby nie pewne rozmowy z pewnymi osobami, dające mi z początku zażenowanie, zdenerwowanie, zrozumienie, po czym rozmowa z Julią wszystko zmieniła. Właściwie nawet była odpowiedzią na poprzednią rozmowę, którą odbyłam z moją babcią.
Babcia nie rozumie wielu rzeczy, poza jedną. Widzi, jak nie ma mnie w Kościele, jak nie chodzę na liturgię, po czym widzi jak przychodzę z Marcinem, i cierpi. Zauważyła coś, co od dawna mnie trapi. Marcin stał się moim idolem . Stał się wszystkim , stał się moim pierwszym miejscem, spychając wspólnotę, Boga na plan dalszy. Ja też to widzę, i cierpiałam po cichu, omijając znowu kolejną liturgię, żeby tylko spędzić czas z moim mężczyzną. I chłonęłam ten czas. Chłonęłam jego, jego oddech, jego oczy, jego głos... Jego całego chłonęłam całą sobą. Zapominałam o świecie.
Dzisiaj śniła mi się Julia. Julia, dziewczyna z mojego liceum, dziewczyna, po której bym się nigdy nie spodziewała, że będzie w Kościele. Ba, a co do tego we wspólnocie, do której sama należę. To nie mieściło mi się w głowie. Nie dlatego, że nie widziałam jej w tym moim świecie, wręcz przeciwnie, dla każdego pragnęłabym takiego szczęścia, jakie tam dostałam, jednak... w życiu bym nie przypuszczała, że moje słowa, zachęcające ją do wejścia do wspólnoty (mimo że nawet nie miałam takiego celu, mówiąc je, nie miałam nadziei że mogłyby się ziścić), tak bardzo utkną jej w pamięci. Tak bardzo, że czekała aż rok na katechezy, o których jej mówiłam. Julia, dziewczyna która jest we wspólnocie 7 lat mniej niż ja, którą sama zachęciłam do bycia we wspólnocie... sprawiła że zaczęłam się wstydzić swojej postawy, a zaczęłam podziwiać jej postawę. Niesamowite. Kto by pomyślał, że Julia, Julia, która mi się dzisiaj śniła na Świętach u mojej rodziny, napisze dziś do mnie, że chce iść w niedzielę na Marsz Gwiaździsty Wspólnot? Kto by przypuszczał, że ja, będąc 8 lat we wspólnocie, gdy tylko usłyszałam o tym, stwierdziłam że nie jest to nic wartego mojego uczestnictwa, Ona uzna za coś bardzo ważnego?
Czuję, że powinnam się wstydzić. I dziękować Bogu, za to że przez Julię, którą sama zachęciłam do wejścia do wspólnoty, On zachęci mnie do powrotu do mojej wspólnoty.
I pewnie nikt nie zgadnie, jakie mam plany na niedzielę. Otóż idę z Julią na Marsz Gwiaździsty Wspólnot, i jestem z tego powodu bardzo, bardzo szczęśliwa.
A tymczasem czeka mnie noc, tym razem z makroekonomią.


kazzie

[komentarze]  (21) [stworz. 23:59 19/04/12 
mod. 13:28 20/04/12]
 
I can't be who you are.
Święta minęły równie szybko, jak się zaczęły, a myśl o sobotniej passze sprawia, że na usta uśmiech sam mi się ciśnie. Było pięknie, cudownie, wspaniale. Było tak niesamowicie, że nie wiem, czy jakimkolwiek epitetem, przymiotnikiem byłabym w stanie ją opisać. Ja z Moim mężczyzną pierwszy raz nie zasnęliśmy, i o dziwo, ta pascha jako pierwsza naprawdę do mnie przemówiła . Naprawdę ją przeżyłam całą sobą, a nie tylko jak zwykle swoją cielesną obecnością.
W niedzielę rano, po passze, prawie że nieprzytomna pojechałam z rodzicami do babci na śniadanie wielkanocne, a potem do dziadka, do Ząbek, jak co roku. Wczoraj natomiast, w lany poniedziałek, byłam z rodzicami u babci Krysi. Będąc u niej, wyszłam ze swoim psem na spacer, gdyż rodzice uparli się, żeby zabrać go ze sobą. Gdy zaczęłam chodzić po podwórku, tak dobrze mi zresztą znanym, wspomnienia zaczęły wracać. Jeszcze parę lat temu mieszkałam tam, przez ten czas zawarłam tam tyle przyjaźni... a teraz to wszystko minęło. Przechodząc przez ścieżki, po których kiedyś biegałam jako dziecko, zaczęłam sobie wiele rzeczy przypominać. Ścieżka przypomniała mi o sytuacji, kiedy się tam sprowadziłam. Miałam 6 lat i od razu wybiegłam na dwór. Zaczął gonić mnie wtedy chłopak, w moim wieku, i dwie dziewczyny (jedna z nich była jego siostrą), pytając, jak się nazywam. Kto by przypuszczał wtedy, że te trzy osoby, które wtedy poznałam (a także wiele innych osób, które poznałam niedługo potem i z którymi też przyjaźniłam się przez wiele lat), będą mi bliskie przez tyle czasu, tyle, ile tam mieszkały. A potem... wszyscy się wyprowadzili, lecz ja najpóźniej, a wyprowadzkę wszystkich tych osób bardzo przeżywałam. Potem, parę lat później, gdy Ania z bratem wyprowadzili się, ja z Karoliną już tylko spotykałyśmy się niemal codziennie. Bawiłyśmy się lalkami, biegałyśmy po dworze, a potem i nawet jej zabrakło. Czułam się strasznie samotna, bo miałam wrażenie że nikt nie mógł mi zastąpić ich nieobecności.
Teraz w moim życiu jest Marcin. To niesamowite, ale wypełnił mi w sercu tą pustkę za utraconymi przyjaciółmi, tymi, a także wieloma innymi, z którymi kontakt się urwał. Każdego dnia jest przy mnie, tak poważny, tak silny, tak kochany a jednocześnie tak pewny naszej wspólnej przyszłości. Teraz to On jest moją codziennością. Moim dzisiaj jak i jutrem .
Myślę, że każda osoba postawiona na naszej drodze jest nam po coś potrzebna. Każdy przyjaciel, a nawet wróg, ma jakąś swoją misję do wypełnienia w naszym życiu. Niektórzy są nam dani na dłużej, inni na krócej, i to od nas zależy, jak ten czas z daną osobą wykorzystamy, i czego się od niej nauczymy.
Myślę, że nic nie dzieje się przez przypadek. Nawet to, że mój Marcin coraz częściej wspomina o zaręczynach, przegląda na allegro pierścionki zaręczynowe i pyta się mnie, które mi się podobają. Mam tysiąc pytań, ale on tylko zbywa mnie uśmiechem i tajemniczym: Zobaczysz. Nie pytaj teraz .


kazzie

[komentarze]  (72) [stworz. 23:24 10/04/12 
mod. 19:19 11/04/12]
 
Help me leave behind some reasons to be missed.
Miałeś tak kiedyś? Zawsze unikałeś tłumów, dbałeś o uczucia najdroższych Ci osób, a życie przeciekało Ci przez palce, bo... tęskniłeś. Zatęskniłeś za tym, żeby być kimś. Żeby te najdroższe istoty zajęły dalsze miejsce od Ciebie, albo nawet nie. Po prostu chciałeś się pokazać, chciałeś pokazać, że nie jesteś taki, jaki byłeś. Zmieniasz się każdego dnia, myśląc o tym. Ale nie myśl już, tylko zapomnij...
Ostatnio, chyba z nadmiaru wolnego czasu, przychodzą mi do głowy dziwne pomysły, i zaczęłam myśleć o tych moich małych planach tak intensywnie, że zaczęły mi się śnić po nocach. Zawsze chciałam choć na chwilę zerwać z tą mną , jaką jestem teraz. Marzy mi się wejście w tłum, a nawet - wybicie się z niego. Głosem, wyglądem, czymkolwiek. Zaczęłam śpiewać częściej niż zwykle, przeglądać się sobie baczniej w lustrze, a nawet sprawdzać oferty, w których szukają modelek mających koło 170 cm wzrostu, tylko że ja nie jestem w stanie schudnąć do rozmiaru 32-34, nie tylko dlatego że nie jestem w stanie, ale bardziej dlatego, że... taka chudość mi się nie podoba. Mam rozmiar 36, czasem 38, i czuję się w tym rozmiarze dobrze, i nie potrzebuję słuchać, jak mi trują nad uchem, że jestem gdzieś ciut za gruba. Mimo to, wpadają mi do głowy przeróżne pomysły. Zaczynam sobie przypominać, że jak miałam 15 lat ktoś tam kiedyś mnie zauważył, zaprosił na zdjęcia, bo stwierdził że mam nietypową urodę i daje mi duże szanse w świecie mody, fotomodelek. Ja natomiast byłam wtedy dzieckiem, i odrzuciłam propozycję z miejsca. A teraz to do mnie wróciło. Chociaż myślę, że Mój chłopak by się nie zgodził na to. Na pewno nie.
Marnuję czas na wszystko, tylko nie na naukę. Zgodziłam się nawet, żeby mój przyjaciel nauczył mnie jeździć samochodem, chociaż sama nie wiem, czy na pewno chcę zapisać się na kurs. Ale, co jak co, na razie podobno dobrze mi idzie, jednak im lepiej mi wychodzi, tym większe mam obawy.
W sobotę wieczorem zacznie się pascha, na którą wybieram się z Moim mężczyzną i przyjaciółmi. Mam w głowie milion powodów, żeby tam nie iść, a pierwszym jest taki, że fakt, że zasnę, jest pewny. Co roku zasypiałam na passze, razem z Moim, i tylko na zmianę budziliśmy się i zasypialiśmy znowu. Mam nadzieję że w tym roku będzie inaczej.
Muszę coś zmienić w swoim życiu. Ta bezczynność, nadmiar wolnego czasu źle na mnie działają.


kazzie

[komentarze]  (24) [stworz. 14:54 03/04/12 
mod. 15:53 03/04/12]
 
I’m strong on the surface, not all the way through.
'By się okazało, że ta przemożna moc miłości jest od Boga, a nie z nas samych...'

Wróciłam do Kościoła. Chyba tak samo duszą, jak i sercem. W końcu mogłam zobaczyć moich przyjaciół, Mariusza, i przyjaciela z Kolumbii, którego już tak dawno nie widziałam. Stęskniłam się za nimi strasznie i śmiałam się do rozpuku gdy mój przyjaciel z Kolumbii walił w szybę samochodu i machał mi jak opętany, gdy odjeżdżaliśmy z Kościoła.
Gdy usłyszałam, że na liturgii będzie pieśń, którą tak bardzo lubię, bardzo się ucieszyłam. I mimo kataru, bólu gardła, śpiewałam ze wszystkich najgłośniej, swoim sopranem, który zresztą mało wykorzystuję od długiego czasu. Moja gitara leży od jakiegoś czasu zakurzona u mojego przyjaciela i chyba czeka na wieczorek gitarowy, albo na moje słowa: Wracam do śpiewania. Choć przypuszczam, że do tych słów muszę jeszcze dojrzeć, gdyż za długo nie grałam, żeby tak nagle po prostu wrócić.
Pamiętam, jak jeszcze w listopadzie bardzo przeżywałam to, co wtedy słyszałam w Kościele, działo się we mnie wtedy bardzo dużo, moje emocje ciągle się nasilały, albo były na krawędzi rozpaczy i zrezygnowania. Wstawałam w nocy, otwierałam Pismo Święte, płakałam, śmiałam się na przemian i pytałam: Boże, co do mnie mówisz? Czy postawienie Marcina na mojej drodze jest Twoją wolą, czy moją? Pokaż mi.
I pokazał. A wczoraj powróciły do mnie te słowa, te zdarzenia, żeby miłość, którą dostałam, była od Boga, a nie ze mnie, przeze mnie i dzięki mnie. Ja nie jestem ważna w tym wszystkim, ważne żeby reszta się przeze mnie realizowała.
Wiem jedno, słowa katechisty sprawdziły się. Że nie będąc w Kościele, a raczej - robiąc sobie 'przerwę' od wspólnoty musimy być świadomi pokus, które w tym czasie będą na nas działały mocniej, niż dotychczas. I miał rację, rzekłabym, że wręcz cholerną rację, bo teraz chce mi się nad sobą po prostu płakać, ale... mimo wszystko zaciskam pięści mocno. Ja jestem silna, tylko nie potrafiłam sobie i innym tego okazać. Czas na zmianę, o 180 stopni. I wraz z Moim mężczyzną stawać naprzeciw wszelkim trudnościom, tym mniejszym, jak i większym.


kazzie

[komentarze]  (20) [21:51 29/03/12]
 
All beauty must die.
Sama nie wiem co sprawiło, że udało mi się zaliczyć ustny egzamin poprawkowy z prawa. Modlitwa Małgosi, wiara mojego chłopaka we mnie i innych bliskich mi osób, czy po prostu dobroć mojego Szanownego Profesora? Bo na pewno nie moja 'wszechogromna' wiedza, która ulotniła się z momentem zadania mi pierwszego pytania. Myślę że mam po prostu... przeogromne szczęście.
Jednak mimo wszystko, jakkolwiek było, i tak za mało w siebie wierzę. Prawdziwą siebie staram się przykryć pod warstwą fluidu, mocno podkreślonych oczu, i krwistoczerwonych paznokci, wierząc, że to mi doda odwagi. Momentami rzeczywiście tak jest, ale... chyba po prostu często jestem tchórzem. Poddaję się, zanim coś naprawdę zacznę, i często nie przemawiają do mnie żadne argumenty. Wiem lepiej. A przynajmniej chcę w to wierzyć, a raczej - chcę żeby inni uwierzyli że tak jest.
Powoli znów wracam do życia, to znaczy do normalnego porządku dziennego. Na razie nie muszę się jakoś specjalnie uczyć, choć niedługo znowu zaczynają mi się kolokwia - tym razem z makroekonomii i podstaw rachunkowości, ale jako że już na dzień dzisiejszy rozumiem materiał z obydwu przedmiotów to myślę że tragedii nie będzie.
Odnoszę wrażenie, że jakiś etap mojego życia niedługo pozostanie daleko za mną. Nie radzę sobie z tym, jak jest, marnuję czas na wszystko, tylko nie na naukę, a to bynajmniej nie sprzyja mojemu studiowaniu na Uniwersytecie. Muszę zmienić taktykę, muszę zmienić... siebie.
Tak poza tym, jest szansa, że niedługo dostanę pracę, ale nie chcę zapeszać.


kazzie

[komentarze]  (23) [stworz. 00:18 16/03/12 
mod. 00:22 16/03/12]
 
If you don't live for something, you'll die for nothing.
W końcu w kalendarzu zagościł tak długo oczekiwany ósmy marzec - Dzień Kobiet, ale co ważniejsze, to w tym dniu, równo trzy lata temu poznałam Ciebie.
Wtedy, w 2009 roku bardzo wzbraniałam się przed spotkaniem z Tobą. Po pierwsze, byłam po wielu spotkaniach z innymi mężczyznami którzy niekoniecznie przypadli mi do gustu, po drugie, byłam zaledwie jeszcze parę dni wcześniej w związku z kim innym, a poza tym, spotykałam się też z innym chłopakiem, w relacji koleżanka-kolega, i źle czułam się z tym, że go zraniłam mówiąc, że nie chcę nic więcej, i nie chciałam żebyś był kolejnym, którym będę rozczarowana albo którego sama rozczaruję. Jednak Ty byłeś inny. Interesowałeś się mną. Odliczałeś dni do naszego spotkania, i naprawdę czułam, że z Tobą może być inaczej. Będąc na kawie właśnie z tym kolegą, w momencie gdy on na chwilę wyszedł, ja pisałam do Ciebie sms'a, że chcę odwołać spotkanie. Było mi głupio, bo zaledwie chwilę wcześniej zraniłam R., a potem miałam spotkać się z Tobą. Jednak w momencie gdy pisałam do Ciebie, Ty właśnie do mnie napisałeś, że nie możesz się doczekać, żeby mnie zobaczyć. Mimowolnie, na moich ustach pojawił się uśmiech i postanowiłam, że skoro jednak napisałeś do mnie, zanim ja napisałam do Ciebie, to dam Ci szansę. Pomyślałam, że to może być jakiś znak.
Szybko uciekłam z kawy z R., i pobiegłam do domu się szykować. A po wyjściu z domu, przechodząc na pasach koło mojego domu... zobaczyłam Ciebie. Wysoki, przystojny ciemny blondyn, o jasnoniebieskich oczach, ciemnej karnacji i zniewalającym uśmiechu, który pokochałam już w pierwszej sekundzie, gdy Cię zobaczyłam. No i te kwiaty... nie mogłam uwierzyć, że są dla mnie. Było ich chyba koło dwudziestu, a przecież to było nasze pierwsze spotkanie. No ale też ósmy marzec, Dzień kobiet.
Najpierw było kino, potem spacer w parku... nigdy nie zapomnę tego dnia. To był jeden z piękniejszych dni w moim życiu. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak przy Tobie.
A dzisiaj... dziś przyjechałam do Niego, gdy spał po nocnej zmianie w pracy. Na stole stał duży, piękny bukiet róż, jak co roku. Zrobiłam Mu obiad i deser, po czym wyszliśmy razem - ja poszłam z kwiatami na przystanek, a On pojechał do pracy. Wracając z tym wielkim bukietem, trochę uśmiechałam się widząc kobiety z pojedycznymi tulipanami, czy też różami, które wpatrywały się uporczywie w mój bukiet. Ale co jak co, dla Nas to nie tylko Dzień Kobiet. Nam mija właśnie kolejny rok, który spędziliśmy razem.
Kocham Cię Marcinie K. Już trzeci rok mogę budzić się i zasypiać z Twoim imieniem wypisanym w moim sercu, i wypowiadanym przez usta. Dziękuję Ci, że odmieniłeś moje życie i wpisałeś się w moją przyszłość.


kazzie

[komentarze]  (31) [00:20 09/03/12]
 
Don't underestimate the things that I will do.
Nastał marzec, jeden z moich ulubionych miesięcy w roku. I to chyba właśnie tylko dlatego, że w tym miesiącu poznałam Jego. I już za tydzień, ósmego marca , miną nam nasze 3 lata.
Poza tym że oblałam kolokwium poprawkowe z mikroekonomii, a z prawa egzamin poprawkowy, to myślę że w pozostałych aspektach mojej codzienności - jest dobrze. Mimo że nie mam już pracy, to nie poddaję się i szukam dalej, odnawiam, a przynajmniej staram się odnowić moje relacje z dawnymi znajomymi a także odkrywam z moim Mężczyzną miejsca w naszym mieście, w których wcześniej jeszcze nie byliśmy. Wracając wczoraj ze znajomą ze studiów z egzaminu poprawkowego, troszkę dobiło mnie jej pytanie: Skoro nie masz pracy, studiujesz zaocznie, to co Ty właściwie masz takiego do roboty?
Cóż, w sumie dobre pytanie. To zabawne, że właściwie dla kogoś z boku, rzeczywiście takie pytanie może sunąć się na myśl, jednak prawda jest taka, że mimo że właśnie jest dokładnie tak, jak w pytaniu, to praktycznie wygląda to tak, że ja bardzo mało czasu właściwie spędzam w domu. Albo się uczę, albo gdzieś wychodzę, albo uczę kogoś (jutro na przykład jadę wytłumaczyć matematykę mojemu znajomemu ze studiów), albo idę do Kościoła, a w wolnych wieczorach, kiedy naprawdę nic mi nie wypada, organizuję spotkania dla bierzmowanych, jako że zobowiązałam się parę miesięcy temu, żeby prowadzić swoją własną grupę. Tak więc nie nudzi mi się zanadto.
Poza tym... jest mi strasznie, ale to strasznie przykro. To chyba nie jest zbyt sprawiedliwe, że Ci co ściągają na studiach, zaliczają, a Ci co się naprawdę uczą i poświęcają swój czas... zawsze zdarzy się że może im coś umknąć. Nie wiem już co mam robić, jak żyć, jak mam sobie radzić. Wiem tylko że muszę znaleźć pracę, i opłacić warunki, a jak tak dalej pójdzie, jak idzie teraz... to zmienię studia. Albo stanę się tak niesprawiedliwa, jak 99% studentów. Tylko że ja nie potrafię tak...
Świat jest niesprawiedliwy, a ja się w nim już po prostu pogubiłam...


kazzie

[komentarze]  (34) [stworz. 22:09 01/03/12 
mod. 22:12 01/03/12]
 
Hands up high, we burning up the sky!
Wieczór kończy się, a ja mam wrażenie, że nie zrobiłam nic z tych rzeczy, co sobie na dziś zaplanowałam. Niby tak zwykły dzień, a tak wiele w sobie przyniósł... Nie mam już pracy. Znowu zasilam grono ludzi bezrobotnych, i o dziwo - mogę z tego powodu odetchnąć z ulgą, i w końcu odpocząć. To nie była praca dla mnie, i szkoda że od razu nie posłuchałam innych, w moim przypadku rodziców i babć. Tak, mam problem z kręgosłupem i jestem świadoma tego, że praca fizyczna nie jest dla mnie, a noszenie dwustu zgrzewek napojów z pewnością mi w niczym nie pomoże. Wręcz przeciwnie - po powrocie z pracy przez dwie godziny przekręcałam się w łóżku z boku na bok, nie wiedząc jak się położyć, żeby choć trochę mniej mnie bolało...
Przynajmniej mam nauczkę. Nigdy więcej nie będę szukać pracy ani w pizzerii, ani w sklepach spożywczych. Muszę znaleźć inne wyjście. Takie, które nie doprowadzi mnie do wózka.
Moje studia idą jak najbardziej w porządku, nie licząc moich dwóch poprawek (a przede wszystkim zbliżającej się poprawki z mojej znienawidzonej mikroekonomii), a także faktu, że nie ogarniam systemu mojego e-lektoratu z angielskiego. Mimo moich dobrych chęci żeby zrobić zadania wcześniej, zanim zacznę się uczyć do mikroekonomii i zapomnę o całym Bożym świecie, nie potrafiłam ogarnąć, gdzie te zadania znaleźć. Po prostu kocham studia.
Weekend był piękny. Zresztą, każda chwila spędzona z moim M. jest piękna. W sobotę leniliśmy się strasznie, leżąc wtuleni w siebie i rozmawiając dosłownie o wszystkim, w niedzielę natomiast byliśmy na Marywilskiej, gdzie pokupowaliśmy sobie buty. Mój kupił sobie zimowe, a także mi, gdyż stwierdził że mi przemakają i woli wydać pieniądze na nowe buty dla mnie niż na antybiotyki, a ja za to z resztek pieniędzy sprawiłam sobie buty, które wyglądają na wiosenno-letnio-jesienne. Potem pojechaliśmy do mamy Mojego na obiad, i muszę stwierdzić że chyba coraz bardziej się na nią otwieram. W ogóle chyba ostatnie doświadczenia w pracy bardziej mnie otworzyły, w sensie że bardziej otworzyły mi oczy. Na życie, na ludzi. I może właśnie dlatego mimo straty pracy, jestem szczęśliwa z doświadczenia jakie tam zdobyłam, głównie jeśli chodzi o ludzi. Wiem jacy potrafią być zawistni i zazdrośni. I chyba coraz bardziej zdaję sobie sprawę ze swojej przewagi, i muszę to dobrze wykorzystać.


kazzie

[komentarze]  (34) [19:58 20/02/12]
 
There's a fire starting in my heart.
Bywa czasami tak, że budzimy się przerażeni, a pierwsze co robimy to podbiegamy do lustra, i wpatrujemy się w swoje odbicie, nie mogąc uwierzyć w to, że jeszcze żyjemy. Dłonie, prawa z lewą splatają się ze sobą, my przyjmujemy postawę dumnej nieco obojętności, po czym siadamy na łóżku w duchu ciesząc się, że to był tylko sen...
Nie wiem który już raz śni mi się zbliżająca śmierć. Tym razem śnił mi się piorun, który mnie poraził, po czym po zawiezieniu do szpitala dowiedziałam się, że zostały mi dwa dni życia... W senniku, który dostałam od rodziców jest napisane, że piorun we śnie oznacza pomyślną zapowiedź dla zakochanych, a także dobrobyt, który mogę stracić szybciej niż go zdobędę... Wydaje mi się że obydwa hasła mogą mieć jakąś prawidłowość w moim życiu.
Pracy poświęciłam się na dobre, mimo że codziennie zadaję sobie pytanie, co ja tam właściwie robię? Gdy tylko dzieje się coś złego, czyja to wina? No właśnie. Moja. Nawet nie pytają, oni od razu oskarżają. Codziennie idę tam uśmiechając się do osób, które - gdy tylko mnie nie ma - obrabiają mi tyłek na lewo i prawo. Codziennie słyszę jakąś nowinkę na swój temat. Ostatnio dostałam opierdziel za to, że nie zamiotłam przejścia do magazynów i nie umyłam podłogi. Ale to, że jako jedyna z trzech osób zamiotłam, i umyłam cały sklep, a moje dwie koleżaneczki (które zresztą powinny mi pomóc i w zamiataniu, i w myciu podłogi) ucinały sobie w tym czasie miłą pogawędkę za kasą - to już nie jest ważne. I tak zawsze jest moja wina, już chyba zdążyłam się do tego przyzwyczaić.
Co do walentynek - Mój mi sprawił już parę prezentów. Zaprosił mnie do kina na ,,I że Cię nie opuszczę...", na obiad do restauracji, i dał mi prezent - perfumy i serduszka czerwone do kąpieli. A najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że możemy razem iść za rękę ulicą i czuć tą niesamowitą bliskość. To niesamowite, jak wielkim wsparciem On jest dla mnie, we wszystkim. W codzienności, sprawach błahych jak i tych największych. Powiedziałam mu, że jest On moim największym szczęściem. Jak nikt inny zasługuje na takie słowa. Jest w końcu najukochańszym mężczyzną na tym świecie. I najważniejsze, że moim.


kazzie

[komentarze]  (22) [stworz. 00:31 13/02/12 
mod. 20:04 20/02/12]
 
Turn away cause I need you more.
Nie wiem ile razy i ile zdań skasowałam, zanim naprawdę zaczęłam pisać tą notkę. Codziennie wieczorami jestem tak zmęczona, że właściwie od razu kładę się spać, nie chcąc tracić ani chwili snu. Można powiedzieć, że od niedawna pracuję, i właściwie teraz cały miesiąc od drugiej po południu do dziesiątej wieczorem, a w domu jestem najwcześniej o jedenastej. Nie myślałam, że można być tak zmęczonym po pracy. Nie rozumiałam też wielu rzeczy, o których Marcin mi opowiadał kiedyś, że mają miejsce w pracy, i dopiero teraz to widzę. Zazdrość, zawiść, i w tym wszystkim chodzi albo o wygląd, albo o pieniądze. Albo też o względy kierownika (co też się wiąże z pieniędzmi). Okazało się, że w pracy najbardziej przychylną mi osobą jest kobieta, po której najmniej bym się spodziewała jej przychylności, natomiast moja znajoma, która sama zresztą załatwiła mi pracę... Robi wszystko żebym ją straciła.
Jeśli chodzi o studia, o dziwo, wszystko prócz mikroekonomii zaliczyłam. Nie wiem jakim cudem zaliczyłam Podstawy funkcjonowania przedsiębiorstw, biorąc pod uwagę fakt że na kolokwium połowy zadań nawet nie tknęłam. Chyba po prostu mam farta, bo inaczej tego nazwać nie można.
Myślenie o Marcinie zajmuje mi każdą chwilę. Myśl o Nim, o Nas mobilizuje mnie do pracy, szczególnie że bardzo chciałabym mu pomóc w odkładaniu pieniędzy. Fajnie by było też w końcu sobie coś kupić, bo już nawet nie pamiętam kiedy sobie kupiłam jakieś spodnie, czy też bluzkę. A liczenie na pieniądze od rodziców z pewnością już nie wchodzi w grę.
Ciężko mi bez Niego. Będąc wieczorami w pracy ciągle tęsknię myśląc, że nie ma mnie przy Nim. Największą mobilizacją do pracy jest czekanie na dni wolne - te dni, kiedy nie obchodzi mnie nic, poza Nim, jego oddechem, dotykiem, zapachem, dłońmi... Boże, ja jestem uzależniona od Niego. Ale to właśnie Ty postawiłeś mi Jego na mojej drodze, więc chyba nawet nie powinnam mieć wyrzutów sumienia z tego powodu, jak bardzo go kocham.


kazzie

[komentarze]  (32) [stworz. 23:56 06/02/12 
mod. 00:30 13/02/12]
 
    nast >>
archiwum 2011
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2012
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
 
trochę o mnie, trochę o blogu.
'
blog powstał 25.06
blog ma: 324 dni
in our dreams
moje nagłówki
prowadzi kazzie
pierwsza notka
moje zdjęcie
moje inicjały
poznaj mnie trochę, to właśnie uwielbiam.
Mrożona kawa
Komedie
Gra na gitarze
Mój M. ♥
The Vampire Diares
♪ jeszcze tylko muzyka na ten świat, na to życie.
'
baby love
dlaczego kocham
everytime
four in the morning
i'm into you
introducing me
it will rain
just a dream
just can't get enough
każdego dnia
losing control
love the way you lie
małe rzeczy
ona i on
paparazzi
pierwszy raz
przebudzenie
rain over me
save the world
say it right
set fire to the rain
someone like you
te amo
teraz tu
the rain
wierność jest nudna
with or without you
zemsta
znaczek
śniadanie do łóżka
♥ przyjaciel - ktoś przed kim można głośno myśleć.
'
Żaneta
Ania
Karolina
Marta
Monika
Ola
Wiola
autsajderka
bitblogimka
buffalo
halfwaygone
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc