|
archiwum 2012
W odwiedziny idę im
Ciche Anioły
Od serca dla serca
To mi w duszy gra
|
|
|

Wspomnienia dnia wczorajszego sprawiają, że szczerze się uśmiecham.
Idąc ręka w rękę, rozmawiając o wspólnych planach na przyszłość, zajadając prze smaczne lody o smaku gumy balonowej, popijając Tymbarka jabłkowo - miętowego spacerowaliśmy po naszym miasteczku. Park wydawał się piękniejszy niż zawsze, a miasto bardziej tętniło życiem.
Bo to Ty nadajesz mojemu życiu sens.
Dziś mija nam wspólne trzydzieści osiem miesięcy. A ja z każdą minutą przekonuję się, czym jest prawdziwa miłość i że nosi ona Twoje imię.
Pomimo upływu czasu jestem cały czas zakochana - w Nim, w Jego oczach, uśmiechu, czarnych włosach. I ciągle trzepoczą radośnie motylki w brzuchu.
Jestem szczęśliwa, że jesteś przy mnie.
Kocham Cię Przemuś!
|
|
|
|
|

Po blisko godzinnym spacerze mój umysł odświeżył się. Przemyślałam pewne rzeczy, starałam się z nimi oswoić. Niestety nie jest to łatwe, chociaż bardzo bym tego chciała. Jak się rodziłam, nikt nie powiedział mi, że życie jest łatwe. Muszę je więc chwytać takim, jakie jest.
Jutro, tj. 11 maja 2012 roku po raz ostatni przekroczę próg zielonej trzynastki. Pożegnam się z murami, które znam od urodzenia. Pomacham na pożegnanie kolorowym ścianom, działce z drzewkami oraz podwórku. Po raz ostatni dotknę tego, co robił mój tata. A później oddam klucze, obejrzę się jeszcze raz i zamknę pewien rozdział życia. Już na zawsze.
Jednak będę odwiedzała to osiedle, mam przecież tam znajomych, przyjaciół. Pewna cześć mnie tam pozostanie. Na samą myśl, że to już jutro, jest mi bardzo ciężko i łzy kręcą się w oczach. Muszę być dzielna. Nie tylko dla siebie.
Miniony tydzień był przyjemny. We wtorek po długiej przerwie pojechałam na zajęcia. Wraz z koleżankami i kolegami z grupy przegadaliśmy cały wykład nie zważając na to, że profesor co raz bardziej się irytuje naszymi pogaduszkami. Ćwiczeni też minęły nadzwyczaj szybko.
W domu czekał na mnie Ukochany, który wtulił się we mnie, jakby nie widział mnie co najmniej pól roku. Ten wieczór spędziliśmy zaplątani w swoich ramionach, całując się i delektując wspólnym towarzystwem. Uwielbiam tak leżeć i patrzeć się w Jego cudowne oczy.
W środowy ranek wybrałam się w końcu przeprowadzić badania do pobliskiej szkoły - w końcu muszę ogarnąć resztę mojej pracy licencjackiej. Jednak na tym się skończyło, gdyż zupełny brak weny zagościł we mnie. Zauważyłam, że od pewnego czasu gdy mam coś napisać na studia, odzywa się we mnie mam-to-w-dupizm. Muszę się jednak postawić do pionu.
Dziś rano udałam się do fryzjera na podcięcie swoich włosów. Z powodu ich gęstości wizyta trwała półtorej godziny, co i tak skwitowała moja fryzjerka, że uwinęła się szybciej niż zawsze. W tym czasie mój Ukochany przygotował mi auto, by było sprawne na jutrzejszy wyjazd.
W chwili obecnej siedzę i dalej rozmyślam - o wszystkim i o niczym.
Mój humor jest nijaki, ja cała czuję się nijako.
Z wytęsknieniem zerkam na zegarek i wypatruję godziny dwudziestej drugiej.
|
|
|
|
|

To była naprawdę cudowna majówka. Spędzona tak, jak sobie to wymarzyłam. Jestem nasycona szczęściem.
Mój Ukochany dorwał sobie dodatkową pracę i jedynym wolnym dniem był dla niego czwartek. Rano postanowiliśmy więc skorzystać ze słonecznej pogody i wyszliśmy na spacer do pobliskiego parku. Powolutku, noga za nogą oraz ręka w rękę szliśmy patrząc sobie w oczy. Uśmiech nie znikał z mojej twarzy. Posiedzieliśmy sobie także na ławeczce, obserwując wesoło biegające dzieci na pobliskim placu zabaw.
Kierując się w stronę domu, postanowiliśmy odwiedzić rodziców Przemka. Zajechaliśmy więc do nich, by móc porozmawiać o rzeczach, które wydarzyły się w minionym tygodniu. Po wypiciu przez Przemka herbaty, wyruszyliśmy w odwiedziny do Moni, gdyż umówiliśmy się, że odwiedzimy ją i Maniusia.
Na miejscu Monia uczęstowała nas przepyszną babką. Po ok. pół godziny zaczęłam namawiać mojego Ukochanego na wypad nad jezioro. Po dłuższej chwili zgodził się, więc zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy do sklepu po piwo dla chłopców, picie dla mnie i Moni oraz przekąski.
Nad jezioro zajechaliśmy przed czternastą. Ciężko było znaleźć dogodne miejsce do zaparkowania i rozłożenia swoich rzeczy, jednakże w końcu je wypatrzyłam. Oczywiście od razu Maniuś chwycił parasol i usadowił go w okolicach kraciastego kocyka.
Pogoda sprzyjała siedzeniu i rozmowom. Chłopcy cały czas mówili, że chcieliby popływać rowerkiem wodnym i w końcu skusili się i poszli do wypożyczalni. Załapałam się nawet na mały kurs z nimi oraz z samym Przemusiem. Gdy Przemek z Maniusiem dalej cieszyli się pływaniem, ja z Monią rozmawiałyśmy z Robertem - kolegą Przemka z pracy.
Oczywiście z wypadu jest wiele zdjęć. Gdy zaczęło robić się chłodno, postanowiliśmy wrócić do naszej miejscowości. Chłopcy całą drogę mówili, że kupili by taki rower bo to "sam plastik i pedały i będzie to kosztować z 250 zł". Jakie było ich zdziwienie, gdy okazało się, że taki sprzęt kosztuje blisko trzy tysiące złotych.
W piątek pojechałam rano do Olsztyna, aby oddać na reklamację Przemkowe buty, a przy okazji rozejrzeć się za jakimiś dla siebie. Kupiłam sobie siwe trampki oraz białą bluzkę na obronę. Następnie czekałam do godziny 13.30 na Monię, gdyż razem miałyśmy wracać pociągiem.
Sobotni poranek spędziłam na krzątaniu się z kąta w kąt po domu. Mama pojechała do babci, a Przemek był w pracy więc nie bardzo miałam co ze sobą zrobić. Jednak po powrocie Ukochanego, umówiliśmy się z Monią i Maniusiem na wyjście na dwór. Mieliśmy spotkać się w parku, jednak nastąpiła niewielka zmiana planów i udaliśmy się do lasku miejskiego.
Chłopcy spotkali tam swojego kolegę z podstawówki, więc zajęli się rozmową z nim a my robiłyśmy zdjęcia i rozmawiałyśmy. W pewnym momencie pojechałyśmy do miasteczka po coś na długi rękaw, gdyż pogoda zaczęła się psuć. Wieczorem udaliśmy się do nas do domku, by móc się ogrzać. Po niecałej godzinie nasi gości opuścili nas.
W niedzielny poranek wstaliśmy dość wcześnie. Po chwili namysłu postanowiliśmy, że jedziemy do Olsztyna, gdyż Przemek stwierdził, że kupi sobie buty za pieniądze, które dostałam z reklamacji. Niewiele myśląc ogarnęłam się i wyruszyliśmy.
W drodze powrotnej zajechaliśmy do Gągławek, jednakże był tam tłum ludzi, więc zawinęliśmy się do Bartążka. Tam posiedzieliśmy z Krzysiem i chłopakami do godziny dwudziestej. Wracając do domu podjechaliśmy jeszcze do mojego wujostwa, gdyż moja mama była u nich (wróciła z nimi od babci).
I tak oto wyglądał mój majówkowy weekend.
A dziś spędziłam cały dzień w ramionach mojego ukochanego Mężczyzny. Wtulając się w Jego cudowne ciało, cieszyłam się z Jego obecności. Słodkie uśmiechy, czułe słówka, wygłupy, pieszczoty oraz różne tym podobne rzeczy towarzyszyły dzisiejszemu dniu.
Jestem wypoczęta i gotowa podejmowac kolejne wyzwania czyhające na mnie każdego dnia.
I powtórzę po raz milionowy: Kocham Cię Przemku!
|
|
|
|
|

Emocje spowodowane utratą notek opadły. Mogę swobodnie zabrać się za relację wspaniałego weekendu.
Od kilku ostatnich dni pogoda rozpieszcza mnie do granic możliwości. Słoneczko radośnie świeci i pieści moje ramiona oraz buzię, pozostawiając na nich różową barwę. W końcu nie będę taka biała jak zawsze.
W sobotni poranek pojechaliśmy wraz z Przemkiem, moją mamą i Mariuszem do Ostrołęki, aby pozabierać pozostałe tam rzeczy. Pobudka przed godziną piątą sprawiła, że czułam się jak mucha w smole - wszystko robiłam w zwolnionym tempie.
Z każdą minioną godziną rozbudzałam swoje zaspane ja. W Ostrołęce czekało nas sporo roboty. Wszyscy zajęliśmy się czymś innym i przed godziną trzynastą byliśmy gotowi do zapakowania umówionego wcześniej busa.
W międzyczasie znalazłam chwilkę aby spotkać się z przyjaciółką z młodych lat. Zaskoczyła mnie tym, że jest w trzecim miesiącu ciąży. Wyściskałam i wycałowałam ją z całych sił, by po chwili znów rzucić się w wir kartonów.
Do domu wróciliśmy przed osiemnastą. Dowiedzieliśmy się także, że Monia ma problem z pociągiem, którym miała wrócić z Olsztyna. Jednak okazało się, że dojedzie do nas na godzinę dziewiętnastą. Szybko więc wzięłam kąpiel i odświeżeni wraz z Przemkiem udaliśmy się po nią na dworzec.
Kolejnym przystankiem było Maniusiowe osiedle. Szybko zapakowaliśmy do bagażnika jedzenie, piwo oraz węgiel i pojechaliśmy do Moni.
Na miejscu chłopcy zabrali się za przygotowywanie grilla a my w tym czasie robiłyśmy się na bóstwo. Wysuszyłam u Moni wilgotne jeszcze włosy i potraktowałam je prostownicą.
Hitem pierwszego, sezonowego grilla był "Jeż burger" - uwieczniony na filmiku, oraz "Hyc o podłogę" tuż po tym, jak Przemusiowi spadł kurczak z grilla. Radosnemu gderaniu i śmiechom nie było końca. Muzyka z "jamnika" w tle dawała przyjemną aurę. Oczywiście nie mogło zabraknąć też zdjęć.
Jednak zmęczenie powoli dawało o sobie znać i umawiając się na następny dzień na spacer, zbieraliśmy rzeczy. Do domu wróciliśmy około godziny drugiej.
W niedzielę wstałam wypoczęta bardziej niż zawsze. Ukochany na powitanie ucałował mnie, sprawiając, że serce biło szybciej. Patrząc za okno wpadłam na pomysł, by pojechać nad jezioro. Przemek przychylił się ku tej propozycji, więc kułam żelazo póki gorące.
Ugadałam wszystko z Monią i Mariuszem i tuż przed godziną trzynastą siedzieliśmy zapakowani w nasz "wesoły autobus" jadąc nad pobliskie jezioro.
Rozłożyliśmy kocyk w pobliżu lustra wody, wypakowując wszystkie rzeczy z auta. Słoneczko prażyło, a wiaterek skierowany od jeziora cudownie chłodził. Chłopcy zabrali się za rozpalanie grilla, by móc na nim ułożyć porcję kurczaczków.
Piwo i napoje chłodziły się w jeziorze, a my siedzieliśmy i delektowaliśmy się swoim towarzystwem. Maniuś zaczął narzekać na upał, więc wyciągnął z bagażnika przywieziony z Ostrołęki parasol. Po ustawieniu go, siedzieliśmy w delikatnym cieniu.
W międzyczasie przejechali obok nas nasi znajomi, którzy zdawali się nas nie zauważać. Po wymienieniu kilku uwag postanowiliśmy także nie zwracać na nich uwagi.
Po kilku przemile spędzonych godzinach, najedzeniu się grillowanych smakołyków i skończeniu się piwa chłopców, zebraliśmy się do naszego miasteczka.
Posiedzieliśmy jeszcze troszkę u mnie, by w przerwie "Must be the music" odwieźć Monię i Maniusia do domów.
Kolejne dni mijały dosyć nudno. Ukochany dorwał dodatkową pracę, w której spędza codziennie ok. dwunastu godzin. Jednak każdego wieczora rekompensuje mi całodniową nieobecność, wtulając się w moje ramiona i szepcąc słowa doprowadzające mnie do przyjemnych ciarek.
Majówko, jest mi z Tobą cudownie.
A poza tym, już za siedemnaście dni Kortowiada!
Będzie cudownie, Milordzie! Bo w końcu nasza czwórka nie potrafi się nudzić.
|
|
|
|
|

W niewyjaśnionych dla mnie okolicznościach wszystkie notki z mojego bloga zniknęły - tak po prostu, bez mojej ingerencji. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, gdyż zostało zapisane tam osiem miesięcy moich dobrych i tych gorszych wspomnień. Niestety nie uda się ich odzyskać. I to mnie boli najbardziej...
W ramach przypomnienia mam na imię Marta. Urodziłam się w lipcu tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku. Jestem wysoką blondynką o pogodnym usposobieniu. Burza loków okala moje niebieskie oczy oraz uśmiechniętą buzię. Uwielbiam kolor nieba w każdym jego odcieniu. Moją pasją jest fotografia, muzyka oraz motoryzacja. Od ośmiu lat mieszkam na Warmi i Mazurach, jednak w moim sercu zawsze będzie Ostrołęka.
Czternastego marca dwa tysiące dziewiątego roku oddałam swoje serce mej Miłości - Przemkowi. Od tej pory trwamy razem w chwilach radości oraz niepowodzeń. Już od trzech lat cieszę się Jego obecnością w moim życiu. Wciąż zakochuję się na nowo w Jego brązowych oczach, czarnych włosach, cudownych dłoniach, słodkim uśmiechu i czułym głosie, krótko mówiąc w Nim całym. Na samą myśl o Przemusiu przez mój brzuch przelatuje stado roztrzepotanych motylków.
Od niespełna roku przyjaźnię się z Moniką i Maniusiem. Nasza czwórka potrafi dogadać się bez problemu, nigdy nie brakuje nam pomysłów i nie da rady nudzić się przy nas. Minione wakacje były tymi najpiękniejszymi, wymarzonymi. Wszystkie piękne chwile uwieczniamy na zdjęciach, których nazbierało się co nie miara. Snujemy także wspólnie plany na nadchodzące wakacje, które już zapowiadają się znakomicie!
W grudniu dwa tysiące jedenastego roku pożegnałam się na zawsze z moim tatą. Jednak wsparcie Ukochanego, mamy oraz Przyjaciół pomaga mi przetrwać chwile smutku i rozgoryczenia. Na zawsze będzie on w mojej pamięci.
Poza tym kończę studia - pedagogikę opiekuńczą. Trzy lata licencjatu minęły nim się obejrzałam. Poza tym piszę pracę, która w chwili obecnej ma niewielki zastój - jednak nie przejmuję się tym za bardzo. Jestem zdania, że zdążę ze wszystkim.
To byłoby na tyle. Mam nadzieję, że nie dojdzie już do takiego incydentu jak dziś. Bardzo żałuję, że tamte wpisy przepadły bezpowrotnie.
Pogoda mnie rozpieszcza.
|
|
|
|