moją przypadłość ktoś określił jako syndrom braku faceta [sbf]. otóż facet mnie zostawił. olał. zignorował i chuj położył. romantyczne. i czuję się źle, jak zbity pies. dlaczegóż to ja jeszcze zawracam sobie nim głowę? dlaczego ja ciągle czekam na jakiś znak, gest, mrugnięcie okiem, uśmiech, do jasnej cholery- na cokolwiek ?!
a ja, głupia, wierzę, że wróci.
a ja, głupia, ciągle czekam.
na dworze mróz, w szkole hałas, a w sercu żal.
żal.
phi!
i jak tu można sie nie zajebać? nie można się nie zajebać!
daj ktoś mi wódki. i papierosów. i daj jeszcze coś w strzykawce, niedużo, dużo nie potrzebuję, tylko trochę, tylko tyle, żeby nie czuć tego wszystkiego tak bardzo, tak mocno. mam ochotę czymś się odurzyć. bo trzeba odurzac się coraz mocniej i coraz częściej - żeby nie zwariować.
trochę krzyku, kilka łez, jeden sztuczny uśmiech.
wiesz, bo ja inaczej nie potrafię. bo zawsze kiedy coś jest nie tak, ja muszę jakoś to przegryźć, komuś się wypłakać. na moje okrojone serce najskuteczniej działa kontakt z innym mężczyzną, chłopakiem.
myślisz, że wyrzuty sumienia? ależ skąd! odprężenie, poprawa nastroju. kobieta jest stworzona do zdrady i do wierności zarazem. ktoś moją wierność odrzucił. zranił mnie. tamto to epizod. nic nie znaczący moment, miłe popołudnie. bo tamten kolega ma swoją dziewczynę, którą kocha. ponoć.
strzelę sobie w łeb. z butelki.
cześć.
|