|
archiwum 2004
archiwum 2005
archiwum 2006
archiwum 2007
blogi2
natchnienie
natchnienie
teksty
moje
bejowe
blogi
moje wierszydła
|
|
|
właściwie to nie wiem, co napisać. ale się zmuszam, żeby to jakoś zakończyć.
rano nie poznaję własnego ciała, cała jakaś taka inna jestem i powoli przestaje mi się to podobać. wiadomo, babie nie idzie dogodzić i zawsze będzie coś nie tak. na koncercie dikandy zrozumiałam, że nie, nic nie będzie jak było, przynajmniej przez jakiś czas, tak trudno teraz rozhuśtać biodra, nagle wszystko zrobiło się sztywne, mięśnie międzyżebrowe bolą bardzo, nie umiem siedzieć, nie umiem stać, nie mogę przebywać w jednej pozycji dłużej niż kilka minut.
tak naprawdę jestem szczęśliwa, tylko nie wychodzi mi wyrażanie tego. znowu chujowy tydzień, bo gdzieś z daleka, a tu jeszcze trzy tygodnie do ślubu, a mariusz przyjdzie na mieszkanie dopiero w środę, a moja mama musi zrobić remont przed ślubem, bo u nas będzie impreza.
jutro wypad do fashion house. może coś znajdę. raczej nie, takie mam podejście. ale z tego co pamiętam, mają tam fajne lody.
nuka chudnie niesamowicie, ale nie wygląda na chorą. myślę, że ta pogoda męczy ją bardziej, niż mnie.
najfajniejszy w pocałunku jest moment zetknięcia się warg. zawsze przyjemny. na resztę trzeba mieć ochotę, nastrój i tak dalej. ostatnio nie mam. ktoś kiedyś porównał seks podczas ciąży do seksu podczas rozstroju żołądka, czy zapalenia pęcherza. coś w tym jest.
zainteresowanych zapraszam na http://dziewczynalenina.blox.pl
|
|
|
|
|
a i jeszcze jedna ciekawostka.
mówi się, że kobieta w ciąży je dużo, ma smaczki, zmienia nawyki żywieniowe.
ale ostatnio przeczytałam, że częściej to wygląda tak, że w ciąży spełniamy chętniej swoje zachcianki, bo wiemy, że i tak przytyjemy, więc już nie przechodzimy szybkim krokiem byle dalej od wystawy z ptysiami, mówiąc, że ich nie znosimy, tylko kupujemy. tego największego.
nie, nie mam żadnych smaczków większych, niż miałam. jem więcej, owszem - wiadomo, muszę nadrobić straty powstałe w wyniku wytwarzania się w środku mnie nowego organizmu. ale nie zauważyłam, żebym jadła więcej słodyczy, czy czegokolwiek innego. ogórki kiszone zawsze lubiłam, słodycze też. i zawsze jadłam najpierw coś sycącego słonego, a potem coś totalnie słodkiego, bo tylko w takim zestawieniu ta słodycz dawała się doskonale odczuć, no i pełna czegoś innego jadłam mniej słodkiego.
nie jestem pewna, czy to samo nie odnosi się do humorków. zawsze płakałam, kiedy miałam na to ochotę, robiłam awantury bez powodu i w efekcie wydaje mi się, że teraz jestem mniej humorzasta, ale o opinię spytajcie samca może, bo ja to może inaczej odczuwam, ale ostatnio przyznał, że rzeczywiście mniej płaczę.
a to, że mniej się awanturuję, to już jego zasługa. znikam, bo właśnie przyjechał ;)
|
|
|
|
|
jak to jest?
już dawno miałam zobaczyć co nowego u lee.
no i teraz wiem, że miałam to zrobić bardzo dawno, bo teraz za cholerę nie wyrobię.
w ogóle to byłam pewna, że tak, jak casanundy, to i jej bloga gdzieś zgubiłam [tak to jest, panie casa, jak się mi mówi, że mam czegoś nie linkować, na szczęście lee nie była tak niemądrze oporna na pokazywanie siebie :P]
no i mam ten adres i cholera no, czytam i czytam. i nie mam czasu, za pół godziny idę po samca, musimy coś zjeść, znaczy on musi, bo ja po wczorajszym pozostanę przy jedzeniu domowym.
lubię czytać blogi. milion razy bardziej lubię nowe notki u znajomych, niż komentarze u mnie. zwłaszcza, że mało który komentarz mnie zaskakuje tak naprawdę. większość jest miła, albo niemiła, jak ktoś ma mi coś niemiłego do powiedzenia, to mu nie zabronię, ale tak naprawdę zaskakujące nie są.
no, siedemnasty/osiemnasty tydzień. na ht wątek o tym, czy ustępować, czy nie ustępować w autobusie/tramwaju.
głupie to trochę. szczerze mówiąc jeszcze nikt mi nie ustąpił miejsca, ani w autobusie, ani w tramwaju [a co gorsza na zawodziu, dumnie nazwanym gdzieś "katowice centrum przesiadkowe", gdzie człowiek się praży na słońcu], a nie daj boże, jak za kimś stanę, kto siedzi, albo oprę się o oparcie jego siedzenia [nie muszę siedzieć, siedzenie męczy mnie tak naprawdę bardziej, niż stanie, ale przy obecnym stanie naszych dróg i sposobie jazdy kierowców nie mogę ryzykować, że zaliczę podłogę], to mimo iż nie jestem sapiącą starą babą, która chce w ten cichy acz skuteczny w sumie sposób wymusić siedzenie, patrzą na mnie jak na intruza. no, co? dlatego, że wyglądam na naście lat? czy dlatego, że nie mam obrączki?
chore to trochę. cieszę się z tego, że nie muszę siedzieć, ale wolę z góry upatrzyć sobie pozycję i zająć ją, zanim pojawi się ktoś bardziej bezczelny ode mnie.
z dwojga złego wolę siedzącą młodzież. ona jest po prostu nieświadoma i niewrażliwa. wkurwiają mnie ludzie w średnim wieku, dewoci i debile za jednym zamachem, co zwykle jakoś się łączy w magiczny sposób. młodzież przynajmniej nie patrzy na mnie, jakbym w jednej chwili złamała wszystkie przykazania.
a ja tylko jedno. i to te, które łamałam i łamać będę z punktu widzenia kościoła jeszcze jakiś rok prawie. a to, czy jest to widoczne, czy nie to nie jest dla mnie problemem. takim samym, a nawet większym grzechem wydawało mi się to, kiedy jeszcze nie było dzidziusia. teraz ten grzech nabrał sensu. nie mówię, że już za niego wycierpiałam. nieee, te mdłości naprawdę uważam za zamienność okresu i to z gatunku niezłych interesów. myślę też, że psychicznie to bardziej obciąża samca, w końcu on tak do końca chyba nie czuje się gotowy do bycia tatą, ale przygotowuje się. tak naprawdę to chyba mało który facet przed trzydziestką jest gotowy na bycie ojcem, dlatego swego czasu czułam się dość parszywie z moimi ambicjami bycia matką jak najwcześniej i skłonnością do młodszych facetów. starsi nie interesowali mnie w ogóle. całe szczęście trafiłam na kogoś, kto pomimo młodego wieku ma trochę poukładane w głowie [choć czasem tego nie widać, zwłaszcza jak zaczyna się wydurniać i hałasować na ulicy ;)].
aha. i tak jakby mniej więcej umiem zlokalizować małego w brzuchu. czasem go czuję z zewnątrz, o ile to możliwe...
|
|
|
|
|
poza tym upewniam się co do tego, że samiec jest jednym z moich najlepszych życiowych wyborów. wczorajszy wieczór trudny. w sumie z mojej winy, bo mogłam odpocząć w ciągu dnia, a ja nie dość, że w nocy spałam ze cztery godziny, to zaraz po powrocie z pracy pojechałam do reala, potem do samca i tak cały dzień w biegu, a już rano mi coś układ pokarmowy nawalał. i skończyło się, jak się skończyło, czyli dość niefajnie.
a samiec przytulił, pogłaskał, uśpił cudownie, sam przy tym zasypiając, a planował, że sobie troszkę posiedzi, ale jemu nadmiar snu też się przyda. wstaliśmy wypoczęci o dziewiątej rano.
zawsze po takich sytuacjach mam ochotę go uściskać z całej siły i jakoś mu pokazać w specjalny sposób, że doceniam jego wysiłki znormalizowania w pozytywnym znaczeniu tego związku.
włosy musiałam podciąć, co śmieszne, nie sianiły mi się te długie, do pasa, tylko te przy twarzy, które miałam do połowy szyi.
jutro odpoczywamy u mnie, a ja robię obiad. lubię siedzieć w kuchni :)
|
|
|
|
|
So you jumped and you're still flying if not shocked
nie wiem, ale jakoś pojęcie wieśniactwa się zagubiło w życiu chyba. kiedyś, jak ktoś sobie coś kupił i potem tym się obwieszczał wszem i wobec, to to było wieśniactwo, bo kojarzyło się z kimś, kto wyjechał ze wsi do miasta i wszelkie cuda cywilizacji były dla niego ponad ludzki rozum i pojmowanie. było to śmieszne, ale śmieszne i raczej sympatyczne. dzisiaj w autobusie dwie panienki z telefonem z dzwonkami mp3 i dawaj. umc umc umc, nawiasem mówiąc po co mi telefon z możliwością wgrywania dzwonków mp3, skoro słucham techno, które i tak brzmi jak zwykły dzwonek, no, może polifoniczny czasami? na szczęście ja miałam swojego empecza, aczkolwiek nawet najgłośniejszy poziom głośności, który osobiście mnie rani w uszy, nie był w stanie do końca zabić tego syfu, całe szczęście babeczki, które akurat miałam mają dobre głosy.
piosenka, która kojarzy mi się z mad:
For hearing all my doubts so selectively and
For continuing my numbing love endlessly.
For helping you and myself: not even considering
For beating myself up and overfunctioning.
To whom do I owe the biggest apology?
No one
For letting you decide if I indeed was desirable
For myself love being so embarassingly conditional.
And for denying myself to somehow make us compatible
and for trying to fit a rectangle into a ball.
And
To whom do I owe the biggest apology?
No one
I'm sorry to myself.
My apologies begin here before everybody else.
I'm sorry to myself.
For treating me worse than I would anybody else.
For blaming myself for your unhappiness
and for my impatience when I was perfect where I was.
Ignoring all the signs that I was not ready,
and expecting myself to be where you wanted me to be.
To whom do I owe the first apology?
No one
And
I
My apologies begin here before everybody else.
I
For treating me worse than I would anybody else.
Well, I wonder which crime is the biggest ?
Forgetting you or forgetting myself...
Had I heeded the wisdom of the latter,
I would
For ignoring you: my highest voices.
For smiling when my strife was all too obvious.
For being so disassociated from my body,
and for not letting go when it would
To whom do I owe the biggest apology?
No one
And
I
My apologies begin here before everybody else
I
For treating me worse than I would anybody else.
I
My apologies begin here before everybody else
I
For treating me worse than I would anybody else
to "sorry to myself" alanis morissette.
|
|
|
|
|
pan doktor powiedział, że w sumie to wszystko jest na granicy - lekka anemia. ale żelazo dostanę dopiero po 20 tygodniu, bo na razie dzidziuś się jeszcze robi, więc lepiej mu nie przeszkadzać - zwłaszcza, że oprócz słabych wyników jedynym objawem jest moja bladość, która jest zwyczajna, całoroczna i nieunikniona.
poza tym zauważył, że mam duże piersi. cóż - na spokojnie noszę już 65c i 70b, a efekt, jakiego wcześniej nie udawało mi się osiągnąć podwójnym puszapem [jędrne piersi mają swoje wady], teraz osiągam zwykłym bawełnianym biustonoszem z fiszbinami. samiec chcąc nie chcąc okazuje, że obecny stan rzeczy mu odpowiada, hehe, co mnie rozśmiesza, bo próbuje tego nie okazywać, ale mu nie wychodzi.
jestem zmęczona. pierwszy dzień po urlopie, lądowanie na komputerze na lekach, co było straszne. jeszcze moja zezowate szczęście, że akurat zmiana z hają, która stwierdziła: "ale czym ty się stresujesz? ja się muszę stresować, bo ja mam taką pracę, ale ty nic się nie przejmuj"
ja się naprawdę nie przejmuję. drażnią mnie akwizytorzy [mariuszowi wprawdzie udało się mnie uniknąć, ale kubusiowi w dość twardy sposób zasugerowałam, że się kurwa nie rozdwoję.]
wczoraj samiec miał wolne, więc pojechaliśmy na kazimierz górniczy do minizoo. rzeczywiście było mini. ale miłe - przydałoby się takie w parku kościuszki na przykład. zresztą w każdym parku.
poza tym fajna noc - niedospana, ale z seksem, hehe. samiec jest kochany.
|
|
|
|
|
ciocia skonsultowała moje wyniki ze znajomym, który robi badania i podobno wszystko mam w normie - na granicy, ale w normie...
jestem najedzona i spokojna. ten mocz mam okropny, jak mi się wydaje, co dziwne nigdy nie miałam problemów z układem moczowym typu bóle, czy problemy z sikaniem.
nocuję u samca. samiec w nocy kochany. przychodzi spać późno i mruczy mi do ucha, przytula się i zasypia, a potem śpi do granic wytrzymałości - mojej. ja śpię od 21 do 7 i wystarczy, ale leżę cicho, póki nie będę głodna, co następuje koło 10.
śpię tylko na bokach, bo kręgosłup boli.
i marzę o urlopie z prawdziwego zdarzenia. dwa tygodnie w górach, z dala od ludzi, hipermarketów, wszystkiego. nawet kibelek może być na podwórku. jeszcze jakbym mogła wyjechać tam z nuką, to byłoby idealnie. nuka jest biedna ostatnio, staruszka, te upały dają jej w dupę, co jakiś czas ją pogina, więc rano zajeżdżam do domów, a ona wyje i jęczy i łeb ma spuszczony, nie umie się wyprostować. żal mi jej, ale sama sobie jest winna - sypia w tak dziwnych miejscach i pozycjach, na przykład z głową między łapami.
|
|
|
|
|
wyniki nienajlepsze, ale raczej na poziomie tych z zeszłego miesiąca, minimalnie lepszy hematokryt. poza tym zostałam zaproszona na ślub do sopotu, bo estera zmienia stan posiadania :) i kto wie, czy się nie wybiorę. jak wszystko pójdzie tak, jak jest, to pewnie pojadę.
poza tym nic mi się nie chce.
aha, przeciwciał nie stwierdzono.
|
|
|
|
|
|
W domach jak klocki olbrzyma
Rury zawyły ze strachu przed dniem
Znów się zaczyna taniec pingwina na szkle
Zwija śniadanie w gazetę
Chowa pod skrzydła pysk blady jak wosk
Dziób mu się zgina rośnie łysina od trosk
Życie na boki go kiwa
Kusym truchcikiem załatwia sto spraw
Czasem obrywa, czasem się zgrywa jak paw
Ściska co dzień nowe dłonie
W setkach papierów zostawia swój ślad
Śni o melonie, śpi na peronie pod wiatr
Z okna widać to samo
Co dzień bardziej ukośnie
Widać w lustrze co rano jak wolno dziób rośnie
W domach jak klocki olbrzyma
Rury zawyły ze strachu przed dniem
Znów się zaczyna taniec pingwina na szkle
to jeszcze lombardu taniec pingwina na szkle. i tyle mam do powiedzenia. wczoraj burza, nuka wlazła pod łóżko od gilona i nie dało jej się wyciągnąć, a tabletkę na uspokojenie dałam jej w chrupku, bo był z dziurką i w ogóle musiałam wciskać pakunek pod łóżko, bo cholera panicznie boi się piorunów, jak większość psów. dobrym przykładem wyjątka jest spiro, który wybuchów nie boi się wcale a wcale i kiedyś nawet łapał zapalone petardy w pysk. na szczęście jest usłuchany i jak się do niego ryknęło: zostaw! [w panice], to upuścił.
mam pierwsze wysokie spodnie na brzuch, w końcu. znaczy stare spodnie mamy lekko zwężone w udach.
i marudzą ludzie, że powinnam iść na L4, a ja nie potrzebuję po prostu. czuję się bardzo dobrze, robię co chcę, dziś byłam na kujkach, wraca mi normalny sposób przechodzenia badania krwi, znaczy, że mogę patrzeć jak mi pobierają, ale nie mogę patrzeć jeszcze jak mi się wkłuwają, bo mam odruch, żeby wyrwać rękę.
no i tak się toczę od dnia do dnia. wczoraj nalot na porcelanę, trochę tego się uzbierało, ale jaki szpan - cała zastawa w domu z porcelany śląskiej, hehe...
|
|
|
|
|
|
Lombard - Droga pani z TV
Dla tych, co mają już w bród, dla tych, co wiernie czekają
Ten uśmiech słodki jak miód, słowa, co siły dodają
Niby daleka, a czuła jak matka
Raz jak podlotek, raz jak prababka
Jak żyć, w co wierzyć, co jeść, dzięki pani już wiem
Droga pani z telewizji
Co wieczór cała drżę, gdy tak dzielnie pani
Bój toczy srogi z zabobonami
I aż brakuje mi tchu
Droga pani z telewizji
Niewielki móżdżek mam i nie jestem w stanie
Zdań wielce mądrych tuzin wkuć na pamięć
Bo pełno w nich trudnych słów
Widziałam panią wczoraj, widzę panią od nowa
Zakłopotany gość wydukał ledwo dwa słowa
Raz był jak burak, raz blady jak ściana
Trafiony celnie wreszcie padł na kolana
I teraz pani już wie, kogo chce bardziej niż mnie
Droga pani z telewizji
Co wieczór cała drżę, gdy tak dzielnie pani
Bój toczy srogi z zabobonami
I aż brakuje mi tchu
Walczy pani niczym tygrys
Lecz trochę wstyd, że tępe łby nad wyraz krzepko
Okłada pani własną piątą klepką
A potem chowa ją znów
Dla tych, co mają już w bród, dla tych, co wiernie czekają
Ten uśmiech słodki jak miód, słowa, co siły dodają
Niby daleka, a czuła jak matka
Raz jak podlotek, raz jak prababka
Jak żyć, w co wierzyć, co jeść, dzięki pani już wiem
Droga pani z telewizji
Co wieczór cała drżę, gdy tak dzielnie pani
Bój toczy srogi z zabobonami
I aż brakuje mi tchu
Wielki pani obiektywizm
Zapewne sprawia, że tak celne są pytania
Lecz nie znam wciąż własnego pani zdania
Choć cała zmieniam się w słuch
|
|
|
|
|
|
najpierw mój tata słuchał koncertu na skrzypki. potem włączył sobie jeden z dziesięciu i ten dźwięk tiiiit - tuuut. potem jakiś debił łaził pod oknem i śpiewał o tym, że w katowicach to wszyscy kochają ruch. potem jakiś debil inny przewalał węgiel, a było już po jedenastej. następnie moi bracia robili sobie jedzenie i żeby nie obudzić mnie trzeaskaniem garnków, trzaskali drzwiami.
myślałam, że zwariuję.wszystko przeciwko mnie. jednakże kiedy pod blokiem zaczęła się żegnać jakaś parka i darli się na głos: "do zobaczenia, kochanie", to już naprawdę szczęście ich że nie miałam karabinu.
|
|
|
|
|
|
uf, ulżyło mi. ja też sobie żyję jak dotychczas. fakt, że zapachy różnie na mnie działają, ale też nie mam większych dolegliwości - ot, te bóle rosnącej miednicy w chwili obecnej i poranne mdłości, ale tylko mdłości, no i już mnie nie trzepie żołądek, tylko jest mi niedobrze, a z tym da się żyć. wiem, że powinnam więcej przebywać na słońcu, ale to raczej niewykonalne, więc męczę się z zajadami.
właściwie zastanawiam się, czy nie powinnam brać tranu. zwykle pomagał.
ale to już kwestia tego, co powie mi lekarz. wcześniej nie zaryzykuję.
pogoda daje w dupę. byliśmy u weterynarza z nuką, a to jakieś piętnaście minut na nogach, z czego ostatnie pięć w pełnym słońcu i ciężko było zawlec psa, który jakimś cudem się zorientował, gdzie idziemy i zaczął marudzić.
część dorosłych, których spotykam, z którymi rozmawiam, jest po prostu głupia, niewrażliwa, ograniczona i pozbawiona cech zarówno ludzkich, jak i zwierzęcych. maszyny takie do zarabiania pieniędzy, nie dziwię się, że w pracy są traktowani jak byle co. na przykład ostatnio rozmawiałam z jedną panią taką i coś wspomniałam o moim psie. a ona: "po co ci teraz pies?" ja: "przecież go mam i nie mogę wyrzucić" ona: "oddaj mamie". cholera jasna, no gdyby nie to, że już kiedyś mnie wkurzyła i spadła w klasyfikacji do kategorii "nic ponad mus", to bym została ze szczęką w butach. to tak, jakby teraz spytała: "po co ci facet?" no, w końcu swoje zadanie z punktu biologii wykonał, no nie, więc jest mi zbędny. ale tu wkrada się wiele cech ludzkich, takich jaki miłość, przyjaźń, przywiązanie i tak dalej. nuki przecież nie zostawię, tak samo, jak nie zostawiłabym nikogo z rodziny, gdyby czegoś potrzebował ode mnie. a ona potrzebuje. jest taka niechciana. to znaczy my ją chcemy i kochamy, ale ile wcześniej przeszła, to tylko ona wie i te potworki, co ją trzymały.
jeśli ktoś twierdzi, że pisanie wierszy naigrywujących się z prezydenta to przejaw braku patriotyzmu, to jest nie patriotą, a idiotą. patriotyzm to właśnie umiejętność dostrzegania, że ktoś, kto ma nas reprezentować, ośmiesza nas jako naród. i tyle.
|
|
|
|
|
|
cóż - dotychczas trzymałam się zasady, że sama czuję, co mi szkodzi. na przykład wiem, że nie poronię, jak mnie ktoś szturchnie. gorzej z tym hałasem, bywa męczący, ale dzidziuś nawet się nie ruszył, więc chyba tylko dla mnie był męczący [poza tym to wcale nie jest żadna fasolka :P]. zdecydowanie bardziej moją stabilizację narusza jazda po polskich drogach. zwykle po przejeździe do roboty mam ochotę nagadać kierowcy, czy on kurwa każdą dziurę musi zaliczyć. po prostu mam wrażenie pełnej integralności maleństwa ze mną [we mnie?] i jestem zupełnie spokojna. może to dlatego, że jakoś specjalnie mojego stanu nie odczuwam - bywa, że dzidziuś gdzieś tam się obróci, ale to uczucie tylko miejscem różni się od ruchów jelit :), poza tym oczywiście kości miednicy mi się rozrastają i bolą, no i żebra się lekko odchyliły. ale to nic takiego, co by zaburzyło to uczucie, że to jest jednak na razie jeden organizm i ten dzieciak głupi nie jest, beze mnie sobie nie poradzi [coraz bardziej mam wrażenie, że ja bez niego też :)] i wcale tak szybko nie ucieknie ode mnie. inna rzecz - dźwiganie. tego się trochę boję, chociaż tak szczerze mówiąc całe życie dźwigam i to całkiem sporo, więc mięśnie brzucha też mam wyrobione. ale nie ryzykuję.
poza tym, mad - czy ty myślisz, że pchałam się w tłum? stałam sobie grzecznie tuż za rodzicami z dziećmi, z przyjaciółka mojej ciotki.
uwielbiam to, jak rano nie umiemy się zwlec z łóżka, chociaż wiadomo, że już nie zaśniemy, samiec owija się wokół mnie i tylko przeciągamy te chwile, kiedy nie trzeba mówić, nie trzeba nic robić, tylko się leży...
aha - w sobotę znowu idę na koncert :) bo gra carrantuohill. tylko, że jak na kulcie mogłam nie skakać, to na tym raczej mi to nie wyjdzie.
|
|
|
|
|
|
jak kobieta w ciąży śpi sama, to jest totalna pomyłka.
no, wiem - nie ja pierwsza i nie ostatnia, na dodatek życiowo przecież nie jestem sama, ale nie umiem pocieszać się mówieniem, że ktoś inny ma się gorzej. ja mam się źle i dla mnie to jest ważne, a to, że dzieci w etiopii głodują, to jest sprawa innego kalibru i na pewno nie zajmuje to moich myśli, jak się kładę do łóżka.
samczysko dał się wczoraj wyciągnąć do interkomisu, to był błąd, bo nie dość, że idzie się tam sto lat, to jeszcze znaleźliśmy tyle fajnych mebli, że głowa mala i mieszkanie też. pewnie kupimy sobie jakiś mały sekretarzyk, a reszta pozostanie w strefie marzeń.
koncert kultu jak zwykle w porządku, ale historie, które słyszałam na temat ochrony, były przerażające. pozwalali ludziom spaść z fali, upadającym wykręcali ręce, a co już w ogóle mnie dobiło, to to, że skopali jedną laseczkę, która jest chyba o głowę mniejsza ode mnie. aż kazik nie wytrzymał i ze swej wysokości stwierdził: "panowie, ale jak ci ludzie tam upadają, to po chuj im jeszcze ręce wykręcać". no i jeszcze biegali z pałami. ale bawiłam się super, mam jedną reklamację - znowu dolina i arachia jedna po drugiej, znioslabym to, gdyby były w bisach, ale tak byłam zła, bo to na dodatek było w pierwszej połowie koncertu.
|
|
|
|
|
|
wczoraj myliśmy podłogę na kopernika. poza tym ta wstrętna małpa znowu się do mnie dobierała [skutecznie :/]. chyba nie powinniśmy za bardzo, ale trudno się oprzeć. to akurat jeden z plusów tego, że do samczyska jakby nie dociera jeszcze cała powaga sytuacji - to, że dla niego poza tym, że zmienia się moja figura, nie zmienia się nic.
nukę znowu pogięło, oczywiście przyzwyczaiłam się do tego, że czasem po nocy ona nie umie się w jakiś sposób poruszać [dziś akurat nie umiała podnieść głowy, co jest mniej niepokojące, niż kiedy dostanie skrętu całego ciala i zamiast chodzić do przodu, to chodzi w kółko, po czym zdezorientowana siada.
z rodziną ok. musimy jeszcze przeżyć dzisiejsze spotkanie z alą, bo muszę zajść do niej po blondynę i zrobię wszystko po swojemu.
w przyszłym tygodniu trochę porządków zrobimy i meble kuchenne przewieziemy.
poza tym spokój.
jak się dowiedzieć, czy jest się do końca sobą? czy wykrzykiwanie opinii, które akurat nam przychodza do głowy, albo takich, które od iluś tam lat mielimy w sobie na pewno jest byciem sobą? czy nieumiejętność słuchania i przyjmowania cudzych argumentów jest byciem sobą? czasem bycie soba oznacza ustępowanie. są ludzie, którzy kompromis mają w swojej naturze i nie zmieni się tego, a każda próba bycia "na przekór", czy szukania własnego zdania jest dla nich zabijaniem własnego ja.
|
|
|
|