|
|
|
Śpiew lecz nie łabędzi...
|
Wśród tak dziwnego świata Tenbitu, wśród blogów które straszą... ja nie chcę zginąć. Chciałabym móc przenieść wszystko co tu pisałam na Onet.pl ale to zbyt wiele pracy... sama nie dałabym rady się z tym uwinąć w porządnym czasie...
|
|
|
|
Marchew z mydłem
|
Prawda jest taka, że glony nie mają nóg. Każdy debil to wie bo glony to są glony, ale czasem ktoś robi z nich jamochłony, które - de facto - również nie mają raczej nóg. Stułbie nie mają nóg tylko otwory gębowe i jamę chłonąco-trawiącą i macki do macania.
Jedno jest pewne - wieczorami gdy cię bierze sen to nie udawaj twardziela tylko idź spać, bo potem chuja piszesz na internecie dziewczyno. I po co ja to sobie mówię, jak to i tak na mnie nie działa.
A mogłoby.
|
|
|
|
Myśliwy
|
Trzask łamanych gałęzi obudził w nim drapieżnika. Uległ temu uczuciu. W oddali majaczyły sylwetki żubrów, wiewiórka wpierdalała orzechy na pobliskim drzewie i łupiny spadały mu na głowę.
Jeleń miał wyjątkowego pecha i hehe... zajadał coś dziwnego co nie było sianem, ale to nic.
Wystarczyło ubić skurwysyna i odciąć mu rogi. Mariolka była dobrą przynętą na jelenie.
Jebud!
Jeleń padł trupem.
- Mamy go! - zawołała Mariolka - Już mi się siano do dupy wbijało!
|
|
|
|
Nietrzeźwa
|
Trzeźwość to stan dosyć nieczęsty dla mnie. Zauważyłam, że jestem ochydnie nietrzeźa cały czas, kiedyś miałam bardziej jasne poczucie rzeczywistości, a teraz jestem mętna i jakaś niedorobiona cały czas. Ciężko to określić......
:/
|
|
|
|
Zmutowany anioł
|
"Heeeeeeej zobacz co ja mam!"
"Shake your coconuts, coco boys
Until the nut comes out, come on coco girls"
A zależy gdzie masz? Chodzi o skrzydełka? O twój zryty wzrok sugerujący coś więcej niż zwycięstwo...? Aha taaaam! Nie zauważyłam. A co to? Niemożliwe! Wygląda jak... nie wygląda.
Niezła ta strzała. Nawet dwie.
|
|
|
|
Wieść
|
Jeśli te stare krzesła potrafiąmówić, to opowiedzą ci co kiedyś wstrząsnęło podłogą tego salonu. Fotel po prawej westchnie z myślą o parach tańczących w sali obok, fotel po lewej o krwi jaka rozlała się na jego miękkich poduszkach. Mały sztylet schowano pod listwą w podłodze i leży tam do dziś. Nikt nigdy nie dowie się, że ona zabiła sama siebie, nikt inny nie zostałby posązony. Nawet jej mężczyzna, który przesiedział we więzieniu długie lata, aż umarł.
Po co pytać foteli?
A one samw i tak nic nie powiedzą. Wolą nie.
|
|
|
|
Baśń o Dzikiej Rzepie
|
Po lasach chowała się Dzika Rzepa. Nikt nigdy nie widział jej ani jej dziatwy: małych jak zapałki dziewcząt i chłopców odzianych w szatki pajęczych nici.
Odkąd człowiek panoszył się po lasach Dzika Rzepa żyła w lęku o dziatwę, o drobne duchy polnych traw i leśnych paproci. Dawno już nie wychyliła głowy z leśnych ostępów, tam gdzie nikt nie zagląda i gdzie resztka zwierza żyje jeszcze intymnie i trwa jak to dawniej bywało.
Tylko jej dzieci fruwały tu i ówdzie, przynosiły jej wieści o tworzywach nieznanych które zakopane już w liściach i leśnym mchem i glonami porosłe nie giną i nie zmieniają się nigdy, tkwią przeto jak dziwaczne grzyby na obrzeżach lasu i kusza czasem swą zawartością. Niejeden już zwabiony nieszczęśnik padł od ich nieznanego jadu, nieliczni przeżyli, a nawet posilili się znacznie słodkawymi roztworami.
Dzika Rzepa od lat planowała ucieczkę. Słyszała o tych istotach które od wieków tępiły bogactwa jej królestwa. Słyszała też że istoty te pewnego dnia postanowiły tchnięte jakimś dziwacznym, przedtem nieznanym im sentymentem pozostawić jej świat zamknięty w odległych punktach w spokoju. Otoczyli go granicami, postawili tablice z dziwnymi, acz pożytecznymi zakazami i nakazami i pilnowali jak ptak własnych dzieci.
Właśnie tam Dzika Rzepa postanowiła się udać. Wysyłała na zwiady wszelkie stworzenie by jej dało baczenie na każdy kawał ziemi chronionej prawem twardym i niezmiennym. Słyszała już kiedyś o drzewach wędrujących, które uciekły z siedlisk strasznych istot, z ich kamiennych osiedli w bory nieznane.
Zabrała swoje dzieci, duchy wszystkiego co żyło i wyruszyła tam gdzie ponoć dziki żubr jeszcze biega w ostępach, gdzie stare drzewa zapraszają bogactwem swoich zwalonych cielsk.
Szła, a za nią płakały niebiosa, schły trawy, paprocie i mchy, waliły się drzewa, tchnięte niewidzialnym orkanem. Szła, a padał zwierz i umierała rześka ryba. Szła, a człowiek na skraju lasu zdumiał się wielce tą szybką śmiercią i padł na kolana wzywając tego swojego Boga, który i tak przecie go nie wysłucha, bo sam pobłogosławiwszy Dziką Rzepę jeszcze tego ranka wskazał jej drogi bezpieczne, nocleg zapewnił i szedł na czele jej orszaku. A za Dziką Rzepą tłumnie maszerowała mnogość istot o dziwnych kształtach i kolorach, zwiewnych, przejrzystych, lub utworzonych jakby z drewna czy kamienia. Wszystkie szumiały niesłyszalną człowiekowi na skraju lasu pieśń:
"Do domu iść nam trzeba
niebiosa niosą deszcz
och Bóg nam zeszedł z nieba
by do domu wieść!"
Przedziwne to były czasy doprawdy. Aże się inne duchy zwiedziały o tych marszach Dzikiej Rzepy i prędko przyłączyły do jej orszaku. Szli aż do puszcz niezdobytych, gdzie wiatr wiał spokojnie, drzewa oddychały pełną piersią, zwierz dziki żył w pokoju i Wielkie Prawo szaleńców chroniło tę całą potęgę zwykłym marnym podpisem.
|
|
|
|
Taaaaak...
|
|
O czwartej idę posprzątać pokój. Planuję go tak wyczyyścić, że będzie można jeść z ziemi. Zacznę od szafy a potem będzie z górki. Wytrę wszelkie kąty, nawet półki, wreszcie będzie można odetchnąc pełną piersią. A nie dławić się jak przy fedrowaniu.
|
|
|
|
Bo tak jest.
|
|
Dzisiaj jest święto bo siedzę w domu, ale byłoby też święto gdybym wyszła powłóczyć się po mieście.
|
|
|
|
Bo tak jest.
|
|
Dzisiaj jest święto bo słońce wstając ciągnęło za sobą róże, fiolety i blask umierającej noc.
|
|
|
|
Bo tak jest.
|
|
Dzisiaj jest święto dlatego że w sklepie masz śweży chleb.
|
|
|
|
Bo tak jest.
|
|
Dzisiaj jest święto ponieważ niebo nie spadło nam na głowę.
|
|
|
|
Bo tak jest.
|
|
Dzisiaj jest święto bo jest piątek.
|
|
|
|
Bo tak jest.
|
|
Dzisiaj jest święto bo, jeśli czytasz te słowa to żyjesz a to naprawdę ważna sprawa.
|
|
|
|
Mają różne mianowniki.
|
"Tylu jest ludzi i każdy myśli inaczej, a ty ich wszystkich sprowadzasz do jednego mianownika."
(do Bernadetty)
|
|
|
|
|
|
|