|
|
|
Pogo
|
Taniec pogo ma swe korzenie w Wielkiej Brytanii, aczkolwiek nie zbadano, tego dokładnie. Moje wnioski wysuwam na podstawie obserwacji teledysku znanej brytyjskiej grupy punkowej Sex Pistols, a konkretnie mam na myśli klip do utworu "Anarchy in the UK". (Jesli ktos z Was widzial wspomniany wyzej [obok] filmik to wie o czym pisze).
Jednak z autopsji wiem, ze w pogo istnieja dwie glowne postawy. (Postawy poboczne opisze na koncu).
Pierwsza, jest to postawa bierna. Bedac biernym uczestnikiem pogo wpadamy w tlum i w dzikim szale dajemy sie unosic, szarpac i pomiatac tlumowi. Nie jest to jednak najlepsze wyjscie. (Chyba, ze chcesz, zeby ktos stanal Ci na glowie [doslownie]).
Druga podstawowa postawa jest postawa czynna. Uczestnik pogo czynny diametralnie rozni sie od uczestnika biernego. To on nadaje "ton". Chcac byc calkowicie czynnym ;) wpadasz w tlum i robisz rzeznie z biernymi ludziami. Wszystkie chwyty dozwolone. (Niestety).
Po omowieniu glownych postaw pozostaje mi przejscie do pobocznego udzialu w pogo. Mozliwosci jest wiele. Przedstawie kilka.
1) Stajesz gdzies w oddali i skaczesz sobie nisko - tak, zeby nie ucierpiec
2) Wybierasz bezpieczna odleglosc i przez caly czas machasz wlosami (nie polecam)
Jesli jednak nie uda Ci sie wziac udzialu w pogo zawsze mozesz dotknac czyjejs zapoconej koszulki i od razu poczujesz. Jakbys byl w epicentrum. Pogowego epicentrum.
Bania.
|
|
|
|
w wała
|
Dzien dobry. - A ch... tam dobry!
Sa 2 widomosci. Jak to zawsze w filmach bywa (oczywiscie kazdy wie, ze zycie to nie film [co ja bredze]) wiadomosc dobra i wiadomosc zla.
Dobra - w czwartek bylysmy na probie i "chlopaki z kapeli" niezle dawali.
Zla - wczoraj bylysmy ale chlopcy sie nie popisali bo proby nie bylo. I wała.
To wlasciwie na tyle tej pesymistyczno - optymistycznej notki.
Czytajcie wilq'a!!!
PS. Dziwnym nie jest.
|
|
|
|
pan wokalista
|
Dnia 24 wrzesnia, wybralysmy sie na walk ( dla niewtajemniczonych - spacer czyt. łok (ang.)). Dochadzac do alfy ( dla niewtajemniczonych - centrum naszego Sanoka ) uslyszalysmy ( jakze mile dla naszych uszu ) brzmienie gitary elektrycznej, pekrusji i wrzeszczacy wokal. Natychmiast nasz czajnik ( dla niewtajemniczonych - czujnik ) wyczul, tak pozadana, alternatywe. Zasiadlysmy przed oknami pomieszczenia, z ktorego wydobywaly sie... dzwieki ( co do tego jakie byly nie musimy pisac, alternatywe kazdy zna i rozumie ). A wiec zasiadlysmy i lekko unoszac nasze niedupiaste powieki ujrzałysmy ludka - pana wokaliste ( wiek okolo 18 lat, ciemne wlosy, ogolnie to obejmujac to przystojny byl ). Pan wokalista posiadal koszulke z napisem "najpiekniejsze kwiaty czlowiek dostaje na swoim pogrzebie" ( i teraz mialysmy pewnosc, ze jest on alternatywny). Pan W. najpierw nieznaczaco spojrzal w nasz strone ( w dol), ale pozniej coraz czesciej widzialysmy jesgo usmiechniete oczka wpatrzone w nas ( hehe ). Poczatkowo byly to tylko usmiechy. Pan Wokalista gestem zaprosil nas do siebie na gore, ale po krotkiej konsultacji, odmowilysmy, gdyz stwierdzilysmy, ze nie jestesmy dupami ( tego nawet nie trzeba bylo stwierdzac - to oczywiste ). Wtem, po krotkiej libacji muzycznej uslyszalysmy slodki, choc troszke ochrypniety glos pana wokalisty: "dziewczyny, a teraz cos dla was!". Nie musimy dodawac, jakaz byla nasza radosc. Odspiewano "Glorię". Byla piekna ( dupy juz by sie tam lizaly ). Pozniej zespol cos tam brzdakal, a pan W. chcial nam cos przekazac na migi. Niestety bariera jednego pietra okazala sie nie do przebicia. Pan ladny wokalista pisal nam wiadomosci na kartkach i przykladal do szyb. Tylko Maza mogla je przeczytac, bo Bania slabo widzi ( to efekt zbytniego zulowania lub jak juz pisalysmy w pierwszej notce - wielu walk stoczonych z dupami o dobre imie gangu ). Wiec pan wokalista napisal tam, zebysmy wpadly we wtorek na ich kolejna probe ( godziny nie podamy, bo moze to przypadkiem czytac ktos z Sanoka i moze tam sie zaczaic ). A wiec zegnamy was.
C D N
It was pleasure.
Go Home.
|
|
|
|
dom zula - wyprawa zycia
|
Slonce, upal i na dodatek dwa razy z Maza zostalysmy nazwane "dzieczatkami" Uh.
Zeby odreagowac, Maza postanowila pokazac mi okoliczny MDŻ. Wlasciwie nie taki okoliczny, bo troche trwalo, zanim dotarlysmy. Na miejscu zparkowalysmy nasze nieposkromione rumaki (czytaj: dwa krzywe rowery Mazy) i ruszylysmy w strone pieknie polozonego MDŻ, przedzierajac sie przez dzungle pokrzywi innych zielonych. Wreszcie bylysmy na miejscu. MDŻ - Miejski Dom Żula prezentowal sie ekhm... cudonie. Duzy ceglasty dom z kazdej sciany wystawaly druty, wkolo budynku oraz wwnatrz wielkie kraciory.
Weszlysmy do pierwszego pomieszczenia. Przypuszczalnie byl to salon. Po lewej wejscie na wyzsze pietro. Weszlysmy tam po zardzewialej drabinie oblepionej starymi pajeczynami. Mniam. Na gorze lazienka i sypialnia. Calosc oswiatlona duzymi okanmi.. Hmm, wymarzone miejsce dla zula. Ale Mazie to ie wystarczylo. Zaczela wspinac sie po scianach i nim sie zorientowalam byla juz na "dachu" zulowego domku. Co mialam robic? Trzeba bylo wejsc. W lazience znalazlam pare cegiel. Ustawilam je przy scianie i pelna checi chcialam dolaczyc do mazy. Niestety paznokcie mi w tym przeszkadzaly. Po kilku nieudanych probach udalo mi sie wdrapac do Mazy. Widok caliem niezly, ale my mialysmy inny problem. Jak teraz stad zejsc?!
Naprawde z tej Mazy dzielne "dziewczatko" ;) Zaczepila sie lapkami i skoczyla w przepasc zulowej sypialni. Wyladowala calo. Ja jednak znow mialam problem. Posiedzialam jeszcze chwile na dachu MDŻ po czym stwierdzilam, ze wypadaloby zjesc. Niestety Maza uniemozliwiala mi to robiac mi zdjecia. Coz, ale dalam rade. Pozegnalysmy Miejski Dom Żula oddajac mu czesc.
Kolejna wyprawa do żula, a jego nie bylo w domku. Chcialysmy napisac do niego list, ale zadna z nas nie miala kartki. Bywa. Odeszlysmy bez slowa.
A wiec reasumujac wyciesczka do MDŻ skonczyla sie kilkoma obtarciami, poparzeniami przez pokrzywy. Zero zlaman otwartych, zero ran cietych, klutych, szarpanych, postrzalowych. Zul nie ugoscil nas ciasteczkami, ale jeszcze tam wrocimy!
by Bania.
|
|
|
|
kbaret
|
Teraz moja kolej na napisanie notki. Nasza dzielna Bania - nie wiem co sie z nia dzieje, moze w jednej ze swoich niebezpiecznych podrozy, zginela bezpowrotnie, wdeptujac w ognisko domowe zula Mieczyslawa. Ale dosc juz o tym. Dzis chcialam napisac o kabaretach. My z Bana lubimy kabarety. Szczegolnie "Ani Mru Mru". Alez uwielbiamy ich. Ja nie wiem czy Bania slyszala i lubie, ale kultowym kabaretem dla mnie jest kabaret Potem. Nie, no wszyscy o nim musieli slyszec! Zamieszczam text piosenki obok na przynete (moje rybenki) - (posmiejcie sie). A w linkach wielkimi literami sa piosenki. Warto posluchac.
Porwała mnie Królowa Śniegu - Biedny Kaj
Zamknęła mnie w lodowym pudle - Aj jaja
Tysiąc bałwanów na cztery zmiany - Trzyma straż
Królowa Śniegu ciągle mnie bije w twarz.
Dą dą dą dą
Oj ma miła miła miła
Gerdo ratuj, bo znów biła
W twarz, mnie w twarz, królowa zła
O jak boli, ała...
Nie mogę tu dłużej wytrzymać - Biedny Kaj
Uciec stąd chcę Królowej Śniegu - Fiu fiu fiu
Stopię bałwanów, zimnych klawiszy - Czyżby czyż?
Niech no się tylko skończy na dworze niż.
Oj jak miło miło ciepło
Gdy królową słonko trzepło
Roztopiło babę złą
Jakie brzydkie H2O.
Parlando:
Skończyło się proszę pani pani panowanie,
Teraz możesz być najwyżej Królową Kałuż,
W której ropuchy i żaby złożą skrzek. Tfu!
A potem się ciebie napiją i wcale nie będziesz im smakować.
Goodbye kałużo goodbye.
Trzymaj się mocno, mocno, mocno, - no no no no!
Świeci słońce, wyschniesz zołzo!
Nie dla ciebie miesiąc maj
Koniec pieśni - This is Kaj...
(P)ozdrawiam.
by Maza. :)
|
|
|
|
Historia Bani cz. II
|
Kurde... Reklama robi swoje... Heh. Notka pisana przez Banie:
Wiec nasza dzielna dziewczynka Bania, znow wyruszyla w poszukiwaniu przygod. Tym razem wiatr wygnal ja nad morze. Polskie morze. Tak, morze Baltyckie.
Morze, plaza, to nie sa dobre miejsca dla Bani. Na plazy trzeba sie rozebrac, odslonic kawalek ciala, a co za tym idzie - opalic sie. O zgrozo! Opalanie sie to nie jest to co tygryski lubia najbardziej. Bania nie jest tygryskiem, ale opalac sie nieznosi.
Jednak wiemy juz z poprzedniej notki o zulu, ze Bania dzielnym czlowiekiem jest. Bania wskoczyla w stroj kapielowy (czarny oczywsicie) i wyruszyla na podboj plazy. A jeszcze przypomnialo mi sie co do stroju, to jak Maza zobaczyla w nim Banie stwierdzila "Bania, toz to porno!". Hehe! I od tego czasu Maza nazywa Banie porno laska co z kolei Bani sie nie za bardzo podoba ;)
Ale wrocmy do tematu. Bania przechadza sie brzegiem naszego pieknego, brudnego morza. Lodowata woda falami uderza o jej nogi. Zimno. Bania jednak brnie na przod.
Plaza, ludzie, piasek, woda, piasek, ludzie, woda, kamienie, woda, piasek, gole dupy... ?? Eh... Tak, Bania trafila na plaze. To nie byla zwykla plaza. To byla (jak sie juz mozecie domyslac) plaza naturystow.
Bania, nieco speszona, szla dalej. Dzielne z niej dziewcze. Szla. Nie rozgladajac. Sie.
Bania nie mogla dluzej zniesc tego, ze naokolo niej chodzily, eh pelzaly stare, pomarszczone, nagie ciala. Zawrocila.
Wracajac biegla. Biegla brzegiem. Krople wody rozpryskiwaly sie na wszystkie strony. Heh Bania poczula sie jak gwiazda "Slonecznego patrolu". Brakowalo tylko dzielnego Mitcha. Hehe!
Dobiegla tam gdzie zostawila wczesniej swoj reczniczek. Usiadla. I siedziala tak chwilke po czym poszla sobie, bo slonce to wrog. Slonce to wrog wampirow. Czyli Bani.
|
|
|
|
glany
|
Hej! Czy wszyscy zapomnieli juz o Wielkiej Mazie Eh!? Ciagle tylko Bania rulezz, ugh :) Ale ja nie umarlam. Jestem i pisze.
Tytuł być może trochę zbyt materialistyczny, ale to właśnie o glanach chcę tutaj napisać. Noszą je wszyscy. Od anarchistów do (tak, tak...) ludzi słuchających techno i hip-hopu. Przykre jest to, że większość z nich kiedy już kupi sobie te cudowne buty patrzy na innych z góry - "Spójrz na tą pannę w kozaczkach, wygląda jak Britney". Czy glany zmieniają osobowość? Czemu ludzie, którzy w nich chodzą od razu uważają się za prawdziwych anarchistów? Aaa przepraszam... Wystarczą jeszcze czarne sztruksy i czarny podkoszulek. Na plecaku naszywka z anarchią. "Chciałbym być anarchistą" - mowia 14 czerwca niektorzy. . A 15 czerwca jadą na zakupy, nabywają "niezbędny ( według nich ) ekwipunek" i już uważają się za prawdziwych anarchistów. Droga do subkultury prosta i krótka... Ciekawe czemu, skoro jedną z podstaw anarchii jest nieograniczona tolerancja, to właśnie ta zgraja ludzi w glanach wyśmiewa się z "reszty świata", która ,np. ubiera się na różowo bo jej to pasuje. To bez sensu... Zadajmy sobie pytanie: Czy buty albo spodnie mogą zmienić osobowość na lepszą?
Heh, taki to artykul znalazlam na nacie. Ja tam anarchistka nie jestem, nosze glany, bo kocham te buty :) , a wysmiewam sie z ludzi, ktorzy ubieraja sie na rozowo, bo wygladaja wtedy jak idioci (a raczej slodkie idiotki). Mnie to nie pasuje.
by maza
|
|
|
|
zdjecie z zulowej posiadlosci
|
Zrozumiesz co jest na tym zdjeciu dopiero po przeczytaniu poprzedniej notki (o zulu).
Na zdjeciu: Bania (czlowiek bez twarzy) przed, wczesniej wspomniana tajemnicza piwnica zula, a w prawym dolnym rogu butelka z jagodami uzbieranymi zapewne przez zula ;)
|
|
|
|
Ciezkie zycie zula jest...
|
Notka. To jest notka. To jest notka pisana przez Banie. To jest notka pisana przez Banie, a dotyczy on tematu "Ciezkie jest zycie zula (czyt. żula).
Bania, czyli ja, pewnego pieknego dnia, czyli dzis, poszla do lasu. Nie, nie, nie myslcie sobie o Bani zlych rzeczy. Bania poszla na spacer. Szla sobie lesna drozka, obserwujac zmutowane wielkie, mrowki. Idac tak przez las i sluchajac spiewu ptakow (bleeee!) doszla do domku. Nie nie, to nie byl domek Bani. To byl dom zula (o ktorym bylo wspomniane wczesniej) jak sie pozniej okazalo. Bania, z poczatku wystraszona, postanowila wejsc do srodka. Jak wiadomo Bania, odwazne dziecie, najpierw zajrzala do salonu. Salon... Pieknie urzadzony (co widac na zdjeciu dodanym obok). Na srodku salonu ognisko (w pewnym sensie "domowe"). Bania zwiedzila posiadlosc zula. Domek naszego zula byl bardzo duzy. Jak na zula to nawet bardzo bardzo duzy. Po ilosci szklanek na stoliku (jesli to mozna bylo nazwac stolikiem) nasza bohaterka Bania stwierdzila, ze zul nie mieszka sam. Niestety nie wiemy dokladnie kto zamieszkuje w domku razem z zulem. Wracajac jednak do tego co zwiedzila jeszcze Bania, powiem, ze zul ma jeszcze cos w rodzaju obory(?). W oborze bylo siano. Siano, wracajac, bylo rowniez w domu u zula. Byc moze ma ono jakies wlasciwosci grzejace (cokolwiek by to nie znaczylo). Ale wracajac... Bania zwiedzila juz dom i obore zula. Pozostal "domek letniskowy". Bania zajrzala, w nadzieji, ze wreszcie spotka tam zula. Niestety zula nie bylo. Sadzac po butelce wypelnionej jagodami, zul tym razem wybral sie na grzyby (w koncu mieszkal w lesie). Dzielna Bania chciala jeszcze obejrzec piwnice, ale niestety zul musial ukrywac w niej cos waznego, poniewaz wejscie bylo zabezpieczone patykiem (Bania nie jest zbyt silna osoba).
I tak mniej wiecej skonczyla sie wizyta Bani u zula.
Wnioski: zanim odwiedzisz zula najpierw zapytaj go kiedy bedzie w domu...
Zdjecie: Bania (czyli czlowiek bez twarzy) w salonie u zula, grzeje rece nad wyimaginowanymi plomieniami, ale nad autentycznym paleniskiem ;)
|
|
|
|
Wakacje
|
Tym razem pisze to ja - Wielka Maza Eh.
Nie ma mozliwosci, azebysmy (!) napisaly cos razem, poniewaz jestesmy oddzielone wielka odlegloscia. Nie do przebycia. E, no moze czasem ktos ja jednak przebywa. W kazdym razie.
Obie na razie ( czy tak sie pisze "na razie"?) nudzimy sie na wakacjach.
Bana siedzi na razie w naszym zadupiastym miasteczku nie majac calodobowego dostepu do neta.
Maza ma calodobowy dostep do neta ale sie srednio nudzi.
Bana i Maza pozdrawiaja.
Forewa Cugeda jak powiadaja.
|
|
|
|
I dupa
|
Tym razem samotnie tworzę tego twora. Potwora.
Jestem oburzona, zbulwersowana i zła. To tego stanu doprowadziła mnie liczba komentarzy przy ostatniej notce. Tzn, że az 0 (!) osób przeczytało to co napisałyśmy z Wielką Mazą Eh wspólnymi siłami.
Mam jeszcze jeden problem. Zaczyna robić się ciepło i należałoby zdjąć na jakiś czas glaniki. Moje ukochane butki. Z tym wiąże sie drugi problem. Zakup nowego obuwia. Niestety w tej dziedzinie to jest mi ciężko dogodzić. Ale nic. Kto szuka ten znajdzie;)
Aha! Great Mazo jesli to czytasz to dodaj też cosik od siebie.
Tą notke pisałam ja- Bańa;)
|
|
|
|
Resztka gangu
|
Hej. Mamy teraz lekcję języka angielskiego i jest święto :) bo siedzimy razem (jak nigdy). Są wyjątkowe smęty, dlatego pozwalamy sobie na chwilę nieuwagi, żeby napisać tę notkę. Tematem dzisiejszej notatki będzie "reszta" gangu, czyli Maca, Zyta i Dyma. Tak więc:
Maca - niewielka dziewczynka o zielonych oczach i długich (lecz nie tak długich jak włosy Bańi) włosach (jak się wszyscy domyślają). Ku naszemu niezadowoleniu :( lubi różowy i ma parę takich bluzeczek. Zadacie pewnie pytanie: dlaczego w takim razie jest w naszym gangu? Otóż: bo potrafi nas czasem rozśmieszyć!
Przejdżmy do kolejnej osoby:
Zyta - jej największym i najbardziej wqrzającym nas problemem jest jej wygląd. Czesze się co piętnaście minut wyciągając wszystkie akcesoria i zawracając co sekundę głowę pytaniem: ładnie wyglądam? Pewnie nie, prawda? (odp: musisz się z tym pogodzić). Ale wygląda dość normalnie: jest bardzo niska, ma blond włosy, zielone oczy i wysokie czoło. Lubi niebieski i... różowy (!!!)
Ostatnim oficjalnym członkiem jest
Dyma - hmm... to dość dziwne, że pozostali członkowie gangu tak różnią się od założycielek (chodzi o upodobania), ponieważ Dyma gustuje w różach. Z całego gangu, ona ma najdłuższe włosy. Ciemne, kręcone i piękne :) Ma też ciemną karnację, ale wzrostem to raczej nie może sie pochwalić. Nie jest niska, ale nie jest też wysoooka.
No to chyba tyle jeśli chodzi o członkinie gangu. dziwi nas że jesteśmy różne :) Jeśli chodzi o początek tej notki, to nie myślcie, że mamy komputery we wszystkich salach w szkole (tutaj nie ma co na to liczyć, chodź to taka metropolia :) (Niech ten angielski się w końcu skończy!) Pisałyśmy to na kartce, a teraz ja - biedna Maza muszę to przepisywać
|
|
|
|
Bańa & Maza
|
Jesteś na blogu Wilekiego Gangu Bańi & Mazy. Może trochę głupio to brzmi, ale trudno. Nasze ugrupowanie tworzą dwie istoty o tym samym wdzięcznym imieniu, które poznacie później. Ale nasz gang to nie tylko cudowne osoby jak my, ale również kilka przypadkowych, mniej istotnych osóbek, których imiona poznacie później. Teraz zdradzimy wam tylko ich pseudonimy (wszystkie są 4 literowe). A więc to: Zyta, Maca, Dyma. Po tych chaotycznych wyjaśnieniach przejdźmy do rzeczy, czyli opisu zewnętrznego i wewnętrznego założycielek gangu jak i również tego bloga:
Bańa - wysoka brunetka o jasnej cerze i nadzwyczajnych (jak sama podpowiada) oczach: jednym zielonym drugim piwnym. Jest to być może pozostałość po wielu bitwach stoczonych w imię honoru gangu. Lubi czarny kolor i zwykle ubiera się w stylu black. Nienawidzi za to różowego i potępia wszystkie słodkie idiotki siłą pięści. Cos o jej charakterze: zwykle cicha z początku zamknięta w sobie, kiedy bliżej ją poznasz zamienia się w pełną humoru zalewającą ze wszystkiego dziewczynę.
Maza - wysoka wcale nie niższa ode mnie (Bańi), ma krótkie brązowe (jasne) włosy. Kolor jej oczu mówi o niej wszystko. Tylko pytanie: o czym mówi szary kolor oczu? Nieważne. Maza podobnie jak ja również lubi czarny kolor, choć nie zawsze się tak ubiera. Zupełnie zgadzamy się w kwestii wściekłego różu. Ona również go potępia (pięścią). Teraz zagłębię się w jej sferę wewnętrzną: Maza zawsze i ze wszystkiego zalewa (tak jak teraz). Ogólnie da się z nią wytrzymać ;) To chyba na tyle...
Po tych jakże fascynujących objaśnieniach, dojdźmy do sedna: mamy na imię Karolina. Nie pierdolmy smutów chodźmy do domu Bańa.
|
|
|
|
|
|
|