|
|
|
Poniedziałek, 14.05.2012
|
W sobotę wróciłam z najlepszej majówki po majówce na jakiej w życiu byłam! Zdecydowanie opłacało się zrobić sobie wolne w piątek w szkole, aby spędzić trzy dni w towarzystwie dream teamu z mojej klasy.
Uśmiechy towarzyszyły nam już od samego początku, gdy tylko zamknęliśmy drzwi od samochodu i spakowaliśmy walizki do bagażnika.
Pierwszy przystanek - parking przy Auchanie, aby zgarnąć drugą ekipę i przy okazji gospodarza całego naszego wyjazdu. Przerwa dla palących i szybki powrót do aut. Dojechaliśmy na miejsce naszego pobytu w niecałą godzinę, bawiąc się po drodze radiem i robiąc pamiątkowe zdjęcia.
Szybko się rozpakowaliśmy, znaleźliśmy stroje kąpielowe z zamiarem pójścia nad jezioro. Najpierw jednak trzeba było nakarmić całą naszą gromadkę, więc wspólnie z moją imienniczką zabrałyśmy się za robienie kanapek. Po naszym drugim śniadaniu zapakowaliśmy się z powrotem do aut i udaliśmy się nad jezioro. Pośpiewaliśmy, powygłupialiśmy się i porobiliśmy mnóstwo zdjęć. Plus ochotnicy kąpali się w jeziorze, a reszta przyglądała im się z pomostu. Później zarządziliśmy powrót do domu, bo kiszki zaczynały grać marsza a na miejscu czekały kurczaki do przygotowania i schłodzone perełki.
Jako, że więcej było z nami kobiet to przyrządzenie filetów z kurczaka poszło w mgnieniu oka zwłaszcza przy akompaniamencie dobrej muzyki i zimnego piwa.
Chłopacy zajęli się rozpalaniem grilla i na sam koniec zasiedliśmy wszyscy na tarasie czekając na jedzenie.
Koło godziny 18 zaczęliśmy naszą małą imprezę, dobre jedzenie i wódka przewijało się na stole aż do północy, kiedy stwierdziliśmy, że najwyższa pora iść do lasu na świetliki. Gra rewelacja, zwłaszcza gdy już się jest wstawionym i wszędzie widzi się znaki świetlne. Po jakiś 4 rundach wróciliśmy do domu, aby siedzieć do 4 i dokańczać nasze procentowe zapasy.
Piątek zaczęliśmy koło 12, kiedy ostatnia osoba podniosła się z łóżka. Szybki prysznic i decyzja o ponownym wyjeździe nad jezioro. Tym razem leżeliśmy na kocykach na trawce, pijąc chłodne piwo i rozmawiając o wszystkim co nam ślina na język przyniesie. W tak zwanym międzyczasie uczyłam koleżankę robić wianki ze stokrotek i wylegiwałam się na słoneczku pomiędzy dwoma chłopakami. Ależ miałam towarzystwo!
Powrót do domu i znowu kurczaki. Kurczaki, to chyba będą za nami chodzić przez miesiąc. Udało nam też się zagrać w grę dla emerytów - bingo. N. jest mistrzem i jak już będzie stara to zarobi na tym kokosy!
Wieczorem dojechali do nas znajomi naszego kumpla, zrobiło się trochę tłoczno, oni też przywieźli kurczaki, niestety. Ale na szczęście dowieźli też trochę procentów i impreza nam się rozkręciła. Stwierdziliśmy, że musimy pokazać nowym kolegom grę w świetliki i takim sposobem około pierwszej w nocy wylądowaliśmy w lesie - znowu z cztery rundy i powrót do domu. Tam położyliśmy do łóżek nieżywych i w ostatki osób kończyliśmy Pana Tadeusza i wódkę skittlesową. Próbowaliśmy położyć się spać, jednak nadmiar osób spowodował małe rotacje i takim sposobem spaliśmy po dwie osoby na jednoosobowych łóżkach. Ale nikt nie narzekał, ważne żeby dotrwać do rana.
Sobota - najgorszy dzień, bo dzień powrotu do domu. Wszystko pięknie wysprzątaliśmy, zapakowaliśmy się i ruszyliśmy z powrotem do Gdańska.
Zdecydowanie nasz najlepszy wspólny 'klasowy' wyjazd. Już teraz planujemy namioty i za jakiś miesiąc powrót tam, gdzie byliśmy teraz.
Oglądając zdjęcia cieszy mi się mordka, z radością wspominam wszystkie chwile i nie żałuję, że pojechaliśmy!
Ah! Niektóre rzeczy mnie przerastają, zastanawiam się czy nie pozostawić ich lepiej samych sobie. Czy może pytać, rozmawiać? Ale czy warto się angażować? Może jednak te przeszkody do dla mnie wydają się błahe dla drugiej osoby mogą być nie do obejścia? Co będzie to będzie!
|
|
|
|
Piątek, 04.05.2012
|
Zaczynam powoli zastanawiać się czy ze mną jest wszystko w porządku. Miałam dać sobie z nim spokój i na zawsze wyrzucić go z głowy. Jak można tęsknić za kimś takim? Jak można tęsknić za takim kretynem, bo innych słów na niego znaleźć nie mogę. Czuję się tak bezradna i bezsilna. Nie wiem już co mam ze sobą robić. Śni mi się po nocach, a gdy wchodzę na fejsa to odruchowo sprawdzam czy czasem nie świeci się na zielono. Popadam w jakąś paranoje!
Staram się zajmować czymś przez całe dnie. Aktualnie przygotowujemy z moją mamą komunię syna jej koleżanki. Nie powiem, zdolne jesteśmy! W dwa dni ogarnęłyśmy całą sale, pozmywałyśmy trzy miliony naczyń, udekorowałyśmy stoły, same zrobiłyśmy świeczniki i miliard innych różnych rzeczy. Jutro czeka nas obieranie 15 kg ziemniaków, dokańczanie dekoracji, pieczenie ciast i zrobienie paru sałatek. Zresztą trzeba dopilnować wszystkie inne kobieciny które będą się przewlekać jutro przez salę. Trzeba uzgodnić co i jak w niedziele i ugotować rosołu dla 50 osób.
Ktoś wie ile gotować 15 kg ziemniaków?!
Stwierdziłam, że taka praca mi się podoba i jak w przyszłości nie wyjdzie mi praca w zawodzie to chyba rozkręcę jakiś biznes w urządzaniu przyjęć, haha. Zawsze trzeba mieć plan awaryjny, a co!
Dziś moje dziewczyny pisały pierwszą maturę i aż zrobiło mi się przykro, że ja dopiero za rok. Ale za swoje wybory trzeba płacić. I wcale nie będzie to dziwne, że po klasie językowej będę pisać biologię i chemię na maturze. Nieważne, naprawdę nieważne!
Najwyższa pora iść spać, jutro od samego rana trzeba pracować!
A Ty panie P. mógłbyś dać mi w końcu spokój!
|
|
|
|
Wtorek, 01.05.2012
|
No to mamy maj. Moją ulubioną wiosenną porę roku. Rozpoczął się nowy miesiąc, który coraz bardziej przybliża mnie do lipca, do wakacji, do moich urodzin, do obozu i do wszystkich innych ważnych bądź mniej ważnych rzeczy jakie mają wydarzyć się za jakiś czas.
Maj przywitałam spaniem do dwunastej, okropnym bólem zęba i głowy oraz straszliwymi zakwasami na udach.
Wiedziałam, że wczorajsza wizyta w stajni zostawi jakiś odczuwalny ślad na moich nogach, ale nie wiedziałam, że aż tak.
Swoją drogą brakowało mi tej atmosfery i tego luzu i spokoju jaki czuje się w tym miejscu. Najpierw i tak brawa dla mojej D., która dzielnie dowiozła nas samochodem na miejsce. D. kierowca, to jest to! Oczywiście byłyśmy za wcześnie ale to nic, posiedziałyśmy na ławeczce i napawałyśmy się świecącym słoneczkiem.
Sama jazda bardzo wyczerpująca, zwłaszcza kondycyjnie. Tak to jest, jak jedyny ruch jaki ostatnio miałam to na lekcjach wfu, chociaż i tak nie zawsze. No ale przeżyłyśmy, bez większych szkód. Znaczy, ucierpiała trochę moja stopa, ponieważ Lukas stwierdził, że bardzo fajnie będzie stanąć mi podkutym kopytem na nogę gdy będę mu zdejmować siodło. Miło z Twojej strony!
Majówka zdecydowanie mnie rozleniwia i nie mam na nic ochoty. Chociaż dzisiaj się przemogłam i zrobiłam parę zadanek z biologii. I czekam na skany z matematyki, żeby pouczyć się do sprawdzianu. Ah, odezwały się we mnie dawno już zapomniane ambicje. Ciekawe na jak długo!
Poza tym zaczęłam oglądać drugi sezon Plotkary. Co z tego, że łącznie jest ich pięć. Nadrobię, mam czas :D
|
|
|
|
Niedziela, 29.04.2012
|
Chyba powinnam dokładnie zastanowić się nad doborem niektórych znajomych. Jak można być tak mało ogarniętym i nie wyczuwać tego, że ktoś naprawdę nie ma ochoty z nim rozmawiać?
Ile razy mam odkładać spotkania, nie odpisywać na smsy, wiadomości na facebooku i czasem być nie miła abyś zrozumiał, że nie chce się z Tobą nigdzie spotkać i umawiać. Chcesz być moim przyjacielem a nie rozumiesz tego, że też mam swoje problemy i nie zawsze mam ochotę udzielać Tobie rad. Okej, współczuję Tobie, że rzuciła Ciebie dziewczyna, że teraz dowiadujesz się, że Ciebie zdradzała przez cały związek. Ale daj mi do cholery jasnej w końcu spokój! Ile można wałkować ten sam temat?! Na prawdę jestem cierpliwym człowiekiem, jestem wyrozumiała ale Ty już nadużywasz moją dobroć.
Sama potrzebuję uporządkować swoje myśli a Ty domagasz się mojej uwagi jak małe dziecko. Zajmij się sobą, a mi daj spokój.
Wczoraj wchodząc na fejsa troszkę się zdziwiłam. Dostałam zaproszenie na imprezę od chłopaka, z którym nie miałam bliższego kontaktu od jakiś dwóch i pół lat. Oczywiście moje lenistwo i dopatrywanie się wszystkich możliwych podtekstów zwyciężyło i nigdzie nie poszłam. Ale bardzo mnie to zdziwiło. No ale cóż, pewnie i tak nie dowiem się dlaczego chciał abym zjawiła się u niego na domówce. Jedynie mogę żałować, że nie skorzystałam z okazji i spędziłam wieczór w domu.
Swoją drogą jeden z nudniejszych weekendów na szczęście dobiega powoli końca. Przez całą sobotę (jak już wstałam o 12!!) zajmowałam się sprzątaniem, oglądaniem seriali i uwaga, uczeniem się! Dzisiaj mniej więcej podobnie, tylko zamiast się uczyć poszłam na zakupy z moją mamą.
To będzie chyba najnudniejsza majówka jaką w życiu miałam i mieć będę. Maturo, Ty suko! Przez Ciebie nie mam z kim iść na rolki, dzięki wielkie!
Taka ładna pogoda a ja marnuję ją w domu. Na szczęście jutro jedziemy do stajni! Już czuję te zakwasy, haha!
|
|
|
|
Piątek, 27.04.2012
|
Wraz z końcem roku maturzystów pożegnałam i Ciebie. Od dzisiaj wyprowadzasz się z mojej głowy i nie mam zamiaru poświęcać Twojej osobie ani minuty dłużej. Idź, zajmij się swoją matematyką a mi daj spokój!
Ogólnie jestem z siebie dumna, że wygrzebałam się dzisiaj rano spod kołderki i w czarnej sukience udałam się do szkoły. Spóźniona wpadłam na biologię aby szybko przepisać wypracowanie na polski, które chyba było bez najmniejszego sensu. Ale nie ważne - ważne że oddane w terminie.
Niemieckiego nie było (chwała za to!), zamiast odbyły się warsztaty na temat raka piersi i szyjki macicy. Kobieta niewiele starsza od nas próbowała wpoić nam do głowy, że powinnyśmy odwiedzać ginekologa raz w roku.
Historia to chyba jedyny przedmiot, na którym zrobiliśmy sensowną lekcję. Znaczy połowę, bo przez pewien czas z całkiem dobrym rezultatem zagadywaliśmy nauczycielkę dzisiejszym zakończeniem klas trzecich.
WF spędziłyśmy siedząc przed salą i rozmawiając o wszystkim co nam przyjdzie do głowy. I w sumie głównym tematem była nasza przyszłoroczna studniówka, plany po liceum i to, że jesteśmy głupie, że poszłyśmy do takiej klasy jakiej poszłyśmy. Gdybyśmy wybrały inaczej przynajmniej teraz kończyłybyśmy szkołę jak na nasz rocznik przystało. A tak to mamy rok z niemieckim w gratisie.
PO spędzone na boisku. Wygrzewałyśmy się w słoneczku i czekałyśmy aż cała uroczystość zakończenia klas trzecich w końcu się zacznie.
Gdy nadszedł czas znalazłyśmy się na sali gimnastycznej. Nam przypadły miejsca na samym środku sali - przynajmniej miałyśmy dobre miejsce do obserwowania wszystkich i przy okazji hejtowania nielubianych osób. Wiadomo komu oberwało się najbardziej.
Po powrocie do domu mama znalazła mi rozrywkę i takim sposobem wyszłyśmy z domu na trzy godziny. Nóg nie czuję, ale przynajmniej się dotleniłam porządnie!
Najchętniej położyłabym się już do łóżka i zaczęła rozkoszować się swoją <liczy na palach> szesnastodniową majówką!
Słoneczko! Słoneczko! Kocham wiosnę! <3
|
|
|
|
Czwartek, 26.04.2012
|
Po raz kolejny udowodniłam, że moje lenistwo zwycięży nad wszystkim. Takim oto sposobem nie byłam dzisiaj w szkole, gdyż nie zdążyłam przygotować się na sprawdzian z geografii. No ale od czegoś są drugie terminy, także wszystko w porządku, haha.
Cały dzień poświęciłam na robienie zakupów (niestety tylko spożywczych) i doprowadzanie mojego pokoju do stanu używalności. Pozostało mi tylko odkurzanie ale to chyba zostawię sobie na jutro, bo zdecydowanie mi się już nie chce.
Jestem w trakcie pisania pracy na polski, na którą miałam całe dwa tygodnie a jutro mija ostateczny termin, żeby ją oddać. Jak zwykle zabrałam się za to dzień wcześniej. No ale ja nie dam rady?!
Nie mogę doczekać się jutra i tego, że w końcu uwolnię się od widoku Twojej twarzy na szkolnych korytarzach. Twój widok nie będzie mi przypominał wspólnych chwil i w końcu będę mogła odetchnąć - mam nadzieję!
p.s Wiosna chyba w końcu na dobre u nas zagościła!
|
|
|
|
Poniedziałek, 23.04.2012
|
Właśnie podejmuję kolejną próbę wyrzucenia z siebie wszystkich natłoczonych myśli i emocji. Mam nadzieję, że tym razem nie skończy się to na czerwonym krzyżyku mojej przeglądarki internetowej, tylko w spokoju dokończę to co właśnie zaczynam.
Śmiało mogę powiedzieć, że ostatnie tygodnie były jak w kalejdoskopie. Raz mogłam skakać ze szczęścia aby za drugim razem uciekać pod kołdrę ze łzami w oczach. Wahania nastrojów przyczepiły się do mnie jak rzep do psiego ogona i za nic w świecie nie chcą się ulotnić.
Zaczynam coraz bardziej tęsknić za męskim ramieniem, w które mogłabym się wypłakać i wyżalić. Jednak z drugiej strony nie chcę znowu cierpieć. Za dużo razy dowiedziałam się jak to jest tracić kogoś bliskiego, kogoś na kim Tobie zależy.
Chodząc do szkoły i patrząc na niego wracają wspomnienia przeplatające się ze słowami nienawiści i rozgoryczenia. Nie odzywając się do mnie nie sprawisz, że zapomnę te chwile, które spędziliśmy razem. Tego nie da się zapomnieć od tak, na pstryknięcie placami. Mam nadzieję, że Ty też tego tak łatwo nie puścisz w niepamięć. I nie dlatego, że mam nadzieję, że do mnie wrócisz. Chcę aby Ciebie również bolała tak jak mnie to boli.
Ale w życiu nie można się tylko smucić. Trzeba też cieszyć się tym co nas otacza i tym co sami osiągamy. Mogę odhaczyć kolejny punkt na liście moich marzeń. Tym razem jest to zdanie egzaminu na prawo jazdy. Zmieściłam się w trzech podejściach - tak jak sobie założyłam. Teraz czekam aż stanę się dumną posiadaczką plastiku, którego odbiór wyniesie mnie całe 85 zł!
Radości dostarczył mi również ostatni weekend, w który to świętowałyśmy 18ste urodziny naszej najmłodszej towarzyszki doli i niedoli. Wyśmiałam się za wszystkie czasy, kiedy próbowałyśmy przejść jedną z gier alkoholowych, popłakałam (ze śmiechu, oczywiście!) się oglądając filmik z życzeniami dla niej, próbowałam się wyspać i dnia następnego normalnie funkcjonować. Niestety (albo i stety?) imprezy z moimi laskami zawsze kończą się bólem głowy. Teraz czekamy tylko na wakacje!
Znaczy na moje wakacje. One wszystkie już 4 maja zasiądą w białych koszulach i czarnych spódnicach w ławkach pisząc matury. Nikt nie będzie trzymał tak mocno kciuków za nie jak ja!
W sumie to powinnam się uczyć na niemiecki, ale mi się nie chcee!
|
|
|
|
Czwartek, 05.04.2012
|
Trzy dni szkolne zleciały mi jak z bicza strzelił. Nie dość, że samorząd szkolny wynajął mnie i moją N. do pomocy to jeszcze na lekcjach nie działo się nic konkretnego - podobno.
Już w poniedziałek okazało się, że trzeba zrobić zakupy papiernicze na dni otwarte. A że my z N. bardzo chętne do wszelakich zakupów jesteśmy to zostałyśmy wydelegowane do galerii. Takim oto sposobem zleciał nam polski i niemiecki.
Wtorek był jeszcze bardziej pracowitym dniem, gdyż z ośmiu lekcji zawitałyśmy tylko na dwóch. Na reszcie 'bardzo mocno pomagałyśmy samorządowi' w robieniu dekoracji i ogarnianiu dnia otwartego. Czyli zrobiłyśmy jeden plakat, nadmuchałyśmy dwieście balonów, znów poszłyśmy na zakupy i resztę czasu przegrałyśmy w ping ponga z przewodniczącym i wiceprzewodniczącym szkoły.
Środa czyli dzień otwarty. Pominę już, że dojazd do szkoły zajął mi jakieś 50 minut dłużej niż zazwyczaj. Tak, wszyscy kochamy śnieg w kwietniu. Na miejscu dużo zamieszania, dużo ludzi i mnóstwo gimnazjalistów. Ale ogarnęliśmy, daliśmy radę i wszystko wyszło w miarę okej.
Po szkole odwiedziłam jeszcze babcie, zaniosłam jej książki i chwile z nią posiedziałam.
Do domu wróciłam przemarznięta i przy okazji zmęczona, że ledwo trzymałam się na nogach.
Wieczorkiem dostałam wiadomość, że moja D. zdała w końcu prawko i teraz kolej na mnie. Czyli muszę utrzymać naszą 'rodzinną' tradycję i zdać to wszystko za trzecim razem. Się robi!
Dzisiaj z samego rana wygrzebałam się z łóżka i oczywiście spóźniona pobiegłam na autobus. Po drodze na przystanek dostałam krwotoku z nosa i musiałam sobie radzić z połową paczki chusteczek. Dałam radę, ale niestety razem z D. spóźniłyśmy się na tramwaj. W końcu jednak dostałyśmy się do galerii, zgarniając po drodze K. Celem była biała koszula na maturę (uf! Na szczęście nie moją!) i jakieś wiosenne buty. K. znalazła tylko koszulę, mi humor się zepsuł, gdy w pewnym momencie spotkałam pana P., który dał do zrozumienia, że ma mnie w dupie i przeszedł z premedytacją na drugą stronę, a D. była cała w skowronkach jeszcze po wczorajszym prawku.
Pana P. spotkałyśmy jeszcze drugi raz, również dał popis swojego wychowania. Przysięgłam sobie, że jak zobaczę go trzeci raz to trafi mnie szlag. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło, ale mój humor do tej pory nie może wybić się spod poziomu morza. No cholera! Miały być fajne święta, bez wspominania o nim a ja znowu myślę tylko o jednym. A tak dobrze mi szło zapominanie.
Z całej tej frustracji wróciłam do domu i zabrałam się najpierw za pochłanianie podwójnej porcji kurczaka a następnie za generalne porządki w pokoju. Na pierwszy ogień poszło okno, firanki i żaluzje. Następnie zrobiłam porządek w szafie i pościerałam wszystkie kurze. Zmieniłam pościel na moją ulubioną - białą w czarne kwiaty i poustawiałam wszystko na swoje miejsce. Jutro jeszcze czeka mnie odkurzanie, bo dziś nie miałam już na to siły.
I znowu mój spokój gdzieś się zgubił, wszystko przez jakieś trzy sekundy dzisiaj. Potrzebuję wyciszenia i gorącej herbaty!
|
|
|
|
Niedziela, 01.04.2012
|
Chyba mi pomogło. Wylanie z siebie tego wszystkiego bardzo mi pomogło. W tym momencie nie czuję do Ciebie nic. Może jedynie niechęć. Te dwa dni uświadomiły mi jak żałosne jest Twoje zachowanie i jak bardzo dziecinny teraz jesteś. Koniecznie chcesz mi pokazać jak to jest Ci dobrze samemu, jaki to jesteś szczęśliwy. Kocham ludzi, który nagle stają się nadaktywni i próbują pokazać światu jacy to oni są super. Panie P. zostałeś wykopany z mojego życia i szczerze cieszę się, że już nie muszę się Tobą martwić.
Weekend spędziłam z myślą 'o matko, w poniedziałek muszę odpowiadać z fizyki!' i oczywiście nie zrobiłam w tym kierunku nic. Czyli wszystko w normie.
W sobotę obudziłam się i z przerażeniem spojrzałam w okno. Nie ma to jak śnieżyca w ostatni dzień marca. Niechętnie zebrałam się z łóżka i ogarnęłam. Na 13 miałam być na wolontariacie. Dojście zajęło mi niecałe 10 minut a wyglądałam jak bałwan i byłam cała mokra. Przy okazji spotkałam dawnego kolegę, który mnie na początku nie poznał. Tak, to wszystko przez okulary!
Następnie o godzinie 16:21 wsiadłam w autobus i pojechałam spotkać się moimi dziewczynami. Udałyśmy się na 'Igrzyska Śmierci'. Zdecydowanie polecam, film mega. Nic tak dawno nie trzymało mnie w napięciu. No i przy okazji moje dziewczyny, które dostarczały mi rozrywki przez cały seans. I przy okazji rząd przed nami, który celnie komentował film i momentami zwijałam się ze śmiechu. Tego mi było trzeba!
Przy okazji ostatecznie wyżaliłam się na temat mojego ekschłopaka i wspólnie ustaliłyśmy, że jest żałosny i bardzo cieszymy się z jego problemów z napisaniem bibliografii i konspektu, o których musiał poinformować całą społeczność facebooka. Należy mu się, ot co.
Niedziele miałam poświęcić w całości na naukę. No udało mi się w jakiś 60%. Bo zanim wstałam, zanim się ogarnęłam to była już 12:30. Po czym przypomniałam sobie o wypracowaniu na polski i od niego zaczęłam swoją walkę z edukacją dzisiaj. Pisanie go zajęło mi więcej czasu niż się spodziewałam i takim oto sposobem nie zasiadłam jeszcze do fizyki. Ale ja mam czas, najwyżej nie zjawie się jutro na fizyce i odpowiem po świętach. Zawsze jest jakieś wyjście!
Aktualnie mam ochotę śpiewać, tańczyć i po prostu cieszyć się wszystkim. Dawno nie czułam się tak zadowolona! Z siebie, ze wszystkiego co mnie otacza. W końcu jakieś pozytywne myśli i uczucia mnie otaczają! Koniec użalania się nad sobą, nie od tego jest wiosna!
Jedynie mogłaby się poprawić pogoda i ja mogłabym dostać coś dobrego do jedzenia. Byłabym w siódmym niebie!
|
|
|
|
Piątek, 30.03.2012
|
Zaglądam tutaj rzadko, tylko i wyłącznie ze względu braku czasu. Chciałabym tak po prostu każdego wieczora móc sobie usiąść wygodnie na krześle, odpalić internet i w spokoju napisać tutaj parę słów. Jednak zazwyczaj nie udaje mi się tego osiągnąć. Zbyt dużo czasu zabiera mi nauka, miliony bardziej lub mniej zajmujących czynności czy bezsensowne zastanawianie się i gapienie w zieloną kropkę przy Twoim imieniu na facebooku.
Tak, piszę do Ciebie, chociaż wiem że nigdy w życiu tego nie przeczytasz. Chcę w końcu wyrzucić Ciebie z moich myśli. Wydaje mi się, że najlepszym sposobem będzie wylanie z siebie wszystkich emocji dotyczących Ciebie, niekoniecznie Tobie, prosto w twarz.
Wiedz, że boli mnie Twoje zachowanie. To, że nie potrafisz się przyznać do błędu i to, że w ogóle się do mnie nie odzywasz. Wiem jednak, że czasem na mnie spoglądasz gdy stoję do Ciebie tyłem, albo przejdę przez korytarz. Boli mnie, że nie potrafisz powiedzieć mi zwykłego 'cześć', tylko patrzysz się na mnie jakbym to ja zrobiła Tobie krzywdę. Czuję wzrok ludzi od Ciebie z klasy gdy tylko przejdę gdzieś niedaleko. Zastanawia mnie co im takiego naopowiadałeś.
Z kochanego i czułego zrobiłeś się zimnym kretynem, inaczej tego nazwać nie mogę. Porzuciłeś mnie, od tak dla zabawy. Z całego serca Ci życzę aby kolejna Twoja dziewczyna postąpiła z Tobą tak jak Ty ze mną. Może wtedy by coś dotarło do tej zakochanej w sobie i egoistycznej głowy.
Wszyscy się mnie pytają, jak mogłam z nim być skoro wiedziałam, że poza czubkiem swojego nosa nie widzi nic więcej. Jak się kogoś kocha to nie zwraca się uwagi na wady... Zresztą po cichu myślałam, że to takie przejściowe, że żartuje i że mu minie. Okazało się, że jestem naiwna. I tyle.
W tym momencie pragnę abyś zniknął z mojego życia tak szybko jak się w nim pojawiłeś. Chcę zapomnieć okres grudzień - marzec, kiedy to postanowiłeś zawrócić mi w głowie i odhaczyć na swojej liście zdobytych/porzuconych.
Daj mi już spokój i wyjdź z mojej głowy. Nie chcę Cię tam, koniec i kropka.
Kończąc swoje żale powinnam skupić się (po raz kolejny!!) na tym co naprawdę ważne. Przez te wszystkie wolne i smutne wieczory znowu zaczęłam czytać książki. Znowu mogę bez przeszkód oddawać się w świat fantazji, pozostawiając wszystkie zmartwienia daleko w tyle.
W szkole też zapewniają mi dużej rozrywki sprawdzianami, wypracowaniami i cholernym odpytywaniem (pozdrawiam fizykę!).
Chyba udało mi się podjąć decyzję dotyczącą mojej przyszłości. Czyli od września intensywnie uczymy się biologii i chemii. Uniwersytet Medyczny wraz z dietetyką bądź ektroradiologią czeka na mnie z otwartymi ramionami ;)
A dzisiejszy wieczór skłonił mnie do uporządkowania plików muzycznych na dysku. Można powiedzieć, że prawie skończyłam. Gdyby tylko program do pobierania mi się nie zaciął to mogłabym uznać zadanie za zakończone w 100%. A tak to poczekam do jutra, dzisiaj nie chce mi się już z tym walczyć.
Ponadto zapowiada się całkiem ciekawy weekend. Po raz pierwszy w tym roku szkolnym udam się na wolontariat aby wspomóc swoich dawnych znajomych. A wieczorem kino z moimi dziewczynami. Chociaż z jedną widuję się praktycznie codziennie a drugą jak najczęściej się da to strasznie za nimi tęsknie i nie mogę się doczekać spotkania z nimi, jak zwykle.
A tak na sam koniec to cieszę się, że mam tak wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze mi pomogą, bliskich znajomych w klasie, którzy zawsze pocieszą i brata, który jest w stanie rozśmieszyć mnie w każdej sytuacji. Love!
|
|
|
|
Sobota, 24.03.2012
|
Płaczę i tęsknię, tęsknię i płaczę. Rozpadam się powoli i nie mogę zebrać się do kupy. Próbuję wyrzucić Ciebie z mojej głowy ale jedyne co uzyskuję to aż nadto wyraźny obraz Twojej twarzy w moich myślach. Niech to się już skończy, muszę w końcu dopuścić do siebie myśl, że mnie nie chcesz, że nie wrócisz.
A to boli, cholernie boli.
|
|
|
|
Wtorek, 20.03.2012
|
Mój mały spokojny świat runął jak domek z kart. A ja zostałam gdzieś tam sama z sercem rozbitym na milion kawałków. Tak. Zostawił mnie, mimo, że wcześniej mówił, że kocha. Zostawił mnie, mimo, że wcześniej mówił, że mnie nie opuści. Zostawił mnie, mimo, że mówił, że mam w nim oparcie. Od tak po prostu. Zostawił mnie.
Zostawił mnie samą, prawie bez słowa wyjaśnienia. Jedynym powodem dla którego to zrobił, to według niego brak czasu. Bo przecież rozwiązywanie zadań z matematyki jest ważniejsze, od poświęcenia godziny osobie, którą rzekomo się kocha. Nie mogę zrozumieć w czym jestem gorsza od matematyki. Dlaczego zostawił mnie tłumacząc wszystko brakiem czasu. Smutno mi, bardzo mi smutno.
Staram się radzić sobie z tym. Chodzę do szkoły, odrabiam lekcje, unikam korytarzy na których masz lekcje, spędzam czas z przyjaciółmi. Ale jak głupia czekam na jakiegoś smsa, na jakikolwiek znak. Czekam na to, że podejdziesz do mnie na szkolnym korytarzu, powiesz, że chcesz wrócić, że tęsknisz. Za każdym razem gdy przypadkiem Ciebie spotkam czuję, że się rozpadam. Potem znowu się zbieram do kupy i po raz kolejny rozpadam.
Niech będzie już koniec kwietnia, skończysz szkołę i pójdziesz w swoją stronę zostawiając mnie pośrodku miliona pytań. Ale przynajmniej będę miała jakąś minimalną pewność, że Cię nie spotkam.
Kończą mi się łzy i smutne piosenki na playliście.
|
|
|
|
Środa, 07.03.2012
|
Gubię się gdzieś pośród swoich własnych myśli i przekonań. Nie wiem którą drogą iść, aby nie zbłądzić, aby nie popełniać w kółko tych samych błędów. Tracę pewny grunt pod stopami, tracę orientację we własnym życiu. Jak na razie stoję w martwym punkcie i za bardzo nie wiem w którą stronę się teraz udać. Stoję i czekam, aż ktoś przyjdzie mi z pomocą. Ktoś, kto wskaże mi gdzie się udać i jak postępować. Potrzebuję wsparcia z zewnątrz, sama się gubię.
To nie był dobry dzień, 'kartkówka' z chemii składająca się z dwóch stron a4, 10 pytań i trwająca całe 45 minut rozłożyła mnie na łopatki. Nie chcę wiedzieć jak będzie wyglądał z tego sprawdzian.
Zbytnio humoru nawet nie poprawiła mi otrzymana piękna trójeczka z pracy klasowej z geografii, to że zaliczyłam kartkówkę z matematyki też zbytni nie.
Po prostu mam dzień na nie i koniec.
Pozytywna myśl? W przyszłym tygodniu znowu zamieszkam u mojej D. Tym razem tylko na tydzień, ale już nie mogę się doczekać!
|
|
|
|
Poniedziałek, 05.03.2012
|
Skoro przeżyłam szkolny poniedziałek to i do końca tygodnia dotrwam. Muszę. Marzy mi się weekend, spanie do 10 i względne nic-nie-robienie.
Jak planowałam - tak zrobiłam. Na przedsiębiorczości się nie pojawiłam. Najważniejsze, że wiem, co dokładnie było na sprawdzianie. Teraz tylko w ciągu tygodnia uzupełnię sobie odpowiedzi, ewentualnie coś poczytam i w przyszły poniedziałek stawie się zwarta i gotowa. O tak.
Na historii nauczycielka pozwoliła nam uczyć się do matematyki, mówiąc, że w piątek zrobimy dwa tematy. Tak, bo my w to wierzymy.
Matematyka mi niestety nie poszła, ale to wiedziałam i za bardzo się nie zmartwiłam. No bo czym? Matmy nigdy nie polubię i szczególnie nie wiążę z niej żadnej przyszłości. No może oprócz zdania matury, ale to za rok.
Polski, niemiecki minęły pod znakiem rozwiązywania krzyżówek i wymyślania różnych rzeczy z moją N. Czas upływał szybko i nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na chemii. Tam biegałam do tablicy co chwilę, jednak wiem, że w środę sprawdzianu i tak nie zaliczę. Grunt to dobre podejście, nie?
Na geografii miała być kartkówka, jednak została przełożona na jutro. Tylko nie bardzo mam pojęcie z czego ma być. Liczę na dziewczyny ode mnie z klasy i czekam do wieczora co chwila sprawdzając klasowego maila.
Swoją drogą ciekawi mnie czy mamy jutro zajęcia dodatkowe z fizyki. Ostatnio było bardzo sympatycznie, mam nadzieję, że jutro też się odbędą :)
A teraz idę sobie porozmawiać z moim Misiem, przy okazji czekając na skany z geografii.
|
|
|
|
Niedziela, 04.03.2012
|
Każda sytuacja, każde doświadczenie uczy nas czegoś nowego. Z pozoru zwykłe rzeczy, po pewnym zastanowieniu się nad nimi pokazują nam zupełnie inne oblicze. Od tak, mała refleksja na niedzielne popołudnie, które zapewne spędzę zaszyta gdzieś w swoim pokoju z kubkiem w ręku i ulubionymi piosenkami w głośnikach.
Z weekendowej nauki jak zwykle nic nie wyszło, dlatego chyba zaśpię na pierwszą przedsiębiorczość. Teraz i tak już się tego wszystkiego nie nauczę, a po co mam psuć sobie swoje piękne oceny? Napiszę to wszystko za tydzień i po problemie.
Gorzej, że muszę ogarnąć jeszcze matematykę, ale coś chyba pamiętam z tego tematu. Mam nadzieję.
Ogólnie ostatnio mam jakiś taki bardziej melancholijny nastrój, wszędzie doszukuję się jakiś dziwnych refleksji i mam wrażenie, że gubię coś naprawdę ważnego i cennego. To chyba przez tą dziwną pogodę jaka aktualnie panuje za oknem. Z jednej strony robi się już ciepło ale z drugiej dalej jest chłodno i nieprzyjemnie. Zdecydowanie potrzebuję już kwietnia, albo nawet maja i tego wszechobecnego ciepła. Wtedy będzie najlepiej.
Chciałabym się zobaczyć z moim P. ale to pewnie jutro, bo jak zwykle w weekend musi się uczyć.
Dzisiaj nic mi nie wychodzi, nawet to całe moje pisanie jest bez sensu.
|
|
|
|
|
|
|