|
|
|
'samochodem białym być'
|
hm. zmieniam adres:
http://gruszka.blog4u.pl
blog w trakcie dopracowania, więc nie jest idealny.
|
|
|
|
'warto starać się'
|
oj, zaniedbuję się. ale pewnie się przeniosę. na blog4you.
tam zacznę od nowa - bez obrazków. pomoże mi Nimfa.
proszę, nie opuszczajcie mnie. za bardzo się do was przywiązałam.
ale - z nim w końcu zrozumiałam, że nie jesteśmy dla siebie przeznaczeni. póki co, wreszcie stałam się tym, kim chciałam być. życie jest piękne, i choć warto się czasem zatrzymać, by przemyśleć kilka spraw, trzeba ciągle iść na przód, by korzystać z tej jednej chwili, jaką się jest na świecie.
natłok obowiązków + brak snu = brak czasu na bloga.
|
|
|
|
'ja - zawsze genialna, idealna muszę być'
|
stęskniłam się za wami. dopiero niedawno wróciłam. napisałabym wczoraj wieczorem, ale spałam.
po kolei:
środa, czwartek, piątek - wycieczka. nie ma co opowiadać, po za tym, że było nudno, wkurzały mnie dziewczyny z mojej klasy, a 3 klasa gim. mnie totalne ignorowała. irytujące.
sobota, niedziela - kurs zastępowych. kto jest to co chciałabym opisać. najpierw na przystanku, wsiadłam nie dotego autobusu. znaczy dla mnie, był dobry, tylko nie doszedł SMS, że jadę innym. cudownie. na szczęście gdzieś wysiadłam i przyjechał ten właściwy. potem na kursie się okazało, że mam natłok zadań. ucieszyłam się tak, że wcale. najpierw zrobiłam obrzędowość zastępu 'trawy morskie'. jako jedna z czterech osób zaliczyłam! brawa dla mnie. potem masa zajęć, brak czasu na zrobienie innych zaległości. next kolacja, znowu zajęcia, kominek, spanie. z tym spaniem to tak kiepsko. nie spałam, bo usiłowałam robić zaległości. potem zadzwonił telefon, odebrała Ania Syma, drużynowa z Raciborza. mówiąc 'harcerskie ochotnicze pogotowie ratunkowe racibórz' z góry wiedziałam że będzie symulacja jakichś wypadków. śmig na dwór i na miejsce wypadku. podzielone na trzy wachty. ja i moja wachta pobiegłyśmy na plac zabaw. najpierw zobaczyłyśmy wymiotującego harcerza, potem zataczającego się gościa, również harcerza, a potem harcerkę, która leżała na takim mostku, łączącym zjeżdżalnie i coś jeszcze. więc zaoopiekowałyśmy się gościem leżącym na ziemii. wymiotował i jak się okazało, miał złamaną nogę. najpierw moja wachtowa próbowała mu pomóc, ale ją.. ubrudził. więc miała pewne obrzydzenie, mimo, iż się dowiedziałyśmy, że to był tylko wafelek. ktoś próbował mu pomóc jeszcze, ale tego już nie widziałam, bo zajęłam się pijanym. po ciężkich namowach powiedział mi, że nazywa się Alfred Pigułka i nie ma rodziny, ani zwierzątka. nie wiedział za bardzo co się stało, ani kto to są, ci ludzie. powiedział tylko, że ich nie zna, ale zaraz pozna. opiekowałam się nim przez cały czas symulacji, czyli ok. 15 minut. dziewczyna miała złamany kręgosłup, więc druhny z mojej wachty, odchyliły jej głowę do tyłu i zadzwoniły. potem sprawdziły czy oddycha. oddychała, no to nogi do góry, czym uczyniły ją kaleką do końca życia, bo ten kręgosłup. i w ogóle, dziwne rzeczy się działy.
ta. potem nam pozwolili robić zadania. do piątej nad ranem. do tego czasu zemdlałam + prawie zasnęłam. ale jakieś tam zadania zrobiłam. siódma trzydzieści pobudka, do kościoła, zajęcia, zakończenie, pociąg, autobus, dom, sen. i szkoła.
a teraz już teraźniejszość:
jakoś leci pomiędzy mną a nim. jakoś. ale nie za dobrze. rozmawiamy, czasami. a czasami nie. pozatym nic. i niewiem jak to ruszyć z miejsca. nie mam do tego siły.
napisała
gruszkowa
|
|
|
|
'nie słyszę, nie widzę nic'
|
a myślałam że mi ulży. ale nie. nie mogło być tak pięknie - gorzej, jest mi jeszcze bardziej ciężko. ale w sumie, mam dobry humor. dzisiaj odebrałam mundur, zaraz się ubiorę, i zrobię zdjęcie. mm. przyjemnie. mój kochany berecik.
nie będzie mnie od środy. jadę na wycieczkę do poznania, Gniezna itd. itp. nudno, bo historyczne. zanudzę się.
a propos historii. czy za jeden uśmiech, trzeba iść od razu do odpowiedzi? nie. no to czemu mnie to spotkało?! 3+ dostałam, bo się prawie w ogóle nie uczyłam.
za oknem idzie jakaś kobietka, w takim sweterku jaki ja mam. buuu! ja się tak nie bawię.
ale ja, nim mnie pożre lęk, strzelę sobie w łeb, w tą piękną noc!
świruję, po prostu świruję. dzisiaj na religii próbny alarm pożarowy. lubię te alarmy, lekcja ucieka. patrzyłam przez całą przemowę dyrektorki na niego. on raz czy dwa spojrzał na mnie. nie powiedzieliśmy sobie dzisiaj 'cześć'. obawiam się, że zepsułam, to co mi się udało niedawno zbudować.
przez jedno głupie wyznanie! że dalej coś do niego czuję, że dalej coś pomiędzy nami iskrzy! jaka ja głupia. teraz mi żal i mam wyrzuty sumienia. żadnych spodziewanych efektów: zero lekkości, zero miłości, zero satysfakcji. nic.
miłość, nie pielęgnowana porasta chwastami. i niszczy ją zawiść i zazdrość - dwie siostrzyczki, które chodzą zawsze razem.
a taka sobie myśl, która mi wpadła do głowy, jak wracałam z angielskiego. śmieszy mnie ta moja pani, zawsze ma na sobie taki jeden ciuszek, nie pamiętam jak się to nazywa. ale głupio to wygląda.
jutro muszę napisać taką notkę, żeby starczyło na trzy dni. czyli długą.
a tak w sumie - skoro wracam w piątek wieczorem, to jak ja pojadę na kurs zastępowych? kiszka. no to czeka mnie rozmowa z drużynową.
jak ja lubię moją drużynową!
przed siebie ciągle biec, do ostatniego tchu, nie wracaj nigdy już!
napisał!
napisała, wyidealizowana i z wodą w mózgu,
gruszka
|
|
|
|
'tylko zamknę oczy, zrobię jak chcesz'
|
w smutku, w złości, w miłości. kocham go. od dawien dawna. konkretnie od.. końca maja. kurczę. po co? po co było się zakochiwać? potem udawać, że wszystko między nami w porządku, a na koniec, oszukiwać go, że wcale mnie nie bolało rozstanie. rozstanie, niewiadomo dlaczego. ciężko mi tak myśleć, ale pewne rzeczy muszę napisać, żeby mi było lżej.
dzisiaj wstyd mi za moją klasę. konkretniej, za chłopaków. wczoraj mecz 6a-6b, a nasi w ogóle nie przyszli. co za wstyd, co za hańba. aż szkoda myśleć. ja mojej klasy nie znam i się do niej nie przyznaję.
' nie na krześle, nie we śnie. nie w spokoju i nie w dzień. nie chcę łatwo, nie za sto lat, chciałabym umrzeć z miłości. nie bez bólu i nie w domu, nie chcę szybko, nie chcę wolno. Nie szczęśliwie, i wśród bliskich, chciałabym umrzeć z miłości ' - myslovitz, of korz.
tęsknię, za pogaduszkami wieczornymi, o czymś i o niczym. o tajemnicach. za tym udawaniem. to szczęście, tak wątpliwe. a teraz ból. ból, że to było właśnie udawanie. wszystko, co mnie spotkało, było tak zwanie 'na chama'. i to jest ból.
właśnie, czym jest ból? dla mnie to uczucie. szlachetne, upokarzające, dumne. lubię robić analizy, więc zrobię i teraz:
według wikipedii:
w psychologii ból jest uważany za popęd uruchamiający odpowiednie formy zachowania się zwierzęcia, które prowadzą, często przez uczenie się, do usunięcia się spod działania lub do uniknięcia bodźca bólowego.
bez sensu. nie o taki rodzaj bólu mi chodziło. poszukam jeszcze.
nie ma nic, o bólu umysłowym. a przynajmniej, nic konkretnego. no to teraz pora na słownik.
ból
1. nieprzyjemne wrażenie zmysłowe
2. zmartwienie, smutek
też ciekawe. ale naprawdę - nic konkretnego o bólu, cierpieniu umysłowym nie ma. czy nikt o tym nie myśli? z tego, co wiem, słowniki tworzy się tak, że daje się studentom jakieś słowa, o których mają napisać - to, co o tym myślą, definicję. a przecież większość studentów, cierpi, cierpiała umysłowo. chodzi o ból, spowodowany zawodem miłosnym itp. jejku. sama się poplątałam w tych moich rozmyślaniach. Podejrzanie dziwnie mój mózg dzisiaj pracuje.
aj, pobiłam wczoraj mój rekord w spaniu do późnych godzin. wstałam o wpół do czwartej. pół dnia przespałam, jak nie więcej. boska jestem. a co!
miałam dzisiaj takie piękne sny. pierwszy był po prostu cudowny. chciałabym żeby się spełnił. przebierałam się w szatni, wtedy on mnie poprosił na rozmowę. poszliśmy do sali nr.3, była otwarta. potem zaczął czytać jakiś wywiad, w którym on uczestniczył. w pewnym momencie, przeczytał swoją odpowiedź, w której pisało jakoś mniej więcej tak: 'ja ją kocham, ona kocha mnie, ale nie mówimy o tym, bo wcześniej nam się nie udało'. potem się obudziłam. wredny zegarek.
drugi sen był inny. wychodziłam ze szkoły i widziałam go. patrzyliśmy na siebie chwilę, a potem ja się odwróciłam i poszłam do domu. też podejrzane.
mam nadzieję, że moje sny będą prorocze. czasami są.. no, zobaczy się. mam nadzieję, że tylko częściowo, bo miałam jeszcze sen, że przyszedł do mnie do domu jakiś samobójca. brr, nie było to zbyt miłe.
stwierdziłam w nocy, że go prawie nie znam. niby wiem, co lubi, czego słucha itp. itd. ale.. to nie to samo. nie o to tu chodzi. naprawdę go nie znam. zbyt mało go znam i nie wiem, jak w jakich sytuacjach się zachowa. zastanawiam się, czy to ma sens.
znalazłam piosenkę (myslovitza, oczywiście), która oddaje.. moje uczucia.
pokażę ją wkrótce. może jutro, może wieczorem.
'sugerujesz "nie", chcę zrobić "tak"'
napisała,
gruszkowa
edit:: akurat w chwili, kiedy najbardziej potrzebowałam wsparcia, nie było nikogo, kto mógłby mi go udzielić.
|
|
|
|
Puk, puk.
|
Notka gościnna no tak. Ale o czym ja mam tu napisać? Konkrety.
Dzień dobry, a raczej dobry wieczór. Miło. Na imię mam identycznie jak autorka bloga. Jak się nazywam to chyba mało ważne. Lat 17, nieskończone i bardzo dobrze. Chodzę do liceum, profil dziennikarski. Tak czy siak idę na fizjoterapeutę.
Paulinę znam z... skąd ja ją znam? Nie pamiętam. Pamiętam to, iż tylko przez internet, niestety. Bo w sumie dobra duszyczka z niej. Fakt, porządnie potrafi mi działać na nerwy, ale ją lubię. Jest bardzo inteligentna jak na swój wiek. Mądra, ambitna. Hm, zbyt wrażliwa? Tak, to minus dziś jest. Ale przetrwa. Tak sądzę.
Uwielbiam czytać to, jak pisze... zawsze z myślą, bez słodzenia. Realistycznie.
Szybko się uczy, przykładowo HTML'a. Tak, będzie humanistką i webdesignerem, ja Wam to mówię.
Kończę bo o takowej godzinie ciężko u mnie z myśleniem. Może nie tylko teraz. Nieważne.
Idę spać. Dobranoc.
Nimfa.
|
|
|
|
'tylko pstryk - i już nie ma mnie'
|
dzisiaj byłam w empiku, a mój nadgarstek się nie leczy.
mój stan psychiczny gwałtownie się pogarsza. dzisiaj wyłamały się moje resztki silnej woli i już ledwo, ledwo wytrzymuję. hm, mniej myśleć, to znowu moja tarcza ochronna stwardnieje.
chcę rozmawiać, ale boję się, nie wiem jak zacząć. ciężko mi na sercu. za dużo czuję uczuć.
kupiłam sobie nowe etui do telefonu. ładne. ma takie wzorki. takie odzwierciadlające moją psychikę. raz gorzej - raz lepiej. kurczę. co ja z sobą wyrabiam? kocham go. i on o tym nie wie. albo wie. ale nie chce o tym rozmawiać.
'dzika noc, dziki cień, wielki strach i przerażenie. mówią, że, mówią zła, mówią wariatka' - myslovitz, myszy i ludzie. mój obecny stan.
powoli mam tego dość. chcę to rzucić, zostawić w spokoju, olać sprawę. ale nie. za dużo osób mówi 'będzie jeszcze z tobą, zobaczysz'. ja już nie mam siły. musi ktoś z nim porozmawiać, i to nie mogę być ja.
and even if i could it'd all be grey,
but your picture on my wall
it reminds me that it's not so bad.
lubię ten kawałek piosenki 'thank you'. od dido. w ogóle samą ją lubię. jak taka.. inna. i sympatyczna. są takie rzeczy, myśli, słowa, które pocieszają. tą kobietę pociesza obrazek na ścianie, a mnie myśl, że będzie tak, jak chcę, bo się staram. ledwo już wytrzymuję, ale trzeba być twardym. i to bardzo.
tą notkę będę pisać długo, żeby wyszła taka dłuższa. hm.
kurczę. miłość jest dziwna. często piękna, radosna. ale dla wielu również bolesna. bo bez wzajemności. w tym i dla mnie.
mam nadzieję, że on tego nie czyta, ale kto to może wiedzieć. hm. jeśli tak, to się skończy okropnie.
ja. kim jestem? harcereczką wodną. dziewczyną. uczennicą. kim jeszcze? już nikim. szara codzienność. nic nie znaczę. ale..
na zlocie była taka przypowieść o statku. był to piękny żaglowiec, a pewnego dnia w porcie, części statku zaczęły się przechwalać.
- to my, jesteśmy najważniejsze! my trzymamy w kupie cały statek, bez nas by się cały rozsypał! - odezwały się duże, potężne śruby, które skręcały razem deski.
- ależ skąd, przecież bez nas byście nie mogły funkcjonować - oburzyły się mniejsze śrubki - to my przytrzymujemy drobne elementy, bez których statek nie mógłby funkcjonować!
i trwała taka kłótnia i trwała, ale jedna malutka, maluteńka śrubeczka w sterze odezwała się cicho:
- ja nie jestem tutaj potrzebna.. to one są najważniejsze, a ja nic nie znaczę. lepiej będzie, jak sobie pójdę..
zatem malutka śrubka opuściła statek. i kiedy żaglowiec znajdował się na otwartym morzu, ster rozsypał się, bez jednej małej śrubeczki. a czym jest statek bez steru? zboczyli, więc z kursu, pobłądzili. rozbili się o skały.
zatem każdy człowiek na świecie jest potrzebny. każdy. nic więcej nie trzeba mówić.
napisała
gruszka
|
|
|
|
'noc to pora nietoperzy, spróbuj chociaż raz uwierzyć'
|
ręce mi pachną cytrynowym sokiem, a obok leży moherowy beret z lilijką. mój własny. za dwadzieścia sześć złotych. ładnie mi w berecie. słowo! i przez pół wieczora owijałam lilijkę biało-czerwonymi niciami. nudne zajęcie. ale jaka satysfakcja!
cudownie się czuję. po konwersacji. mm, miło. świeżo, ale całą sytuację psuje moja ręka. obandażowana. ała. móój nadgarstek. dzisiaj na lekcjach tak się nudziłam.. pisaliśmy. a nie mogłam pisać. i charakterystyki też nie piszę, a na plastyce będę miała luzy, bo mam zwolnienie. ręka niesprawna. jakie miłe! lubię być kontuzjowana.
po zbiórce. mało nas zostało. ale jest good. okazało się że nie umiem zwrotów. ha, po roku harcerstwa, okazuje się że takich podstaw nie umiem. co za wstyd.. ah. ja to umiem się popisać. mundur będzie jutro, ciekawe czy dobry.
hm. dalej pachnie cytryną. lubię cytrynę. baardzo. szczególnie taką w herbacie, którą teraz piję. herbata z cytrynką i miodem. dobre. mm, smak jesieni.
smakiem wiosny jest szarlotka z bitą śmietaną, lodami i cynamonem. robiona przeze mnie.
lata, koktajl truskawkowy, również robiony przeze mnie.
a smak zimy? niewiem. może pierniki. z cynamonem, moczone w herbacie zielonej. pycha.
smak. coś dziwnego. każdy ma inny, a niektóre rzeczy odczuwa się tak samo.
|
|
|
|
'chcę widzieć jak, pieści cię wiatr'
|
oj. tak sobie pomyślałam, że moje kolory powinny być zielone, a nie niebiesko-żółte. trudno.
trzeba się przeciwstawiać ogólnym wyobrażeniom!
próbuję się zabrać za pisanie książki. fantasy of korz. jak ja lubię fantasy.
bierzemy dwanaście miesięcy
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
po czym rozkładamy każdy miesiąc
na trzydzieści lub trzydzieści jeden części tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.
każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pogody i humoru.
do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości. gotową potrawę
przyozdabiamy bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbaty.
jakie miłe. hm, dobry mam humor. mimo iż sobie nadwyrężyłam ścięgna w prawej ręce. kit z tym.
szczęśliwa jestem! wieczorem muszę odbyć kilka poważnych rozmów. cóż. będzie ciężko, ale damy radę!
kocham być optymistką. ale to jest trudne. na harcerstwie chcę zrobić sprawność 'pollyanna'. to takie coś, że przez c a ł y dzień nie można marudzić, i przez cały dzień trzeba widzieć lepsze strony życia. sympatyczne.
w szkole rozmawialiśmy o rodzinie. o takiej małej jednostce społecznej. czym ona jest? najpierw kimś najbliższym, potem pomocnym, a potem już prawie wcale niepotrzebnym?
otóż nie. rodzina jest.. cudowną rzeczą. kochaną. często jej nie doceniamy, a to wielki błąd. ja swoją kocham, ale niestety nie potrafię szanować. często myślę, że nienawidzę, ale potem sobie uświadamiam, że czymże bym była bez niej. nikim.
człowiek upadabnia się do swojego najbliższego otoczenia, czyli rodziny. ja już teraz zauważam, że w niektórych sytuacjach postępuję jak moja mama, albo mówię jak mój tata. dziwne.
moje rozmyślania kiedyś zaprowadzą mnie do grobu. naprawdę!
napisała
gruszka
|
|
|
|
'stara miłość nie rdzewieje'
|
no nie rdzewieje. poprostu. nigdy nie zapomnę.
dużo osób to czyta, mało komentuje. dziiiwne.
smutno mi.
w sumie. jak zawsze.
czekam. na to, co mnie może spotkać najgorszego.
niewiem co to jest, ale się dowiem
w szkole dwie piątki. ha!
aj. miałam o czymś napisać ale zapomniałam. już wiem! o miłości. według wikipedii:
miłość - złożone, trudne do zdefiniowania zjawisko, często utożsamiane z uczuciem, które przejawia się w relacji do drugiej osoby (lub obiektu), połączonej z silnym pragnieniem stałego obcowania z nią, czemu może towarzyszyć pociąg fizyczny do osoby będącej obiektem uczucia. zwykle jest okazywana przez próby uszczęśliwiania kochanej osoby.
cóż, po części prawda. ale ostatnie zdanie.. nie zgadzam się. ja tak nie robiłam. cóż. dzisiaj na polskim, lekcja o miłości. i o zakochaniu. a zakochanie według wikipedii to stano osoby czującej miłość. zakochana osoba może nagle zacząć solidnie się uczyć, słuchać poważnej muzyki albo pisać wiersze - w zależności od tego, czego się od niej oczekuje lub czym może zaimponować. na przykład zakochana dziewczyna może nagle porzucić swe przyjaciółki czy wejść w bolesny konflikt z rodzicami. tak jak ja.
to jest ciekawe. zakochanie jest ciekawsze niż miłość.
bo zakochanie jest świeższe, lżejsze i nie aż tak zoobowiązujące.
napisała,
gruszka
|
|
|
|
'twe drogi są najlepsze, najlepsze dla mnie są..'
|
..ty Panie wiesz, najlepiej,
co dla mnie dobre jest.
I zawsze troszczysz się,
bo bardzo kochasz mnie..
tak mi smutno. właśnie sobie myślę. o tym, o czym pisać nie mogę. bo różne osoby to czytają. chcę kurs zastępowych. do Justyny, Kubusia, Kundzi.. harcerek.
kurs zastępowych 'ster'.
często płaczę. bardzo. płacz uspokaja. wzrusza. płacz jest wszystkim. szczęściem, nieszczęściem.
tak po prostu.
smutno mi. powtarzam się. tylko trzydzieści procent ludności na tym świecie w tej chwili jest przeszczęśliwym. a reszta to takie smutasy jak ja. hm.
może się zmieniać? może nie?
trudna decyzja. póki co - idę kuć przyrodę.
ja nie bardzo wiem kim jestem.
gruszkowa
|
|
|
|
ambicja
|
ale mi wzrosły ambicje. nie chcę mieć już mojej lilijki. chcę krzyż. ale za nim ja go dostanę minie wieczność.
niestety. po zlocie.
odkryłam przed chwilą zakwasy, których wcześniej nie czułam. jakie to miłe, moje kochane zakwasiki zaczekały aż dojadę do domu. kocham je.
wczoraj całłyy dzień chodziłam. razem z harcerzami i harcerkami. po górze św. Anny.
a i poznałam kilka ciekawych osób.
nie chcę mi się pisać. zmęczona jestem.
|
|
|
|
'nie bój się, nie uciekaj przed snem. bo sen to nic złego, nic takiego, nic wielkiego. - myslovitz'
|
w szkole jestem. na informatyce. nudno. każdy robi coś innego. a ja? męczę się. to takie nudne jest. ah. widziałam. nieważne co, ale żołądek mi podskoczył do gardła na sam widok. dziwna jestem.
zobaczę to jeszcze na tej przerwie. przerwa jest za dziesięć minut. szkoda. mogłabym mieć ciągle czas wolny. ale wtedy świat byłby zbyt piękny.
uslyszałam kiedyś, od mojej ukochanej nauczycielki z polskiego, że piszę jak dziecko. jak małe dziecko, które nie zna się na pisaniu opowiadań. przyniosłam jej jedno z moich lepszych wytworów, które okazało się beznadziejne. wzięłam jej słowa na poważnie i razem ze stylem pisania, zmieniłam się cała. czego teraz bardzo żałuję.
po co się było zmieniać? teraz nie ma odwrotu. bardzo się ustatkowałam w uczuciach, od kiedy ktoś mnie zranił. nie denerwuję się, jeśli już, to tylko wkurzam się. jeśli się zdenerwuję, to zabijam. ot, tak poprostu.
jeszcze nikogo nie zabiłam. oby tak dalej!
pozatym.. nie reaguję tak gwałtownie na głupie odzywki chłopaków, nie udowadniam całemu światu, że coś potrafię. z mojego poprzedniego wcielenia zostały mi tylko wygląd i naiwność.
od zawsze byłam naiwna. a inni to wykorzystywali. kto wie, może kiedyś się zmienię? może nie będę tak bardzo ufać ludziom? ale to kiedyś. teraz, jeśli ktoś sobie ze mnie poprostu, że się tak mało elegancko wyrażę, jaja robi to przecież boli. to takie małe upokorzenie.
o piętnastej na zlot. nareszcie, kocham harcerstwo! muszę się skończyć pakować.. nie będzie mnie aż do niedzieli.
wystukała, na jakieś beznadziejnej klawiaturze,
gruszka
|
|
|
|
'bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart - myslovitz, szklany człowiek'
|
kim jestem? niewiem.
naiwną gruszkową.
naiwną do potęgi.
pozostanę gruszką, gruchą na zawsze. więcej o mnie, nie jest potrzebne.
postaram się... umieszczać tutaj.. swoje przemyślenia. tak, to nie wiarygodnie, ale ja myślę! mam jeszcze coś w mózgownicy.
moje życie składa się z trzech, jakże banalnych elementów:
.szkoły,
.tęsknoty za pewną rzeczą, może osobą,
.oraz harcerstwa.
szkoła. każdy wie, że to zmora, koszmar senny i temu podobne rzeczy każdego ucznia. otóż, mój także. ale jest coś, co poprostu.. sprawia, że to ma sens. moja własna ambicja, by nie zostać w życiu czymś.. kimś bezwartościowym. mam swój cel i to mi pomaga.
tęsknota. to boli. bardzo. nie każdy wie, czym to jest, niektórzy mają tylko urojenia o tęsknocie, może ja także, ale, swoje wiem. może to tylko taki mój wymysł? wymysł ciągle oszukiwanej nastolatki? może. to prawie pewne. ale tak to jest, jak ciągle grają Ci na uczuciach.
no i harcerstwo. jestem harcerką wodną dziewięćdziesiątej szóstej wodnej drużyny harcerek im. kpt. Roberta Oszka w Tychach, co jednakowoż świadczy o tym, że pochodzę z Tych. w harcerstwie jestem od niecałych półtora roku. od przyszłego tygodnia, będę zastępową. czyli będę prowadzić swój własny, kochany zastęp - grupę dziewcząt. a mam tylko 12 lat. cóż, to jedno z niewielu wyróżnień jakie mnie spotkało.
dziękuję za uwagę.
gruszkowa
|
|
|
|
|
|
| archiwum 2007
|
wrzesień
|
październik
|
| |
| najważniejsi? |
zaradna groshi.
|
wodna nimfa.
|
najlepsza pingwinek.
|
| gościnnie |
nimfa.
|
| cele |
odszukać swoją osobowość
|
napisać książkę.
|
| zamęt |
love me or hate me.
|
nie wszystko to przypadek.
|
odurzony piotruś pan.
|
wszystko co istnieje, ma kres.
|
| według innych |
oceniam,pl ?
|
oceniamy-blogii -5
|
ocenki blogów 6
|
ocennnki 2
|
pierdut -5
|
realistycznie +5
|
ewcia-ocenia 6
|
wpatrzona w blogi ?
|
subiektywnie-oce niam ?
|
| pomocne |
tęczowa paleta
|
przydatny ling
|
wyszukane google
|
| gruszkowi - tacy sami. |
czekoladowa cioccolata.
|
immieniczka paulina.
|
nowa szejda.
|
sympatyczna erusin.
|
truskawkowa truskawka.
|
z plasteliny.
|
śmieszne marzenia.
|
śmierć cię dopadnie.
|
| krzycz! |
a czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart.
|
ciało to rzecz, moja radość - jeden dźwięk.
|
dla Ciebie, mogłabym zrobić wszystko.
|
ja nie bardzo wiem, kim jestem sama.
|
nie bój się, nie uciekaj przed snem.
|
ojciec i mały chłopiec, wtulony w jego pierś.
|
świerszcz na dachu siedzi, będzie grał.
|
wszystko co mam, wszystko co chcę.
|
| grusz, grusz. |
photoblog
|
przylep mi.
|
|