Blog: 401370 blogów  Forum: 162960 postów  Galeria: 92501 zdjęć !  On-line: 162 osoby

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc
archiwum 2009
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień

 
archiwum 2010
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień

 
archiwum 2011
styczeń
luty
marzec
kwiecień
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień

 
archiwum 2012
styczeń
luty
marzec
kwiecień

 
Ja tu tylko sprzątam
.
Subiektywnie
 
Gdy rozum śpi
UNO
TRES
CINCO
CUATRO
DIEZ
DOS
SIETE
SEIS
OCHO
NUEVE
 
Krótka piosenka o miłości
DAVID VILLA
FC BARCELONA
HISZPANIA
JENSON BUTTON
BARCELONA
 
Cisza, ja i czas
.
Czarodziejka z księżyca
Digimony
Filmweb
Happiness project
Just little things
Last FM
Lord of the rings
Make life easier
Metin 2
Misfits
Przyjemne odchudzanie
Puzzle soup
Skins
Whose line is it anyway
Zeberka
 
Znów, znów mi do głowy przyjdziesz ty
.
Sandra
Agata
Autsajderka
Bijou
Ewelina
Gingerka
Joanna
Kinga
 

 
  We never grow up
    nast >>
How I wish, how I wish you were here
 






I won't soothe your pain,
I won't ease your strain,
you'll be waiting in vain,
I got nothing for you to gain.

Eyes on fire,
your spine is ablaze,
felling any foe with my gaze.









Powoli wygrzebuję się z tego bagna, w które wpakowałam się na własne życzenie. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to już w czwartek będę chodzić z ironicznym uśmiechem na twarzy. Satysfakcję sprawią mi kpiące spojrzenia w kierunku paru osób, które najchętniej podcięłyby mi skrzydła. Na litość boską, ja się nie poddaję. Jestem kotem, mam jeszcze kilka żyć w zanadrzu. Poważnie.

Śmieszy mnie dwulicowość ludzi, którzy podają się za twoich przyjaciół. Jednego dnia są twoim słońcem w pochmurny dzień, a drugiego paplają językiem na lewo i prawo, żeby tylko cię oczernić. Och, kochanie, to nie robi na mnie wrażenia. Poza tym mógłbyś powiedzieć mi to prosto w twarz. Jestem kotem z tytanu, a ty możesz co najwyżej sprawić, że będę rozjuszonym kotem z tytanu. Rozjuszonym kotem z tytanu, który dusi w sobie pewną niewygodną prawdę - lubi cię pomimo tego, że jesteś największą świnią, jaką poznał w życiu.

Nie jestem święta, koty też mają wady. Chorobliwa zazdrość i poczucie niesprawiedliwości doprowadzają mnie do szału. Co mam zrobić, żeby wszystko było tak, jak ja tego chcę? Nie umiem, nawet nie mam takich możliwości. Jedyne, co mi pozostaje, to strzelić sobie w łeb w tą piękną noc.
 
[komentarze]  (86) [stworz. 23:12 06/04/12 
mod. 23:17 06/04/12]
Najmarniejszy kot jest arcydziełem
 




Kilka krótkich słów. Słoneczny weekend, wczorajsza wygrana FC Barcelony (Xavi!), dzisiejsza wygrana Jensona Buttona i Sufjan Stevens w głośnikach, ach... Próbuję się niczym nie przejmować, bo tkwi we mnie jakieś dziwne przekonanie, że w głębi duszy jestem kotem, który zawsze spada na cztery łapy. Kotem, któremu po przeczytaniu pierwszego rozdziału "Ja, Ibra" włos zjeżył się na karku.
 
[komentarze]  (37) [stworz. 09:51 18/03/12 
mod. 23:17 06/04/12]
You can tell Jesus that the bitch is back
 














Wedle myśli, że jesteśmy tym, co jemy i pijemy, jestem kawą. Jestem Frappe, Latte, Cappuccino, Macchato i Mocha. Moja skóra to tylko imitacja szkła lub porcelany. Ale nie uosabiaj mnie z ciepłym i przytulnym miejscem, z wygodnym fotelem, modnym wystrojem i miłą obsługą. Jestem po drugiej stronie tego, co nazywasz pięknem i wyrafinowaniem. Znajdziesz mnie tam, gdzie nic do siebie nie pasuje, gdzie panuje bałagan, chaos, a kataklizm niemalże wisi w powietrzu. Przyciągam do siebie osoby specyficzne, wręcz dziwne, które nie wiedzą, kim są. Lubią za to porozmawiać o rzeczach, o których nie mają pojęcia, używając do tego pseudowysublimowanego języka. Otoczka dymu z papierosów ciągnie się za nimi już od przekroczenia progu. Oddaję temu cześć.

Mam tyle marzeń, tyle planów, a chwilowo siedzę w kącie niczym bezradny kot wyrzucony na bruk. Nie wiem, czy to przez pogodę, czy przez nadmiar obowiązków, czy po prostu ze zmęczenia. A może przez te wszystkie poważne rozmowy, które miały miejsce w minionym tygodniu. Wiem, że nie chce mi się nic, chociaż powinno. Zamykam się w swoich czterech ścianach z kubkiem kawy, zapalam zapachową świeczkę i odgradzam się od świata za pomocą ulubionego miesięcznika, Tolkiena i kolejnych filmów. Jeśli to ma mi pomóc, to muszę to przeczekać. Marzę o tym, by obudzić się rano, zobaczyć piękny wschód słońca (najlepiej w miejscu, do którego niosą mnie marzenia) i poczuć przypływ tak ogromnych sił, że mogłabym zrównać La Sagrada Familia z ziemią.
 
[komentarze]  (88) [stworz. 17:49 24/02/12 
mod. 17:54 24/02/12]
You're everything that I want but you don't want me
 



Outside the rain's fallin' down,
there's not a drop that hits me.
Scream at the sky but no sound
is leavin' my lips.
It's like I can't even feel
after the way you touched me.
I'm not asleep but I'm not awake
after the way you loved me.

I can't turn this around.
I keep running into walls
that I can't break down.
I said I just wander around
with my eyes wide shut because of you.
I'm a sleepwalker, walker, walker.
I'm a sleepwalker, walker, walker.




Wbiegam na uczelnię. Mam wrażenie, że nie było mnie tutaj przez kilka lat, jednak otoczenie i ludzie są tacy jak zawsze. Rozglądam się wokół, wychodzę na patio i wpadam na przyjaciół, których widziałam ostatnio wieki temu. Okrzyki, uściski, całusy. A ja po prostu unoszę jedną rękę do góry, drugą natomiast rozchylam płaszcz i dotykam brzucha. Niemożliwe, słyszę. Zdumienie na ich twarzach bawi mnie do łez, ale przecież to rozumiem. Pojawiasz się pomiędzy nami, uśmiecham się do Ciebie i budzę się nie mając nikogo obok.

Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby jakiś sen miał swoją kontynuację. Jednak myśląc o czymś intensywnie właśnie do tego doprowadziłam. Ten jeden raz.

Słucham Foster The People i jestem całkowicie zahipnotyzowana. Za chwilę przyjdzie czas na płytę Hugh Lauriego, której z kolei jestem strasznie ciekawa.

Spędziłam dzisiaj cały dzień z wieloletnią przyjaciółką i skusiłyśmy się na rozmowę o dzieciństwie. Te wszystkie gry, te wszystkie zabawy... Może się mylę, ale mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach dzieciom jest o wiele trudniej, ich wyobraźnia jest mocno ograniczona przez Internet. Kiedyś nikt nie potrzebował żadnych komunikatorów i telefonów, żeby się z kimś umówić, bo było wiadomo, że o danej porze wszyscy spotkamy się w jednym miejscu i pobiegniemy w stronę kolejnej przygody. Wykopy na osiedlu jako nieznana kraina, patyki jako różdżki i tylko mama wołała z okna na obiad. A teraz? Place zabaw straszą mnie swoją pustką...

Muszę się obudzić. Raz, a porządnie. Kiedyś...
 
[komentarze]  (46) [stworz. 22:42 18/02/12 
mod. 22:55 18/02/12]
Od kiedy świat tylko trwa Adam wciąż z Ewą gra
 






















Uczelnia, dzień jak co dzień. Idę w stronę bufetu z moją przyjaciółką, między nami toczy się rozmowa o niczym, a jednak uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Przyjaciółka przystaje, wyciąga rękę, pokazuje mi coś w oddali. Spoglądam w wyznaczonym kierunku i staję jak wryta. Ty? Ty tutaj? Co Ty tu robisz? Jak to możliwe, że jesteś w tym samym miejscu, co ja? Jak mnie znalazłeś? Przyjechałeś z przyjaciółmi pracować. Robić to, co kochasz. Dostałeś dzień wolnego, bo usłyszałeś o mnie. Patrzę na Ciebie z niedowierzaniem, a Ty uśmiechasz się w taki sposób, że moje nogi miękną. Ale co z nią? Czy ona wie, że tutaj jesteś? Nieważne. Wszystko przestaje być dla mnie ważne, kiedy przytulasz mnie do siebie, kiedy bierzesz mnie za rękę. Kątem oka widzę przyjaciółkę, która uśmiecha się od ucha do ucha. Masz z tym coś wspólnego? Na pewno! Idziemy przed siebie, trzymamy się za ręce, szczęście emanuje ze mnie w takich ilościach, że wszyscy ludzie odwracają się w naszą stronę. Ona i On, niebo i grom, koniec i początek. Ona i On, morze i ląd, nieskończony wątek.

Uwierzcie mi, że pobudka po takim śnie to jak skok ze spadochronem bez spadochronu, zakończony uderzeniem w najtwardszą skałę.

PS1 Już jutro będę mogła legalnie urżnąć się w USA. Czuję się jak stara purchawa.

PS2 Sprawa z Pawłem zakończyła się definitywnie. Powiedział, że skoro przez cztery miesiące się nie odzywał, to chyba coś to oznacza. Szczerze mówiąc, stał się dla mnie tak obcym człowiekiem, że nawet nie jest mi przykro.
 
[komentarze]  (96) [stworz. 14:34 03/02/12 
mod. 14:53 03/02/12]
Inside my heart is breaking (...) but my smile still stays on
 






















W końcu doczekałam się chwili wytchnienia. Kilka nieprzespanych nocy dało mi się we znaki i wczoraj wczołgałam się do łóżka od razu powrocie z uczelni i obudziłam się dzisiaj około godziny jedenastej. Osiemnaście godzin nieprzerwanego snu. Ile to już razy obiecywałam sobie, żeby nie zostawiać wszystkiego na ostatni moment, żeby uczyć się systematycznie? Nie umiem tego zliczyć. Mimo wszystko znajduję jeden ogromny plus dla tych nieprzespanych nocy: zaliczyłam historię i kulturę Ameryki za pierwszym razem, a wspominając moje przygody z historią i kulturą Anglii z zeszłego roku jest to dla mnie niemałe osiągnięcie ;) Jeszcze tylko gramatyka opisowa, arabski i literatura brytyjska i ze spokojem będę mogła wdepnąć w drugi semestr drugiego roku studiów. Trzymajcie kciuki!

By the way, to dziwne, że bardzo kogoś lubiąc można jednocześnie chcieć tego kogoś zamordować średnio pięć razy w ciągu dnia.

Są takie chwile, które odbierają sens całemu mojemu życiu. Taką chwilą był dla mnie powrót do domu piątego stycznia i ujrzenie mojej papużki leżącej bez ruchu na dnie klatki. Pomimo regularnych wizyt u weterynarza i pomimo wielu starań po piętnastu latach w moim pokoju zapanowała bolesna cisza - tak bolesna, że niemal od razu zdecydowałam się na zakup kolejnej papużki. Wiem, że minie wiele miesięcy, wiele lat, zanim zyskam u Leo stuprocentowe zaufanie, jednak tęsknię za tym ciepłem i uczuciem, jakim darzył mnie Puszek. Muszę jakoś przez to przebrnąć... i nie tylko ja, bo widząc łzy w oczach rodziców wiem, że kochali Puszka tak samo jak ja.

Zaraz wsiąknę w trzeci sezon "Misfits", może skuszę się na jakiś film, a potem znowu przyjdzie pora na zagrzebanie się w notatkach. Byle do marca!
 
[komentarze]  (32) [stworz. 17:30 20/01/12 
mod. 17:44 20/01/12]
We believed we'd catch the rainbow
 
Ciężko jest mi pogodzić się z myślą, że jutro będę musiała wygrzebać się z łóżka po piątej rano i biec na autobus, od którego już zdążyłam się odzwyczaić. Powrót na uczelnię i świadomość zbliżającej się wielkimi krokami sesji i wszystkich zaliczeń nie napawa mnie optymizmem. Wręcz przeciwnie, dla takiego śpiocha jak ja będzie to okrutne zderzenie z rzeczywistością. Chociaż, jakby na to nie patrzeć, codziennie bestialsko zderzam się z rzeczywistością, więc powinnam się już przyzwyczaić. Na przykład parę dni temu zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę od września nie mam żadnego kontaktu z Pawłem. Nic, po prostu ani me, ani be, ani kukuryku. Wiem, że przez jakiś czas nie miał Internetu (i pieniędzy na telefonie podobno też nie). Wiem też, że bez tych dwóch czynników w dzisiejszych czasach nie ma mowy o jakimkolwiek spotkaniu - bo przecież najpierw trzeba się umówić, ustalić termin, godzinę i miejsce. Ale to bardzo przykre, kiedy po tylu obietnicach ktoś tak po prostu o tobie zapomina - bo rozpoczął nowe życie, bo ma innych znajomych, bo ma ważniejszy rzeczy do zrobienia. I w ten właśnie sposób historia zatacza koło, bowiem znowu straciliśmy ze sobą kontakt. Nie wiem, co zrobię, jeśli odezwie się w moje urodziny (o ile, oczywiście, o nich nie zapomni). Bo, szczerze mówiąc, mam dość użerania się z ludźmi, dla których nic nie znaczę. I mało obchodzi mnie fakt, że w moim sercu znowu pojawi się wyrwa, której niczym nie da się załatać.

Przechodząc do rzeczy bardziej przyjemnych... Święta, święta i po świętach. Nie czułam ich magii. Miałam wrażenie, że to po prostu jakieś rodzinne spotkanie bez żadnego konkretnego celu. Wiem, że to nie brzmi rozkosznie, ale przynajmniej odpoczęłam, wyspałam się i bardzo ładnie marnowałam każdy kolejny dzień. Poza tym, co jest godne odnotowania, moi rodzice przeszli samych siebie i z okazji świąt podarowali mi wspaniałą i oryginalną koszulkę FC Barcelony! A dokładniej, koszulkę Xaviego! Teraz, podczas każdego meczu, mogę z dumą prezentować piękną szóstkę na plecach :)

Na Sylwestra wyjechałam w góry razem z przyjaciółką. Z dala od wszystkich tutejszych problemów nagromadziłam trochę nowych tam i przywiozłam je ze sobą, ale nie dotyczy to tych kilku dni, które spędziłam w Karpatach. Bo bawiłam się wyśmienicie! Zdecydowanie alkohol i papierosy były priorytetami każdego dnia (niczego innego nie można było się po nas spodziewać). W międzyczasie zdążyłyśmy zjeść smakowitą pizzę, wypić pyszną herbatę Bounty, skosztować kokosowej shishy, uraczyć się chińszczyzną, stracić kilka godzin na bezcelowym chodzeniu po sklepach, obejrzeć "Dziennik zakrapiany rumem", zmarznąć i zmoknąć po kilka razy, porzucać się śnieżkami, pobawić się w chowanego, nagrać kilka filmików (które nigdy nie ujrzą światła dziennego), zepsuć pendrive'a, potańczyć przy góralskiej muzyce, poznać napalonego kolesia (który się chyba nawet nie przedstawił) i zapewne zrobić wiele innych rzeczy, których z powodu olbrzymiej dawki alkoholu nie pamiętam. Bardzo dobre zakończenie roku 2011 ;)

I w ten oto sposób witam was w Nowym Roku, który (mam nadzieję) będzie dla was wszystkich (i dla mnie oczywiście też) bardzo łaskawy! A przynajmniej bardziej od swojego poprzednika ;)
 
[komentarze]  (38) [stworz. 21:46 02/01/12 
mod. 17:42 20/01/12]
Feeling safe and warm inside when it's raining outside
 






















W środę dałam sobie spokój z uczelnią. Szczerze mówiąc, ostatnio w ogóle nie mam ochoty tam jeździć. Uwielbiam swoją grupę, uwielbiam wszystkie przedmioty związane z angielskim, uwielbiam nawet sam budynek mojego wydziału, tylko ten arabski tak bardzo mi zawadza... Tak bardzo mi zawadza, tak bardzo przestał mnie interesować, że zaczęłam zastanawiać się nad swoimi studiami. Nie, na pewno sama z nich nie zrezygnuję (co najwyżej sami mogą wyrzucić mnie z uczelni podczas sesji), ponieważ szkoda mi poświęconego na nie czasu. Poza tym, zawsze marzył mi się profil tłumaczeniowy, a skoro na nim jestem, to głupotą byłoby nie wykorzystać tej szansy do końca. Tylko w jakiś sposób muszę wmówić sobie (już tak kiedyś zrobiłam z historią Anglii), że arabski jest na tyle ciekawy i fascynujący , że warto zaglądać do niego każdego dnia. Mimo wszystko bardzo żałuję, że wcześniej nie uświadomiłam sobie, jak wielkim uczuciem darzę hiszpański...

W czwartek moja przyjaciółka zorganizowała u siebie imprezę grupową. Było świetnie, bo w końcu spędziłam czas w gronie osób, z którymi już od dawna chciałam się spotkać przy alkoholu. Ale jak to bywa ze słabymi głowami - przesadziłam z alkoholem i mój organizm został wystawiony na naprawdę ciężką próbę. Mogę być z siebie bardzo "dumna", bo ostatnio zdarzyło mi się to na studniówce. Nie, nie urwał mi się film, po prostu w pewnym momencie uznałam, że bardzo wygodnie będzie mi leżeć na zimnych kafelkach w łazience, co też uczyniłam i tam egzystowałam sobie już do końca imprezy. Na szczęście potem kumpele zapakowały mnie do ciepłego łóżka, ale na nieszczęście alkohol uaktywnia we mnie swojego rodzaju wylewność, to też po krótkim ciągnięciu za język przyznałam się im, że żywię pewne uczucia do jednego faceta. Chociaż w sumie... W sumie to się nie przyznałam, bo A. uznała, że jest to tak oczywiste, że nie mam się do czego przyznawać. Cholera. Cała ja.

Na domiar złego El Guaje złamał podczas czwartkowego meczu nogę i czeka go około pięciu miesięcy przerwy! Tragedia! Wszyscy trzymamy kciuki, żeby dał radę wrócić jeszcze w tym sezonie, żeby dał radę grać podczas Euro 2012, bo jest niezbędnym zawodnikiem dla reprezentacji Hiszpanii! Anims David! Mucha fuerza Guaje! Illa, illa, illa, Villa maravilla! Twoi przyjaciele wygrali dzisiaj dla ciebie Klubowe Mistrzostwa Świata w przepięknym stylu, 4:0! BARCA! BARCA! BAAARCA! :)
 
[komentarze]  (53) [stworz. 15:32 18/12/11 
mod. 15:38 18/12/11]
Blaugrana al vent un crit valent, tenim un nom, el sap tothom: BARCA!
 















Po wczorajszym wieczorze przepełnia mnie duma, duma z drużyny Pepa Guardioli, która po raz kolejny udowodniła wszystkim i każdemu z osobna, że jest najlepsza na świecie. A przecież Real Madryt był w lepszej formie. Przecież był faworytem. Przecież ci aktorzy z Barcelony w końcu mieli dostać po dupie. Ale prawdziwego faceta poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy. Bo wczoraj zaczęło się fatalnie, ale... Barca to Barca. W najważniejszych chwilach nigdy nie zawodzi, nigdy się nie poddaje, zawsze walczy o zwycięstwo. I to w jakim stylu... Teraz tylko śmieję się w twarz wszystkim tym, którzy zwątpili. Wszystkim tym, którzy przestali wierzyć w ich możliwości. Tym, którzy odwrócili się od Xaviego i reszty. Bo co? Bo przegrali kilka meczy? Taki jest futbol, trzeba to po prostu zaakceptować. A Barcelona nie potrzebuje kibiców, którzy odwracają się od swojego klubu po jednej przegranej i wracają z powrotem po wygranym meczu. A jakby tego było mało, to przecież właśnie trafiliśmy na najwspanialsze lata w historii tego klubu! Dlatego też, gdybym miała taką możliwość, uściskałabym wszystkich tych małych ciałem i wielkich duchem piłkarzy. Uściskałabym ich bardzo mocno i podziękowałabym im za to, że dostarczają mi i wszystkim innym kibicom tyle radości, tyle emocji. Bo dzięki nim stolicą Hiszpanii nie jest Madryt, jest nią Barcelona. Dziękuję wam. Za wczoraj i za każdy inny dzień. Dziękuję, że jesteście. Po prostu.

(Wiem, że ta notka raczej was nie obchodzi, ale... wczorajszy wieczór był dla mnie tak bardzo wyjątkowy, że chcę go zapamiętać. Płakałam, śmiałam się, krzyczałam, skakałam. I chociaż jestem babą, to cudownie jest być prawdziwym Culé...)
 
[komentarze]  (38) [stworz. 22:10 11/12/11 
mod. 22:24 11/12/11]
The writing's on a wall, it won't go away, it's an omen
 



















Czytam artykuły arabskie, czytam kolejny rozdział na gramatykę opisową (przy okazji robiąc notatki do kolokwium), robię pracę domową z arabskiego, tłumaczę dialogi arabskie, robię pracę domową z gramatyki praktycznej, czytam Glamour, oglądam kolejne odcinki "Whose Line Is It Anyway", przeglądam ulubione strony w Internecie, gram w Simsy na Facebooku, czekam na ostatni wyścig F1... Jakaś dziwna jest ta niedziela. Niezorganizowana, szybka. Przy okazji ciepła, prawie wiosenna, nie marznę, kiedy wystawiam głowę za okno i palę papierosa. Co najmniej dziwny jest ten dzień.

Na Skins Party było tak... jak nie powinno być na Skins Party. Chociaż spędziłam czas bardzo dobrze (pomijając bycie poobijaną do granic możliwości), to jednak wyrzuciłabym wszystkie niepełnoletnie osoby, które bawić się po prostu nie potrafią. Nie byłam taka w ich wieku i niezmiernie mnie to cieszy. Bo co to za impreza, kiedy twoim nadrzędnym celem jest upicie się do nieprzytomności i bycie wyniesionym (czy raczej wywleczonym) z klubu?

O matko, poczułam się staro!

Bardzo żałuję, że w czwartek byłam w pubie z Tym, Który Wygląda Jak Messi pierwszy raz. Znamy się od początku studiów, a dopiero teraz nadarzyła się ku temu okazja. I bardzo się cieszę, że w końcu taka sposobność się przytrafiła, bo wychodząc potem z Kółka Naukowego zrobił coś, co przekonało mnie, że pomimo wielu różnic i zupełnie innego towarzystwa jesteśmy w stanie stworzyć pomiędzy sobą przyjaźń. I nieważne, że czasem za jego zachowanie mam ochotę zabić go gołymi rękoma ;)

ZAPAMIĘTAĆ - nie mogę pić kilka dni z rzędu, bo potem nie radzę sobie z kacem!!!

"Sztylet przeszedł ci przez twarz" - usłyszałam to w piątek od przyjaciółki, kiedy idąc do kina minęłam się z Karoliną. Bez słowa, bez mrugnięcia okiem, ale z zimnym uśmiechem na twarzy. Już nie tęsknię. Tylko czasem mam ochotę poszukać jakiegoś sposobu na zemstę. Ale po co? Już za niedługo minie rok odkąd po raz ostatni spojrzałam jej w oczy. A wtedy mam nadzieję zapomnieć o niej na dobre.

Jeszcze godzina i śmigam kibicować Jensonowi Buttonowi w walce o tytuł wicemistrza!
 
[komentarze]  (79) [stworz. 15:48 27/11/11 
mod. 16:04 27/11/11]
Happiness is a cup of coffee and a really good book
 






















Kiedyś gubiłam marzenia. Odrywałam je od siebie, odrzucałam i zapominałam. Dopiero próbuję zrozumieć, dlaczego tak się działo. Przez towarzystwo, otoczenie? Przez lenistwo? A może po prostu przestawały być dla mnie atrakcyjne i kuszące? W takim razie powinnam odebrać im miano marzeń, a przyszyć łatkę z napisem KAPRYSY? Może. Nawet, jeśli kiedyś tak było, to teraz wszystko uległo zmianie. Stałe marzenia oczekują na realizację, na zabranie się za nie, tylko o motywację i chwilę czasu jest mi momentami bardzo trudno. Ale jest we mnie to jedno marzenie, które pojawiło się półtora roku temu niczym grom z jasnego nieba. I to jedno marzenie popycha mnie naprzód, stale mi o sobie przypomina, jak chociażby w dzisiejszym śnie. Pielęgnuj mnie, mówi. Spełnij mnie.

Bycie między młotem a kowadłem jest... cholernie ciężkie. Kiedy dwójka twoich przyjaciół po prostu się nie znosi, a musi spędzać ze sobą po kilka godzin każdego dnia, to każdego wieczoru słuchasz od obydwu stron, jak bardzo ta druga osoba jest beznadziejna. Brakuje mi do tego cierpliwości, więc staram się omijać ten temat szerokim łukiem, nie dyskutować. Nie zamierzam wybierać. I nikt mi nie wmówi, że z pewnymi osobami nie sposób się zaprzyjaźnić, bo to nieprawda. Trzeba tylko chcieć dać komuś szansę. To nie jest niewykonalne.

W środę dotarła do mnie zamówiona biografia Messiego. Nie mogę pominąć faktu, że dostarczył mi ją strasznie gburowaty listonosz, którego miałam ochotę palnąć w ten pusty łeb i kopnąć w dupę na do widzenia. W każdym razie... Zasmuca mnie ta książka. Zasmuca mnie dlatego, że gdy czytam, jak bardzo cudownym i skromnym Leo jest człowiekiem, to przypominam sobie, ile złego o nim mówią. W dobie Internetu od bajek wyssanych z palca nie ma ucieczki, a ja (niestety) podchodzę do tego wszystkiego bardzo emocjonalnie, więc czasem jest mi trudno zamknąć usta na kłódkę.

Już za niecały tydzień Skins Party! Mam nadzieję, że przetrwam to wydarzenie w jednym kawałku. Oby żadne schody nie runęły mi na głowę ;)
 
[komentarze]  (43) [stworz. 12:12 13/11/11 
mod. 12:17 13/11/11]
Wiem, czego chcę. Być tu. Trwać. Niczego nie zgubić po drodze
 

















Wczorajszy smak cynamonowej kawy wciąż tkwi w moich ustach i myślach. Pewnie dlatego ta dzisiejsza, codzienna, nie smakuje tak dobrze jak zwykle. Odwrotnie w kwestii snów. Jeden sen na sto, w którym nikt nie próbuje mnie zranić, ewentualnie od razu zabić. Jeden sen na sto, w którym nie muszę przed nikim i niczym uciekać, w którym nie płaczę i nie krzyczę wniebogłosy. Wręcz przeciwnie. Miła odmiana.

Nie mogę dopasować się do planu zajęć. Za mało robię, za mało się uczę, źle planuję wolny czas, zbyt późno chodzę spać, za wcześnie wstaję. Muszę to jakoś zmienić, bo czasami jestem bliska krzyczenia z bezsilności (wczoraj było baaardzo blisko). Pomiędzy wrześniowymi/październikowymi poprawkami i drugim rokiem studiów zabrakło mi momentu wytchnienia, wolnego czasu, wakacji. Ale tak to jest: jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Więc oficjalnie ogłaszam: choćby się waliło i paliło NIGDY więcej egzaminów poprawkowych!

W głośnikach PJ Harvey.

Z niecierpliwością czekam na pana listonosza, który dostarczy mi książkę "Messi. Historia chłopca, który stał się legendą". Na mojej półce biografia Xaviego, biografia Iniesty, a także "FC Barcelona. Głos z szatni" emanują szczęściem za każdym razem, kiedy obok nich przechodzę. Patrzenie na powieszony na ścianie plakat z Xavim i Villą wywołuje szeroki uśmiech na mojej twarzy i pewnego rodzaju dumę. Zdziwilibyście się, jak bardzo kobieta może kibicować drużynie piłkarskiej. A może bardzo, bardzo, bardzo mocno. W zasadzie moje największe marzenie jest związane właśnie z nimi, ale nie będę o nim tutaj wspominać. Może kiedyś się spełni... :)

W międzyczasie zaczytuję się w książce Gretchen Rubin pod tytułem "Projekt szczęście" i tak bardzo chcę coś zmienić, że nie jestem w stanie zdecydować się, od czego zacząć. Samo czytanie daje mi nadzieję na lepsze jutro. Kocham takie książki. A jeśli jeszcze mają do tego piękną okładkę, to kocham je podwójnie.

Lecę zapalić, dopić kawę i przed wypadem do kina z przyjaciółmi zrobię cokolwiek na poniedziałkowe zajęcia z panem Tamirem. I już wiem, od czego zacznę! :)
 
[komentarze]  (34) [stworz. 12:56 04/11/11 
mod. 23:48 04/11/11]
This world is a cruel place
 
















Tak strasznie mi smutno. Tak strasznie przygnębił mnie ten dzień. Niewyobrażalnie. Przygniótł mnie do samej ziemi. Przyparł do muru. I wcale nie tym, że za oknem przez cały dzień królowała jesienna szarówka. Nie tym, że jestem przeziębiona. Nie tym, że jutro muszę wstać o piątej czterdzieści i jechać na spotkanie Koła Naukowego Arabistów, a potem zbłaźnić się na konwersacjach z arabskiego. To wszystko mnie nie martwi.

Martwi mnie tylko... bo ja chcę tylko wiedzieć... dlaczego? Po co? Nie wiem, kochany Boże, czemu zabierasz nie tych, co trzeba. Wiem tylko, że ciężko jest się o tym dowiadywać... Bo jako wielka fanka MotoGP nie mogłam w to w ogóle uwierzyć i dalej nie mogę. Straszny wypadek, ogromna tragedia, niewyobrażalna strata...

Ciao Marco Simoncelli, riposa in pace!
 
[komentarze]  (33) [stworz. 20:28 23/10/11 
mod. 20:31 23/10/11]
All of the roads are open
 







YOU CAN HAVE IT ALL,
ANYTHING YOU WANT YOU CAN MAKE IT YOURS,
ANYTHING YOU WANT IN THE WORLD,
ANYTHING YOU WANT IN THE WORLD!
 
[komentarze]  (37) [stworz. 22:56 14/10/11 
mod. 22:59 14/10/11]
Nie chcę tych bomb i życia w mieście we krwi
 






















Wszystko, absolutnie wszystko jest teraz tak skomplikowane... Tak skomplikowane, jak chyba jeszcze nigdy. Nie ma prostych rozwiązań, nie ma łatwych wyjść z sytuacji, nie można odwrócić się plecami, nie można machnąć ręką, nie można wyjąć białej chusteczki, nie można zamknąć oczu, nie można schować się w czyichś ramionach, nie można zacząć szlochać... Nic nie można. Można jedynie podnieść wysoko głowę i jakoś przez to przebrnąć. Jakoś. Ale z jakim skutkiem, tego nie wie nikt...

Cause sometimes you just feel tired. You feel weak and when you feel weak you feel like you wanna just give up.

I tak właśnie jest. Jestem już strasznie zmęczona, każdego dnia budzę się i zasypiam z bólem głowy, o ile w ogóle mogę zasnąć. Tak bardzo mam wszystkiego dość, że mam ochotę się poddać, mam ochotę rzucić wszystko w kąt i wybiec z mieszkania. Biec przed siebie. Byle gdzie. Byle biec. I dobiec tam, gdzie czeka na mnie spokój i szczęście.

Ale do tego być może jeszcze trzy tygodnie, choć i tak nigdy nic nie wiadomo...
 
[komentarze]  (31) [stworz. 22:20 27/09/11 
mod. 13:13 31/10/11]
 
    nast >>
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc