Fantastycznie było. I krótko. Za krótko. Środowy wieczór, czwartek, piątek, sobota, niedziela i poniedziałkowy poranek... Najpiękniejsze urodziny w życiu. I w ogóle Matrix stał się moim ulubionym filmem :P Choć i tak dalej nie wiem, o co w nim chodzi xD
Sobotni Zjazd. Przemiła niespodzianka - tort "Dla Energii i Nola". Takiego szoku jeszcze nie przeżyłam :D Obecnosć Nien również była dla mnie zaskoczeniem - oczywiście przemiłym, jak cały w ogóle dzień :D Potem wieczór, ech... A teraz zostają wspomnienia.
Niedziela? Wycieczka do khem... bankomatu. Mama stwierdziła, że z Shiryu do tego bankomatu to my chyba do Brzeska poszliśmy... No bez przesady, nie chciało nam się zasuwać 20km w jedną stronę :P I było tak... jasno. Jasna noc. I figiel w oczach ;)
Nocna Rozmowa Bardzo Długa. I zbywanie mojej mamy :P I coraz szybciej zbliżająca się chwila rozstania. Krótki sen, rano - pociąg do Krakowa, zwiedzanie Galerii Krakowskiej i smutek... 10.00...
Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię...
Pierwszy i ostatni raz taka szczera notka :P
|