Blog: 401370 blogów  Forum: 162960 postów  Galeria: 92501 zdjęć !  On-line: 173 osoby

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc

Blog: ...spod biurka...

strona główna

spis treści

tytuł notki

następna >>

archiwum 2004
archiwum 2005
archiwum 2006
groszek: leń jestem. nie chciało mi sie pisać. ale wena powróciła wraz z nauką historii. nie jestem w stanie się tego nauczyć. chyba głównie dlatego ze nie jestem w stanie otworzyć książki i przesiedzieć z nią 5 minut. i owszem siedzre z nią nawet 15 ale kiedy jest zamknieta. jak tylko otworze to o czyms sobie przypominam i koniec. robiłam juz 3 podejścia(dzisiaj)i chyba się poddaje...
przyszłam ze szkoły(i od fryzjera- ale o tym póxniej)tragicznie głodna. no to uczyć się nie da. zaangazowałam się w robienie obiadku i warowałam przy nim az się zrobił. potem jedzonko. no a po jedzonku jak wiadomo nie da sie myślec bo cała krew interesuje się tylko trawieniem a nie dostarczaniem tlenu to nauki. no to przed telewizor. o 16 otwierają weterynarza a że było juz po 15 to nie ma się co zabierac do nauki. kawa w ramach przygotowań do wkówania i komputer dla relaksu. później złapałam kota po pache i dociagnełyśmy go z mama do weterynarza. coś jakos ostatnio nie w sosie jest. tylko jje śpi i kicha. koci katar znaczy się. przy zastrzykach jak zwykle mało co nie padłam ale pocieszałam sie myśla że to nie mnie to dotyczy(dowiedziałam się ze koty linieją ze stresu. kiedy weszliśmy do gabinetu byłam cała w kocim futerku). zaprowadziłam kota do domu(a raczej to on mnie prowadził) i trafiłam na fajny program w tv. chwilka odpoczynku po cięzkich przeżyciach nie zaszkodzi. potem w końcu do nauki. hmmm...''nauki'�  39;. nawet nie wiem co mnie wtedy odciagneło. ale było skuteczne. potem były puzle, historia, pranie koszulki która do jutra wyschnąć, kserówka z wosu i ogólnie nauka mi coś nie wychodzi. chciałam teraz usiąść ale przypomniało mi się że dawno nic nie pisałam. poprostu mam dosyć nauki. mój organizm broni się jak może(bo przeciez to nie moja wina). podświadomość wie co robi(mam nadzieje ze wie...).

teraz o fryzjerze. zacznijmy od tego że nie wytrzymuje długo w jednej fryzurze. tak więc trza było cos wymyslić. najpierw była wizja krótkich włosów. chodziła za mną przez 2 tygodnie. ale wszyscy mówili ze to będzie straszne. potem zobaczyłam takie genialne smerfowo-niebieskie pasemka. śliczne były. na czarnych włosach. ale na lato nie ma co farbować na ciemno bo itak wyblaknie od słońca. więc może blond? tak czy inaczej jestem blondynką. może czas przestać to maskować? ale doszłam do wniosku że latem itak będe naturalna blondynką(o ile bedzie słońce)więc poco farbowac i wygladać cztucznie i z mega odrostami? tak więc skończyły mi sie idee. wkońcu wczoraj wymyśliłam sobie ''bujną grzywke''. jak juz siedziałam w fotelu miałam takiego banana na ustach że prawie się nie mieścił. wygladam jednocześnie śmiesznie i słodko. prawie dokładnie tak jak wygladałam jak miałam 7 lat. brakuje jeszcze głupiej minki ze zdjęcia. kiedyś odrosną. a wtedy przefarbuje się na czarno:]. albo na niebiesko! żeby kręcik dostała zawału serca:]

[komentarze]  (0) [19:19 06/06/06]
<kap> czas na małą reaktywację bloga. Znaczy przywróćmy go do życia :). Należałoby zacząć nową erę! notka informacyjno-sprawozdawczo-wspólno-opisowa :).

Zgodnie z założeniem. W szkole maturki, więc na korytarzach ciacha, blokada dostępu na niektóre korytarze i sporo zastępstw :). To ta nudniejsza część.
BO...... ZBLIŻA SIĘ...WIELKIMI KROKAMI...........kortowiada ! ! ! :D w czwartek szanty w piątek muzyka "brechtać się kto może" a w sobotę to na co czekamy z niecierpliwością... górka na kortowie... masa ognisk... masa ludzi... w dole scena... i rock...hop hop...pogo ;)


skończy się później ;)

[komentarze]  (0) [18:57 10/05/06]
groszek też poczuł wiosne. posprzątałam w pokoju. no może z tym "posprzątaniem" to troche za dużo powiedziane. na podłodze nadal jest wojna. ale musze sobie zrobić przerwe. należy mi się- sprzątałam bez przerwy 2 godziny. umyłam okna, starłam kurze odgruzowując biurko i parapet, uporządkowałam płyty i tysiące walających się kartek. została mi szafa z ubraniami, regał i odkurzanie. niewiem czy dam rade...ale jak nie zrobie tego dzisiaj kiedy mam wene to nigdy tego nie zrobie.

hmm...przypomniało mi się że jak przyszłam do domu dwie godziny temu to byłam głodna:P.

[komentarze]  (1) [20:07 28/03/06]
kapusta: Zamykasz oczy,bierzesz głeboki wdech
...czujesz przyjemne mrowienie...
Powiew wiosny...

[komentarze]  (0) [stworz. 17:31 28/03/06 
mod. 20:01 28/03/06]
groszek: wróciłam z nart. fajnie było. jak zwykle zresztą na nartach. ale przyjechałam bardziej zmęczona niż wyjechałam z polski(to dobrze czy źle?)

nie chce mi się wszystkiego opisywać. jeździłam jeździłam i jeździłam. a oprócz tego jadłam i spałam. tylko raz wyciągneli mnie na miasto i raz poszlismy na gorące źródła wyleżeć rany.

co mi sie najbardziej podobało? chyba moje wywrotki:
1. wszyscy siedzieli w barze(jak zwykle) a ja już nie mogłam. zabrałam tacie aparat i ruszyłam na łowy ładnych widków. żeby się nie przemęczać poszłam na niebieską trase. taka idiotoodporna że mozna się rozglądac jadąc nawet na kreche. no i tu sie pomyliłam. niewiem jak ale poprostu...wyladowałam na ziemi. tego nawet nie można nazwać wywróceniem się. jakbym nagle usiadła. byłam na siebie koszmarnie zła. miałam takie silne postanowienie że się ani razu nie przewróce a tu taka hańbiąca gleba. zeby chociaz jakos spektakularnie...ale nie: na niebieskiej i jadąc spacerowo...
2. ostaniego dnia wyłamalismy się z tatą z grupy bo jechali na kiepską góre. nam podobała się inna. miała taką super szeroka czerwoną trase. rano nie było na niej ludzi i była idealnie gładka. raj pauliny. można jechać ekstremalnie szybko. wkurzałam tate]:-) (oj bo on by chciał żebym jechała wolno dostojnie i tak śmiesznie krecąc tyłkiem. jaka w tym przyjemność? i gdzie moja kochana adrenalina?)było genialnie. zjechaliśmy tamtedy jakies 4 razy i mielismy jechać juz ostatni bo robił się tłok i śnieg się przez to psuł. rozpędziłam sie i jeszcze na samej górze wjechałam w jakąś zamaskowaną zaspe.
co widział tata: wielką mgłe ze sniegu, ludzi zatrzymujących sie żeby popatrzeć i mnie lecącą 30 metrów w dół po stkoku
co myślała paulina: jak faaaaajnie!
serio pamietam tylko to że byłam naprawde szczęśliwa. leciałam najpierw głową w dół potem zrobiłam fikołka a potem jakoś dziwnie mnie obróciło. na dole szybko sprawdziłam czy jestem cała i byłam z siebie naprawde dumna. tego mi brakowało:)
tata jak mu to powiedziałam to sie obraził na pół dnia.

duzo nas było ale tak naprawde mało kto przyjechał tam jeździc. miałam nawet wrażenie że tylko ja i jeszcze może 3 osoby naprawde jeździmy. reszta wyznawała zasade "slowly slowly to the bar". starszyzna miała swój własny stolik który zawsze ktoś pilnował. odrazu było widać że polacy- wiecej alkoholu niż jedzenia. młodzież(z którą nie do końca się utorżsamiam)chodziła jeszcze gożej wstawiona. oile starsi jeszcze troche jeździli to oni cały czas siedzieli i pili(no czasem zamiast pić rozmawiali o tym jacy oni sa biedni, że musieli pojechać do austrii i ze woleli by zostać(ile ja bym dała żeby mnie rodzice zabierazli na narty dwa razy w roku tak jak ich...)). czasem jak już ktos do nich podszedł i się ich czepiał to szli do gondolki zeby zapalić trawke. gośka nie potrafiła na górze zapiąć deski a maciakowi odjeżdżały narty. psychoza. ale jak juz czasem byli w miare trzeźwi to jeździło się z nimi najlepiej/najszybciej. no więc z nimi platałam się do południa- z 4 zjazdy i 2 postoje w barze(ha! to nie to co w polsce! nikt nie pytał mnie o dowód! zestarzałam się az tak...?może w końcu w sezamku też mi uwierzą?;))potem zostawiałam ich i szukałam kogos żeby sie podczepić.

itak sie nie wyjeździłam tak jak chciałam. gdyby nie to że strasznie stęskniłam się za domkiem maciusiem znajomymi a nawet rodziną to chyba bym tam jeszcze została...

[komentarze]  (1) [22:53 05/02/06]
groszek: wiem ze dawno nie pisałam. i wiem że dawno obiecałam beacie że cos napisze. i wiem że jestem leń...

lenie sie cały czas. przyszło zimno i przyszła choroba. w piatek jade na narty więc dobrze byłoby gdybym była zdrowa i tak sobie siedze w domku. i nie robie nic. czasem jakby cos mnie brało na wyrzuty sumnienia że nic nie robie. tak dużo wolnego czasu a ja tylko śpie. ale to tylko chwilowe załamania narwowe. bo wkońcu kiedy bede miała czas zeby się tak naprawde wyspać jak nie wtedy kiedy jestem chora?

z drugiej strony takie nic-nie-robienie to ciężki wysiłek. głowa chce eksplodować gardło odpaść a katar...wypłynąć?. wszystko boli od lezenia. chciałam iść na dodatkową fizyke to mi nie pozwolili. po raz pierwszy od...dawna tata i mama stali nademna i jednogłośnie wrzeszczeli na mnie że jestem chora i nie moge iść bo nie pojade. mam sie ciszyć czy płakać?

mama: weź jej cos powiedz. wkońcu to po tobie jest taka uparta. <mama znika na górze>
tata(chwile póxniej ściszonym głosem(wyjątek z rozmowy)): kupie ci gogle jak nie pójdziesz

nie ma jak dobre metody pedagogiczne

[komentarze]  (1) [19:37 24/01/06]
kap: O tym nie można nie napisać.. rano do szkoły (ok 7.30) temperatura za oknem to -28celsjuszy... ale co to dla nas! my prawie jak ruskie! a przecież na syberi to całkiem wysoka temperatura.
Wszystko sie psuje, kable się psują, więc prąd się psuje, samiochody się psują, bo nie odpalają i dzieci sie psują, bo horują. Tylko ta wspaniała szkała się jakoś zepsuć nie może. Na korytarzu -15stopni, o sali od wfu nie wspomne,bo tam zawsze jest zimniej,a poza tym wizerunku dyrektora nie należy pogarszać....
Jako pociechę na grabiejące ręce w klasie, w piątek usłyszeliśmy nadany przez radiowęzeł apel.. otóż wspaniałomyślni nasi opiekunowie poradzili abyśmy w związku z zaistniałą sytuacją ubierali się ciepło, najlepiej wielowarstwowo "zdrowie jednostki zdrowiem ogółu". <jak brzmiał fragment komunikatu>. Tak też dla dobra ogółu dziś założyłam rajstopy(!) pod spodnie i rękawiczki(oczywiście ostaentacyjnie zakładając je na każdej lekcji przed każdym nauczycielem).

[komentarze]  (0) [15:49 23/01/06]
groszek: czego tak właściwie odemnie chcecie? wszyscy się mnie czepiają. co nie zrobie źle. a jak nie zrobie to też nie bedzie dobrze. wkurza mnie to. wszystko jest tylko moją winą. przeciez się staram...chociaz nie wiem po co...

nawet poryczec nie moge bo telefon dzwoni

[komentarze]  (2) [13:45 06/01/06]
Wesołych świąt wszystkim!!!!!!!! Serdeczne życzenia składa Kapustka i groszek i Czosnek tyż (tyle że jeszcze o tym niewiedzą) :D Rośnijcie duuuuuuuuuuuuuuzi ;)

[komentarze]  (4) [14:51 25/12/05]
kap: zapomniałam napisać że miałam gips na prawej łapce :) już od jakichś 3tyg go nie mam ale sciagnelam obrazek więc muszę go wkleić :P.
a tak wogóle to na polowinkach tez bylam z gipsem, a sob. zlitowal sie nade mna i pytal jakie chhce pyt na klasówce, poza tym nie pisalam kilku spr i nie robilam nic na polski... a reka juz sie zrosla i nie czuje roznic(no chyba taka ze na wfie nie musze narazie cwiczyc) . jaki z tego wniosek? dobre złamanie nie jest złe :D

[komentarze]  (1) [15:58 19/12/05]
groszek: zdołowali mnie. chciałam spodnie. tylko spodnie. to dużo?

sprzedawczyni:''z taką dużą pupą ciżezko bedzie coś znaleźć''

miałam ochote rzucić ją spodniami w twarz

i jak wogóle mozna umieszczać w sklepie kobiete która jest...jest... 90x60x90 blondynka z błyszczącą tapetą patrząca się namnie z pogardą ze swojego 175. wolałabym taka grubą i niską(cos podobnego domnie ;))

ej no ja przeciez nie jestem az taka gruba. oni robią mi to specjalnie... już wiem! zakompleksiona super-blondynka chciała się namnie dowartościować dając mi za małe rozmiary z zadługimi nogawkami. tak! to napewno dlatego!

cotam że wczoraj robiac przegląd szafy nie mogłam się zmieścić w 3 pary spodni(w tym jedne prawie sie porwały). nie licze juz tego że 2 miesiące temu poodpadały mi guziki w 2 parach spodni...

ja i moja ''duża pupa'' będziemy chodzić bez niczego

żeby się dowartościować że wcale nie jestem az taka obszerna wszamałam pierniczki, tubke mleka czekoladowego, jezyki, mandarynki i na deser duuuży obiadek. im wiecej myśle o niejedzeniu tym bardziej jetem głodna

[komentarze]  (4) [22:25 12/12/05]
groszek: nigdy nie twierdziłam ze moja mum jest normalna. zawsze mówiłam że jest...może nie dokońca normalna...inna.

no więc mama ma grać w reklamie [śmiech na sali]. przygotowania w toku. juz tydzień temu przekopała szafe. ma być pokazana przy firmie na lubelskiej. na podwórku- czyli w gre wchodzą tylko kurtki i płaszcze. niby proste ale jednak nie. troche czasu to zajeło. wkońcu staneło na zielonym płaszczu. tyle ze był(co do tego niedokońca się zgadzam)brudny. tak więc płaszcz poszedł do prania a mama do fryzjera. juz zaczynała wygladać jak człowiek i znowu się ścieła:/. teraz znowu wyglada jak pomidor(czyli ze scieła się na pazia...). potem poważne dylematy z kolorem włosów. czekoladowy brąz(wyszedł sliwkowy ale mniejsza z tym). a teraz najpoważniejsza zmiana- mama zaiwestowała w make up. gdyby ktoś nie docenił rangi tego wydażenia to odrazu tłumacze że mama nie lubi się malowac.

a teraz o dzisiaj. dostałą karteczke z tym co ma mówić. niebyłaby oczywiście sobą gdyby nie napisała swojej wersji. po przeisaniu któryśtam raz przygnała do mnie zebym ja odpytywała, słuchała jej akcentu, i patrzyła czy ma nieruchome oczy(:D). zniosłam to dzielnie(patrz: nie turlałam się ze smiechu po dywanie). potem powtarzała to jeszcze kilkadziesiąt razy chodzac po domu i stojac pod lustrem. jak zaczełam się z niej śmaić to usłyszałam tylko 'jeszcze bedziesz mnie prosić o autograf'

musze zobaczyć efekty w tv:) tyle zachodu dla 30 sekund w tv(pewnie do tego regionalnej)

no dobra. w pewnym sensie ją podziwiam. ja bym w zyciu nie zrobiła czegos takiego. nawet jak by mieli mi za to zapłacić. nienawidze kamer:/

[komentarze]  (0) [22:13 24/11/05]
groszek: coś chciałam napisać. może i nawet jeszcze przed chwila wiedziałam co...ale juz niewiem.

siedze sobie w domku i jest mi z tym dobrze. wyjątkowo naprawde jestem chora: katar gardełko temperatura brak apetytu ból mięsni zatkane uszy. jakoś niespecjalnie mi to przeszkadza. jest wspaniale tak jak jest.

może mama miała racje że można zachorowac ze stresu? tak podświadomie chce się być chorym. za dużo jak dla małej paulinki. dlatego mam to gdzies i schowałam sie pod kołdre. ciepło i spokojnie:):):) czego chcieć wiecej?

wazne że mam to co mam.

(dzdżownica ma się dobrze- nadal JEST. teraz w postaci białych jakby puchato rozplaskanych plamek na trawie)

albo nie! jeszcze coś napisze! zastanawialiście się kiedyś jak skończycie? może właśnie jak takie rozdeptane na chodniku dzdżownice. nawóz dla trawy. pęczniejacy od wody i powoli gnijące. obleśne prawda?

z paulina gożej. chyba pójde naćpać się wiecej leków...

[komentarze]  (1) [19:41 23/11/05]
groszek: o imprezie(zach) nie napisze. do tego potrzeba weny a tej mi brakuje. zato dopadła mnie nagła potrzeba wyżalenia się na dżdżownice.

jest ich dużo. za duzo. są wszedzie. są obrzydliwe.

ostatnio wracałm w deszczu do domu. przez dzdżownice zajeło mi to 30 minut dłuzej niż zwylke. łaziły wszedzie i chciały być zdeptane. a ja deptać nie lubie. szczególnie takich glutów. tak wiec musiałam troche dziwnie wygladac kiedy tak szłam slalomem po chodniku patrzac ze strachem i obrzydzeniem w dół.

z drugiej strony dżdżownice sa smieszne. kiedy chodzą najpierw idzie ich...głowa(?) i wydłuzaja sie jak tylko mogą najdalej a potem do głowy dołacza tył. ale juz zupełnie powaliła mnie dżdżownica schodzaca po schodach. taką zygzakowatą falą. czy one nie wiedza ze powinny siedzieć pod ziemią i nie straszyć pauliny?

a teraz najgorsze. pod moim domem od miesiaca rozkłada się dżdżownica. i nikt jej nie raczy...niewiem co sie robi ze zdechłymi dzdżownicami... niecałkiem swiadomie codziennie ogladam jej przemiany. no więc:

-forma dzdżownicowata- czyli oprócz tego ze się nie ruszała była całkiem zwykłą dzdżownicą
-biała- to chyba tak pismiertnie(ciekawe czy była też sztywna...)
-wielka- był deszcz i napeczniała od wody
-jeszcze większa- następny deszcz
-pęknięta- ktoś ja chyba chciał dobić i zdeptał jeszcze raz. z jednej dżdzownicy zrobiły sie dwie.
-dwukrotnie peknieta- chyba nie musze tłumaczyc
-znikajaca w trawie- coś jakby plesniała, gniła i znikała jednoczesnie

jedno jest pewne: już nigdy nie bede chodzić na boso

a! no i jeszcze jedno! czy widział ktoś kiedys małą dżdżownice??? i skąd się one biorą? może to kosmici...?

[komentarze]  (2) [21:00 14/11/05]
I'm back!
Już po wymianie. jakby tak zebrac towarzystwo i w tym roku pojechac do pasymia a w przyszlym do Gelsenkirchen to najlepsza impreza zycia by byla :P. dziobakiem i dr 0 stresu. bardziej nagrzane od nas chodzily ;).Ale to tylko wieczory.w dzien wyklady wycieczki shopping itp. nawet raz u Niemiaszkow na lekcjach bylam. Strasznie tam maja.. szkola wyglada jak szpital... ale fajnie pomyslanie z przedmiotami typu chemia biola fiza. maja podzily na grupy i pracuja nad projektami w specjalnych pracowniach (nie jak u nas w pracowniach dla "specjalnych"). Ogolnie mi sie podobalo. Rodzinka mówila po polsku, Sabrina tezz mniej wiecej wiec sie dogadalam.

Dzis sie spoznilam do school z Marry i postanowilysmy nie isc na pierwsze lekcje. Ona miala fize z brym wiec sie nie dziwie. ja wos a babka sie ostatnio na mnie wkurzala jak sie 1 min spoznilam i mnie chciala pytac...
Poza tym spotkalam 2 ludzi z klasy jak uciekali ze school i powiedfieli ze spr jest. Wiec ja tez nie poszlam. jakies 4 min pozniej baba od wosu wchodzi do szatni (gdzie siedzialysmy) i nas opiernicza.. bosko.. poskarzyla sie brym.. na wosie nie bylo 13 osob. Brym byla u pedagoga szkolnego i rozmawiala z dyrektorka...
ciekawe co z tego wyjdzie ...

[komentarze]  (2) [16:12 08/11/05]
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc