|
|
|
rru... metoda spawarki
|
Nie. Nie jest mi dobrze.
Gdy cię widzę, ręce mi się trzęsą.
Uśmiech spełza z twarzy.
Dziwne myśli uderzają w głowę.
Nokaut.
Niedobrze.
|
|
|
|
How (ggrrre)eeeextreeemely lazy of me!
|
Jest tyle rzeczy, które mogłabym opisać
tyle wspomnień
tyle pięknych nierzeczywistych chwil
że protestuję
to nie to miejsce
*
jak mogłam być tak niedojrzala...
...by myśleś że on zastąpi...
...brakujące cześci mnie?
jak strasznie leniwie z mojej strony
(głupia dziewczynka)
*
silly
silly
silly
idę po życie
|
|
|
|
bo to co ważne, jak pająk się plącze, gdy nicią pajęczą ze szczęściem się łączę
|
Zastanawiajka na dzisiaj.
Wyobraźcie sobie dzień, w którym dostajecie nęcącą, kochaną propozycję typu "idziemy na piwko".
Po czym przez waszą skołataną główkę przebiega
Pomidorówka
Kiszony ogórek
Babcia
Gołąbki
Ulica z waszego dzieciństwa
Babcia
Pomidorówka
Mokra, intensywnie zielona trawa w ogrodzie
Deszcz ciepły piękny deszcz
Rozmowa o grzybkach
Murzynek
Kokosowa posypka
Całus w pomarszczony policzek
Wyściskanie spracowanymi rękami
Łza w oku
Szybciutko, cichaczem, w nowy, zupełnie nieznany dotychczas sposób opanowuje cały wasz umysł, po czym zmienia kierunek dotychczasowego myślenia i pobudza do zdecydowanego
Nie. Odprowadź mnie do mojej Babci.
Tęskniłam.
Oto, co szczęśliwe dziecko czuje wracając z długiego, samodzielnego jak nigdy dotąd snu.
Szczęśliwego
Szczęśliwie.
Wszystkim :*
|
|
|
|
szalenie
|
Być może jutro treść tej notatki zmieni się definitywnie.
Jeżeli nie - mnie już nie ma.
Jestem gdzie indziej.
Daleko.
Blisko duchem.
Nie martwcie się o mnie. Anglia jest bardzo sympatyczna. Nie tęsknijcie. Bawcie się dobrze. Dbajcie o siebie i o wasze szczęście.
Niech będzie szalenie dobrze...
:*
|
|
|
|
moje szczęście jest poprzetykane nićmi z księżyca tam nie ma grawitacji
|
Jestem sama.
Sama w domu.
Sama.
Nachodzą mnie samotne myśli. Czuję się z tym dobrze.
Ponieważ w moich samotnych myślach wracam do chwil, w których byłam skrajnie niesamotna. W przerażająco piękny sposób.
Ja - samotnik.
Ja - Włóczykij.
Spotkało mnie tyle dobrego.
Ale to tylko ostrzy mój apetyt.
Chcę... więcej...
Więcej...
W i ę c e j...
Smak krwi jest tak słodkim smakiem.
Wiesz, dlaczego nie podobały mi się te wampiry?
Bo były nieprawdziwe.
Bo były przerysowane.
Bo nie było w nich żadnej namiętności.
Bo tak daleko im było do Moich Wampirów.
Tęsknię za moimi wampirami.
Tęsknię za moimi snami.
Bo gdy zmieniały się w rzeczywistość, czułam się naprawdę szczęśliwa...
|
|
|
|
a żelkę ciągle kołysze
|
Pełna myśli wróciłam. Przelewających się przez burty mojego życia.
:D
Było pięknie.
Słońce w pełni, niebo błękitne, wieczorem często zmieniające barwy na burzliwie ostrzegawcze. Grzmoty burzliwie ostrzegawcze.
Cóż z tego, że czasem kłamliwe.
Cieszyłam się chwilą.
Bardzo mi miło, że dzieliłam ją na dziobie z bliską mi duszą. Noszącą jakże bliskie mi imię :D
Ster coraz częściej lądował w mojej ręce. Miejscami naprawdę czułam... wyczucie.
Chcę żeglować.
Chcę być w tym dobra.
Coraz lepsza.
Chcę to czuć.
Tak bardzo, bardzo mocno. Umieć cieszyć się mocą wiatru, który pcha mnie do przodu.
Wiatru czuję niedostatek. Rozdrażniona chodzę po mieście teraz, gdy tak wieje. Miejscami to i owszem - i piąteczka czasem powiała, i grzywy na jeziorze były.
Ale ogółem mogło bardziej wiać.
Dziwne. Ciągle musiałeś odgarniać włosy z moich ust.
Czego nie zapomnę?
Nigdy nie zapomnę burzy, którą spędziłam ciesząc się deszczem z grupką zwariowanych ludzi. Może nam na mózg padło po upałach, a może zdrowie nam niemiłe.
Miło było rozbryzgiwać kałuże bosymi stopami, wykręcać wodę z majtek i skakać przez fale wody wylewającej się z ulicy, miło było łapać spojrzenia przyjazne przy tym, bo i cóż na Mazurach mogłoby zbulwersować.
Nie zapomnę koncertu, jaki w Sztynorcie zafundowała nam Gdańska Formacja Szantowa. Dzika radość, taniec i szaleństwo. Bliskość ludzi i ich pięknych, podświadomych umysłów.
Nie zapomnę Buddy. Ale ja nigdy nie zapominam Buddy. Ja tylko tęsknię za Buddą.
Nie zapomnę, jak Ciptok usiadł na drewnianej huśtawce i stwierdziwszy, że mu się podoba zakrzyknął:
Ale WYMIOT!
Czy tamtej smutnej nocy, gdy tęsknota żarła nie zapomnę? Może nie zapomnę.
A może i owszem.
Zabawy nie zapomnę. Naładowana byłam burzą. Nie spodziewałam się nawet, że dzień jeszcze się nie skończył i chowa mnóstwo wrażeń przede mną.
Urzekł mnie sposób, w jaki on tańczył.
Coś we mnie tknęło, gdy przedstawił mi się.
Wiktor.
Takiego imienia nawet ja nie zapomniałam.
Wiktor, kapitanie, nawet nie wiesz, jaką przyjemność czerpałam ze wspólnej rozmowy.
Z przyjemnością poznałam twoich najlepszych przyjaciół.
Biło od nich niesamowite ciepło.
Za moją pomocą Tobiasz został Królem Staników, wygrywając przy tym honor i białą koszulkę Żywca :D
Z przyjemnością dzieliłam z tobą tamten wieczór. Moczyłam trampki w zalanej wodą Omedze.
Prawa burta zanurzyła się w wodzie pod ciężarem dwóch oczarowanych osób.
Czy myślisz, że ktoś zaliczył na tej łódce milszy przechył :)?
Budda, wywoławszy mnie poważnym głosem zapowiadającym zbesztanie za oddalenie się od grupy, stwierdził elokwentnie, że w gruncie rzeczy jestem na... łódce...
Zapominając o fakcie że skradzionej <:)
Ukochany komandor okazał się jeszcze bardziej ukochany, gdy przymknął oko na fakt, że zostłam porwana na czas własnej wachty.
Wyobraźcie sobie pomarańczowe, tłuste chmury pędzące po niebie z zatrważającą szybkością, obrośnięte lasem jezioro, łódkę przecinającą zmarszczoną taflę, pyrkający silnik usypiający na kanałach, pot spływający po twarzy przy dopychaniu masztu i zapinaniu agrafki, wysiłek, jaki ambitne palce wkładają w dokładne sklarowanie żagli, foka łopoczącego nad forlukiem po otworzeniu oczu, dziki śmiech, cztery śpiewające konie, płonące ognisko, szanty wtapiające się nieumiejętnie, acz klimatycznie w brzdękanie gitary, paraliżujące zimno na wachcie, buchtowanie cumy, wibracje steru pod palcami, smażenie placków zmieniające kabinę jachtu w saunę, niebieskie spojrzenie oczu Agnieszki i jej oburzoną minę po nazwaniu jej ferbim, łajbę o wdzięcznej nazwie Viagra Light, utopiony telefon, masę ludzi wirujących i skaczących w rytm irlandzkich melodii, bliskość wspaniałego faceta, który też nie rozumie życia pomimo dwunastu jego lat więcej, który też kocha się w muzyce Rachmaninova i w wygiętych od wiatru żaglach...
To właśnie przelatywało mi przez głowę, gdy dołączyłąm szczęśliwa do przytulonych ciasno towarzyszy witających razem ostatni poranek.
|
|
|
|
taguna sammandej, delfina mooo
|
Cholera... Teraz już naprawdę
tęsknię.
Tęsknie myślę. Bardzo tęsknie.
Łza na rzęsie mi się trzęsie.
Biedny Leon...
Ale już niedługo. Wiatr rozwieje mi włosy. Ucieknę. Obok mnie usiądzie Leon. Chwycę ster, usłyszę miły łopot. Będę daleko. Będę daleko. Zapomnę o tym...
Jak słońce płonie w twoich włosach. Jak wiatr rozwiewa twoją czarną sylwetkę. Tak poważną, biegnącą do czerwonych, kochanych cegieł.
Zapomnę. O tak. Nie będę pamiętać... Przez chwilę poczuję...
Że twoje włosy są zaraz obok moich włosów.
Że nasze nosy grają dziwny taniec nosów.
Z moich ust wypełza wielka ryba, mieni się złotem i zielenią, po czym pije szklankę mleka, kładzie się grzecznie spać i mówi mi dobranoc.
Otula się kołderką.
A kołdra przedstawia dwie postacie na rozlanym wosku.
Dobranoc. Po prostu. Po bosku.
|
|
|
|
"Jakiż twki sens na tej zagadki dnie? / Ja jestem duch, co zawsze mówi: nie."
|
O, nie!
Będzie mi potrzebny tym bardziej.
Mrrr mrrr rr rrrr mrrr mrrrrru-tru-tru
I że tu niby nie pasuje saksofon?
Ooo, nie.
Teatralnie? Cóż. Chciałabym grać w teatrze. Gdy czuję pod bosymi stopami czarną scenę, jest mi bardzo przyjemnie. Zaczyna działać moja wyobraźnia... Wy-ob-raź-nia.
Dziwne słowo.
Piękne.
Zaczynam tworzyć obrazy. W głowie.
I że mózg niepotrzebny?
"Wszystko jest w mózgu i nigdzie więcej"
O, nie!
Moja beznadziejnie romantyczna natura pozwala mi twierdzić, że wiele jest w sercu. Że wiele jest w duszy...
Ale przecież one też są zależne od mózgu.
Dlatego tak cenię sobie twój włochaty łeb.
Rabatków słucham już bez bólu :D Aczkolwiek mordercze myśli...
Cóż.
-I wtedy zostanę psychopatyczną morderczynią-sadystką.
-I Nick Cave napisze o tobie piosenkę...
uu ^dreszcze^
Zatapiam się w oceanie
muzyki
zielone bagno
zatapiam się
wtapiam
zatapiam się
wtapiam
hail hitler
śpimy razem
wiesz
śpimy razem
no przecież mówię
razem
śpimy razem
Kto wie, gdzie zawędruje dziś moje ciało astralne...
Kto wie, gdzie chciałoby zawędrować...
No przecież wiemy
Śpimy razem
Ciemno
Mrok
|
|
|
|
słońce tańczące w zbożu złotym / bo i czemu nie? pytam się? czemu nie oszukać?
|
Cóż za mądry debilny komputer :D
Po cholerę mam się wam zwierzać?
Jeszcze zrozumiecie?
Skasował.
Proszę państwa.
Dobry zwierzaczek <głaszcze>
a było o bombach głębinowych i o naszej psychodelicznej śmierci od Tej, Co Zawisła
nad wielka wodą
no chyba
nie chcesz umrzeć młodo
głupiś
wielką wodą
w mojej gowie
mózg się staje
"On powiedział: staje! Hrehehrehrehre"
|
|
|
|
agitato... apassionato...
|
"Oh my... Where to start? Where to start...?
Nie będę zaczynać.
Nie będę kończyć.
Może poprzestanę na środku.
MMMMmmmm
Hmmmm
Mrrrrr....
To, że masz szóstkę z bioli, nie znaczy, że możesz sobie bezkarnie... :D
GOLAAAAAAASOOOOOO! GOLLAAAAAAAAAAAAASOOOO!
GOLASO, GOLAAAASOOOOOOOO! (eej... wcale nie sądzę, że płeć przeciwna podnieca się piłką jak małe dzieci :D)
Cóż. Zaszalałam.
Oszalałam.
No po prostu jestem Debil :D
Ale tobie to nie przeszkadza.
No, ciekawe dlaczego :}
<Nawet... Nie chce mi się myśleć...>
Mi również...
Nie chce mi się myśleć...
Wytrzymam.
Będzie dobrze.
Będę m & t. Ty też, wiem. Będziemy m & m...
Carpe diem!
|
|
|
|
i ożenił się z kuzynką
|
Poranne wsłuchiwanie się w dźwięki. Poranne wyławianie pereł z błota.
Błota z marmuru.
Tworzenie kryształu.
Lubię ten stan.
Janość umysłu. Godzina 8 rano, ucho nad klawiaturą, choć to nie z niej wychodzą dźwięki.
Wypływają.
Krystalizują się.
Proszę o siłę w determinacji.
Chciałabym stworzyć piękny obraz, poruszyć, zrozumieć i dać do myślenia.
A może tylko do czucia.
Panie Bach, Pan jednak nie jest taki obrzydliwie nieszczęśliwy.
Coś zaczynam czuć do pana.
Nienawiść minęła.
To dobrze
dobrze żeśmy jeszcze nie umarli
Popatrzcie na nas
popatrzcie
Pozdrawiam seryjnego mordercę Pana.
Od rana do rana.
Mmhmm...
|
|
|
|
997 znaków - pomiędzy mnie a ciebie położyć policjanta
|
Wszystkiego najlepszego, pani profesor...!!!
..?
Z okazji dnia dziecka!
Chyba to ja powinnam złożyć ci zyczenia...
O nie. Każdy jest dzieckiem. W pani też jest dziecko.
Masz rację. Tak. Masz rację.
Właśnie. Dzień Dziecka. Wszystkiego najlepszego!
Hmm <usmiech>
Lubię się tak przytulać...
Ja też.
I podoba mi się taki Dzień Dziecka.
Mi też.
Z papierowej torby zerka na mnie łapczywie dziecięca chałwa, którą dopiero ostatnio pokochałam. Jak również dziecięca czekolada. Jak również (...) Jak również dziecięcy lizaczek.
Do wieczora powiem im: Adieu!
Do wieczora będzie zyło we mnie to wspomnienie.
Do wieczora będzie żyło we mnie to uczucie. Ten zapach. Ten smak.
Pozdrawiam i przepraszam wszystkich Miłych Truposzów, oraz wszystkie Miłe Truposzki z naszego cmentarza. Tak wyszło. Bez urazy. Tak wyszło.
Rrany.
RRrety.
Co rymuje się do kobiety?
Kotlety!
Do mężczyzny?
Z dziczyzny!
Do pięknego?
SMACZNEGO!
Nienormalni :D
"Jesteś jak... tango...
Hmm <uśmiech>"
:*
|
|
|
|
Kop! brzdęk - Ała!
|
KURRRWAAA!
I już się nie martw
Aż do końca swych dniii
Naucz się tych dwóch
Rradosnych słów...
ZABIJĘ CIĘ!
Ja? ZŁA? Widać? A skąd...
Mnie przyjemnie słoneczko grzeje, gdy siedzę i czytam jak moi rodacy sprzątani byli wielkim niemieckim odkurzaczem... O, tak, czystość przede wszystkim! Pani Piotrowa, proszę podnieść ten papierek... Fiodorówna, trzepać tą wycieraczkę, ale już!
Bardzo brakuje mi czystości...
"Ta planeta jest za mała dla nas dwóch"
Wzięłam więc strzelbę mojego dziadka
odstrzeliłam ci łeb...
Wylądował w...
Ja pierdzielę. Rabatkach.
I taki zielony, błyszczący żuczek siada mi na dłoni, a potem złoty... Nie strzepuję, rzecz jasna, bo i po co? Co ja jestem? Zeby nie pozwolić?
Niech podepcze mnie trochę.
Sprawia mi to przyjemność.
Perwersyjną przyjemność.
I słońce pełznie jak lepka pszczoła... Po moich włosach. Mrużę oczy. Rozkosznie, o tak...
Cisza. Spokój. Holocaust. Dyrlu-dyrlu i trzepot szkrzydełek.
I nic już nie ma.
Nic mądrego nie ma.
Jestem tylko ja.
I ty.
Ja i ty.
Dwie łzy.
Jedna pod prawą powieką
Druga pod prawą powieką
Lewe jest lewe
Nie umie już płakać
Dlaczego ty? Dlaczego ciągle jesteś?
Dlaczego mnie bolisz?
Ja już wolisz, jak pierdolisz.
CIĄGNIJ
Chociaż mokre plecy
Ciągnij, rany wiatr uleczy
"Przejdę przez Wrota Gniewu,
U kresu dnia odnajdę
Ścieżkę, co na mnie czeka.
Błoga mnie łaska wiedzie,
Westchnieniem witam, skruchą
Tej nowej brzask światłości.
Mieczów i włóczni wojna
Błogosławiona rosą
W mgłę się rozwiewa lekka.
Już wyzwolone łzami
Miłującymi słońce
Nad ziemię się unosi."
William Blake, Poranek
Długie, uspakajające westchnienie.
Będzie dobrze.
Hakuna matata.
Konduktorze łaskawy
Byle dalej z tego świata...
|
|
|
|
hochsz'taplér!
|
Grrrrrraaaaaau wrrrrrrrrrrrrr ghhh gwrrr...!
Arghhh... Wrr, grrr. Brrrggharrggg!
A wtedy Bóg powiedział: Psychodelia. I zrzucił mi z drzewa i pod nogi dwa kopulujące gołębie.
Grrraugggh!... Brrru, wrrrruuu.... Bgryghhhrahrahhhh!
Wrrrr...
Grrrr...!
No i co to za podejrzliwe spojrzenie...?
Odstrzeliłam ci łeb - wylądował w rabatkach
Między kapustą a pomidorem
Między rabarbarem a duuużym poooorem
|
|
|
|
Wiesz?
|
.
.
Nawołuję. Dzisiaj sama.
Nie chcę sama.
Proszę.
"Buurzo, burzo przyjdź... Czekamy na ciebie..."
Chcę grzmot
Chcę big bang
Chcę cię zabić
.
.
.
|
|
|
|
|
|
|