|
|
|
 |
All for one |
|
|
|
|
All I want for Christmas is you...
|
- Jak wyglądam? - spytał Nick zbolałym głosem, poprawiając granatowy krawat przed lustrem.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z tym obdartusem Nickiem? - zaśmiała się Sylvia, całując go przelotnie w policzek.
- Bardzo śmieszne - sarknął. - Wiesz, jak nienawidzę tych, tfu!, eleganckich łachów.
- Błąd. W garniturze wyglądasz bardziej przystojnie niż zwykle - stwierdziła tonem znawcy.
- Mów mi tak jeszcze...
W mieszkaniu Sylvii nie zmieniło się wiele - te same meble, graty, śpiąca na kanapie kotka. W to wszystko jakoś wpasowała się niewysoka choinka błyskająca wielobarwnymi lampkami. Tym, co ten znajomy i smutny pokój napełniało ciepłem, była obecność Nicka. Rozświetlił te cztery ściany jakimś dziwnym blaskiem.
- A czy moja sukienka dobrze leży? - zapytała, wygładzając jej fałdy.
- Lepiej leżałaby na podłodze... - oznajmił Nick z szelmowskim uśmiechem. Sylvia uderzyła go lekko w ramię, mrucząc: "zboczeniec".
Oboje zbierali się do wyjścia.
- Nie wiem po co tak się wystroiliśmy, skoro i tak przywitamy twoich rodziców w błotnej maseczce. Jazda na motorze po jakimś zadupiu nie należy do najczystszych zajęć...
- Oj, nie marudź już jak stara baba - powiedziała Sylvia pogodnie. - Moi rodzice na pewno cię polubią. Wszystko będzie dobrze.
Nie było. Gdy tylko wyjechali z Londynu, zaczęło padać. Nie mżawka, żaden kapuśniaczek, ale regularne oberwanie chmury.
- A nie mówiłem? - wrzasnął Nick, przekrzykując deszcz i wichurę.
Sylvia nie odpowiedziała. Obejmowała go w pasie, starając się nie myśleć o tym, że czuje się jak zmokła kura.
Nieszczęścia zwykle chodzą parami. Po kilkunastu kilometrach motor zwolnił, kaszlnął kilka razy i umilkł na wieki.
- Co za cholerny złom! - Nick wyładowywał frustrację przekleństwami i celnymi kopniakami w opony.
- Nicky...
Nick nie dał się tak łatwo ugłaskać.
- No i co teraz? Czekamy aż łaskawie zjawi się tu jakiś samochód czy też oczekujemy porwania przez UFO, co jest bardziej prawdopodobne?
- Nie bądź taki sarkastyczny, tylko przebieraj nogami. Dojdziemy na piechotę. To niedaleko.
- Nie pisałem się na maraton - burknął pod nosem, ale posłusznie powlókł się za swoją dziewczyną.
- Moje nogi... - jęknęła dziewczyna, kilka godzin później. - Musieliśmy zabłądzić...
- Ech... Kobiety... Możemy trochę odpocząć pod tamtym drzewem - Nick wskazał na samotny dąb rosnący przy drodze. Zmęczona, przemoknięta i zmarznięta do szpiku kości Sylvia przystała na to z ochotą.
- To najbardziej beznadziejne święta w moi życiu! - oświadczyła, gdy usiedli pomiędzy korzeniami, patrząc jak krople deszczu zawzięcie atakują błotnistą drogę.
- Zgadzam się. Zapomniałem zapalniczki i nie mam jak zapalić - wyznał poważnie.
- Mógłbyś choć raz wziąć życie serio!
- Daj spokój, Sivi. Mogło być gorzej...
- O, czyżby?
- Oczywiście. Mogliśmy spędzać święta osobno... - wyszeptał z niespotykaną u niego czułością i przytulił dziewczynę do siebie.
---
Bo tylko to się liczy.
Speszyl for ju!
:*
"Miarowe", "wyciosane" x3
|
|
|
|
Breakfast
|
W mieszkaniu na piątym piętrze rozbrzmiewały dwa, przeplatające się ze sobą w kłótliwym zgiełku głosy mężczyzn, przy akompaniamencie stłamszonego chichotu i niekontrolowanych wybuchów gromkiego śmiechu pewnej, młodej dziewczyny.
- Nick, przestań już dokuczać Alecowi! - Sylvia nie mogąc powstrzymać łez napływających do oczu, zakrztusiła się kanapką.
- Duuu..duuu...szeeee... - zaczęła rzęzić na przemian z rozpierającym gardło, dławiącym kaszlem, przy czym energicznie machała rękami, dając jasno do zrozumienia, że potrzebuje pomocy.
- Alec, jak myślisz, co ona chce nam przekazać? - Nick wsadził papierosa do wykrzywionych w zadziornym uśmiechu ust i zapytał swojego rozmówce tonem, jakiego nie powstydziłby się żaden filozof, poruszający kwestie sensu istnienia, życia, śmierci...
- Myślę, że chce, abyśmy poklepali ją po plecach. I chyba właśnie próbuje nam przekazać, abyśmy się trochę pospieszyli.
Alec nerwowo spojrzał na filetową jak śliwka twarz Siv i już miał wstać z altruistycznym zamiarem niesienia pomocy, kiedy Nick powstrzymał go szybkim ruchem ręki.
- Nieee, sądzę że to tylko takie żarty. A może pójdziemy się przejść a ona niech sobie jeszcze trochę poskacze? - zaśmiała się sadystycznie, po czym już z łagodnym obliczem podszedł do dziewczyny i uderzył ją otwartą dłonią w przestrzeń między łopatkami.
Kiedy studentka doszła do siebie, poczerwieniała ze złości, a w jej oczach miotały się gniewne ogniki.
- No dzięki, Nick! Ale jesteś! - splotła ręce na piersi i zadarła głowę.
- To ja, tak ja!, robię ci kanapki, a ty nawet nie chcesz mi pomóc, ty! - ciągnęła w nagłym uniesieniu, a jej głos zdradzał bardziej rozbawienie niż prawdziwy gniew.
- Nie lubię Cię! - krzyknęła dobitnie na koniec, przypieczętując monolog wygłoszony do sufitu.
Nick z wrodzoną gracją podszedł do niej, potykając się po drodze o zwiniętą w kłębek Mimi i pocałował ją z uśmiechem w nos.
- Wszystko bierzesz na poważnie i to twój największy problem - powiedział, kiedy zaskoczona dziewczyna uniosła na niego swoje błękitne tęczówki.
- Już to kiedyś powiedziałeś - odgryzła się z dziką satysfakcją.
- Tak, a ty wtedy odpowiedziałaś, że twoim największym problemem ...
Sylvia nagłym ruchem przyłożyła mu polec do ust, nie pozwalając dokończyć myśli.
- Skłamałam. - skwitowała beztrosko i skierowała rozmowę na inny temat:
- Alec, to o której masz randkę z Claudem? I gdzie?
- O 17 w ... - Alec poczerwieniał - to wcale nie jest randka!
- Taaaa, jasne, no to gdzie się spotykacie? W hotelu przy autostradzie? - Nick usiadł na kanapie i założył ręce za głowę.
- Nie, w barze, głupku! - fotograf wrzasnął całą objętością płuc.
- Głupku? Nie, no proszę! Widzę, ze nauczyłeś się już brzydkich słów, o psia kostka! - teolog drwił w najlepsze z przyjaciela. Rozwścieczony Alec już miał odpowiedzieć na prowokacyjne zaczepki, kiedy wtrąciła się Sylvia, łagodząc spór.
- Koniec, chłopcy! Teraz ładnie dokończymy kanapeczki. Uważajcie tylko, żeby się nie pobrudzić! Alec, zaraz pomidor spadnie ci z chleba!
Dziewczyna zarzuciła głowę do tyłu, śmiejąc się perliście i zastanawiała się, czym jeszcze zaskoczy ją dzisiejszy, tak radośnie zapowiadający się dzień.
---
Siv
|
|
|
|
The Time Warp
|
- Mmm... - mruknął nieprzytomnie Alec, otwierając oczy. Przez kilka sekund po obudzeniu nie wiedział nawet jak się nazywa. Po upływie około pół minuty przypominał sobie, gdzie stoi zegarek.
Spojrzał na niego.
Wpół do dziesiątej.
Dopiero po sprawdzeniu godziny, do chłopaka powoli docierały inne informacje.
- O Boże! - wrzasnął, siadając na łóżku. - To dzisiaj! Dzisiaj spotkam się z Claudem! - Uśmiechnął się szeroko. - Ale to jeszcze siedem i pół godziny... Jak ja tyle wytrzymam?
Dowlókł się jakoś do łazienki, umył, ubrał i poczuł, że jest głodny. Pełen najgorszych obaw zajrzał do lodówki. Niestety, czarny scenariusz się sprawdził - na półkach oprócz lodu leżało smętnie kilka podejrzanych konserw z mielonką.
- Spam, spam, spam, lovely spam, wonderful spam... - mruknął ponuro. Nie był aż tak zdesperowany, by zaryzykować spożycie wiekowego mięsa z puszki.
Doszedł do wniosku, że najlepszym wyjściem będzie iść na zakupy. Przeszukał salon i jakimś cudem udało mu się znaleźć trochę pieniędzy. Nick zawsze rozrzucał kasę po całym domu.
Fotograf schował monety do torby, zarzucił ją sobie na ramię i wyszedł, uprzednio opatulając się szczelnie szalikiem.
"Zjem śniadanie, a potem skończę wreszcie ten projekt do szkoły." - Postanowił. Jego plan napotkał jednak po drodze pewne komplikacje.
W wejściowych drzwiach do kamienicy spotkał Sylvię.
- Cześć! - przywitał się. Jego nastrój wciąż był wyśmienity.
- O, cześć, Alec.
- Pomóc ci? -zaofiarował się, wskazując na dwie papierowe torby, które dziewczyna niosła w rękach.
- Nie trzeba. Przeszłam tak całą drogę, więc czemu mam się przejmować trzema piętrami?
- No tak, racja...
- A gdzie idziesz? - spytała.
- Na zakupy. Moje śniadanie wciąż leży na półkach w supermarkecie.
- Hej, a może zjadłbyś z nami?
- Nie, nie chcę robić kłopotu...
- Daj spokój. Chodź - powiedziała władczo, a Alec nawet nie próbował dyskutować. Podobała mu się perspektywa posiłku przygotowanego przez kogoś innego. Sam był kompletnym antytalenciem kulinarnym.
- Jestem! - krzyknęła od progu.
- Nie wiem, co mnie bardziej cieszy - twoje przyjście czy rychłe śniadanie - zaśmiał się Nick, wychodząc z salonu. Jego mina zrzedła na widok Aleca. - No, nie! A ty tu czego?
- Mi też miło cię widzieć, Nick - powiedział serdecznie. Dzisiaj nic nie mogło popsuć mu humoru.
- To wy, chłopcy, się pobawcie, a mama idzie przygotować coś dobrego - oświadczyła Sylvia, kierując się w stronę kuchni. Za nią jak cień szła Mimi.
Alec i Nick usiedli na kanapie.
- Czego się tak szczerzysz? - zapytał Wolfwood, wsadzając papierosa do ust. - Ktoś robi laski na korytarzu?
- Wcale się nie szczerzę! - zaprzeczył, czerwieniejąc.
- Szczerzysz.
- Nieprawda!
- Prawda!
- Nie!
- Tak! Kupiłeś już kondomy czy obejdziecie się bez?
- Tak! To znaczy... obejdziemy się bez, bo do niczego nie dojdzie...
- Aha, jasne! Wydało się! Kto będzie "kobietą" - ty czy on?
- Zamknij się!
- Ojoj... aleś się zawstydził, prawiczku...
- Nieprawda!
- Prawda!
Echa tej kłótni dotarły do Sylvii, która była zajęta rozpakowywaniem zakupów.
- Jak dzieci... - Pokręciła głową i zaczęła się śmiać.
---
Rock'n'Rollowy Toś x]
;3
|
|
|
|
Everything about you is how I'd wanna be...
|
Sylvia uchyliła leniwie powieki i rozejrzała się po pokoju. Przystanęła wzrokiem na wskazówkach zegara, które wskazywały 9:08.
Przeciągnęła się powoli, głośno ziewając. Zsunęła się z fotela ostrożnie, aby nie obudzić Nicka, który spał spokojnie z kotką na kolanach. Spojrzała na niego, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jego klatka piersiowa unosiła się miarowo pod koszulą, wciągając, tylko podczas snu, powietrze pozbawione dymu papierosowego. Wyglądał tak niewinnie.
Dziewczyna okryła go kocem i udała się do kuchni. Lodówka świeciła pustką, nie licząc starego, spleśniałego sera i skwaśniałego mleka, powalając zapachem iperytu. Wyglądała jak inkubator, w którym rozwijają się nieznane dotąd szczepy bakterii.
- Fuuu ... - Siv zmarszczyła nos i zamknęła drzwiczki z mocnym postanowieniem poprawy.
Zrobiła więc tylko kawę dla Nicka, do plastikowej miseczki z napisem Mimi wsypała karmę, a na stole pozostawiła karteczkę z kilkoma, objaśniającymi zdaniami:
Poszłam na zakupy.
Jak wrócę zrobię śniadanie.
Nie radzę otwierać lodówki bez założenia maski gazowej
- hoduję w niej nowe formy życia.
Zamrażarki też nie otwieraj, gdyż ostatnio zaczęłam kolekcjonować
różne narządy i części ciała.
Jak na razie kawa dla ciebie,
Karma dla kota, nie odwrotnie!
Kocham, Sylvia
Ubrała się naprędce, wygrzebując uprzednio bluzkę spod sterty innych i wciągając spodnie, naznaczone dużą, białą plamą, niewiadomego pochodzenia.
Przydałoby się w końcu zrobić pranie. I posprzątać. No i pójść na uczelnie. Pozmywać. Pomyć okna...
Skończyła wyliczanie w myślach obowiązków, zdając sobie jednocześnie sprawę, że zapewnie żadnego z nich nie uda się jej i nie zechce dzisiaj zrealizować.
Sklep spożywczy, w którym robiła zazwyczaj zakupy, znajdował się kilka przecznic dalej. Szła, podskakując co chwilę i pogwizdywała wesoło. I mimo zachmurzonego nieba, smutnych przechodniów podążających jak cienie szarymi ulicami miasta, sześciennych budynków wyciosanych bez fantazji w betonie czuła się szczęśliwa. Miała swój mały, prywatny świat, usłany wewnątrz bańki mydlanej szkarłatem i czerwienią. Miała Nicka, Aleca, Claude - osoby, które nadawały sens jej życiu i sił, aby krążyć po orbitach życia.
Czego mogła chcieć więcej?
Z błogiego lewitowania wyrwał ją znajomy głos:
- Cześć, Sylvia!
Dziewczyna machinalnie odwróciła się do źródła dźwięku i napotkała twarz Davida.
- Oooo - wykrztusiła i spojrzała głupio na znajomego.
- A co ty taka zamyślona i nieprzytomna? - uśmiechnął się pobłażliwie.
- Cześć, David. Przepraszam, tak tylko zastanawiałam się, co dzisiaj mam jeszcze zrobić. A co ty tutaj w ogóle robisz?
- Mieszkam niedaleko. Mam nadzieję, że w swoich planach uwzględniłaś także i mnie. - zaśmiał się radośnie, jednak Siv wyczuła w jego głosie nutę niepokoju. Nie wiedziała, jak mu powiedzieć o Nicku.
- Chyba jednak nie mogę. Nie mam czasu. Przykro mi. Wiesz ...pranie, sprzątanie... - plątała się, pocierając ucho, tak jak zawsze, kiedy się denerwowała. W końcu zamilkła i spuściła wzrok.
Chłopak nie wydawał się zaskoczony negatywną odpowiedzią.
- Tak myślałem. Na razie. - kiwną głowa i odszedł przygnębiony.
Sylvia długo patrzyła za nim aż jego postać znikła wśród innych postaci, takich szarych i smutnych jak on.
Co mogłam zrobić? Przecież nie mogłam się z nim umówić. Usprawiedliwiała się, jednak czuła, że mogła postąpić inaczej. Następnym razem powiem mu prawdę.
Z takimi myślami weszła do sklepu i chodziła między kolorowymi półkami jak w urojonym i ciemnym labiryncie bez wyjścia.
---
Biedna, zaszantażowana Siv
|
|
|
|
On the rocket to the fourth dimension...
|
- Za co? - Zdziwiła się, walcząc z ogarniającą ją falą senności.
- Ty doskonale wiesz, za co - wyjaśnił z rozbawieniem. Alec podśpiewywał pod nosem jakąś melodię, ale Sylvia nie potrafiła jej rozpoznać. Chłopak dawno nie był w tak doskonałym nastroju.
Dziewczyna prawie przysypiała, gdy z przyjemnego odrętwienia wyrwał ją nerwowy głos.
- Ups, przepraszam. Z rozpędu wszedłem do twojej sypialni. Wybacz. Lepiej już pójdę do siebie. - Fotograf chichotał jak nienormalny, zamykając za sobą drzwi. Sylvia była zbyt śpiąca, by się zdziwić. Zanim całkiem zatopiła się w ramionach Morfeusza, z korytarza dobiegł ją jeszcze wesoły śpiew.
He believes in God and I believe that God believes in Claude. That's him, that's me, that's him, that's me...
- Fajnie... - mruknęła bełkotliwie i zasnęła.
Alec poruszał się po mieszkaniu tanecznym krokiem. Czuł się jak bohater musicalu, który śpiewa sobie beztrosko, pozbywając się jednocześnie ubrania i wykonując dzikie wygibasy w rytm melodii. Wydawało mu się, że każdy jego nerw nadaje Morsem pulsującą wiadomość: "Claude, Claude, Claude...". Chłopak musiał wziąć lodowaty prysznic, aby ostudzić swoje zbyt rozentuzjazmowane ciało. Dosłownie wskoczył w piżamę, prawie lądując pośladkami na kafelkach. Do łóżka dotoczył się jak pijany. Padł na kołdrę i leżał tak aż jego oszalałe zmysły zaczęły wracać do względnej równowagi.
Nieobecność Nicka nie przygnębiała go - zdążył się do tego przyzwyczaić. A skoro już go nie było, Alec mógł trochę się porządzić.
Podniósł się z łóżka i po omacku znalazł swój magnetofon. Lubił zasypiać przy muzyce, ale nie robił tego zbyt często, gdyż denerwowało to jego współlokatora. Teraz jednak nacisnął bez wyrzutów sumienia guzik "play", nie zastanawiając się nawet, jaka kaseta znajduje się w środku. Spokojne dźwięki zakomunikowały mu, że to Floydzi.
Alec westchnął bezgłośnie. Ich piosenki zawsze go przygnębiały. Spojrzał na puste miejsce obok siebie i opuszkami palców przejechał po poduszce.
"Ile dałbym, żeby tutaj leżał Claude..."
Usypiał, a po głowie chodziło mu pytanie dręczące wszystkich zakochanych - "Czy istnieje choć cień szansy, by druga osoba poczuła to samo co ja?"
Radio grało melancholijnie.
If I were the moon, I'd be cool.
If I were a book, I would bend.
If I were a good man,
I'd understand the spaces between friends.
If I were alone, I would cry.
And if I were with you, I'd be home and dry.
And if I go insane,
Will you still let me join in with the game?
Sylvia drgnęła i otworzyła oczy. Nie wiedziała, co ją obudziło. Spojrzała nieprzytomnie na zegarek.
Trzecia trzydzieści osiem.
Potarła czoło, mrucząc gardłowo. Jej wzrok przebił ciemność i spoczął na nieruchomym kształcie rozłożonym na fotelu. Nick spał snem sprawiedliwego, a na jego kolanach drzemała zwinięta w kłębek Mimi. Sylvia uśmiechnęła się. Wstała z kanapy, przeszła przez pokój, uważając by nie nabić sobie żadnego siniaka i wymościła się w fotelu obok Wolfwooda. Wtuliła się w jego ciepłe ciało. I choć bez wątpienia było im ciasno, dziewczyna w ogóle się tym nie przejmowała. Spokojna twarz Nicka, tak blisko jej własnej, wynagradzała wszelkie niedogodności.
---
Toddziak
Moje słoneczko do mnie wróciło! ^o^
|
|
|
|
Thinking 'bout all the nights you cried
|
- Ufff...padam! - Sylvia rzuciła się jak kłoda na kanapę i zamaszystym gestem przyłożyła wierzch dłoni do czoła.
Leżała tak przez dłuższą chwilę, wzdychając.
Nick zajął się zdejmowaniem butów, jednak sznurówki sprzysięgły się przeciwko niemu i zawiązały w podwójny supełek.
Mężczyzna przeklął siarczyście pod nosem i pozostając w pełnym odzieniu zagłębił się w fotelu. Tkwili tak oboje w błogim zamyśleniu, zawieszeni w próżni, a ciszę mąciła tylko uporczywa mucha obijająca się o szybę okna i pomiaukiwanie kota, którego raz po raz Nick strącał ze swoich kolan. Po kilku minutach usłyszeli na klatce jakiś hałas, przypominający tętent konia, zbliżającego się ku mieszkaniu z zatrważającą prędkością. Spojrzeli po sobie zdziwieni i utkwili wzrok w drzwiach, oczekując dalszego rozwoju akcji.
Drzwi otworzyły się z hukiem, drżąc w zawisach, a do domu wkroczył promieniujący Alec. Wyglądał jak Achilles wracający z pola chwały. I nawet jego wiecznie czerwony nos wydawał się być mniej purpurowy i zakatarzony.
Nick prychnął pogardliwie i zamknął oczy, wracając do drzemki, natomiast Siv, zdumiona widokiem rozradowanego sąsiada, zmierzyła go badawczo i zapytała:
- A cóż ty taki szczęśliwy?
- ACH! Claude... - Alec oblał się rumieńcem i pogłaskał szalik, przypominając teraz bardziej uciekiniera z domu dla obłąkanych niż półboga.
- Co z nim? - przyjaciółka spojrzała mu głęboko w oczy próbując wyczytać z nich przyczynę tego uśmiechu.
- Zgodził się! - Alec wyszczerzył zęby i przyklasnął w dłonie, podskakując przy tym jak piłeczka.
- Przymknij się. Chcę spać. - Nick warknął na niego, wybudzony z letargu, jednak Alec zdawał się go nie słyszeć i z dokładnością relacjonera sportowego zaczął opowiadać Sylvii o spotkaniu.
- No i wtedy, gdy tak siedzieliśmy na ławce, on, Claude...- tu zrobił pauzę na zaczerpnięcie powietrza i kilka westchnień, po czym powrócił do urwanego wątku - Claude powiedział, że bardzo chętnie, chociaż nie umie, ale on CHĘTNIE... I na tej ławce, była pełnia, a jego włosy w blasku księżyca...
- Alec! Uspokój się! - Sylvia przerwała mu bardziej udając gniew niż naprawdę go odczuwając. Cieszyła się, że Alec po tylu cierpieniach w końcu odnalazł szczęście.
- Pokolei! Na co się zgodził?
- Claude zgodził się uczyć mnie migowego! - Alec wykrztusił, rumieniąc się to blednąc na przemian.
- To miło z jego strony! - Sylvia opadła z powrotem na kanapę i przymknęła oczy. Czuła jak zmęczenie oplata jej ciało jak bandaże egipską mumię. Nie miała sił nawet się już cieszyć.
- Alec, dokończymy tą rozmowę jutro, bo padam...
- Te jego włosy z zderzeniu z bladą łuną księżyca... - fotograf egzaltował się.
- Alec! - Siv zachichotała. - Jutro!
Chłopak spojrzał na nią z urazą i jak rozkapryszone dziecko odwrócił się na piecie i wyszedł z pokoju. Jednak zatrzymał się za drzwiami i krzyknął z osłoniętego ciemnością pomieszczenia:
- Dziękuję, Sylvio.
---
Siv
Jeżeli są błędy to przepraszam. Jestem nie za bardzo żywa...
%-)
Aluś, mam nadzieję, że nie obrazisz się za gifa :)
(ściągnięty z Twojego blogu)
|
|
|
|
Hey! You've got to hide your love away
|
- Claude, mam do ciebie wielką prośbę... - napisał Alec. Pokrzywione litery zdradzały niepewność.
- Tak?
- Czy nauczyłbyś mnie języka migowego?
Pielęgniarz wlepił wzrok w kartkę i zamrugał kilka razy, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się na niej znajduje.
- Dlaczego chcesz się go uczyć? - Na twarzy malowało mu się zdumienie.
Alec musiał zastanowić się nad odpowiedzią. Nie wiedział, ile może wyjawić.
- Bo nie chciałbym, aby odgradzały nas jakiekolwiek bariery. - Wydało mu się to zbyt śmiałe, więc dokładnie zamazał wyrazy i zamiast tego nagryzmolił: Pisanie do siebie może być na dłuższą metę uciążliwe, a ja na pewno nie zrezygnuję ze znajomości z Tobą.
Claude przeczytał wiadomość i uśmiechnął się. Zrobiło mu się bardzo miło. Chyba naprawdę znalazł przyjaciela. Wciąż jednak nie był całkiem przekonany do szkoleniowego pomysłu.
- Ale ja nie jestem nauczycielem! Są przecież na pewno specjalne kursy, także darmowe. Dlaczego ja?
- Sądzę, że będziesz potrafił dodać mi motywacji. - Alec spojrzał na niego nieśmiało, marząc by dotknąć gładkiego policzka towarzysza. Claude pozostawał nieświadomy huraganu uczuć szalejącego tuż obok.
- Ja nie potrafię uczyć.
- A ja mam talent do języków, więc się uzupełnimy. Proszę...
Mury obronne zostały sforsowane, a forteca ogłosiła kapitulację.
- No dobrze. Ale nie oczekuj cudu. - Zapisał po dłuższej chwili.
- Dziękuję. Nawet nie wiesz, jak się cieszę.
Faktycznie, naprawdę nie wiedział, co działo się w pijanym tym drobnym sukcesem sercu Aleca.
- To kiedy pierwsza lekcja? - zapytał Claude.
- Choćby od razu.
- Nie bądź taki nadgorliwy! Muszę się najpierw przygotować. Co powiesz na jutro o siedemnastej w tym barze, gdzie byliśmy dzisiaj?
- Super. - Nabazgrał, po czym dodał jeszcze. - Naprawdę, jestem ci bardzo wdzięczny.
- No już przestań, bo się zawstydzę. - W oczach Claude'a błyszczały wesołe iskierki.
- Dobry pomysł. Do twarzy ci z rumieńcami.
- Tak, wyglądam jak mały prosiak. - Zauważył nie bez sarkazmu.
- Więc wyjątkowo uroczy z ciebie knurek.
Pielęgniarz parsknął śmiechem, a Alec zawtórował mu z energią. Rechotali w najlepsze, jakby w ich życiu nie było żadnych trosk.
Claude siedział tak blisko, na wyciągnięcie ręki, ale Alec wiedział, że jest to dystans nie do pokonania. Miał nadzieję, że kiedyś się to zmieni.
- Robi się już późno. - Spojrzał na zegarek. - Muszę wracać do domu.
- Mogę cię odprowadzić. - zaoferował Alec.
- Nie musisz.
- To żaden kłopot. Mam po drodze.
Claude przyjrzał mu się podejrzliwie.
- Ale przecież nawet nie wiesz gdzie mieszkam.
Alec zaczerwienił, czując się bardzo głupio. Był tak zdeterminowany, że mógłby odprowadzić go choćby i do Manchesteru. Claude ulitował się w końcu nad niewprawnym kłamcą.
- To co? Idziemy?
Okazało się, że dom pielęgniarza nie znajdował się aż tak daleko. Claude także mieszkał w kamienicy, ale była ona o lata świetlne porządniejsza i ładniejsza od tej Alecowej.
Zatrzymali się na ulicy naprzeciw budynku.
- To tutaj. Dziękuję za odprowadzenie. I za szalik. - Chciał już go ściągnąć, gdy Alec powstrzymał go ruchem dłoni. Zajął się tym osobiście, muskając niby przypadkiem kark i włosy chłopaka. Wydawało mu się, że po całym ciele płynie mu prąd.
Claude uśmiechnął się i poszedł w stronę domu. Przed frontowymi drzwiami obejrzał się przez ramię. Alec stał w tej samej pozycji, patrząc na niego jakimś dziwnym wzrokiem. Claude pomachał mu i zniknął w czeluściach kamienicy. Alec odmachał jak szalony.
Do domu frunął jak na skrzydłach, kryjąc twarz we wciąż ciepłym szaliku. Było mu lekko na sercu. Tylko jedna myśl mąciła jego euforię:
"Szkoda, że nie mogę mu zwyczajnie powiedzieć, ile on dla mnie znaczy."
---
Toddziak
Już po egzaminie, sialalala :)
Chce się żyć.
|
|
|
|
The light on the bench...
|
Sylvia wyswobodziła się z objęć Nicka.
- Idziemy stąd? Duszno mi. - zapytała i nie czekając odpowiedzi pociągnęła go do wyjścia.
Noc stawała się mroźna, więc dziewczyna potarła zesztywniałe dłonie i wsadziła je do kieszeni. Oboje ruszyli w stronę Tamizy, która powoli usypiała kołysana chłodnymi podmuchami wiatru. Liście już dawno pokryły chodniki i drogi, czarniejąc wkrótce od ciągłego przydeptywania przechodniów.
Szli dłuższą chwilę w milczeniu, nasłuchując odgłosów wody i szeptających drzew. Przyroda zdawała się tętnić życiem bardziej niż oni, podążający przed siebie, zmęczeni tańcem, otumanieni alkoholem, jak cienie o 3 nad ranem.
Sylvia czuła ramię Nicka obok swojego i uśmiechała się na wspomnienie dzisiejszego wieczoru w barze. Teolog zaimponował jej swoim obcesowym, aroganckim, lecz także i romantycznym zachowaniem. Zadrżała i przesunęła się bliżej mężczyzny.
W końcu zza zasłony gałęzi i krzewów ich oczom ukazały się leniwie poruszające fale, przypominające udrapowane, lśniące szaty bogiń greckich.
Usiedli na jednej z ławek. Zignorowali parę znajdująca się obok, dopóki nie usłyszeli tak dobrze znanego im śmiechu.
- Czyżby to Alec i Claude? - Siv spytała szeptem.
- Myślałem, że już zabawiają się w jakimś hotelu... - odparł Nick ze swoim nieodłącznym cynizmem.
- Chodźmy lepiej do domu. Robi się zimno. A im lepiej nie przeszkadzać - dziewczyna uśmiechnęła się promiennie, mrugnąwszy okiem.
Oboje cicho podnieśli się z miejsca i skierowali swe kroki ku kamienicy, zostawiając radosną parę na pastwę własnego, spontanicznego śmiechu.
---
Siv
Krótko i praktycznie o niczym, ale akurat do tej notki nie miałam serca.
Postaram się to nadrobić następnym razem :)
|
|
|
|
Reaching for something in the distance so close you can almost taste it
|
Wyszli z baru i znaleźli się na wypełnionej gwarnym tłumem uliczce. Kolorowe neony, migające zachęcająco krzykliwymi barwami, idealnie współgrały w pulsującym rytmem nocnego miasta.
Claude zaczerpnął głęboko powietrza, oczyszczając płuca z papierosowego dymu. Alec złapał się na tym, że nie spuszcza oka z jego twarzy. Każdy jej łuk wydawał mu się doskonały. Pielęgniarz w końcu wyczuł na sobie ten rozogniony wzrok i spojrzał na towarzysza przenikliwie. Alec zreflektował się. Poprosił na migi o notatnik, a gdy go dostał, nabazgrał szybko:
Możemy przejść się po parku. To niedaleko, a jest jeszcze dość wcześnie, więc większość zboczeńców i morderców wciąż siedzi w domu.
Claude roześmiał się i chętnie przystał na tę propozycję.
Spacerowali pustymi alejkami oświetlanymi blaskiem latarni i gwiazd. Wokół nie było praktycznie nikogo. Aż ciężko było uwierzyć, że w kilkumilionowym mieście można znaleźć tak ciche i odludne miejsce. Jedynie chłodny wiatr psuł miły nastrój. Claude podniósł kołnierz kurtki i złapał się za ramiona. Alec poczuł jak na rękach pojawia mu się gęsia skórka. Oboje byli dość lekko ubrani, ale fotograf chociaż nie marzł w szyję.
Ściągnął szalik i podał go z uśmiechem pielęgniarzowi. Claude pokręcił powoli głową. Odegrał krótką pantomimę na temat: "Nie wezmę go, bo tobie będzie zimno". Szli więc dalej obok siebie, a Villon zamyślił się, miętosząc kraciasty materiał. Nagle wpadł na pewien pomysł. Dał znać kompanowi, aby nie protestował. Obwiązał sobie szalik wokół szyi, a drugim jego końcem owinął kark Claude'a. Pielęgniarz wytrzeszczył na niego oczy, lecz zaraz potem roześmiał się. Poklepał Aleca po ramieniu, gratulując mu inwencji. Villon aż pokraśniał z dumy.
Spacerowali bardzo blisko siebie, ramię przy ramieniu. Alecowi wydawało się nawet, że czuje ciepło dłoni przyjaciela, ale nie miał na tyle odwagi, aby ją chwycić.
Usiedli na ławce. Claude odchylił głowę i zapatrzył się w gwiazdy. Jego twarz przybrała marzycielski wyraz. Alec przypatrywał mu się w skupieniu. Wydawał się teraz jeszcze piękniejszy. Claude obrócił się i po raz kolejny przyłapał fotografa na przyglądaniu się swojej osobie. Nie wyglądał na zachwyconego. Alec spuścił oczy. Zrobiło mu się głupio. Poprosił o notatnik.
Przepraszam, nie chciałem się gapić. - Napisał. Claude wypuścił powietrze z ciężkim westchnięciem.
Nie szkodzi. Przyzwyczaiłem się.
Jak to? - Ręka sama nakreśliła to pytanie. Chłopak przygryzał wargę, wahając się chwilę z odpowiedzią.
Ludzie mają mnie za dziwadło. To, że nie słyszę jest dla nich pewnym rodzajem
egzotyki. Traktują mnie jak okaz na wystawie osobliwości.
Dla mnie wcale nie jesteś dziwadłem. - Odpisał przyciskając długopis do kartki tak mocno, że prawie przebił ją na wylot. Claude uśmiechnął się delikatnie.
I dziękuję ci za to.
Alec w tym momencie odrzucił wszelkie wątpliwości. Podjął decyzję.
---
Toddziak
Spadek formy. Nie mogę się skupić przy telewizyjnej bestii.
|
|
|
|
In my arms I love you more
|
- Jak to? Gdzieś idziecie? - Sylvia nie kryła zdziwienia widząc, jak Alec i Claude wstają razem od stołu.
- Trochę tu duszno, idziemy na spacer. - Chłopak spuścił wzrok i mimo przyciemnionego światła, przyjaciółka zauważyła czerwone rumieńce, oblewające jego twarz.
- Aha, rozumiem - uśmiechnęła się porozumiewawczo, mrugając do fotografa.
- Miłej zabawy! - pomachała wesoło mężczyznom na pożegnanie, aż zniknęli za oparami dymu i tańczących cieni.
Nick postawił na stole pusty kufel. Ciecz w kolorze miodu zdawał się wyparować szybko z naczynia jak woda ze studni w upalny dzień. Teolog leniwie sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę papierosów. Z niezadowoleniem stwierdził, że jest pusta. Sylvia obserwowała kątem oka jego przyćmione alkoholem, powolne ruchy, co jakiś czas odwracając wzrok w stronę śpiewającego Davida. W końcu w sali rozległy się gromkie brawa, a muzyk postukał palcem w mikrofon:
- Kolejną piosenkę. - urwał, czekając aż rozweselona, pokrzykująca tłuszcza trochę się uspokoi. - Kolejną piosenkę - zaczął - chciałbym zadedykować pewnej wyjątkowej osobie. Sylvia, to dla ciebie. - spojrzał na nią poprzez paletę świateł i przymknąwszy powieki, zaśpiewał, przy cichym akompaniamencie gitary.
Hey where did we go, days when the rains came?
Down in the hollow, playin' a new game
Laughing and a running. Skipping and a jumping
In the misty morning fog with our hearts a thumpin' and you ...
My brown eyed girl
You, my brown eyed girl...
Siv siedziała sparaliżowana zaskoczeniem, jak i słodkim uczuciem, palącym ją od wewnątrz. Czuła na sobie ciekawe spojrzenia tłumu, który chciał się przekonać kim jest ta tajemnicza dziewczyna, dla której rozbrzmiewają spokojne tony muzyki.
Studentka w końcu podniosła się z krzesła i ruszyła w stronę sceny, ignorując mordercze spojrzenie Nicka. Ludzie rozpraszali się, pozwalając jej przejść, aż dotarła do podniesienia, na którym stali muzycy. David wyśpiewał ostatnią zwrotkę i oddał mikrofon koledze. Sam zaś podszedł do Siv i poprosił ją do tańca.
- Dziękuję, to było naprawdę miłe. - dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało i założyła spadający kosmyk za ucho.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że podobała ci się piosenka? - pozwoliła mu okręcić się wokół własnej osi, śmiejąc się przy tym perliście.
- Tak, bardzo. - dodała.
- A mi nie. - rozległ się za jej plecami znajomy głos. Sylvia i David znieruchomieli zdziwieni i spojrzeli w kierunku przybysza.
- O co chodzi, Nick? - zapytała, siląc się na obojętny ton. Dave patrzył to na podchmielonego mężczyznę to na Sylvię, nie wiedząc co się dzieje.
- Odbijany. - odparł teolog i odepchnął niedowierzającego muzyka.
- A poza tym to ona ma niebieskie oczy, palancie. - warknął.
Sylvia lubiła Dave, jednak na widok jego minę musiała przygryźć wargi aby nie parsknąć śmiechem. Na jego twarzy mieszało się zdziwienie z obrazą.
- Wszystko w porządku, później ci to wytłumaczę - powiedziała do niego uspakajająco, ale muzyk odwrócił się na pięcie urażony i odszedł.
- Ups... - Nick udał zmartwionego. - Chyba ktoś się obraził.
- Przejdzie mu. Mam nadzieję. - odparła, poruszając się w rytm spokojnej melodii, rozbrzmiewającej z głośników.
- A ja nie ... - dodał i mocniej przytulił Siv.
---
Siv
Urodziłam się, żeby pisać Harlekiny ^^'
To moje powołanie xD
|
|
|
|
You don't need much when you're really in love
|
A jak tam w pracy? Miałeś ciężki dzień? - zapytał Alec.
W sumie tak. Był wypadek - ciężarówka wjechała w autobus. Dużo osób zostało rannych i cały szpital pracował na maksymalnych obrotach. Dlatego się spóźniłem. - Wyjaśnił swoim schludnym pismem. - Ty jeszcze studiujesz, prawda?
Tak.
Stawiali właśnie drobne i nieśmiałe kroczki na drodze ku lepszemu poznaniu się.
I jak ci idzie? - Alec patrzył z uwagą na skupioną twarz Claude'a, którą zdobił jednak sympatyczny uśmiech. Fotograf nie pragnął niczego więcej jak tylko skłonić głowę na piersi towarzysza i dać się ukołysać uderzeniom jego serca. Marzenie to było jednak kompletnie nierealne. Nawet nie wiedział, jakie pielęgniarz miał poglądy na temat związków pomiędzy osobami tej samej płci. Bał się skierować rozmowę na takie tory. Nie przeżyłby kolejnego odrzucenia.
Właściwie ostatnio dość często opuszczałem zajęcia. Od poniedziałku jednak biorę się za siebie i przekształcam w idealnego ucznia. - Nagle przed oczami stanął mu niedokończony szkic swojego projektu. - Claude, nie miałbyś nic przeciwko, żebym zrobił ci kilka zdjęć? - Zapisał szybko, zanim obleciał go tchórz.
Chłopak spojrzał na niego ze zdumieniem, ściągając jasne brwi w jedną linię.
Nie, ale po co ci one?
Muszę zrobić kolaż przedstawiający moje otoczenie i chciałem umieścić w nim swoich przyjaciół. - Alec miał pewne wątpliwości, czy słowo "przyjaciel" nie padło zbyt szybko. W końcu poznali się ledwie kilka dni temu. Claude wyglądał jednak na ucieszonego. Skinął przyzwalająco głową, a Alec wyciągnął z torby aparat. Dobrze, że prawie nigdy nie ruszał się bez niego z domu.
Za pomocą gestów, machnięć i bezpośredniego kontaktu, ustawiał chłopaka w różnych pozach, a pielęgniarz cierpliwie poddawał się tym zabiegom.
Po chwili oglądali razem polaroidowe zdjęcia. Szczególnym powodzeniem cieszyła się fotografia, na której widać było uśmiechającego się delikatnie Claude'a, z głową obróconą w stronę obiektywu, trzymającego filiżankę z herbatą kilka centymetrów od ust.
Minąłeś się z powołaniem. Powinieneś zostać modelem. - Napisał Alec, czerwieniejąc. Claude roześmiał się, nie wyczuwając szczerego komplementu co do swojej urody.
- O, już jesteś - powiedziała Sylvia, przysiadając się do stolika i witając z Claudem. Fotograf szybkim gestem zgarnął zdjęcia do torby, jakby przyłapano go na czymś zdrożnym.
- Kiedy zaczną grać? - zapytał, aby odciągnąć uwagę dziewczyny od swojego dziwnego zachowania.
- Już zaraz. - odparła i rozejrzała się na boki. - A gdzie jest Nick?
- A co? Tęskniłaś? - Ironiczny głos odezwał się tuż nad jej głową. Nick opadł na krzesło obok, prawie rozlewając trzymane w dłoniach piwo. Uśmiechał się szyderczo. Był już lekko pijany.
Sylvia ostentacyjnie go zignorowała.
David podszedł do mikrofonu, powiedział kilka słów wstępu i chwycił za gitarę, w czym akompaniowały mu oklaski i okrzyki publiczności.
W barze popłynęła muzyka. Muzyk zaczerpnął powietrza i zaczął śpiewać przyjemnie zachrypniętym głosem:
I got a little black book with my poems in
I've got a bag with a toothbrush and comb in
Sylvia słuchała, przymykając z błogością oczy. Nick sączył powoli bursztynowy płyn, zaciskając palce na kuflu aż pobielały mu knykcie.
Alecowi podobała się taka interpretacja tej piosenki. Lubił Floydów i wszelkie covery traktował z reguły jako profanację, ale tym razem nie miał większych zastrzeżeń.
Nagle przypomniał sobie o milczącym towarzyszu.
Claude wpatrywał się w swoje dłonie, zaciskając wargi.
Aleca opadły wyrzuty sumienia. Przyprowadzili na koncert osobę, która nie słyszy. To było chyba najgłupsze, co mogli zrobić. Pielęgniarz musiał czuć się teraz strasznie.
Trochę tu duszno. Może pójdziemy na spacer? - napisał szybko, podsuwając mu kartkę pod nos.
Tak. Możemy iść. - odpisał, a Alec mógł przysiąc, że na jego twarzy odmalowała się wdzięczność.
---
Toddziak
|
|
|
|
Shape of heart
|
Alec rozmasował zbolałe mięśnie na karku, jednak chwilę potem, na przekór bólowi, znów zaczął kręcić głową w prawo i w lewo w poszukiwaniu tej jednej osoby, wśród tłumie innych, obcych postaci. W końcu zniechęcony spuścił wzrok i począł wpatrywać się w swoje złożone jak do modlitwy dłonie. Siedział otumaniony muzyką, smutkiem i samotnością, kiedy uczuł czyjąś rękę na ramieniu. Ocknął się z letargu i odwrócić do przybysza, w którym rozpoznał lekko zakłopotanego Clauda. Alec miał ochotę rzucić się mu na szyję, jednak wrodzona wstydliwość powstrzymała go i pozwoliła tylko na pojawienie promiennego uśmiechu, który posłał w stronę pielęgniarza. Claude usiadł obok fotografa i szybko wykaligrafował w nieodłącznym, starym notesie:
Przepraszam za spóźnienie, ale miałem pewne problemy z dotarciem. Alec chłonął każde słowo i czuł jak fala gorąca rozprzestrzenia się po jego wnętrzu, paląc wszystko, na co się natknie. Szybko stłamsił w sobie ten wybuch radości i uspokajając kołatanie serca, odpisał:
Nie ma sprawy. Nic się nie stało. Claude odczytawszy wiadomość odetchnął z ulgą i rozejrzawszy się, jakby kogoś szukał, po chwili dodał:
Jesteś sam? Sylvia chyba tez miała przyjść?
Tak, jest. Ale teraz stoi pod sceną i rozmawia ze znajomym. - Alec wskazał wzrokiem grupkę muzyków.
Może czegoś się napijesz? - zapytał dla podtrzymania rozmowy.
Z chęcią. Niech będzie herbata malinowa - fotograf pomachał do młodej kobiety, odzianej w czarny uniform, z dużym, wyhaftowanym znakiem baru na piersi, i kiwną głową. Kelnerka przyszła zaraz i uśmiechając się usłużnie spytała o zamówienie.
- Poproszę jedną herbatę malinową i jedną cytrynową.
Dziewczyna nakreśliła informację na kartce i odeszła w stronę bufetu. Po kilku minutach pojawiła się na tle przyćmionych świateł z pobrzękującymi filiżankami. Postawiła je na stoliku i oddaliła się ku innym gościom.
Alec nerwowo bawił się łyżeczką i raz po raz pozwalał jej wydawać głuchy dźwięk przy zderzeniu z podstawką. Nadal odczuwał radość z powodu pojawienia się obiektu westchnień, jednak natarczywie powracało do niego pytanie: o czym z nim rozmawiać? Chłopak wiedział, że nie jest zbyt otwartą, towarzyską osobą i nie ma wiele do zaoferowania.
Rozmyślania fotografa zostały szybko przerwane drobnym pismem Claude w notesie:
A jak się teraz czujesz? Mam nadzieję, ze już wszystko w porządku. - mężczyzna posłał mu badawcze spojrzenie.
Tak, już mi lepiej. Dziękuję za troskę. A jak ty się czujesz? - pielęgniarz wydawał się być zaskoczony pytaniem. Zaśmiał się perliście, śmiechem, który Alec w nim uwielbiał.
Dobrze, a dlaczego pytasz?
Spotkania z Nickiem zawsze pozostawiają niezatarte wrażenia.
Ich spojrzenia skrzyżowały się i równocześnie posłali sobie pogodne uśmiechy.
Student zrozumiał, że odnalazł w Claudzie przyjaciela, co więcej, bratnią duszę, z którą może porozmawiać na każdy temat.
---
Siv
|
|
|
|
Funeral of hearts
|
Częściowo miała rację - faktycznie na korytarzu stał Alec. Wyglądał całkiem elegancko i schludnie, na ile oczywiście może tak wyglądać wiecznie zasmarkany student ze swoim nieśmiertelnym szalikiem owiniętym wokół szyi. Po fotografie widać było, że jest bardzo przejęty.
- Cześć, Sylvio... - wydukał.
Za nim górowała czarnowłosa postać z bardzo zaciętą miną.
- Puk puk - powiedział Nick.
Dziewczyna patrzyła na niego zimno.
- Co ty tu robisz?
- Idę z wami - oświadczył tonem wykluczającym wszelką dyskusję.
Dziewczyna chwilę mierzyła go wzrokiem, a potem wzruszyła ramionami.
- To wolny kraj. Rób, co chcesz.
Wzięła płaszcz i zamknęła drzwi do mieszkania na klucz.
Podczas drogi do baru prawie ze sobą nie rozmawiali. Alec usiłował przerwać chmurną atmosferę, rzucając Sylvii nieśmiały komplement, co do jej wyglądu.
Dziewczyna podziękowała łaskawie. Postanowiła nie przejmować się obecnością Nicka. Zamierzała dobrze się bawić tego wieczoru, niezależnie od niego. Nie był jedynym mężczyzną na tym świecie. Gdyby jeszcze to głupie serce uważało tak samo...
W barze powoli zbierali się ludzie. Ruch był większy niż ostatnim razem, ale wciąż dało się znaleźć wolny stolik. Usiedli we trójkę.
Na zaimprowizowanej scenie muzycy zaczynali rozkładać instrumenty. Wśród kilku młodych chłopaków zżeranych tremą Sylvia zauważyła Davida. Uśmiechnęła się lekko, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały. Muzyk pomachał jej ręką.
- Przepraszam na chwilę - rzuciła niedbale i podniosła się z krzesła. Posępny wzrok Nicka ścigał ją, gdy podchodziła do grupki na scenie.
- Idę się napić - powiedział Wolfwood, ruszając gniewnie w stronę baru. Pomysł zalania się w trupa wydawał mu się bardzo kuszący.
Alec został sam, ale nawet nie zauważył absencji przyjaciół. Rozglądał się rozpaczliwie na boki w poszukiwaniu Claude'a. Nigdzie nie było go widać, a zegarek zawieszony na ścianie wskazywał już prawie ósmą. Alec strasznie chciał zobaczyć pielęgniarza. Czekał na to cały dzień. Jeśli on się dzisiaj nie pojawi, to prawdopodobnie wcale nie ma ochoty spędzać czasu w ich towarzystwie.
Alec nawet nie chciał myśleć o takiej ewentualności. Siedział więc w pełnej wyczekiwania ciszy, zaglądając w ludzkie twarze i poszukując tej jedynej, o której marzył cały czas.
---
Toddziak
|
|
|
|
She was the color of TV
|
Sylvia uchyliła powieki. Rozglądnęła się półprzytomnie po pokoju, próbując sobie przypomnieć, co się wydarzyło kilka godzin wcześniej. Dopiero po chwili zobaczyła przebiegające przed oczami slajdy z dzisiejszego dnia: Matka Mike'a, list, gorączką, sen. Pogładziła dłonią sterczące kosmyki i spojrzała na zegarek.
18:45.
Już miała zamiar zatopić się znów w pościeli aby przespać cały wieczór i doleczyć uporczywe przeziębienie, gdy nagle uświadomiła sobie, że jest umówiona z Aleciem i Claudem. Wyskoczyła spod koca jak poparzona, klnąc siarczyście pod nosem i potykając się o kapcie tkwiące na posterunku przy łóżku. W ciągu 5 minut zdążyła wziąć szybki prysznic, napić się mocnej kawy, aby odpędzić resztki senności i wygrzebać z dna szafy sukienkę przeznaczoną tylko na specjalne okazje. Łyknęła kilka tabletek przeciwbólowych i ignorując nieznośny ból głowy oraz katar zabrała się za układanie włosów. Na koniec delikatnie podkreśliła rzęsy tuszem, żeby ukryć nienaturalnie lśniące oczy. Spojrzała na sobowtóra z lustra - i smagnęła jeszcze usta czerwoną pomadką.
Dobrze, bardzo dobrze - pomyślała i posłała postaci ze szklanej tafli pełen zadowolenia uśmiech.
Przypomniała sobie o Davidzie, który pewnie już wyczekuje jej w barze i postanowiła świetnie się z nim bawić.
No i Alec zechce na pewno zostać sam z Claudem - przyklasnęła sobie w myślach. Cieszyła się, że fotograf znalazł kogoś, kto może dać mu radość i poczucie bezpieczeństwa.
Sylvia nie była przekonana, czy mówić mu o wiadomości od Michael'a. Nie chciała psuć chłopakowi miło zapowiadającego się spotkania, a wyznanie mu, że Mike jest bardzo szczęśliwy z młodą pielęgniarką zniweczyło by wszystkie plany.
Poczekam z tym, na właściwszy moment - postanowiła ostatecznie, schylając się aby zapiąć strzemiączko w butach, kiedy w mieszkaniu rozległo się głośne łomotanie do drzwi.
- Już idę, moment! - krzyknęła z pokoju, poprawiając sukienkę. Gdy uporała się z zamkiem, ruszyła do źródła dźwięku, pogwizdując wesoło. Była pewna, że na klatce schodowej czeka na nią podenerwowany Alec.
---
Siv
Kocham Mansona ^^
Trochę krótko, ale to nic. Toddziak wszystko nadrobi xD
|
|
|
|
Naughty dreams
|
Alec słusznie uznał, że już nie zaśnie. Miał dość wrażeń jak na jedną noc.
Zwlekł się z łóżka i poszedł do łazienki. Ubrał się najciszej jak umiał i zrobił Nickowi kawę. Sam nie był głodny. Wątpił czy będzie w stanie cokolwiek przełknąć. Przynajmniej do czasu aż żołądek przyklei mu się do pleców i wymusi na organizmie potrzebę konsumpcji.
Usiadł przy stole w kuchni i podparł brodę dłonią. Wpatrywał się tępo w ścianę.
Spojrzał na zegarek. Za pięć siódma.
Głowa Aleca uderzyła o stół.
- Nie wytrzymam do dziewiętnastej! - poskarżył się lodówce. Nie miała jednak dla niego żadnych słów otuchy.
Chłopak westchnął. Skoro postanowił od poniedziałku wrócić do szkoły, powinien wziąć się wreszcie za ten projekt. "Moja szara codzienność w barwach obiektywu" wciąż nie pojawiła się w wersji namacalnej. Poza tym, gdy człowiek jest zajęty, to czas szybciej mija...
Wstał od stołu i zaczął grzebać po szufladach. Wyciągnął stamtąd teczkę, w której przechowywał zdjęcia, szkicownik oraz kilka ołówków z gumką. Zabrał cały osprzęt i przygotował sobie na stole miejsce do twórczej pracy.
Pukał rysikiem w kartkę, szukając natchnienia. Myślał nad tym, aby w środku umieścić siebie z twarzą zasłoniętą aparatem fotograficznym, a wokół, w formie graficznego strumienia świadomości, przedstawić otaczających go ludzi i przedmioty. Wprawnymi pociągnięciami grafitu tworzył wstępny szkic. Znalazł miejsce dla Nicka i Sylvii (postanowił wykorzystać ich wspólne zdjęcie) oraz dla Michaela (uśmiechnął się smutno, patrząc na przerażonego mężczyznę biegnącego na oślep do autobusu). Zorientował się, że nie ma żadnego zdjęcia Claude'a. Nie podobało mu się to. Musiał umieścić go w swojej pracy. Przecież on jest bardzo ważną częścią jego życia.
"Nic straconego. Poproszę go w klubie." - Pomyślał, czując jak robi mu się gorąco. - "Byle tylko się zgodził...".
- Claude... Ciekawe, co on teraz robi? - wymamrotał z ciekawością. Odłożył projekt na bok, biorąc kolejną kartkę. Tańczył ołówkiem po papierze, a wymyślne kanty i zawijasy zaczęły układać się w sylwetkę młodego mężczyzny. Szkicował z pamięci, tak jak widział go we śnie. Roześmiane oczy, przeczesane wiatrem włosy, chude nogi, wąskie biodra, smukłe dłonie o długich palcach. Prawie nie używał gumki. Obraz chłopaka utrwalił mu się w umyśle jak na fotograficznej kliszy.
Kończył cieniować rysunek, kiedy usłyszał tuż nad swoim uchem:
- No, no, Alec... Nie wiedziałem, że w wolnych chwilach zajmujesz się pornografią... A przynajmniej, że przelewasz na kartkę swoje fantazje erotyczne.
Alec podskoczył na krześle i obejrzał się z przerażeniem. Nick, rozczochrany jak nieboskie stworzenie, patrzył na niego domyślnie. Cyniczny uśmieszek wykrzywiał mu usta.
Fotograf myślał, że zaraz zapadnie się pod dywan.
- To... to... nie jest fantazja erotyczna! To... to... ... artystyczna nagość! - krzyknął rozpaczliwie.
- Taaa, jasne... - Nick upił łyk przygotowanej kawy, choć zdążyła już wystygnąć, i poruszył znacząco brwiami. Alec gapił się na swoje dłonie. Czuł się jak dzieciak przyłapany na oglądaniu świerszczyków. A nawet gorzej.
- Ale wiesz, co ci powiem? Zacznij rysować jakieś zboczone komiksy, a zarobisz miliony. Naprawdę stary, masz talent - pochwalił.
- Dzięki... - Nie ucieszył się specjalnie z tego komplementu.
- Świetnie uchwyciłeś podobieństwo, całkiem wiarygodnie oddałeś budowę anatomiczną... choć co do rozmiarów pewnych części ciała, chyba trochę poniosła cię fantazja...
Alec nie wytrzymał i cisnął w niego ołówkiem. Następną rzeczą, jaką zrobił, był szary mundur, w który, kilkunastoma pociągnięciami grafitu, ubrał narysowanego chłopaka.
---
Toddzak
Ponoć jestem zboczona...
|
|
|
| |
|
|
|