|
|
|
olśnienie
|
Już dawno przestałam tu zaglądać, notatki nie należą do optymistycznych, przypominają mi o jednym..o tej miłości, która była..o nim..o tym wszystkim co przeżyłam..i teraz też nie bez emocji piszę te słowa..
Trochę w żartach Matka powiedziała mi kiedyś "umiesz liczyć? Licz na siebie!"
A to właściwie w żartobliwych sytuacjach nie występowało..
Te słowa są ostatnio jakieś cholernie prawdziwe.. Od nowego roku, 2012, spotyka mnie tyle zaiste nieprzyjemnych sytuacji, że sama nawet nie wiem gdzie przespałam czujność, a kiedy owładnęła mną właśnie naiwność...
Naiwność, że komuś zależy, że szanuje, że ufa i jest zaufania godnym.. Dwie osoby, wcale nie nowo poznane ani też żadni korporacyjni rywale...żeby kilka lat żywić zaufanie i żeby to tak wszystko wciągu jednego wieczoru prysnęło..zniknęło, jak pył zdmuchnięty przez jako taką sprawiedliwość..
Czasem się zastanawiam, czy to nie Los mnie tak "wynagrodził", że patrząc na mnie skądś, stwierdził, że tę idiotkę to chyba trzeba doświadczyć, żeby zrozumiała, najlepiej zranić..
A mój brat zawsze powtarzał "nie krzycz, wytłumacz"..Los miał skuteczniejszą metodę..i powiem szczerze, że najgorzej czuje się osoba, zawiedzona przez tych, dla których zrobiłaby więcej niż dla innych.
Wiem, chaotyczne to..próbuję pisać jak kiedyś, pod wpływem emocji, pochłonięta muzyką, ze szklanką w oczach..
Trzeba to w końcu wyrzucić, nie dusić cholera, żyć trzeba normalnie, odcinać od tych wszystkich pijawek, które się mszczą? zazdroszą? Szlag jasny by to trafił! A niby tacy przyjaciele, a nóż wbijają po sam trzon, kiedy Ty siedzisz za ścianą..Ku*wa jak tak można?! wytłumaczyć się chyba nie da..
Już dawno odpuściłam sobie analizę..wciąż obwiniam siebie, jaka to zła byłam, a może źle kogoś traktowałam, a może nie powinnam tego powiedzieć, a może jednak tamtego wieczoru byłam kąśliwa? a po co..jak Ci wszyscy Judasze tylko czekają by Cię sprzedać...
Chyba nie przekazałam wszystkiego co chciałam, nie wiem zresztą..
Wiem jedno! Nie boli najgorzej cios i rana, krew co się snuje i ze łzami wiąże w chemiczną nie do zniesienia maź..już nie to..najgorzej boli to, że ktoś nie walczy!
Amen.
|
|
|
|
Sade
|
I gave you all the love I got
I gave you more than I could give
I gave you love
I gave you all that I have inside
And you took my love
You took my love
Didn't I tell you
What I believe
Did somebody say that
A love like that won't last
Didn't I give you
All that I've got to give baby
I gave you all the love I got
I gave you more than I could give
I gave you love
I gave you all that I have inside
And you took my love
You took my love
I keep crying
I keep trying for you
There's nothing like you and I baby
This is no ordinary love
No ordinary love
This is no ordinary love
No ordinary love
When you came my way
You brightened every day
With your sweet smile
Didn't I tell you
What I believe
Did somebody say that
A love like that won't last
Didn't I give you
All that I've got to give baby
This is no ordinary love
No ordinary love
This is no ordinary love
No ordinary love
I keep crying
I keep trying for you
There's nothing like you and I baby
This is no ordinary love
No ordinary lovev This is no ordinary love
No ordinary love
Keep trying for you
Keep crying for you
Keep flying for you
Keep flying I'm falling
I'm falling
Keep trying for you
Keep crying for you
Keep flying for you
Keep flying I'm falling
I'm falling...
wciąż to pamiętam, wciąż myślę...
|
|
|
|
ból dziękczynienia
|
Wbrew zapędom egoistycznym
podjęłam walkę,
choć bałam się utracenia ostetcznej nadziei (kiedy raz już ją straciłam, maja czternastego)
choć bałam się działania,
podjęłam próbę,
ufałam,
że owa próba może ocalić...
zabiła.
Minęło troszkę czasu,
od kiedy przeczytałam sms "nie pisz więcej"...
Miałam wrażenie, że to nie Ty,
nie tamten 'Ty',
nie mój 'Ty'
i chyba zdałam sobie w końcu z tego sprawę...
Nie jesteś już 'moim Ty',
w tym sensie, że 'mój Ty' gdzieś zniknął,
pozostał tylko zimny, nieczuły, gruboskórny,
'inny Ty'
Ogromny wstrząs, także ten, ujawniający się na zewnątrz, nerwowo-silny dreszcz..
Już nawet nie płacz,
czyli ostateczność,
czyli granica serca,
granica pojętności zdarzenia,
granica nerwowości,
granica nadziei,
granica lęku i strachu.
Nie potrafię już płakać,
ranga tego zdarzenia przerasta nawet lament.
Chciałabym juz teraz,
chciałabym, aby poziom rozczarowania,
poziom swego rodzaju cierpienia,
poziom żalu
uległ procesowi zmniejszania się, niknięcia, zanikania,
A wówczas...
może jeszcze kiedyś,
może w przyszłości
może wkrótce,
zapłaczę.
Może będę umiała uronić łzę...
Po raz drugi rozszarpano moje serce
po raz drugi tak bardzo zbito nadzieję, jak psa ordynarnie groźnego
po raz drugi...cholera jasna!
po raz drugi moją wiarę trafił szlag!
Po raz drugi, godzę się z ostatecznym odejściem,
po raz drugi mam chęć zniszczyć upominki, które nadal gdzieś tu są, spakowane w czarne worki...
Po raz drugi mam chęć zaszyć się gdzieś daleko,
po raz drugi pragnę nie mieć uczuć...
I choć nie byłam w tym wszystkim niewinna
i choć popełniłam błąd, który wlecze się za sumieniem (Twoim i moim)
I choć popełniłam błąd, którym okrutnie Cię zawiodłam
I choć popełnilam błąd, który szarpnął gwałtownie, rozrywając więzi Twojego do mnie zaufania
I choć popełniłam błąd, którym tak Cię zmieniłam
zraniłeś,
zadałeś cios,
plącząc się w swoich zeznaniach, myślach, ocenach, "złotych radach i opiniach"
Najbardziej jednak boli to,
że nie walczyłeś,
że nie chciałeś,
że gesty przeczyły zasłyszanym gdzies w eterze słowom.
Były one prawdą?
Były fikcją?
Zraniłeś,
rozerwałeś serce tępym nożem obojętności,
wbiłeś szpikulec w przekonanie o Twoim uczuciu..
zgasiłeś żar rozpalonej duszy,
rozjątrzyłeś spokój rozumu,
rozkochałeś mnie w sobie...
I chociaż zraniłeś...
dziękuję Ci.
Dziękuję za doznanie tego uczucia,
najwspanialszego,
najbardziej nieogarniętego na świecie.
Dziękuję za mój mętny wzrok, gdy na Ciebie patrzyłam
dziękuję za Twój smak, nigdy zbyt słodki,
dziękuję za to, że mój węch szalał za Twoim zapachem,
dziękuję za Twój dotyk, za czułość,
Dziękuję za Twój uśmiech, który niwelował wszelkie bóle tego świata,
Dziękuję za uczucie przyjemnego mrowienia w kolanach,
za uczucie podwyższonego ciśnienia krwi na Twój widok...
Dziękuję za tamto spotkanie w kawiarni, gdy rozmawialiśmy o mieszkaniu i własnym wyobrażeniu ślubu.
Dziękuję.
Zaszczepiłeś mnie.
Szczepionka zranienia,
rozdarcia serca,
cierpienia,
płaczu, żalu, strachu,
Twej obojętności..
Wniknęła..
Płynie w krwioobiegu wraz ze wspomnieniem cudownej miłości i nieopisanego szczęścia.
Zyskałam pewien stopień odporności
na możliwość zranienia,
na uczucie otrzymania ciosu,
na pewnego rodzaju cierpienie,
na wylewanie tylu ton łez,
na żal, na strach,
bo przecież...
doświadczenie tego pierwszy raz
boli najbardziej..
Pochowałam tę miłość w grobie pamięci wiecznej.
Odszedłeś na zawsze.
Będę się modlić, by Ciebie to nie spotkało.
(08.02.2010r.)
|
|
|
|
dk syndrome
|
Siedzę..
Nie wiem o czym pisać, chociaż wiem, że nawet jeśli nic nie napiszę i tak będę płakać..
Ostatnio często to robię.
Ostatnio tylko to wychodzi mi najlepiej...
Nie potrzebuję nawet specjalnego bodźca.
Po prostu siadam i słucham jak krople stukają o podłogę.
Bezsens.
Nie ogarniam.
Nie jestem w stanie, czy nie chcę?
Powróciłam do punktu, w którym kiedyś tkwiłam:
-nie wiem-
Chociaż jednej rzeczy, jednej kwestii wciąż nadal jestem pewna..
A miłość jest siłą destrukcyjną.
Kiedy się coś straci, napędzając koło nieszczęśliwych zdarzeń,
już nie potrzeba negatywnych bodźcow od drugiego człowieka.
Miłość potrafi sama skutecznie wyniszczyć..
Działa niczym złośliwy wirus, rozwija się jak kwiat z nasienia..
Rośnie..
Nie pozostawia wyboru,
nie daje siły do walki,
trwa w donicy cholernej niepewności i beznadziejnego żalu..
Jestem egoistką,
boję się podjąć walkę,
boję się utracenia ostatecznej nadziei (już raz ją straciłam, maja czternastego).
Boję się działania, bo mimo iz próba może mnie ocalić,
boję się, że może zabić..
Nigdy nie działo się ze mna coś tak silnego,
wymykającego się spod kontroli..
I choć minęło tyle czasu,
to wciąż we mnie wzrasta.
Nie umiem dać sobie z tym rady.
Żyję z dnia na dzień,
próbuję żyć..
Wstaję o świcie
idę na uczelnię, do pracy, do domu, do obiadu, do spania...
O świcie myślę o wieczorze.
Wieczorem, o świcie dnia następnego,
godząc się na tę całą poronioną egzystencję.
I tak to się w koło toczy.
Wszystko w nudzie i monotonii bezcelowości..
Próbowałam pozwolić na uczucie, nie umiałam,
próbowałam być dla kogoś, może za mało się starałam,
może spoczęłam na laurach, może za bardzo chciałam ułożyć sobie życie
i być przyczyną radości i zadowolenia kogoś innego..
ale nie potrafię ze sobą walczyć (teraz już to wiem) i jeszcze tylko zraniłam.
Od tamtego czasu nic mi nie wychodzi w życiu prywatnym
Anielskiej cierpliwości potrzeba przy mnie (dziekuję Aniołku z kopniętą aureolką)..
Tak, jak nigdy nie byłam czegoś tak pewna
jak nigdy, tak bardzo "nie wiedziałam"..
|
|
|
|
walka
|
Walka wciąż walka
wygrana bitwa
przegrana bitwa
złożenie broni
podniesienie miecza
walka wciąż walka
łzawię
krwawię
boli
jestem silna
wstaję
obwiązuję ranę
krzyczę
boli
krzyczę bardziej
krew już tylko się sączy
jeszcze tylko łzy..
krzyczę
ocieram
bluźnię
ocieram i krzyczę
jestem silna
ironia we mnie
drwina w spojrzeniu
sarkazm w słowach
postawa nic-nie-obchodzenia
uśmiech
cholerna maska!
bo ile można
szlag!
ile można udawać, że wszystko już w porządku?!
gdy w porządku nie jest!
gdy cholerny sercem szarpie ból!!
ułuda w myślach..
znów walka
z jednego obozu głosy - miłość,
właśnie tak smakuje,
właśnie tak przesłania oczy,
właśnie tak jest obecna olfaktorycznie (nawet w tramwaju za 'tym' zapachem obracam głowę z drżącymi kolanami)
właśnie tak ją słyszę, gdy rozbrzmiewa 'ten' utwór
właśnie tak ją czuję, gdy dotykam zdjęcia
drugi obóz - rozum
tak miało być,
było to pisane,
lepiej teraz niż później,
ON wie co robi,
lepiej teraz niż później,
nie ten to inny, nie był dla ciebie, nie byłaś dla niego.
dasz radę,
traktuj to jako pewien etap, który się zakończył
zakończył
jesteś silna!
Niedawno pomyślnie zaliczyłam sesję, powiedziałabym, że nawet świetnie! Dostałam pracę, a raczej praca znalazła mnie! Do tego dostałam się na staż do urzędu. Pewne sukcesy więc mnie dotknęły, o tak cieszyłam się, pewnie!
Kiedy jednak rozluźniłam uczelniane obowiązki, przyszŁo najgorsze,
znów jakaś rozterka, znów byłam rozszczepiona,
powracały wspomnienia i ta walka z nimi, żeby je
zdusić! zadusić! udusić! ubić! zabić!
To wymaga wielkiej energii..
Czasem dochodzę do wniosku, że gdyby nawet... ale nie, nie chcę nawet o tym myśleć.. Bo kto mógłby w takiej chwili zaufać? Uczę się przecież zapominania, wyrzucania wszelkich kwestii Z pamięci. Nie chcę potępiać, bo przecież sama świętą nie jestem, to ja 'wystawiłam' jego zaufanie.
A walka trwa...
między emocjami a racjonalną próbą objęcia tego, co się wydarzyło..
Szarpią mną dwa żywioły człowieka, cholernie nie do zniesienia to uczucie..
Kiedy wszystko jest dobrze,
kiedy już nabieram siły i rozpędu,
gdy zajmuje się pracą,
gdy się uczę,
jeden impuls,
jedna kwestia
i wszystko jak za uderzeniem w szklaną postać, rozsypuje się z impetem!!
Człowiek to istota doskonała i niedoskonała zarazem.
Dziękujcie zwierzęta, że nie macie uczuć, że wasz umysł emocjonalny jest martwy, że jesteście zaprojektowane na pewien wzór.
Człowiek doskonały,
bo nigdy nie zbadany,
nieograniczony,
nieodgadnięty,
niesprawdzony,
niepoznany,
nie przeszyty na wylot.
Zawsze w sobie coś kryje,
zawsze zrobi coś, czego spodziewać się nie mogło,
zawsze czegoś chce bądź nie chce,
zawsze coś czuje:
złość,nienawiść,smutek,żal,obojęt ność,rozbawienie,radość,uciecha,za angażowanie
Niedoskonały, bo przerosła go kontrola nad nim samym i nad owymi uczuciami.
Chce nad nimi zapanować, ale nie potrafi!
Ha!ludzka natura, bronią się wtedy niejedni..
Mordercy często twierdzą, nie wiem, dlaczego to zrobiłem..
Boże przeceniłeś człowieka!
Walczę
nadal walczę
minęło juz trochę czasu, a ja wciąż uporczywie walczę.
Walczę z samą sobą.
Poddaję się, upadam, wybroczyny na ziemi,
ale wstaję, próbuję, często nie wiem czy to ma sens
albo raczej wiem, że ma to sens na krótką chwilę..
Próbuje przekonać samą siebie, iż wierze, że zabiłam wszelką wiarę w powrót i nadzieję na milość.
Dwa dni temu posłuchałam pewnej piosenki jeszcze raz,
popatrzylam na wszystkie rzeczy, które dostałam,
spakowałam w worki,
wyrzuciłam suszone kwiaty..
Tak jakbym na siłę chciała zacząć nowy rozdział życia..
Czy to nie absurd?!
Bitwa rozgrywa się we wnętrzu.
Szpady dobywa serce i szpady dobywa rozum.
Kocham i kochać nie chcę.
Wiem, że kocham i wiem, że kochać przestać powinnam.
Wspominam i jednocześnie niszczę wszelkie ślady.
Tęsknię a przecież tęsknić nie powinnam!
Płacząc, mówię, że jestem silna..
Miłość...
i po co to wszystko
|
|
|
|
Miłość - już nie 'pół-idiotka' bólu
|
Stało się to, co się stało, ale czy stać się musiało?
Taka byłam silna,
taka pewna,
taka umocniona,
utwardzona,
taka przekonana,
taka silna i taka pewna przecież...
Boże..
dajesz nauki tak bolesne czasem, że wystawiasz na niemała próbę - wiarę i zaufanie Tobie..
Uczucie...
wiara, nadzieja, miłość (jak 3 cnoty boskie)
Wierzyłam w nas, nawet po tym, co Ci zrobiłam już nie mój-Ukochany
Nadzieja dawała mi siły,
by wstać i podjąć staranie, bez łez, nadzieja..
Miłość, najważniejsza z nich, usidliła mnie tak srodze, że stała się przekleństwem..
Jej brzemię dźwigam na ramionach, tylko, że teraz jest takie ciężkie,
aż nie do wytrzymania,
rozbija człowieka na milion kawałków..
Jeśli naprawdę mnie nie kochasz,
odejź na zawsze i zerwij tę siatkę łączącą milion kawałków pozornie,
niech się rozsypią,
niech upadnę,
niech utonę we łzach i bólu,
niech tonę w tęknocie,
zrań mnie..
Jeśli nie chcesz mnie zranić zrań mnie właśnie teraz ostatecznie..
Nie karm nadzieją Twoich ramion i zapachu,
nie karm głaskaniem,
nie karm tymi słowami, jaką osobą jestem,
nie karm obecnością,
nie karm możliwością kontaktu..
Jeśli nie chcesz mnie zranić, zrań mnie właśnie teraz,
bo inaczej się nie pozbieram,
nie spróbuję zalepić szczelin między kawałkami,
nie odnajdę się w czasoprzestrzeni tu i teraz..
Jeśli mnie nie kochasz zrań mnie tak po prostu,
jeśli mnie nie kochasz nie karm nadzieją..
To tak bardzo dezorientuje, kiedy gesty przeczą słowom,
już nie wiem kim jestem,
już nie wiem czego chciałam
nigdy tego nie wiedziałam,
ale teraz wiem jedno i być może się powtórzę:
moje uczucie
nigdy nie było tak silne,
nigdy nie było tak pewne,
nigdy nie było tak mocne,
nigdy nie było tak ofiarne,
nigdy tak zdolne do poświęcenia,
nigdy
o takim zawsze marzyłam...
Teraz już wiem jak bardzo boli przyjaźń,
gdy już nie jest miłością..
Nie skruszę tej skorupy narosłej na Twoim sercu
(z własnej winy i głupoty),
choćbym krzyczała duszą i ciałem,
że tak po prostu Cię kocham.
Widzę to i słyszę, że nie skruszę
(choć czuję co innego)..
Jeśli starczy mi sił będę walczyć,
jeśli stwierdzisz, że nie mam po co...
zrań mnie właśnie teraz!
D.: "Nie kocham Cię"
Dnia 14ego maja 2009roku,
umarło moje serce
'Aniele Boży Stróżu mój,
zmówmy pacierz, bo miłość nie żyje'...
***
Natknęłam się na pewne słowa:
" W życiu kobiety istnieje jedna chwila, w której powinna umrzeć: kiedy przestaje być kochaną "
(D. Gay)
|
|
|
|
możliwa niemożliwość
|
Czy można kochać mnie aż tak,
żeby przymusowo nienawidzić,
nie mogąc uczestniczyć w moim życiu?
...
|
|
|
|
nieporadnie
|
"Jakie brzemie się dźwiga, gdy wpadnie w sidła, nawet wzajemnej miłości.. Boli Ciebie i za tę drugą osobę także.."
Napisałam to przed chwilą na blogu pewnej osoby, pod wpływem emocji, niezupełnie dobrze gramatycznie...
Tak,
jak bardzo można zranić, chcąc pomóc?
Niewyobrażalnie,
niewymownie,
tak - bardzo!
Gorsza jest świadomość, że to co do tej pory robiłeś,
uważane było za grę,,
Nie wiem,
nie wiem co napisać,
nie wiem co powiedzieć
nie wiem jak to ująć,
rozdziera mi serce,
tak cholernie, tak źle..
Piszę i kasuję,
patrzę, nie czytam wstecz,
próbuję przelać emocje tutaj, jak kiedyś, zupełnie przecież niedawno,
ale piszę bezsensownie, czuję to,
Jednak nawet emocji nie potrafię ujarzmić, to jakaś istna samowola, uchodzą inaczej niż chciałabym tego sama, nawet próbom się nie poddają..
znów łzy..i po co?
zamiast próbować rozwiązać to co gryzie,
znaleźć przyczynę czucia drzazgi w sercu,
ochłodzić oparzenie duszy
zamiast zatrzymać łzawoczerwoną mieszaninę,
to te cholerne łzy wciąż płyną.
Skupienie załamuje się zupełnie,
nie wiem co, już teraz nie wiem.
Całe bazowe uczucie, możnaby filozoficznie powiedzieć, fundamentalizm,
został naruszony..
Przykro, tak bardzo przykro..
I teraz nie powinnam zwracać uwagi na siebie,
nie powinnam
Co boli duszę, boleć tak szybko nie przestanie,
choćby wstrzymać krwotok,
otrzeć łzy..
boleć tak szybko nie przestanie.
|
|
|
|
bajka
|
Wita mnie co rano uśmiechem,
uśmiecha się w południe
wieczorem?
też się uśmiecha
Patrzy na mnie
pilnuje mnie
bardzo często ze mną jest
Złości się kiedy jestem szczęśliwa
prycha gdy to ja się uśmiecham
kpi i grozi, kiedy się śmieję w niebogłosy
Kiedy jestem smutna, jest najbliżej
chciałoby się napisać, że mnie pociesza..
nie, nie pociesza...
Zrywa się i skacze!
z impetem wskakuje na plecy, barki
z całych sił dociska do podłoża,
Krztuszę się..
próbuję walczyć, wyrywam się, podnoszę,
drze ubranie
znów dociska...
Nie wiem co mam robić,
znów "niepuokładane"
myślę, chociaż umysł przyćmiony
myślę, choć umysł obnażony
Pojawia się łza,
nie reaguje, siedzi, dociska
jedną i następną gonią kolejne...
jeszcze trzyma
Dziwne!
na barkach już nie ten ciężar,
jakby lżej
jakby żal się zrobiło
jakby odpuściła...
Odpuściła,
by za krótszą, dłuższą chwilę
znów się droczyć,
znów dopaść,
usiąść, przytrzymać
znów upodlić się
i znów posmakować ludzkiego uczucia: wzruszenia?
znów odpuścić?
proszę Państwa,
była sobie...
'beznadzieja'
|
|
|
|
dla Niej
|
Nie wiedziałam,
nie sądziłam
nie przypuszczałabym
jak wiele może znaczyc ktoś dla kogoś,
tak po prostu?
nie
bo w naszym społeczeństwie (zupełnie tak, jak Ci napisałam) nie ma ludzi.
Dobroć,
sumienie,
szacunek,
to chyba teraz juz pozytywna cecha,
to chyba juz teraz zaleta..
Dlaczego mnie to nie dziwi, że to już chyba nie jest normalne?
Ktoś Cię rani, a ja o tym nie wiem...
Nie wiedziałam póki mi nie powiedziałaś..
Dlaczego nie odczuwam 'tego' kiedy jesteś radosna i szczęsliwa,
dlaczego nie odczuwam tego kiedy się usmiechasz, śmiejesz w niebogłosy, kiedy skaczesz z nogi na nogę, kiedy tańczysz na parkiecie..
Dlaczego nie odczuwam tego, że jesteś dla mnie ważna, kiedy jesteś szczęśliwa..
Dlaczego zaczynam zdawać sobie sprawę dopiero wtedy kiedy ktoś Cię rani..
Dlaczego kiedy mówisz o tych niepowodzeniach, zranieniach, cierpieniach, drżę razem z Tobą?
Ty? byc może nie płaczesz, a ja czuje jakby się coś z serca sączyło..
Dlaczego czuje gniew do tego, który zadał Ci ból?
Dlaczego czuje, że mogłabym wydrapać mu oczy i podciąć tętnice własnymi paznokciami?
Dlaczego czytając Twoje wiadomości przesyłane przez i-netowy komunikator budzi się we mnie coś niewytłumaczalnego?
Dlaczego na dłonie kapią łzy?
Nie umiem tego okreslić,
ciężko jest to opisać, wyrazić
Może potrafię okazać to niewerbalnie? Nie wiem
Czasem wystarczy milczenie, żeby nie czuc się samotnym.
Czasem może spacer po spokojnym miescie o trzeciej w nocy? (pamiętasz nasze postanowienie?)
Chciałabym Cię schować tak, żebyś już nie doświadczyła chorej złości tego świata,
otulić Cię i nie pozwolić nikomu skrzywdzić..
Wiem.
Wiem, że On patrzy, że pilnuje swoje aniołki..
Wierzę, że Cię chroni, że przestrzega, choc nam te sposoby wydają się drastyczne..
Wierzę, w Jego sprawiedliwość.
:*
Aniołkowi ze złamanym skrzydełkiem
Aniołek z kopniętą aureolką
|
|
|
|
cholernie niepuokładane
|
niepewność
półidiotka bólu pół szczescia
boje sie samotnosci tak bardzo boje..
dramatyzuje jak niemowlak, ktory chce mleka,
prawie krzycze i tupie jak dziecko,
pije, jak dorosły.
pozory?niee..nie wiem
i to cholerne słowo 'nie wiem', wszedzie mi towarzyszy, wszedzie sie wloczy jak pies bezpanski,
po co pytam? no po co?
chyba, żeby doprowadzić mnie do szewskiej pasji..
a jednak je wypowiadam,
jednak wyrywa sie z ust, ciagnie za jezyk, drazni struny glosowe
po co pytam?
żeby doprowadzić mnie do białej gorączki..
a jednak je wypowiadam..
nie wyrywa sie z ust przecież, nie ciagnie za jezyk przeciez, nie drazni strun glosowych przeciez..
polidiotka bolu
za wszystko ona jest odpowiedzialna, samotnosc czy niepewnosc, jedna z nich, przeciez nie ja.. Caly czas ona, one...Taa, przeciez nie ja.
Ciagle i stale, wciąz tylko potrafie obiwniac kogos, dlaczego.. Tak ciezko przyznac sie do bledu?! Moze raczej bojazn, ale juz nie przed samotnoscia, tylko przed wyborem, a raczej nie przed wyborem a konsekwencjami..
'nie wiem' wydluza czas przemyslenia?
gówno prawda,
przecież emanuje nieporadnoscia,
promieniuje nie-dorosłością,
ostentacyjnie pokazuje, bo widać jak na dłoni, te cholerna bojazn!
I czego sie boje głupia?!
'n-i-e_w-i-e-m"
być może wiedzieć tego nie chce, znów ciężko się przyznać.. Boje sie wyboru, konsekwencji, bledu, tego, ze mozliwa bedzie tylko retrospekcja, nie zmiana, nie wybor innej sciezki. Boje sie, ze kiedy obiore droge, idąc nia sie poranie(cholerne wygodnictwo ludzkie, gardze!a jednak robie wszystko, co sie w owym pojeciu miesci, jak my wszyscy.), a to przecież normalne, mówią "sparzyc się trzeba na własnych błedach"..
boje sie
boje sie ufac,
z otwarta dlonia wychodze do czlowieka, na oslep,
nie miesci mi sie w glowie, ze zamiast spotkac sie z otuleniem moge doswiadczyc wykrecenia
boje sie ufac,
z otwarta dusza wychodze do czlowieka, ten moze ja splamic
boje sie ufac,
z otwartym sercem wychodze do czlowieka. nie po to, by wbil w nie noz pogardy, chamstwa, przemocy, kpiny, niezdrowej złośliwości i wielu innych przykrości
boje sie..
a jednak ufam, co najlepsze, dowiaduje sie o tym od osób trzecich, zwracaja uwage, kiedy juz zdaze zaufac, kiedy wierze w uczciwosc, w dobro, w cholernie normalna ludzkosc..
przypominam sobie bol, kłucie w sercu, rane, krew, dotykam blizn
uswiadamiam sobie: racja. tylko dlaczego sama tego nie zauwazam? nadchodzi czas analizy, glupie uwazanie, przesadne podejrzenia pytanie bladzace po myslach 'co za "tym" stoi'?
półidiotka bólu
boje sie bólu...
|
|
|
|
tak wiele
|
Tak wiele myśli,
tak wiele spraw,
tak wiele problemów,
tak wiele zobowiązań,
tak wiele przedsięwzięć,
tak wiele momentów,
tak wiele zmarnowanego czasu,
tak wiele uśmiechów, choć więcej łez
tak wiele,
a jednak za mało,
by mówić o zupełnie dorosłym życiu...
Mam wrażenie albo po prostu chcę mieć wrażenie (nie uświadamiać sobie tego), że ta "namiastka":
myśli,
spraw,
problemów,
zobowiązań,
przedsięwzięć,
momentów,
czasuy,
uśmiechów i łez
to wstęp do czegos co nazywa się "niezależnym życiem".. Tyleże ta "namiastka" teraz wydaje się być poważna, budząca lęk i emocje, łzy, żal, śmiech i radość..
Namiastka wciąż ewoluuje. Dokąd zmierza i kiedy się zatrzyma? Nie wiem, Ty nie wiesz, nikt tego nie wie, bo chyba dla każdego zatrzymuje się w innym miejscu, nie mówiąc już o wielości ścieżek, którymi biegnie..
Tak wiele do powiedzenia,
tak wiele do wyrzucenia z siebie,
tak wiele do przekazania,
tak wiele do wyrażenia,
a jednak za mało,
by ująć to wszystko w słowa, które nigdy, przenigdy nie oddadzą tego co kryje się wewnątrz.
Oczy czasem potrafią więcej wyrazić niż słowa, jednak trzeba w nie spojrzeć, a nie tylko patrzeć..
Pointa? "tak wiele" wydaje się być "wciąż za mało".
|
|
|
|
Navidad!
|
Życzę Wszystkim Wesołych Świąt.
Niech każdy w tych dwu słowach odczyta lub uszczknie z nich kawałeczek dla siebie...
:*
|
|
|
|
małe zielone i kumka...
|
Od tego jakby punktu w czasie, który właściwie mogłabym nazwać 'studia', albo 'życie (prawie) na własną rękę' wiele się zmieniło i bardzo dużo się wydarzyło...
Ludzie
sytuacje i zdarzenia
emocje
usmiechy radość
łzy i smutek
złosć
Po raz kolejny dotykam tego/tych zagadnień... To chyba dlatego, że wyjazd aż tak dużo zmienił, nie wykluczam, że i ja się przez to zmieniłam...
Po sesjach i okresie roku akademickiego, uparłam się, by zostać i zacząć pracę...(Rodzice byli przeciwni) Późno szukałam, więc i znalazłam coś 'kiepskiego'.. Pomyślałam, przemyślałam + pewien głos, że przesadzam, że jestem wybredna w związku ze stanowiskami pracy, że powinnam ruszyć dupę..
Nowe doświadczenie, powiedzmy, że to stawiałam sobie przed oczyma gdy było źle..
źle natomiast jak się nie spodziewałam bywało bardzo często..
Pod terminem 'źle' kryje się też 'nieprzyjemnie' 'nerwowo' 'złośliwie' 'nie do wytrzymania'...
Stoisz tam i uśmiechasz się do nich
"proszę" "dziękuję" "przepraszam" ...
Oni?
usmiechali się również
"prosili" "dziękowali" "przepraszali"
NIE wszyscy, NIE większość z nich
z marmurową miną
snobistycznymi zachowaniami
z pogardą, bo mają złotą spinkę do banknotów?
ze złością
z pretensjami
z nienawiścią
z wyższością
z wulgaryzmami
z 'przekrętami' za drzwiami sali
Jest jeszcze wiele do opisania, nie wiem czy to jeszcze potrafię.. Czy umiem przedstawic to co się działo, nie użalając się i zachowując choć trochę obiektywizmu...
Jedyne co zapadło mi w pamięć, słowa, które powiedział jeden z nich:
*bądźmy ludźmi dla ludzi*
(gdy inny z nich próbował mnie obrazić)
Podsumowując, nie polecam pracy w sklepach typu Ż***a...
|
|
|
|
About
|
"On...
zawsze był blisko mnie, choć nikomu o tym nie mówiłam"
Wątek (jeśli mogę tak to ująć) który był, zniknął na chwilę i znów powrócił, ale jakby ze zdwojoną siłą...
Jakoś mnie to nie dziwi, że siła, która za każdym razem gdy patrzę:
w ekran telefonu,
w Jego oczy,
wywołuje, trwający chwilę grymas na twarzy i zeszklenie oczu może być tak budująca, umacniająca...
Tak często zaciskam zęby, że bywałam dla Niego okropna, wredna, nie taka jaką powinnam być..
Teraz?
Za co?
Boże czy wiesz za co i z jakiego powodu tak się dzieje?
Zdwojona siła miłości uderzyła zaraz po tych pierwszych miesiącach bycia w gronie studentów..
Nasz wiek, się zatarł? Przestałam być gówniarą? A może to dlatego, że Ktoś inny odtrącił mnie nagle, choć odtrącał całe życie?
Z Jego strony nadeszła niezwykła "energia", nie boję się mówić tu o miłości...
Czytając wiersz z lutego 2004r. znów popłynęły te przezroczyste i niezauważalne, słonawe krople...
Był dla mnie tak ważny,a teraz jest ważniejszy...
I ze wszystkimi, którzy uwazają, że kochać można, ale do pewnego momentu, byłabym w stanie polemizować...Nie chodzi tu o prymitywne słowa "miłosć jes bezgraniczna"...
Doznaję tu uczucia niezwykle dziwnego..Kiedy wydawało mi się, że kochać już bardziej nie mogę, nagle ta granica, obciążona wielością uczuć pękła:
_jest coś ponad to_
Nie potrafię tego wyrazić a i pewnie okazać...
Może dlatego, że staram się panować nad emocjami (choć wiem, że niekiedy wcale nie muszę),
to jednak za każdym razem gdy odczytuję sms, mam świadomośc, że On w zgodzie z sobą wystukał przed chwilą na klawiaturze
"Maleństwo"
brak słów
milczenie?
szelest oddechu i szybsze łomotanie serca
mimowolny usmiech
<łza>
"Jego..
śmierć...
będzie moją śmiercią..."
(fragmenty "about him":15.02.04)
|
|
|
|
|
|
|