Blog: 401373 blogi  Forum: 162960 postów  Galeria: 92501 zdjęć !  On-line: 332 osoby

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc
BLOG: Party poison.
    nast >>
Dystans
byłam
zagubiona w dotyku zaklęta w spojrzenie
wystarczyła
chwila kilka szeptów skinienie
i już stałam
blisko ciebie

polubiłam nawet
nas spiętych gestem
tsk beztrosko spadających
w kruchą
czasoprzestrzeń

dziś co najwyżej
opuszkami palców zimnej dłoni
spacerujesz po mej skroni

wyobraź sobie nas
za jakiś czas
ty wciąż tu
a ja już tam

/ Life sucks.
[komentarze]  (5) [15:48 14/04/12]
 
I can feel your love is real
but I know that you're making me sick!
Jak to w każdy poniedziałek zastanawiam się dlaczego weekend mija tak szybko? Jestem z siebie dumna, bo nie przesadziłam ani w piątek, ani w sobotę z alkoholem. W piątek pewnie dlatego, że byłam zmęczona po szkole. Zresztą do końca nie wiedziałam czy pojedziemy na tę cholerną imprezę. Wszyscy mnie niesamowicie irytowali tego dnia - najpierw W., bo po niecałym tygodniu dopiero wyszło na to, że jest na mnie zła i znów nie wiadomo dlaczego (ulżyłoby mi, gdybym mogła na nią pokrzyczeć, ale nie mogłam, bo były jej urodziny); potem, w trakcie oczekiwań na jazdy, jacyś kolesie (znajomi D.) zaczepiali mnie, więc był kolejny powód, żeby się wkurwić. Ostatecznie pokłóciłam się z mamą. Podczas jazd byłam dla pana instruktora bardzo niemiła i wysiadając powiedział mi, że mam olać koleżankę i na następnym spotkaniu się uśmiechać, bo wtedy mi lepiej wychodzi. Ta, powiedział, co wiedział. Dogadałam się z dziewczynami co do godziny wyjazdu na imprezę, wypiłam trzy drinki i poszłam na chwilę do A., u którego była nasza koleżanka K. Wypiłam z nim kieliszek, zapaliłam, pogadaliśmy i pojechałam. Na imprezie był D., któremu najwidoczniej na mnie zależy (wnioskuję to po jego smsach niemających końca typu Bardzo lubię się z tobą spotykać i chciałbym robić to częściej.). Mi już nie. Po kilku imprezach znudził mi się, choć nadal będę robić mu nadzieje. Może jak wpadnie po uszy w końcu zrozumie, że nie będzie mąki z tego chleba? Nie obchodzi mnie to. Doszłam to smutnych wniosków, że D. jest kolejnym, który do mnie nie pasuje. Chyba obracam się w złych miejscach. Na każdej imprezie ci sami ludzie.. Daj mi Boże, uciec gdzieś stąd po maturze! W sobotę wieczorem wpadła P. Miałyśmy jechać do Pzń, ale z braku ciekawych propozycji obecnego repertuaru miastowych kin, postanowiłyśmy iść gdzieś do baru. Dzięki mojej cudownej organizacji, latałyśmy z miejsca do miejsca, szukając tego najodpowiedniejszego. Znalazł się jeden, w którym udało nam się zostać dłużej niż na czas wypicia piwa. Było bardzo przyjemnie. Potem dołączył do nas A. Irytował mnie na początku, bardziej niż dotychczas, ale odwiózł nas do domu, więc ukłon dla niego. Leniwa niedziela spędzona na oglądaniu horroru, który nie był straszny i komedii, która była śmieszna. Przyszły weekend na chwilę obecną w domu, zero planów (z naciskiem na CHWILĘ OBECNĄ).
[komentarze]  (36) [16:44 12/12/11]
 
tak, tak
tam w lustrze to niestety ja
tak, tak
ta sama..
Jestem dziwna i musi coś w tym być, skoro nawet najlepsi przyjaciele się z tym zgadzają. I nadal nie wiem czego chcę. Wczorajszy, ostatni dzień mojego chorowania spędziłam zaskakująco dziwnie. Od rana oczywiście nie robiąc nic pożytecznego. Miał wpaść J., ale chyba zupełnie o tym zapomniał, bo do południa nawet się nie odezwał. Może i lepiej. Za to A. znów porwał mnie w małą trasę. Mimo siarczystego deszczu ze śniegiem, podróż minęła przesympatycznie i bezkolizyjnie. Rozmowa kleiła nam się jak nigdy. Po tym jak obrobiliśmy bank (mieliśmy jakieś marne dwa tysiące), pojechaliśmy na zakupy. Oczywiście, jak najskromniejsze, żeby nie wydało się, że to my jesteśmy złodziejami. A. znów nie omieszkał wprowadzać mnie w bardzo krępujące sytuacje, z których - dzięki mojej wrodzonej nieśmiałości (jeszcze nie oduczyłam się kłamać) - udało się wyjść zwycięsko. Cieszę się, że potrafił zrozumieć, iż wolę rozpinać niż zapinać guziki. Nie było mi wcale lekko się z nim rozstać i spotkać się z D., jednak sam powiedział, że powinnam. Tak też zrobiłam. Mieliśmy całkiem ciekawy plan, który nie wypalił, przeze mnie - nawet nie próbowałam się dostosować. Nawaliłam, z czego dziś wieczorem będę musiała się wytłumaczyć i przeprosić, rzecz jasna. D. nie mógł trafić do mnie, ale ostatecznie zjawił się. Było normalnie, czułam się jakbym rozmawiała ze zwykłym kumplem. Nie czułam żadnej potrzeby zbliżenia się do niego. Wręcz przeciwnie - urzekał mnie ten dystans! O, trzeźwości! Jestem dziwna, tak, jestem dziwna. Teraz, zamiast uczyć się jakże ciekawej historii i matematyki, siedzę tutaj i rozmyślam. Jestem z siebie zadowolona. Żeby nie wysiąść psychicznie, lepiej dla mnie, żebym wylała z siebie wszystko, a potem wzięła się za głupoty. No, tak. Czyli, zaiste, nie starczy mi na nie czasu. Jutro znów będę grzeszyć, kolejna impreza. Przyrzekam sobie w duchu, że tym razem nie przesadzę. W sobotę szykuje się za to spokojny (próbuję się okłamać) babski wypad do Pzń z cudowną P. Szkoda, że w kinach obecnie nie ma czegoś ciekawego, lekkiego, a zarazem dobrego. Nieważne na co, nieważne gdzie, ważne z kim.
A, co!
[komentarze]  (23) [stworz. 15:57 08/12/11 
mod. 18:26 08/12/11]
 
I can see your lips moving
I've just learned not to hear
don't waste your time
Wróciłam(?) Sama nie wiem co tu robię. Może ta żenująca pogoda za oknem natchnęła mnie na ponowne wylewne refleksje. Wróciłam, w końcu pełnoletnia. Choć nie wyczułam w tej kwestii nic fascynująco, bo wszystkie zakazane owoce spróbowałam już dawno. Może prócz jednego. Choć dziś ktoś straszył mnie, że jest inaczej. Facetom chyba nie można wierzyć. Pewność przyjdzie wraz z owulacją. Nie zmieniłam się ani trochę. Dziecinnieję z dnia na dzień. Robię te same infantylne błędy, co zawsze. Za dużo piję, palę nałogowo. Ba, jest nawet gorzej. Nie pamiętam, kiedy byłam ostatnio w kościele, jeżdżę na imprezy w adwencie. Choć nie. Zmieniła się jedna rzecz in plus, do wakacji jeszcze bardzo istotna - przestałam o nim myśleć i szaleć za nim bez opamiętania. Stałam się całkowicie niewzruszona na wszystkiego jego gesty, nie myślę już o tym, nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Nie jestem już na jego zawołanie. Jest mi tylko wstyd, że przez tak długi czas dawałam się nabrać, że mu tak długo ulegałam. Ale cóż, czasu nie cofnę. Dobrze, że zniknął. I to dzięki wspaniałemu A., który sama nie wiem dokładnie jak, ale tego dokonał. Niestety, zdaje się, że fakt matury mnie jakoś namiętnie nie przeraża, a przecież powinien. Może dzięki temu, że cudem udało mi się zdać próbną z matmy. Robię sobie też właśnie (o, głupia! o, nieodpowiedzialna!) trzydniowy off od szkoły. Czuję się źle, nawet bardzo źle. Niedobrze mi i obawiam się najgorszego, że (znowu ?!) choruję na dolegliwość, której nazwa zaczyna się na literę M.. Chyba nie zniosłabym tego, tym bardziej teraz. Sama nie wiem, czego chcę. Nie wiem czy jest dobrze, czy nie. Mam wspaniałych ludzi dookoła. Nie potrzebuję niczego więcej, chyba.. Może tylko świętego spokoju.
[komentarze]  (43) [19:11 05/12/11]
 
prowadź mnie, niech cały świat mi raz zazdrości
I już po wszystkim. Tyle zamieszania, a to przecież tylko jedna noc. Choć dla kuzyna i (od wczoraj - jego małżonki) tak ważna. Nie umiem znaleźć jednego odpowiedniego przysłówka, by opisać jak było. Niczego nie podważy fakt, iż byłam tam z Nim. Choć nie piliśmy zbyt dużo i nie tańczyliśmy, bo był po nocce, więc mogłam Go zrozumieć. Zresztą ja sama jestem zmęczona szkołą, bo znów z żadną dziewczyną w klasie się nie dogaduję.. No, chyba, że któraś z nich ma jakiś interes. Ludzie to hieny. To było pierwsze wesele od jakiś 10 lat w mojej rodzinie, na które zostałyśmy z siostrą (już jako młode panny) zaproszone. Podczas mszy byłam poruszona, kiedy jakaś dziewczyna śpiewała Ave Maria. Naprawdę, bardzo poruszające, niesamowite emocje w głosie. Szczególnie, że moja przeogromna wrażliwość na muzykę live jest kaleczona przez te wszystkie gwiazdy śpiewające z playbacku these days. Około jedenastej poszliśmy do naszej koleżanki, u której była reszta naszych (Jego) znajomych. Tam mogłam przynajmniej swobodnie zapalić, choć po ostatniej imprezie nie czułam płuc (spaliłyśmy z koleżanką prawie trzy paczki) i miałam ostre ataki kaszlu. Może czas z tym skończyć? Okres, kiedy palenie było tylko chwilą relaksu, odstresowania się od szkoły, sytuacji w domu chyba już dawno dobiegł końca i teraz to już na pewno jest uzależnienie.
Oceny końcowe nie będą satysfakcjonujące, niestety. Zamiast wziąć się do roboty zawaliłam na całej linii. Żeby to wszystko poprawić – zbyt mało czasu. Zostają mi jeszcze jakieś niecałe trzy tygodnie szkoły. Wiem, że będzie ciężko wytrzymać z tymi wszystkimi obłudnymi dziewuchami.. Ale szkoła szkołą. Są w życiu ważniejsze rzeczy, prawda? I nie chodzi mi wcale o tę pieprzoną miłość, której tak naprawdę nie potrafię prawdziwie poczuć. Czuję tylko pożądanie, chęć posiadania. Afekt, chwila. Lubię zdobywać. Ale, kiedy już zdobędę - trofeum nudzi mi się i odkładam je na bok, by poszukać nowej zdobyczy. To takie nieludzkie.
A Jego po prostu, po ludzku NIE mogę zdobyć.. I to mnie przy Nim trzyma. To nie jest miłość.
[komentarze]  (28) [stworz. 11:41 29/05/11 
mod. 12:49 05/12/11]
 
kochaj, nie będziesz sam
Samotny, spokojny, sobotni wieczór. Dawno takich nie było. Co tydzień jakaś impreza, a w poniedziałek wraca szkoła, więc trzeba odrobinę przystopować. Czas wolny (niecałe trzy tygodnie) minęły niesamowicie szybko. Oczywiście, wbrew temu, co zaplanowałam, w ogóle nie ruszyłam książek. Nie mam ochoty, choć za dwa dni zaczyna się szereg kilku tygodni, a w każdym minimum trzy zapowiedziane sprawdziany. Powtarzam sobie wciąż - myśląc, że jakoś mi to pomoże - byle do wakacji, byleby tylko zdać tą drugą klasę, pobawić się we wakacje i wrócić na ostatni rok, zdać maturę i konkretnie zabrać się za realizowanie marzeń.
ZA OSTRO imprezowałam znowu w ostatnie weekendy i nie tylko, ale cóż. To ten wiek. Mam nadzieję, że za jakieś pół roku (z nadejściem mojej pełnoletniości) wydorośleję choć trochę z tego nieustannego imprezowania.
Dlaczego tak kłamię? Piszę, że przystopuję z imprezami, bo zaczęła się szkoła - za tydzień już mam w planach dwie. Etykietka z napisem nałogowa imprezowiczka przylgnęła do mnie już chyba na stałe..
Szkoda, że każda impreza kończy się tak samo. Pomijając nieunikniony ból głowy czy brzucha, chodzi mi przede wszystkim o s a m o t n o ś ć, która doskwiera mi nie ze względu na brak znajomych, tylko w związku z brakiem TEGO JEDYNEGO. Ten, którego sobie wybrałam niespecjalnie znów zwraca na mnie uwagę. Odezwał się raz czy dwa, ale mi to nie wystarcza. Nie jest tak, jak było kiedyś. I chyba nigdy nie będzie..
A wesele zbliża się wielkimi krokami. Jak na mnie przystało, wszystko będę organizować na ostatnią chwilę, bo nie mam obecnie ani sukienki, ani butów.. Mam tylko partnera, z którym się nie widziałam ponad trzy tygodnie.
To chore, ale pragnę, aby ten weekend się już skończył. I żeby mama wróciła ze swojego ewangelizującego wyjazdu.. Chcę zapalić, ale tata obok w pokoju. Wszystko mnie przytłacza dziś. Liczę na kojącą moc zielonej herbaty.
Potrafię wypić za trzech, za trzech od razu się wziąć. I co, gdy każdy mój dzień kończę osamotniona wciąż, z poczuciem winy wciąż.. Brak pokory gubi mnie.

[komentarze]  (33) [21:18 07/05/11]
 
aequat omnes cinis
- impares nascimur, pares morimur
Właśnie wróciłam z (nieplanowanej) ciężkiej lekcji interpretacji utworów Mistrza. Dowiedziałam się jak błędnie można odczytywać ludzkie myśli zapisane w słowach. Mistrz jest jednak mistrzem i po dzisiejszym wieczorze stwierdzam, iż nie podlega to żadnej dyskusji. Nie rozumiem dlaczego tak wielu ludzi go po prostu nie lubi. Powiedział mi dziś, że nie wierzy w Boga, bo skoro Bóg wszystko stworzył, to kto stworzył Boga? (W tym momencie przypomina mi się ostatnia lekcja filozofii, i w tym właśnie momencie szczerze żałuję - i przepraszam panią profesor - że nie słuchałam do końca o co chodziło z tymi wszystkimi założeniami i wnioskami na temat absolutu Boga.) Potem powiedział, że nie widzi nic nadzwyczajnego w tym, iż ukrzyżowany cieśla (czyt. Jesus Christ) rzekomo przemienił wodę w wino, bo jego czajnik potrafi z proszku zrobić ziemniaki. Dobrze, że moja siostra tego wszystkiego nie słyszała i mam nadzieję, nigdy nie przeczyta. Na szczęście nie podważyło to mojej chwiejnej wiary, wręcz przeciwnie przyznam, że może i nawet ją nieco podbudowało. Kilka fajek z Mistrzem pogłębiło też moje uzależnienie. Trochę dziwnie, że teraz mój blog został odrobinę przydymiony, ale papierosy towarzyszą mi na okrągło.
Co z Nim? Nie wiem, nie odzywa się, ale w głowie mam wciąż ognisko z zeszłej soboty, które niemalże całe spędziłam w Jego towarzystwie. To wystarczy mi - zaiste - do przyszłej soboty. Choć plany imprezowe mam do pierwszego tygodnia maja, a powinnam się uczyć. Miałam straszną sytuację z matmy, a mianowicie zagrożenie zagrożeniem oceny niedostatecznej. Sprawa jednak wyklarowała się nieco, więc i ja jestem spokojniejsza. Teraz byle do czerwca.. A po drodze przecież tyle się jeszcze wydarzy, to nieuniknione. Mam teraz (prawie) trzytygodniową przerwę, tzn. 18 dni - święta, wycieczka klasowa (na którą się nie wybieram, więc nieoficjalnie mam trzy dni wolnego od szkoły), potem matury. Żyć, nie umierać.
[komentarze]  (31) [stworz. 22:59 21/04/11 
mod. 23:30 21/04/11]
 
' głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy,
a końca nie znamy... '
Bardzo dużo, zbyt dużo zdarzyło się od mojego ostatniego pisania, ażeby tu wszystko teraz odtworzyć szczegółowo. Może zabawię się w generalizowanie? Szkoła, ogrom nauki, tudzież sprawdzianów, zero imprez (w końcu post, ja biedna!), dziadek RAZ na podłodze, ja - dwa piwa, z trzy paczki papierosów, spotkanie w celach pokojowych z J., występ na scenie, kilkadziesiąt godzin przegranych w the Sims 2, zero podjętych prób napisania pracy z filozofii, jedynka do poprawienia z matmy, szmata z łaciny bez możliwości poprawy, zaproszenie na ślub dostarczone do rąk własnych przez kuzyna i jego narzeczoną, planowany wyjazd do Poznania wtorek-środa, planowana rezygnacja z rekolekcji, totalny brak siana, Gloria Victis, Kamizelka, Mendel Gdański - przeczytane, (dopiero) 21 stron Lalki za mną, strach myśleć ile przede mną..; kilka litrów zielonej herbaty, zero podjętych prób odpisania na list od Darka, wątpliwości co do zdjęć i wierszy na konkurs, brak odzewu od Mistrza, Burleska - obejrzana, kolejny odcinek Szpilek na Giewoncie - zaliczony, okres - w czasie, rower - wyczyszczony, ale na razie bez przygód, z diety - nici, sukienki na wesele - brak, plany na poniedziałek - może J., zależy; irytujący C., który myśli, że jeden pocałunek po % na imprezie to niekwestionowany dowód mojego wielkiego uczucia i chęci poślubienia go, żenujące; A. - dał mi spokój (oby!), gdyż NARESZCIE uświadomił sobie, że dla Mnie liczy się tylko M., nieustająca lawina smsów i sygnałów od nachalnego Ł. vs JEDEN sygnał od Niego, brak możliwości zaproszenia do siebie M. (codziennie pijany dziadek, smród z jego pokoju, który trzeba niezwłocznie ominąć, chcąc dotrzeć do jakiegokolwiek innego pomieszczenia w domu..), irytująca siostra, która jest w trakcie tworzenia swojej pracy maturalnej, przesiadująca całą nadzielę w moim pokoju (azyl), uczucie bezradności, niechęci, samotności = jakieś dwa tygodnie i trochę - czyt. mam dość.
[komentarze]  (27) [stworz. 21:44 27/03/11 
mod. 21:09 10/04/11]
 
Fading of the day as night takes over
and I can almost feel you here..
Pierwsze życzenia we wtorek były od.. N i e g o! Już o 7:55, kiedy siedziałam z klasowymi koleżankami w przedziale i czekałam, aż nasz pociąg ruszy w kierunku Poznania. Podróż przyjemna, wizyta w miarę również, chociaż dziewczyny się poobrażały na siebie nawzajem i podzieliłyśmy się w grupy. Nic nie mogło popsuć mi dobrego nastroju. Teraz oczywiście już się nie odzywa i pewnie szybko tego nie zrobi. Ale cieszę się tym miłym gestem niesamowicie! Mam wciąż wyrzuty sumienia i nadzieję, iż koledzy nie opowiedzą mu całej sobotniej imprezy ze szczegółami, bo chyba nie przeżyłabym tego.. Widziałam dzisiaj K., Jego kolegę, z którym bawiłam się na tej ostatniej imprezie.. Uciekłam wzrokiem, on chyba też. To dobrze. Poza tym, uciekłam też z lekcji pierwszej dzisiaj, mianowicie filozofii. Spotkałam się z W., N. i ich chłopakami. Pogadałyśmy i wcale nie jest mi lżej. J. oczywiście rozpowiedział pewnie całej wsi jak to fatalnie spiłam się w sobotę.
W szkole nie jest lekko, jak zawsze. Jutro fizyka + wos + polski, ciężko to widzę, szczególnie fizykę. Ale uczę się! z polskiego ucieknę, z n o w u <ściana> Wycieczkę przesunęli na kwiecień, tak - za miesiąc. Mama może i byłaby w stanie dać mi kasę, ale szczerze nie chcę jechać. Mam dosyć dziewczyn - raz wielkie przyjaciółki (kiedy są w potrzebie), a potem znów wielkie damy, każda tylko o sobie. Wczoraj dzwoniła moja najcudowniejsza L. Układa się, generalizując. Porozmawiała szczerze z Ł. (niezapomniane: No i słuchaj..! Ł. leżał, a ON nie.. No i.. Musiałam go pogłaskać! Katarzyna, do teraz się trzęsę! Widzisz jak on na mnie działa?!) i choć nie uzyskała jednoznacznej odpowiedzi - tak czy nie - mówi, że jest jej lżej. Hm, proponuje mi zrobić to samo. Nie wiem czy stać mnie na to. Wszyscy zresztą uważają, iż to najlepsze wyjście - szczera rozmowa, informacja czy są szanse czy nie, czy czuje coś czy nie, żebym wiedziała na czym stoję. Chyba jednak brak mi odwagi. Nie wiem. Boję się, tak strasznie się boję, że jednak powie n i e . .
[komentarze]  (30) [stworz. 18:34 10/03/11 
mod. 15:34 16/10/11]
 
Dawno nie pisałam, a zebrało się już wszystkiego za dużo. Nie wiem co myśleć, nie wiem co robić. Przez ciężką sytuację w domu - przyznaję - zapomniałam NA CHWILĘ o Mateuszu. Ale za to On się sam przypomniał, co - nie ukrywam - wzbudziło we mnie mnóstwo przyjemnych myśli. Jednak czy nie są to kolejne złudne nadzieje? Kolejny raz nie mam pojęcia jak to wszystko odczytać.
Leczę się jeszcze po sobotniej imprezie, którą tak bardzo chciałabym zapomnieć. Zostałam dzisiaj w domu, bo strasznie boli mnie żołądek, choć nie piłam za dużo, a po prostu pomieszałam wszystko znów. No, cóż. Dobrze, że post już niedługo i będę mogła odpocząć od imprez.
Jutro wycieczka klasowa do Poznania. Nie wiem czy cieszyć się, czy nie. Choć mam nadzieję, że kilka godzin w miejscu oddalonym od mojej żałosnej miejscowości pozwoli choć trochę mnie odświeżyć. Mam dosyć szkoły, a świadomość nieustannego uczęszczania na lekcje w marcu niemiłosiernie mnie dobija. Oceny lecą w dół, jedna za drugą. Obecnie mam przewagę dwójek, szmatę i parę innych, można powiedzieć, że zadowalających trójek i czwórek. Smutne.
Wczoraj szczytowałam, niestety tylko psychicznie, ale zawsze coś. Przyjechał do mnie. Jakieś dwie godziny spędzone na rozmowach, jak zwykle o wszystkim i o niczym konkretnym. Przyłapał mnie chyba z kilkanaście razy jak po prostu siedziałam i gapiłam się na Niego, nie mogąc oderwać wzroku od Jego cudownych niebieskich oczu. Trochę mi było głupio, ale On po prostu tak na mnie działa! Perspektywa wspólnej zabawy na weselu mojego kuzyna przepełnia mnie kolejnymi nadziejami. Może w końcu się uda, może naprawdę powinnam wziąć sprawy w swoje ręce i zapytać go w końcu czy mam jakieś szanse? Wszyscy dookoła widzą, że nie jest ze mną dobrze i twierdzą, że kiedyś wykończę się przez Niego. Nie moja wina, że dla mnie nie ma lepszego od Niego.
[komentarze]  (34) [stworz. 13:04 07/03/11 
mod. 16:25 06/12/11]
 
Chciałam więcej, choć miałam już wszystko
całe szczęście bliżej niż blisko
No i wybuchłam. Mama nie wróciła do domu od piątku. Nie wiedzieć czemu. Można się tylko domyślać. W końcu to takie ludzkie uciekać, prawda? Czekam z niecierpliwością na jej powrót, który - nie dopuszczam do siebie jakiejkolwiek innej myśli - nadejdzie już niedługo. Być może nawet dziś! Oby, bo chyba umrę. Siostra też już szaleje, a tata.. Nie mogę na niego patrzeć, od razu oczy zalewają mi łzy. I pomyśleć, że to wszystko przez tego cholernego idiotę (dziadka), alkoholika. Rzygać mi się chce. Mam ochotę na bezlitosny słowotok w jego stronę. Boże, daj mu umrzeć jak najszybciej!
Pada śnieg. Do kościoła musiałam iść z parasolem. Ridiculous.
Do szkoły nic nie zrobiłam. W końcu jest weekend. Jeszcze taki hardcorowy <ściana>
Wczoraj spotkałam się z J., choć ten przez cały tydzień się do mnie odzywał. Chyba jednak jest moim przyjacielem.
Mistrz zdał oczywiście. Za jakąś godzinkę idziemy na fajkę.
W piątek zawaliłam na całej linii łatwy (z moich ust brzmi to dość abstrakcyjnie) sprawdzian z trygonometrii. Z łaciny czwórka z minusem, a byłam przekonana o niedostatecznym. Ale jakby nie patrzeć dobry jest o wiele bardziej zadowalający.
Walentynki przeżyłam bez większych namiętności. W ogóle o nich zapomniałam przez wtorkowy sprawdzian z historii, który również zawaliłam, no cóż. On kilkakrotnie w ciągu tygodnia puszczał mi dzwonki. Nie wiem czy brać to do siebie, bo weekend = milczenie. Jedno mnie pociesza - wesele. W końcu go zaprosiłam. To do 28 maja będziemy musieli się zobaczyć. No, raz przynajmniej!
J. i dziewczyny chcą w przyszłą sobotę wybrać się na imprezę. Nie wiem jak z pieniędzmi. Głupio mi będzie teraz prosić o cokolwiek mamę. Jakby tego wszystkiego było mało, już kompletnie uzależniłam się od papierosów. Muszę palić, czuję taką potrzebę. Czy jestem sama, czy nie. Źle mi z tym. Ale wolę już palić, kiedy jestem wkurwiona albo zła, niż się obżerać. Like I used to do.
[komentarze]  (30) [stworz. 17:47 20/02/11 
mod. 10:01 15/04/11]
 
You reach me somewhere deep within
Jestem z siebie skrajnie niezadowolona. Moje plany wielkiej edukacji pełną parą podczas ferii legły w gruzach już w pierwszym tygodniu. Nie zrobiłam nic, a mam chyba z cztery sprawdziany do końca lutego. Jutro powraca szara rzeczywistość. Jednak, mimo wszystko ferie niezapomniane, choć czasem było nudno, wiadomo.
Chora jestem i zamiast głupia leżeć w łóżku i odpoczywać, wczoraj wybrałam się na imprezę. Była to zabawa charytatywna, więc jest jakieś usprawiedliwienie. Uwodziłam Mateusza, a był z jakąś dziewczyną. Lubię kusić, nie moja wina. Muszę czymś (kimś) się zaspokajać, skoro JESZCZE nie jestem z Nim. Oczywiście wypiłam stanowczo za dużo (dlaczego nie potrafię nad tym panować?) i nie wiem jakim cudem wróciłam z Nim do domu. Wiem, że dzwonił. Pamiętam, że czekałam dość długo i spotkałam Michała. Pytał dokąd się wybieram o 4 rano, ja na to, że do domu. Choć szłam w złą stronę. Potem pojawił się On. Droga do domu wydłużyła się znacznie i przed 5 dopiero do niego dotarłam. Zaprosiłam Go na wesele. Poza tym, mam nadzieję, że nie powiedziałam czegoś głupiego. Zeszłotygodniowa sobotnia impreza też udana. Ośmielam się stwierdzić, iż była to najlepsza impreza na jakiej byłam. Uważamy z dziewczynami, że powód jest niekwestionowany - brak J.
W środę była u mnie L. Dużo rozmawiałyśmy znów. O Nim, o nich wszystkich. Dlaczego ona musi mieszkać tak daleko? W piątek trzy godziny zegarowe angielskiego z Brytyjczykiem. Było całkiem sympatycznie.
Chyba polubiłam bycie nieszczęśliwie zakochaną.
Kiedy się układa, cierpi na tym moja wena twórcza. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz coś napisałam (kłamstwo! 27 grudnia!). Poprawka. Nie pamiętam, kiedy napisałam jakiś wiersz o wydźwięku pozytywnym. A przecież jest dobrze.
Raz w ciągu tygodnia ubrałam starą sukienkę, którą miałam na sobie, kiedy po raz pierwszy zbliżyliśmy się do siebie. Stałam przed lustrem i czułam jak wtedy, jego ręce tu i tam, pamiętam jego objęcie. Why can't it be the way it was?
Mistrz ma egzamin na prawko we wtorek. Pewnie zda, jak na Mistrza przystało.
[komentarze]  (32) [stworz. 16:13 13/02/11 
mod. 21:15 10/04/11]
 
I may be bad
but I'm perfectly good at it
Ferie mijają, jeden tydzień już prawie w dupę. Poniedziałek u J. & W. Całkiem sympatycznie, choć J. oczywiście mnie irytuje niesamowicie przez cały czas. Ma przed nami jakieś dziwne tajemnice.
We wtorek pojechałam do Pzń. Mama zawiozła mnie na pkp i bez żadnego problemu trafiłam do mieszkania dziewczyn. M. była w pracy do piętnastej, więc L. się mną zaopiekowała. Zadzwoniłam, będąc już na miejscu, do L. jaki mają nr bloku, bo zapomniałam. Okazało się, że stałam właśnie pod nim. Zrobiłam zakupy w P&Pie. Zjadłyśmy razem śniadanie. Nie mogłyśmy się nagadać. Doszłam do wniosku, że dużo mnie łączy z L. Problemy w domu, problemy z kasą, problemy w miłości. Obie zauważyłyśmy, że z M. coś nie tak, odkąd jest ze Zb. Ale to przecież jej życie. Ważne, żeby była szczęśliwa, a obie życzymy jej tego szczerze. Zwiedziłyśmy chyba wszystkie możliwe centra handlowe. Niestety tylko chodząc i oglądając wystawy. Wiem, gdzie pracuje L. Małe zakupy spożywcze i wróciłyśmy do mieszkania, gdzie czekała już na nas M. Zrobiłyśmy obiad. Koleżanka z pracy L., Monika, miała urodziny. Kupiłyśmy Durexy, jajko z niespodzianką w wersji XXL (swoją drogą babcia na targu nas oszukała; miały w nim być słodycze i puzzle - była badziewna bransoletka i jeden cukierek), balony, które nadmuchałyśmy w samym środku centrum i trąbki, te takie rozwijanie, które potrafią zrobić wiele hałasu. Zaśpiewałyśmy sto lat. Myślałam, że się dziewczyna popłacze ze szczęścia. Później jeden wielki kabaret. Ania, druga koleżanka z pracy jest świetna. Wkręciłyśmy razem Monikę, że szef dzwoni i ma pretensje, że dziewczyny wchodzą na czat i piszą tam o minetkach. A Ania Szefie, to miało być Last Minute.. Wypiłyśmy po drinku i do domu, potem piwo i spać. Nie udało mi się wywalczyć miejsca pod ścianą. Spontanicznie zostałam do środy. Ale było zajebiście. Poznałam kolegów L. Wprosiłam się już na najbliższą imprezę. Ciekawe co z tego wyniknie.
Jestem idealnie zła, to chore. Podczas dzisiejszej kłótni z mamą przeszłam samą siebie. A nie umiem jej nawet powiedzieć prosto w twarz przepraszam, bo nie postawiłam na swoim.
I duma mi na to nie pozwala.
Jutro party z W. & N., bo J. ma inne plany. Załatwiłam dojazd - On nas zawiezie!
[komentarze]  (40) [stworz. 15:08 04/02/11 
mod. 21:16 10/04/11]
 
I wanna be billionaire
so fuckin' bad
Upragnione ferie wreszcie się rozpoczęły. Zamierzam jednak choć trochę czasu poświęcić nauce (zaraz po tej dwutygodniowej przerwie mam jakieś 4 sprawdziany).
Dziadek już od początku swojego powrotu nie pozwalał o sobie zapomnieć. Szczerze nienawidzę tego człowieka. Znów mam problemy z zasypianiem, a w nocy budzę się i wydaje mi się, że mnie woła. Czyżby pierwsze oznaki schizofrenii?
Ostatniego dnia w szkole An. płakała, bo jej kot ma raka. Nie potrafiłam się śmiać. Choć było to dla nas wszystkich dziwne - rozpieszczona An. ma jakieś uczucia? A jednak. To pewnie dlatego, iż jest jedynaczką i poza Fuksem oraz psem Zarą nie ma nikogo, z kim jest mocno związana. Biedna. Liczę, że będzie dobrze.
W piątek wieczorem, udałam się z siostrą na małe zakupy. Narzekała, że znowu naciągnę ją na niepotrzebne rzeczy, a okazało się odwrotnie. To ona brała z półek niekoniecznie niezbędne nam obecnie produkty. Później pojechałam do Jarka. W. nie mogła wyjść, bo jej rodzice się kłócili. Więc spacerowaliśmy sami. Spotkaliśmy pijanych kolegów. Była to dobra okazja, żeby poprosić o zakup fajek, co też uczyniłam. Staliśmy z nimi chwilę i nie powiem, było dość zabawnie. Jarek powiedział, że mój kumpel P. wpadł za dilerkę. Kretyn. Ponoć wsypał wszystkich znajomych <ściana> Wczoraj wyszłam wieczorem na fajkę z Mistrzem. Potwierdził pogłoski o P. i oczywiście nie mógł przestać opowiadać - jak to zwykł robić zawsze. Kiedy mnie odprowadził, staliśmy pod domem jeszcze jakieś 40 minut, a on wciąż opowiadał i opowiadał.. Uwielbiam go! Dzisiaj spokojna niedziela w rodzinnym gronie. Obejrzałam nawet w towarzystwie siostry film o Marii Antoninie. On napisał, co u mnie, co robię wieczorem. Teraz, gdy postanowiłam dać sobie ostatecznie spokój. Chyba jednak nie mogę. To zbyt silne, zbyt głęboko i długo już we mnie siedzi. W ogóle czuję się jakaś samotna ostatnio, bardziej niż zwykle. Nie wiem co się ze mną dzieje.
Może w poniedziałek wybiorę się do Poznania? Spotkam się z Pawłem, z moimi dziewczynami.. Nie wiem. K. jest teraz zupełnie inna niż kiedyś, odkąd jest ze Zb. Może chociaż Lun. mnie zrozumie. Tak bardzo za nią tęsknię!
Dużo rozmyślam o przyszłości. Tak bardzo chciałabym studiować prawo. Dlaczego matura z historii i WOSu tak mnie przeraża? I dlaczego nie mam żadnego prawnika w rodzinie? Chcę po prostu mieć dobre wykształcenie wyższe, wysoko płatną pracę i zero problemów. Chcę mieć pieniądze, dużo pieniędzy, żeby kupić sobie dom, żółtego garbusa z kwiatem słonecznika przy kierownicy! I wyjechać do Stanów. Na stałe. Poznać tan czarnoskórego biznesmena, wyjść za niego i mieć dwójkę wspaniałych dzieci. Ale przede wszystkim, nie chcę mieć żadnych problemów, które mam teraz..
[komentarze]  (34) [stworz. 17:52 30/01/11 
mod. 10:00 15/04/11]
 
You wear a thousand faces
Tell me, tell me which is you?
Już od dłuższego czasu zabieram się do napisania nowej notki. Jednak, kiedy już wiedziałam, co chcę napisać, uświadamiałam sobie, że mam do zrobienia coś ważniejszego. Weekend powiedzmy, że udany, choć prócz kilku spotkań z przyjaciółmi, nie robiłam nic ambitniejszego.
Jutro dziadek alkoholik wraca z niezasłużonego urlopu, czyli wraca koszmar. Choć koszmar jest cały czas od jakiegoś tygodnia, totalny brak pieniędzy. Mama nie ma nawet dla mnie i dla siostry na bilety do szkoły, nie wspominając już o czymś do jedzenia, a już w ogóle o papierosach. Tragedia.
Mam za sobą zajebiście trudny sprawdzian z łaciny. Marzyłam o trójce albo czwórce, a będzie jedynka, no może dwójka. Na religii grałyśmy w karteczki, bo doszłyśmy do wniosku, że już dawno tego nie robiłyśmy. Ksiądz oczywiście dostawał szału i zrobił nam kartkówkę. Bezczelny. Perspektywa zbliżających się ferii wcale mnie nie satysfakcjonuje. Mogłam bawić się już w pierwszą sobotę na imprezie karnawałowej, jednak Jarek nawet nie raczył zapytać mnie, czy miałabym ochotę pójść. A kiedy doszedł do wniosku, iż nie był to zbyt rzetelny gest z jego strony jako przyjaciela, okazało się, że nie ma już wolnych miejsc. W weekend poprzedzający przesłodkie święto WALENTYNKI, wybieramy się na małą potańcówkę, z której wszystkie dochody przeznaczone są na pomoc naszej poszkodowanej koleżance. Przyjemne z pożytecznym. Myślałam, że w dzisiejszych czasach to brzmi surrealnie, a jednak. Jutro tylko trzy lekcje, a po nich dziewczyny z ławki wybierają się na żarcie w miasto. A ja? Znowu będę musiała wymyślać jakieś chore usprawiedliwienia, dlaczego to nie mogę pójść. Myślę, że to, iż rzadko wychodzę z nimi gdzieś po szkole (czego najczęściej przyczyną jest brak kasy właśnie) ma ogromny wpływ na nasz kontakt. Wiadomo, że takowe wypady integrują, i to mocno. Cóż. Nie powinno się przecież zamartwiać czymś, na co nie ma się wpływu.
Co do NIEGO, nie odzywa się znów oczywiście. A w myślach wciąż powtarzam sobie słowa koleżanki G. Kacha zasługujesz na kogoś stokroć lepszego niż oni obaj razem wzięci.
[komentarze]  (34) [stworz. 16:48 26/01/11 
mod. 21:17 10/04/11]
 
    nast >>
archiwum 2010
grudzień
archiwum 2011
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
grudzień
archiwum 2012
kwiecień
 
speak your mind
alica
cukierrkowa
heart of fire
w pogodni za rozumem
in her shoes
pleasure
hp fansite
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc