|
|
|
Zdejm kapelusz, włącz telefon.
|
Żyję.
Rozmawiam z Berettą o zmianach, odczuciach i-tym-podobnych. Rozwaliłam ją dedukcją - spora satysfakcja ;)
Ula opowiada o papierach do LO (znowu się wciągam, a mam jeszcze czas :)) i zmieniających ludzi wakacjach.
"Too much of nauka" - pobudka o 5.25, desperacka próba douczenia się.
No a tak WOGLE - to dziękuję. Bo dzięki tym wszystkim rozmowom nie będzie dzisiaj żadnych niewesołych refleksji.
|
|
|
|
Maskarada.
|
|
Deszcz, chłód, herbata, koc i album "Od Giotta do Cezane'a". W czasie deszczu dzieci się nudzą, więc wszyscy skłonni do rozmów. Wymagają ode mnie decyzji, komentarzy i zawartości mojego dysku. Wiosenne osłabienie w tym nie pomaga. Ale nie mam zamiaru przejmować się ani zastanawiać - nigdzie mi się nie spieszy! :)
|
|
|
|
***
|
Umieram ze smiechu. Temat przewodni - >"Pasja" według Gibsona< według gadugadu.blog.pl. NIE, NIE BYŁAM I NIE PÓJDĘ :)
Nastroje zmienne, maksymalny poziom energii. Przyda się, praca wróciła razem z weną.
Rozglądam się za Negatywem (Ula, smile for You :)), Radiohead się nie otwiera - krzaczki ;). Trudno.
|
|
|
|
Home, sweet home...
|
Hmmm... Odzwyczaiłam się...
Miasto, mieszkanie, nawet klawiatura.
"Bitwy wielkie
Góry wszelkie..." - dobry początek. Świetna robota, P. Chyba mogę być dumna bardziej niż zwykle?... :)
Dobranoc... To był zbyt ciężki dzień...
|
|
|
|
Do zobaczenia, Tricity.
|
Ostatni raz słyszę przelatujący nad osiedlem samolot. Cholernie ciężko jest się żegnać.
- Don't worry BHP, zobaczysz, to tylko cztery, pięć miesięcy. - powiedział K. tonem mającym podtrzymać mnie na duchu. Chyba mu się udało.
- Wiem...
Ostatnie spotkanie było jak zwykle - LOT, Monthy Python, ukradkowe śmiechy ze względu na Anglików siedzących obok, herbata z konfiturami oraz milion innych, ważnych rzeczy i tematów. I to uczucie, że są jeszcze ludzie, którzy rozumieją wszystko o czym myślę. Lubię to uczucie, kiedy wiem, że koniecznie muszę coś komuś powiedzieć - bo to się akurat do opowiadania nadaje.
Będę wracała nie tylko do tego, do czego powinnam. Wrócę do Teatru Wybrzeże, autobusów linii 108 i 295, szalików, sytuacji, ... . Nigdy wcześniej nie czułam się tak mocno związana z tym Miastem. I po raz pierwszy w życiu zawahałam się po pytaniu B.:
- Może będziesz chciała tu studiować?... - zanim odpowiedziałam:
- Nie.
Zmieniłam podejście do życia. Po raz kolejny, ale tym razem trwale. Stowarzyszenie? Maybe. Why not.
"Dobranoc, moje Miasto." Będę tęsknić.
Jutro, dworzec Gdańsk Główny, godz. 10, ekspres "Małopolska".
The end. The begin.
Bye. Take care, little one.
|
|
|
|
Nie, żaden replay!
|
Otóż nie, Marianie!
ZDECYDOWANIE NIE BĘDĘ:
Powtarzać swojego życia (i tak nie mogę).
Narzekać, że nie jestem taką, jaką chciałabym być (w końcu to nie zależało ode mnie...).
Zmieniać się (samo przyjdzie).
Spać do dziesiątej trzydzieści (nie to, że nieprzyjemnie - ciężko się potem wstaje)...
I już mi lepiej.
Jestem inna i jestem z tego dumna, o!
|
|
|
|
Rozmówki, czyli jak poprawiam sobie humor...
|
Monja (18:21)
Wiesz, że nie powinno się obrzucać młodej pary ryżem po wyjściu z kościoła? Potem jedzą to gołębie i od tego umierają
Artur (18:22)
Ryz im nie pasuje ?
Monja (18:22)
Mhm.
Monja (18:22)
Najwyraźniej wszystko co chińskie
Monja (18:22)
/japońskie (?)
Artur (18:23)
Azjatyckie
Monja (18:23)
Nie, no bo niekoniecznie rosyjskie
Monja (18:23)
Albo indyjskie
Artur (18:24)
No to im nie pasuje wszystko co pochodzi z terenu opisanego tak:
Artur (18:24)
Azja - (Rosja+Indie+Mongolia+Jakie_azerbejdzany_itp)
Na lekcje georgafii z tym ! :)))
|
|
|
|
Uwaga, ironia i czarny humor.
|
Bez powodu.*
***
*Jawne kłamstwo.
|
|
|
|
Delta Lady.
|
Kolejne spóźnienie do domu.
"Może ją porwali. Czekajmy na telefon, chyba jeszcze palców jej nie obcinają..." - optymistyczny scenariusz, a jak. Po powrocie zaprezentowałam dłonie w całej okazałości.
No dobrze, miałam wrócić na czwartą. Ale trafił się temat o nożach, rodzinie, szkole, druga herbata... I te korki. Poza tym zwykle się zjawiam się punktualnie! Feeling Alright.
Kartka już czekała... :)
Hmmm... A na marginesie... Jak mi dzisiaj dobrze...
|
|
|
|
Cry Me A River...
|
A ja w Trójmieście siedzę. Szczerze mówiąc nie zdążyłam się za nim stęsknić... Odpoczywam. Ogólnie jest mi dobrze... Zwłaszcza wieczorami :) Pracować nie mam zamiaru, choć wracam pod koniec przyszłego tygodnia i czeka mnie duuużo roboty... Podejście bezstresowe.
Woman To Woman... and The Jealous Kind :)
Jeśli nie możesz ze mnie czegoś wyciągnąć - wyciągnij mnie przynajmniej setkę kilometrów od domu! Tęskniąc, mam więcej do powiedzenia... Przez cały dzień lista zdarzeń, które koniecznie muszę opowiedzieć, rośnie.
The Letter.
Czekam. I już chcę go mieć! :) Dostanę, niedługo... Razem z rzeczami, które koniecznie (!) musiały być zapomniane z domu.
***
W kącie skulony pies słucha ciszy
Na półce zasnął wiersz mądrym snem
Z mroku skłębionych chmur
Nocą do Ciebie zejdzie ktoś
I mówiąc szeptem zaprosi byś
Wybrał się w drogę z nim
Bo życie jest jak sen
Który krzyczy
Bo życie jest jak sen
Który trwa
|
|
|
|
Życie nie tylko po to jest, by brać...
|
Chciałam wyjechać? Wyjeżdżam. Ale to nie jest takie proste...
- Jedziesz w sobotę.
- Okey. (chwila przerwy) W sobotę?!
- Tak. Wróciłabys za tydzień.
- A, przepraszam, jak wrócę?
- Nie wiem, COS SIĘ WYMYSLI.
Zaraz, zaraz, od kogo w ogóle wyszła inicjatywa wyjazdu? Uduszę. Chcę spokojnie lenić się i marnotrawić ferie z J. i S. w Rzeszowie, pić herbatę z własnego kubka, siedzieć we własnym fotelu etc. W takich chwilach tęsknię nawet za Pomnikiem Walk Rewolucyjnych :)
Z drugiej strony będę mieć Internet - 3/4 szczęscia.
***
życie nie tylko po to jest, by brać,
życie nie po to, by bezczynnie stać
i aby żyć siebie samego trzeba dać
|
|
|
|
Syndrom niedzielny :)
|
Cotygodniowe przymusowe porządki. Usunęłam z parapetu stos książek, papierów i wycinków, płyty, lampkę i kilka przedmiotów o nieokreslonym przeznaczeniu niezbędnych do życia. Skarpetki przeniesione z podłogi do pralki, ubrania też. W kącie nadal leżą:
- dwie spódnice (w reklamówce)
- para szpilek (mamine, do diabła Belzebuba i wszystkich jego podpoltergeistów, mam nadzieję już nigdy ich nie założyć)
- dwie filiżanki (o ile się nie stłukły)
- słomkowy kapelusz.
I niech leżą.
***
Co robić, jesli Twój nauczyciel ma skłonnosci pedofilskie i/lub gapi się na Twój tyłek (opracowane przez Monję i Berettę):
- komandoska postawa
- lodowaty wzrok
- koszulka z napisami "Fuck off!" i "Łapy przy sobie!"
- spodnie "Fuck the system!"
Osoby, które wypróbują wszystkie sposoby, proszone są o zgłoszenie się w sprawie wyników.
***
K. ma problemy. Mogłabym jej pomóc, ale nie ma zamiaru powiedzieć jakie. Osoby, którym chce to zdradzić są już lekko zirytowane (P., trzymaj się :)).
Herbatka by się przydała...
|
|
|
|
Przypomniane.
|
Rynek, kilka dni przed Nowym 2004, w czasie patrzenia na koślawą choinkę przed ratuszem.
- J.? Nie czujesz jakiejś zmiany?
- W sensie?
- Ogólnym. Ja czuję.
- W twoim przypadku to chyba nie ma związku z nowym rokiem...
Niech mi ktoś powie, że nie jest genialna :)
...i proszę się jej nie kłaniać na ulicy.
|
|
|
|
Ja tylko na chwilę...
|
Życie sprawia wiele niespodzianek. Zwłaszcza moje...
Myślałam, że sobie nie poradzę. Pomyłka. Udało się.
Myślałam, że się boję. Błąd. Odważyłam się.
Myślałam, że jestem sama. Zdecydowanie nie...
Może po prostu zmieniłam się. Przemyślałam kilka rzeczy. Jest lepiej?... Dla mnie - tak. Po co utrzymywać stan "Wiary w niej nie było/Chęci życia ni sił"...
Sobota - przychodzi K. Dawno się nie widziałyśmy. Dodatkowe naładowanie pozytywne mile widziane :)
Zostało 9 dni - działania obronne w toku. Don't worry BHP...
|
|
|
|
To nie był film...
|
Rano ledwo zwlekam się z łóżka. Świetnie, myślę, kolejny dzień, który zatytułujemy fałszywie optymistycznym hasłem "Dzisiaj będzie dobry dzień". Obrzydliwa świadomość, że będę musiała uczyć się, potem sprawdzać stan tej wiedzy w instytucji, której nienawidzę do granic możliwości. Właśnie dzisiaj, mimo przeziębienia i zerowych chęci.
***
Z jakiegoś powodu czuję się jak zamknięta w klatce pozorów – muszę udawać, że czuję się świetnie, muszę, bo „nie mam powodów, żeby było mi źle”. Zostało tylko czterdzieści dni, a ja chcę uciekać. Z krzykiem, jak najdalej. To nie jest moje przeznaczenie, to się nigdy nie uda, nikt nie usłyszy „I wszyscy żyli długo i szczęśliwie”. Wpaść w ocean uległości, która przecież szczęściem nie jest.
Miał rację - trzeba to zakończyć i żyć dalej.
Coś się kończy, coś się zaczyna...
***
Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną wykrzyczanych cofnąć słów
Czy w milczeniu białych haniebnych flag, zejść z barykady
Czy podobnym być do skały, posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać
Gdy ktoś kto mi jest światełkiem gaśnie nagle w biały dzień
Gdy na drodze za zakrętem przeznaczenie spotka mnie
Czy w bezsilnej złości łykając żal dać się powalić
Czy się każdą chwilą bawić
Aż do końca wierząc, że los inny mi pisany jest
Płyniemy przez wielki Babilon, dopóki miłość nie złowi nas
W korowodzie zmysłów możemy trwać niepokonani
Nim się ogień w nas wypali, nim ocean naszych słów
Łyżeczką się odmierzyć da
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament, być zagadką której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas...
Ku chwale Niepokonanym.
|
|
|
|
|
|
|