|
|
|
 |
|
|
|
|
|
Bye, bye
|
Z przykrością zawiadamiam, że przestaję prowadzić bloga. Przestaję prowadzić go na tenbicie. Niestety. Za dużo tego wszystkiego jak dla mnie. Jestem elastyczna, ale bez przesady. Moja cierpliwość się skończyła. Bye, bye tenbit, please don't cry.
Mój nowy adres blogowy: http://nihilist.blog.pl
Zapraszam !
|
|
|
|
Tak powiedział alkohol
|
- Puk, puk.
- Kto tam ?
- ...............
- A dzień dobry, witam. Jak samopoczucie ?
- Świetnie, all right, rewelacyjnie !
- To super. Podoba Ci się tu ?
- Może być. Mi się wszędzie podoba. Byle było dużo fajnych ludzi.
- Ludzi ?
- No tak, nie ma ludzi, nie ma zabawy...
- A kto po Was sprząta ? po tej zabawie ?
- Zawsze ktoś się znajdzie...
|
|
|
|
Potwór energetyczny
|
Kto to jest potwór energetyczny ? To osoba, która sprawia, że po rozmowie z nią traci się chęć na wykonanie danej czynności (przed rozmową naturalnie ta chęć była). Przykładowo, mamy straszliwą ochotę pojeździć na rowerze, wprost tryskamy entuzjazmem. Spotykamy potwora energetycznego, chwilę z nim gawędzimy i nagle (pstryk!) - już nie mamy ochoty na jazdę na rowerze. Potwór wysysa energię. Potwór zabiera chęci. Obcowanie z potworem jest męczące. Nie mamy ochoty na spotkania z potworem. Potwór prześladuje nas jednak także wirtualnie (smsowo, mailowo). Trudno się od niego uwolnić. Ale trzeba. Trzeba trzeba trzeba.
|
|
|
|
Utopia
|
Przypadki chodzą po ludziach. Dlaczego ? Czemu nie może być odwrotnie ? Czemu ludzie nie mogą sami ustalać biegu wydarzeń stosownie do nastroju i chęci ? Np. jutro wstaję o 10 (nie wcześniej i nie później - żadnego przypadkowo wyłączającego się budzika), jadę na zajęcia autobusem, który przyjedzie punktualnie, wykład jest ciekawy, w drodze na niego spotykam tylko te osoby, które w danym momencie mam ochotę zobaczyć, albo nie spotykam nikogo. Kiedy wracam do domu i otwieram lodówkę są w niej takie potrawy, jakie sobie tylko wymarzę (żadnego nie kupiłam tego i tego, ale kupiłam Ci to i to chociaż dobrze wiem, że nie lubisz). Po zjedzeniu obiadu mam czas na relaks, jakaś gazetka, książka może (a nie od razu do roboty, bo nie zdążę, bo jak zwykle przypadkiem zasiedziałam się tu, za długo robiłam to itd.). Kiedy wreszcie przychodzi czas nauki, siadam spokojnie, delektuję się wiedzą jak prawdziwym przysmakiem, czuję jak dzięki niej się rozwijam (żadnego obrzydzenia na samą myśl o podręczniku i notatkach, bo przypadkiem zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę). Na spoczynek udaję się, gdy tylko poczuję pierwsze objawy zmęczenia (żadnego siedzenia do oporu, bo to przypadkiem jutro egzamin). Śpię głęboko i spokojnie, nie budząc się w nocy z suchością w ustach (a tu przypadkiem nie ma nic zdatnego do picia), o 5:40 nie budzi mnie też pies, który (przypadkiem) został wpuszczony przez szykującą się do pracy mamę, bo przecież tak bardzo chciał wejść i mnie zobaczyć (i na mnie wskoczyć, żeby sprawdzić czy przypadkiem się nie pomylił). Sny mam oczywiście kolorowe i radosne (nie są one przypadkowym połączeniem wszystkich moich nawarstwiających się trosk i obaw) i nie wracają one do mnie w ciagu dnia jak bumerang.
Czemu nie możemy chodzić po przypadkach ?
|
|
|
|
Ucho od śledzia
|
Uszkomania trwa. Szukam, sprawdzam, dzwonię, pytam. Uśmiech wibruje w moim wnętrzu, gdy przeglądam nowe uszkowe wieści. Drżenie i podekscytowanie sięga zenitu, gdy trafiam na coś naprawdę ekstra. Nawet znajomości odnawiam dzięki uszkowaniu. Uszków integruje mnie intra i interpersonalnie. Jestem nowonarodzonym uszkofilem. Niech żyje barszcz z uszkami !
|
|
|
|
Randka
|
Przyszłam i powiedział mi na uszko: już niedługo, już niedługo się zobaczymy, już niedługo mnie zobaczysz. Moje uszko oniemiało, oklapło z wrażenia, ale jeszcze nie dowierzało. Spytałam czy nie żartuje. Prosiłam by nie kpił ze mnie, bo to dla mnie taka mała wojaczkowska radość. Ta wiadomość wleciała z ogromną prędkością w mój umysł i już zaczynała drogę do serca. Robiło się niebezpiecznie. Przez chwilę się nie odzywał. Spojrzał na mnie, zapalił papierosa i powiedział: nie mógłbym Cię okłamać; to, czy przyjdziesz zależy tylko od Ciebie. Od tamtej chwili ' moja radość niczym niezmącona ' . Będę czekać.
|
|
|
|
Głęboki oddech
|
Wziąć głęboki oddech i iść do przodu. Nie oglądać się za siebie. Nie myśleć. Nie marzyć. Nie kochać. Nie widzieć. Nie ranić. Być sobą dla siebie. Nie dla innych. Być tu i teraz. Nieważne z kim. Po prostu być i nie wiedzieć, że gdzieś, z kimś jest lepiej. Skupić się na chwili obecnej, by nie czuć irracjonalnego żalu za nie wiadomo czyje grzechy. Przestać zastanawiać się kiedy, jak, gdzie i dlaczego. Oczyścić umysł z niepotrzebnych śmieci. Działać. Żyć i działać. Działanie to wróg myślenia.
Wziąć głęboki oddech...
|
|
|
|
To już rok
|
Idę i patrzę. Patrzę i widzę. Widzę i myślę. Myślę: to już rok.12 miesięcy minęło od zeszłorocznych Neptunaliów. 52 tygodnie od koncertów szałowych grup. 365 dni temu jechałam czerwonym samochodem. Ile to godzin? minut? sekund? Ile czasu minęło od początku nowej historii kuchennej? Myślę i nie wierzę. Nie wierzę, że to już rok. Gdybym chciała to wszystko podsumować, napisać ile się zdarzyło, zliczyć wszystkie smutki, dni wypełnione nadzieją, imprezy, które obracały świat do góry nogami, promile alkoholu we krwi gdy dawałam się ponieść uczuciom, ucieczki, żeby rozwiązać nierozwiązywalne, ból który sprawiałam ludziom, wszystkie dni z nosem na kwintę, smsy wbijane jak nóż w serce, słowo przepraszam wypowiadane na kacu, wiecznie kołaczące się dlaczego, dlaczego znowu jest tak, gdybym miała te wszystkie względnie zamknięte sprawy podsumować, nie starczyłoby mi czasu, chęci, zdrowia. Jedyne co jestem w stanie napisać dziś, to banalne zdanie: zmieniłam się. Cały ten rok był jak wielki kij wsadzany raz na jakiś czas w moją osobowość, psychikę, uczucia, rozum, we wszystko co sprawia, że jestem tym, kim jestem. Kij mącący uporządkowanie, na które ciężko pracowałam wiele miesięcy. Powoli wszystko wraca na swoje miejsce. Powoli chaos znika. I znowu Neptunalia.
|
|
|
|
Wrażliwość
|
Znajomy barman opowiedział mi pewne prawdziwe zdarzenie. Otóż jechał tramwajem i na pewnym przystanku wsiadł chłopiec z niewidomym. Chłopiec nie zwracając na niewidomego należytej mu uwagi po prostu zajął wolne miejsce. Natomiast Pan pozbawiony zmysłu wzroku chodził po tramwaju uderzając pasażerów białą laską po nogach i krzyczał: ' Daniel ! Gdzie jesteś ? Daniel ! '. Wygodnie usadowiony młodzieniec nie zamierzał zmienić swojego położenia. Krzyknął tylko: ' Tam Tato ! Tam jest wolne miejsce, usiądź ! ' Tatuś jeszcze bardziej gorączkowo bijąc laską w podłogę bezskutecznie usiłował owo wolne miejsce odnaleźć. ' Gdzie jest to miejsce ? Gdzie ? ' - krzyczał. Życzliwy pasażer odpowiedział wskazując wolne siedzenie: ' No tutaj. Nie widzi Pan ?? '
|
|
|
|
Sny powracające
|
Od jakiegoś czasu śnią mi się naprawdę dziwne rzeczy.Dwa dni temu była to wizyta w operze marionetkowej, coś Verdiego chyba, na końcu zastąpiłam główną aktorkę gestykulując i udając, że śpiewam... Najlepsze jest to, że po obudzeniu prawie nic nie pamiętam, poszczególne fragmenty wracają do mnie w ciągu dnia. A po dzisiejszym śnie zastanawiam się czy przypadkiem gdzieś się nie zgłosić...
|
|
|
|
Gdzie jesteś ?
|
Pamiętam wzruszenie mojej mamy kiedy po raz pierwszy usłyszała piosenkę Michała i jego świty, w której występuje refren: Gdzie jesteś ? Michał śpiewa tam z taką pasją i oddaniem ! To jest facet, który kocha. Nie to co inni... np. wczoraj będąc na imprezie poznałam pewnego olsztynianina, który wyznał mi miłość i wkrótce potem zniknął pozostawiając mnie w stanie rozterki pomieszanej z rozanieleniem. Nie zrozumiałam tej chwili, nie mogłam się pozbierać. Biegałam po klubie parafrazując tytuł oskarowego filmu animowanego: Gdzie jest Piotrek ? Nikt nie umiał mi pomóc... Co mam teraz zrobić ??
|
|
|
|
Spadkobierczyni Tomasza J.
|
Byłam dziś na mądrym wykładzie pewnego sympatycznego Pana. Ostatnio stałam się taka kulturalna... Ostatnio czuję się jak ta judymowska sosna - rozdarta między wiele tak różnych od siebie istnień. Tak ciężko jest to pogodzić, by nikt nie czuł się skrzywdzony. Może przesadzam i powinnam ' wrzucić na luz ', ale to uczucie niestety sprawia, że sama tak naprawdę nie żyję. Myślę tylko jak by tu pogodzić to i owo. Oczywiście rzadko udaje się osiągnąć kompromis i rzadko ja sama czuję się usatysfakcjonowana. A szkoda. O ile życie byłoby piękniejsze, gdybym się tak wszystkim dookoła nie przejmowała... Ale czy wtedy byłabym tym, kim jestem ?
|
|
|
|
Bzowo
|
Majowa bzowa fascynacja sięga zenitu. Już widzę skrzywienie jednej mojej koleżanki na dźwięk słowa ' bez ' ( ma alergię ) . Nie wiem skąd to się bierze, ale na dzień dzisiejszy nosi znamiona obsesji i wiecznego rozglądania się w poszukiwaniu lilowego cudu natury. A zaczyna się niepozornie. Gdy nadchodzi pierwszy dzień miesiąca pełnego bzów czuję spokój, bo wiem, że to jeszcze nie teraz, ale zaczynam delikatnie o tym myśleć. W miarę upływu czasu spokój przemienia się w radosne oczekiwanie na to, co nastąpi już wkrótce. Drżenie serca, nerwowe rozglądanie się dookoła, pobudka z nadzieją, że to może dziś... I nagle to się dzieje. Nie ma ciągłości między światem z bzami a tym bez. To tak jak granica między dniem i nocą. Trudna do uchwycenia. To się staje. Wszędzie ukazują się liliowe, jasno, ciemno, średniofioletowe, wrzosowe, śnieżnobiałe kwiaty. Osaczają mnie. Nie mogę im się oprzeć. Wsiąkają we mnie. Muszę, muszę na nie patrzeć. Szukam ich. Marzę o zerwaniu i posiadaniu tego piękna w domu. Bardzo rzadko okradam te krzewy. W ostateczności. Jaka jest geneza tej obsesji ? Podejrzewam, że dużą rolę odegrał wiersz, który recytowałam podczas akademii z okazji Dnia Matki w pierwszej klasie Szkoły Podstawowej. ' Dla mamy ten pod oknem liliowy bez, ażeby każdy dzień był bez smutku i łez. Dla niej wiatru muzyka w ogrodzie, żeby jej było wesoło codzień... ' Po prostu esencja dziecięcej naiwnej miłości do matki. Przez kilka lat ( po recytacji ) przynosiłam mamie w jej dniu gałązkę bzu. Dziś już tego nie robię, ale bez pozostanie dla mnie na zawsze symbolem. Najpiękniejsze w mojej obsesji jest to, że trwa niecały miesiąc, a oczekiwanie na jej symptomy jedenaście.
|
|
|
|
Coś o mnie
|
OBECNY STAN DUCHA: troszkę w rozterce
OBECNY STAN FIZYCZNY: ból głowy
PRZYSZŁY STAN DUCHA: bardzo w rozterce
PRZYSZŁY STAN FIZYCZNY: pod wpływem alkoholu ?
OSTATNIE OSIĄGNIĘCIE: reguralne uczęszczanie na zajęcia
PRZYSZŁE OSIĄGNIĘCIE: reguralny obfity plon zbierany dzięki w/w osiągnięciu
NAJCIEKAWSZY ZNAJOMY OSTATNICH DNI: Marszał
NAJWIĘKSZA ZAGADKA OSTATNICH DNI: jeden taki kolega, co to różnie z nim bywa ;)
NAJWIĘKSZA NADZIEJA OSTATNICH DNI: Ja ( cóż za skromność ) i chłonność mojego umysłu
OSTATNIA IMPREZA: koncert Fisza i Voo Voo
NAJBLIŻSZA IMPREZA: pożegnanie emigrantki w Młodych
WYMARZONA IMPREZA: koncert Świetlików
OBECNIE MYŚLĘ O: sześciu egzaminach
DO NIEDAWNA MYŚLAŁAM O: całej reszcie
POMAGA MI: K.D.
PRZESZKADZA MI: czasami J.P.
CHCĘ: powrócić do dawnej formy
NIE CHCĘ: bać się przyszłości
NIE UMIEM: żyć bez smsów
NAJBARDZIEJ W SOBIE NIE LUBIĘ: drobiazgowej analizy wszystkiego
PODZIWIAM SIĘ ZA: pamięć do szczegółów
CHCIAŁABYM: umieć żyć samotnie
|
|
|
|
Słomiany zapał
|
Jak to jest... Niekiedy mam wielką ochotę coś zrobić i idealne warunki : mnóstwo czasu, odpowiednie miejsce, spokój. I co ? Właśnie przeważnie nic. Przeważnie kończy się tylko na chęciach. Często nawet chcę porobić kilka rzeczy, ale nie mogę się zdecydować i w efekcie siedzę i tępo patrzę w ścianę. Czy to jest normalne ? Czy jestem zdrowa ? A może po prostu jestem nudna ? I tworzę sobie monotonne życie ? A w kwestionariuszu temperamentu Strelaua aktywność wyszła mi dość wysoka... Coś tu jest nie tak.
|
|
|
| |
|
|
|