|
|
|
 |
Sens w Bezsensie |
|
|
|
|
...that was then and this i now...
|
Nie będę się tłumaczyć.
Postanowiłam i już.
Bo mam piętno, którego nieść nie dam rady dalej.
Nie niszczę.
Zmieniam adres.
/cisza-ja-i-czas
Pozdrawiam.
|
|
|
|
...gitarra,przedwczesne prezenty, damsko-męski wieczór...
|
Wieczór mieliśmy spędzić na mieście.
Jednak o 21 we mgle nas otaczającej udałam się z przyjaciółką do Leszka i Mateusza (tym razem perkusisty z ich zespołu). I tak poznałam już wszystkich członków składu Tymczasowy Brak Nazwy oraz słynne studio nagrań.
Zintegrowaliśmy się z 'Żubrami', bo wieczorem podchodzą bardziej, i słuchaliśmy różnej muzyki. Musiałyśmy cały czas powtarzać perkusiście, że wcale nie mamy 'doła' jak to on określił.
Poruszaliśmy też kwestię snów, co kiedy i komu się przyśniło. Leszek przepowiedział nam koniec świata i opisał jak on będzie wyglądał.
Nie obyło się bez tematów o tematyce damsko-męskiej. I tym sposobem dowiedziałam się, że basista ma takie same zdanie jak większość, czyli wszyscy się ze sobą zgadzaliśmy ogólniej mówiąc.
Chłopacy widząc gitarę poczuli się jak Kurt Cobain na koncercie Nirwany i rozpieprzyli instrument waląc nim o podłogę. Drzazgi fruwały wszędzie. Mi udało się uratować gryf, o który stoczyłam bój z Kaś i w efekcie zostałam pokąsana po ręce, ale pamiątkę wywalczyłam.
Trochę się pogimnastykowaliśmy i potańczyliśmy salsę.
Po 25 godzinie doby wedle zegarka Leszka, przyszedł czas na zakończenie uroczego wieczoru.
Mateusz porządkując szafy zabawił się w Gwiazdora i rozdał nam to co było mu niepotrzebne, a co dla nas miało wartość bezcenną.
I tak w moich rękach znalazł się ocalony gryf od gitary, kaseta Dum Dum (cokolwiek to jest), kartka z oryginalnym tekstem piosenki 'Plastikowy', obrazek z Garfildem, płyta DVD 'Asterix & Obelix', wytrychowa świąteczna choinka i chyba jakaś gra dla dzieci.
Tak obładowana a zarazem szczęśliwa, że i ten wieczór zaliczyć mogę do udanych wracałam z uśmiechem na twarzy z Kaś obładowaną również jak ja prezentami.
Właśnie mnie Leszek uświadomił, że ich koncert będzie tego samego dnia gdy koncert Pidżamy, na który już kupiłam bilet. I teraz nie wiem jak pogodzę jedno z drugim, ale chcę oba te występy zaliczyć.
Odkryta prawda nawet po takim czasie w oczy kole. Te same słowa, ale nie do tych samych osób. Oryginalność zerowa. Zresztą nie tylko z oryginalnością jest problem. Na szczęście to nie moje zmartwienie.
'Spokojnie to tylko: Ezoteryczny Poznań.'
/Pidżama Porno/
|
|
|
|
...formalności,radość z życia płynąca...
|
Choćbym nie wiem jak zwlekała i przekładała ten dzień w przyszłość,
przyszłość musi się w końcu stać teraźniejszością, a teraźniejszość przeszłością.
Pomijam już fakt, że nie uznaje teraźniejszości, bo widzę tylko albo przyszłość albo przeszłość...
Za bardzo pogmatwane to by poruszać ową kwestię w formie pisemnej...
Ale jeśli już ten ząb mądrości mi wyrasta (Kaś stwierdziła, że to raczej głupoty, ale nie ma takich zębów),
to trzeba wreszcie zamknąć pewne sprawy.
Wybrałam się do Profesji, aby zakończyć udawanie zainteresowanej słuchaczki Prawa i Administracji.
Oddali mi gotówkę, za którą ja, w ogromie szczęścia, kupiłam bilet na koncert Hey'a (w sztukach dwóch) i kolczyki dla siebie i przyjaciółki.
Spotkałam też w mieście męża (któremu musiałam oddać podarowaną mi przez niego kostę do gitarry), i mojego szwagra o którym istnieniu dowiedziałam się dopiero dziś;)
Tak, na wszelkie pytania i wątpilowości mówię otwarcie: Jestem normalnie nienormalna.
Ale szczerze? Dobrze mi z tym.
Pojęcie normalności uległo u mnie zmianie po przeczytaniu 'Weronika postanawia umrzeć' Paulo Coelho.
Zresztą nie jest tajemnicą, że kocham powieści tego brazylijskiego autora, a z jego książek czerpie wiele mądrości życiowych, które wprowadzam w swoje życie.
W mieście zaskoczyły mnie 3 dziewczyny, które maszerowały ulicą Półwiejską z transparentem 'Tulimy'. Nie wiem czemu miała słuszyć ta akcja, ale wywołała u mnie pozytywne uczucia i cieszę się, że są jeszcze tacy ludzie na ziemi, którzy odrzucają schematy na rzecz spontaniczności.
Spotkałam również osobę, której najmniej się spodziewałam. Myślałam, że zakończy się na zwykłym grzecznościowym 'cześć', ale dym papierosowy sprzyjał nawet całkiem miłej rozmowie.
Nadal nie wierze w szczerość mojej rozmówczyni, bo ludzie sie tak szybko nie zmieniają, ale że nie mam już z nią styczności codziennie w murach jednej szkoły, mało tego klasy, to zniosłam jej towarzystwo, a nawet specjalnie mi ono nie przeszkadzało.
Chyba uczę się coraz większej tolerancji.
Z pozdrowieniami dla wszystkich czytających, pozytywne wibracje śle:
żelazna.
'Tyle mamy w sobie zła, ile widzą inni'
/IRA/
Maluję tęczę własnym sercem.
|
|
|
|
...ząb mądrości?...
|
Chyba rośnie mi ząb mądrości.
Cholernie boli mnie dziąsło.
Jednak patrząc na moje zachowanie oraz na te 'dojrzałe' i 'dorosłe' decyzje,
zastanawiam się czy aby nie podjąć polemizacji na ten temat z samą sobą.
Dwa tygodnie temu zrobiłam sobie kolczyk w okolicach brody i teraz za cholere nie mogę go wyjąć.
A miałam wymienić tą cholerną końcówkę na krótszą.
Wcale nie żałuje, tylko zastanawiam się czy ja będę musiała raz jeszcze iść do tego łysego i wytatułowanego pana co mówi tak nie wyraźnie. I wcale nie pociesza mnie to, że tatuował Dode i Peje.:/
poza tym cały dom ogarnęły wibracje.
Czy pozytywne? Nie powiedziałabym.
Wymieniają rury i przez ten hałas mój pies dostaje zawału.
Jedno z moich marzeń się spełniło. Wreszcie mam komputer z dostępem do internetu u siebie w pokoju.
Teraz to już w ogóle mnie od niego nawet siłą nie oderwą, coś czuję.
Ostatnio przeanalizowałam sobie przeszłość.
I zdziwiona byłam, że zasypiając myślałam o Nim, a przyśnił mi się zupełnie ktoś inny.
Mam nadzieje, że ten sen nic nie znaczy, że był tylko czymś w rodzaju obrazu z przeszłości.
|
|
|
|
.nigdy się nie dowiesz jak wielki to ptak,bo w twym sercu gniazdo wije wróbel.
|
Monotonność spłunęła na mnie nieoczekiwanie.
Wprosiła się do mojego życia nieproszona.
Zamieszkała pod moim łóżkiem.
Łapała mnie za włosy, gdy czesałam je grzebieniem,
spływała do żołądka razem z ciepłem porannej kawy.
Wypełniała przestrzeń, w której czuję się bezpiecznie.
Rutynę i powtarzalność, wręcz przewidywalność, każdego nowego dnia,
zburzył długowłosy znajomy z przeszłości, który chyba zatęsknił za tymi dwoma smarkulami, które razem z nim spędziły 3 lata w murach jednej szkoły.
Moje zaskoczenie zmieniło się w radość, że monotonny schemat został przełamany.
W deszczową pogodę, gdy wiatr szeptał o swojej sile w koronach drzew, my wspomnieniami obudziliśmy przeszłość, zamieniając ja na krótką chwile w teraźniejszość.
Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i z uśmiechami na twarzy pożegnaliśmy się ze sobą, a także znów na jakiś czas uśpiliśmy rozbudzone w nas wspomnienia.
Kolejny dzień obfitował również w zaskakujące wydarzenia.
Niespodzianek ciąg dalszy nastąpił gdy odebrałam telefon od Leszka.
Jego spontaniczny pomysł zaskoczył mnie i wywołał we mnie popłoch, ale i ogarniającą zewsząd radość.
W progi mojego małego pokoju zawitał Leszek wraz z Piotrem z jego zespołu.
Aby równowaga została zachowana zaprosiłam Kaśkę.
Tematy bynajmniej nie o piłce nożnej zostały poruszane, a prośby ponawiane do 3 nad ranem.
Kiedys usłyszałam z ust Piotra, że jestem czarownicą i powinnam spłonąć na stosie.
Ostatnio Piotr mi wyznał, ze mam piętno szatana na twarzy. Wolałam nie wnikać co autor miał na myśli,
bo po nim wszystkiego można się spodziewać:)
Związek z mężem znów odżył. Po rowodzie przyszła pora na ponowne odnowienie naszych bliskich więzi.
O 4 nad ranem szliśmy prostą drogą zmierzającą do rozstania.
Objęci grzaliśmy się ciepłem naszych ciał.
Tańczyłam z Leszkiem na lodzie.
A potem z małym poślizgiem i piruetem przyszedł czas na długie pożegnania.
Nie chcę niczego analizowac.
Nie chcę znów zaprzątać sobie głowy moimi urojonymi paranojami.
Pozwole akcji się toczyć gdyż sama jestem ciekawa zakończenia.
Nie chcę już nic planować.
Nie żyję przyszłością.
Chwila, która trwa to dla mnie największe szczeście.
11 listopada byłam w centrum.
Chciałam zobaczyć Marcina na białym koniu, ale chyba mi umknął gdy piłam letnią kawe w McDonaldzie.
Za to razem z Kaśką kołysałam się słuchając indiańskiej muzyki.
Ta muzyka ma coś magicznego w sobie.
Jakby naznaczona legendą. Jakby więziła w sobie duchy przodków i teraz przy pomocy dźwięków łączyła się z duszami żyjących ludzi różnych ras.
Myślałam o przeszłości i przyszłości.
O wszystkim i o niczym.
Uśmiechałam się do swych myśli rozdając ten uśmiech ludziom stojącym lub przechodzącym obok mnie.
Powietrze ma zapach szczęścia.
Połykam i karmię się nim.
|
|
|
|
...Byli już tacy ludzie,ale nie ma pewności,że to bylismy my...
|
'Grad uderza w moje okno.
Każde uderzenie o parapet odczuwam bardzo boleśnie.
Stałam się tym parapetem.
Wystawionym na zimno ciałem stałym.
Dostającym do życia razy.
Los wymierzył mi sprawiedliwość.
Widocznie tak miało być.'
/*autorka:zelazna/
Cała ta fascynacja była fikcją?
Ubzdurałam sobie w mej głowie,
Wspierana podszeptami w prawe ucho, że to ma sens.
Przekonałam się na moje dwie pary oczu, że nie wszystko jest tym,
Czym się wydaje na samym początku.
A ja usilnie wierzyłam, bo chciałam wierzyć.
'Trudno jest żyć nie wierząc w nic'.
'Na szczęście wiem jak rade dać bez wiary'.
I wiedziałam że będą krwawe piegi na moim posklejanym sercu.
Sama sobie jestem katem.
Zabije ta zieloną nadzieje która tak brutalnie bawi się moim kosztem.
Po raz kolejny zaczynam od nowa.
Mam nieznośną tendencję do robienie scen.
Emocje, źle odczytane sygnały odreaguje na jakimś koncercie.
Dzisiaj idę po bilety na Pidżamowe urodziny.
Mam nadzieję, że bilety jeszcze dostanę.
Widząc tą naiwną dziewczynę w lustrze,
Znów na usta ciśnie mi się ironiczny uśmiech.
Poślizgnęłam się idąc mleczna droga wśród gwiazd,
I teraz spadam znów by stąpać po ziemi.
Ale nadal się cieszę jak małe dziecko.
Infantylna jestem.
Sprostowanie: Zdobyłam bilet na urodziny Pidżamy:)!
|
|
|
|
...hoduje w sobie potwora...
|
Znów przebyłam cała trasę autobusem, jak za czasów gdy jeździłam z tobołami na plecach w szkolne mury.
Znów udawana radość na spotkanie z kilkoma osobami,
I tak szczera, prawdziwa na widok twarzy przyjaciół.
Zapomniałam języka w gębie i uśmiechnęłam się tylko przelotnie.
Pojechałam do miasta. Uczestniczyłam w wymyślaniu Kaśce zawodu.
Godzinę czekałam na Olgę w parku.
Gdyby nie to, że tyłek przymarzł mi do ławki, to nie mogłabym narzekać na uroki tego miejsca.
Dałam się ponieść fantazji.
Posłuchać wewnętrznego głosu.
Pomyśleć o świecie, życiu.
Znów zatrzymałam wskazówki.
Obserwując pana przechodzącego obok mojej ławki,
Który przeglądał zawartość koszy na śmieci,
Przypomniałam sobie reportaż oglądany wczoraj w późnych godzinach wieczornych.
Chyba rzeczywiście lepiej być bezdomnym za granicą,
Niż bezrobotnym w Polsce.
Tam mają ciepły posiłek w kilku placówkach,
Nawet jeśli są w stanie nietrzeźwym.
Nie wiem jakie zająć miejsce w tej sprawie.
U nas pijany nie dostanie posiłku, ani nie znajdzie noclegu w przytułku.
W ten sposób walczymy z pijaństwem?
Nie sądzę.
Jednak coraz częściej doceniam to co mam.
Tęsknie za dobrami materialnymi jakie ułatwiają moje życie.
Ubarwiają moje nie owocne godziny zmarnowanego niekiedy czasu.
Pielęgnuje moje przyzwyczajenia.
Hoduje małego potwora, który kocha wygodę, ciepło i litry kawy z mlekiem, lub herbaty z cytryna.
Na koniec spacer alejkami Cytadeli.
Wspomnienia na widok MDK-u.
Przypomniał mi się nieprzewidywalny Tomasz Rozmianiec rzucający w nas krzesłem.
A wracając po ciemku wpakowałam się w kałużę.
Ale nawet to nie popsuje mi miłości jaką dażę do jesiennej pory roku.
Rumiane policzki, czerwony nosek, bladość moich rąk i uśmiech na twarzy.
Tak wygląda szczęście w moim wydaniu.
|
|
|
|
...wyziębione myśli i liście we włosach...
|
Zachłysnęłam się jesienią.
Połykam i gromadzę zapach palonych liści.
Karmię się paleta barw.
Magazynuje optymistyczne myśli.
Ta zima będzie inna niż wcześniejsze.
Tym razem nie poczłapie na czworakach do skalnej jaskini.
Nie zapadnę w zimowy sen, by dopiero wiosną wyjść na żer.
Będę upijać się marzeniami, żywić soplami lodu,
I lepić ludzi ze śniegu.
Moją własną armie, która będzie odganiać ode mnie negatywne myśli.
Byłam na spacerze.
Szeleszczące liście opowiadały mi swoje zielone, żółte i czerwone historie.
Próbowałam poradzić koleżance jaką drogę ma wybrać.
O ile łatwiej by było gdyby ludzie umieli czytać w myślach drugiej osoby.
I ile krzywd wyrządził by taki dar.
I tak źle i tak niedobrze.
Jednak życie singla na razie mi odpowiada.
Czuję przepełniającą mnie wolność.
|
|
|
|
...Dławie się szczęściem...
|
Celebrowałam dzisiaj słońce.
Odwróciłam do niego swoją twarz,
Cień zostawiając za sobą.
Nie myślałam o niczym.
Zatrzymałam się w chaosie życia codziennego.
Mój świat na chwile stanął w miejscu.
Tylko mój.
Mijające mnie samochody, zabiegani ludzie przechodzący obok,
Uświadomiły mi, że czas w moim świecie płynie zgodnie z moim własnym zegarem.
Ja przesuwam wskazówki. Cofam je. Czasem przyspieszam. Coraz częściej zatrzymuje.
Za takimi dniami jak dzisiejszy tęsknie.
Te najlepiej wspominam z okresu liceum.
Nasze rozważania. Nasze przemyślenia.
Dywagacje. Hipotezy. Domniemania.
Paradoksy.
Rozmowy o zachodzących w człowieku zmianach.
O nastawieniu człowieka do zmian.
Rozważania o normach nas zniewalających.
Wszystko to zapijane słodkim koktajlem z truskawek,
I nektarem z brzoskwini o interesującym zielonym zabarwieniu.
Nie z każdym mogę takie tematy poruszyć.
Cenie tych ludzi, którzy umieją dojrzeć całą paletę barw.
Nie ograniczają się tylko do czerni i bieli.
Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że każdy napotkany na mojej drodze człowiek jest moim nauczycielem.
Nie ważne że nie ma tytułu profesora czy doktora i że/nie wykłada na uniwersytecie.
Nie ważne czy ma kręgosłup moralny czy też nie.
Nie istotne czy jest dobrym człowiekiem czy złym.
Uczy mnie. Negatywnych i pozytywnych rzeczy.
Ja wybieram. Oddzielam prawdę od kłamstwa.
Dobro od zła.
'Wypuszczając się na nieznane morza,
ślepo ufamy naszym przewodnikom - w przekonaniu,
że wiedzą więcej niż my'.
/Paulo Coelho/
I to nas może czasem zgubić.
|
|
|
|
...z piosenką na ustach...
|
Po 4 dniach zaakceptowała moja decyzje.
Głęboki oddech.
Gdy zapadł zmrok wyrwałam się z mojej wysokiej wieży.
Otulona szalikiem i z duszącym zapachem dymu tytoniowego
Wybrałam się poprawić kontakty interpersonalne.
Z piosenką zespołu Tymczasowy Brak Nazwy na ustach,
Czekałam z Satelitą na kolegów z AWF-u.
Zatłoczonym tramwajem dotarliśmy do celu naszej podróży.
Pograliśmy w kręgle.
Wygrałam tylko, dlatego, że byłam z Satelitą w grupie.
Dostałam piwo, ale nie jestem zwolenniczką tego trunku.
Porozmawiałam z Darią.
Popatrzyłam jak grają w bilard.
Poszłam na parkiet, ale nie będę udawać, że czuje rytm,
Skoro go nie czuje.
Nie będę niczego udawać.
Mam dość zakłamania wśród ludzi mnie otaczających.
Ja nie musze korzystać z tego schematu.
Spałam u koleżanki.
Moje nocne rozważania o życiu,
O tym co niewypowiedziane,
O uczuciach.
Duchowe oczyszczenie.
*
Miałam sen.
Jeśli sny odczytuje się na odwrót,
To znaczy, że mam powód do zadowolenia.
Jeśli jednak sen się sprawdzi,
Marzenia i moje ulotne chwile zadowolenia i bezpieczeństwa,
Legną jak domek z kart.
Z łoskotem spadnie moje serce,
I roztrzaska się na tysiąc kawałeczków.
Znów będzie żmudny proces zbierania brakujących fragmentów,
Układania ich w całość i posklejania taśmą klejącą.
A do tego ta nadzieja, aby tym razem los był dla mnie łaskawszy.
Albo żeby klej mocno skleił popękane serce.
*
'Co dzień rano kiedy wstaje z ciepłego łóżka
Ciepła kawa do śniadania już nie jestem trup.
Coraz bardziej kolorowo robi się za oknem
Aż się nie chce spać tylko działać przewrotnie'.
/Tymczasowy Brak Nazwy/
|
|
|
|
...jestem podwiniętą rzęsą, pod twoja powieką...
|
Czasem mam wrażenie że jestem szalona.
Za bardzo chowam się w tej wieży bez dna.
Uciekam przed rzeczywistością.
Ale przed samą sobą nie ucieknę.
Nigdzie nie mam schronienia.
Mając dość swojego wiecznego narzekania na szkołe,
zrezygnowałam z czegoś co kompletnie mnie nie interesowało.
Może zmaruje swoje życie,
może popełniam błąd.
Nie chce ocen. Nie chce rad.
W najgorszym scenariuszu to ja będę żałować.
Ja będę wyrzucać sobie swoją głupotę.
A wiem, że obwiniałabym się gdybym nadal tam została.
Decyzji mojej nie zaakceptowała przyjaciółka.
Nie odzywa się do mnie od kilku dni.
Wychodzę by uciec od ciągłych analiz.
Szukam rozmówców, bo nie lubię samotności.
Cieszę się wiatrem szumiącym w koronach drzew,
zapachem jesieni i palonych liści,
czasem, bo nie wiem ile jeszcze mi go zostało.
Nie widzę znów sensu uczyć się zawodu,
jeżeli będę jak wszyscy gnać w pogoni za kasą,
i mozliwe, że zagubie wartości trzymające mnie przy życiu.
A jednak chcę zapewnić sobie byt, co w dzisiejszych czasach, nawet bez najmniejszej krajowej stawki, nie jest możliwe.
Znów stoję pośrodku jak ta rozdarta sosna.
|
|
|
|
...Odwieczną walkę prowadzę...
|
Pierwszy raz w życiu poczułam się jak pełnoprawny obywatel swojego kraju.
Spełniłam swój obywatelski obowiązek.
Nie jest tajemnicą na kogo głosowałam. Ale to wcale nie oznacza,
że jestem wielką i zagorzałą zwolenniczką tej partii.
Uważałam jednak, że dotychczasowy rząd nie powinnien mieć władzy w rękach.
Nie wiem czy PO może popsuć nasz wizerunek bardziej niż zrobił to PiS.
Wydaje mi się, że już gorzej być nie może.
(no chyba że do władzy dobrała by się Liga Polskich Rodzin lub Samoobrona).
Nie będę jednak chwalić dnia przed zachodem słońca.
Czas pokaże, czy dobrze wybraliśmy.
Burzliwy nastrój miałam tego weekendu.
Niezgodność poglądów, niechęć i przymus do wypełnienia narzuconych obowiązków.
Znów stanęłam przed wyborem.
I znów wczoraj rozmowy o niepewnej przyszłości.
Obejrzałam dziś nasze dyplomatorium.
Moja rola 'żony i kochanki'.
Nasza klasa.
Piosenka Rubika 'Niech mówią że'.
Te przygotowania do występu, lekka trema.
Teatr od kulis.
Zabawne sytuacje.
Tak za tym tęsknie.
Ten sentymentalizm kiedyś mnie rzuci w przepaść złego samopoczucia.
'Chorągiew powiewa
ogniska płoną
W mej duszy wojna
pod ciała zasłoną.'
/M. Kurcewicz/
|
|
|
|
...okręt mój płynie dalej,gdzieś tam...
|
'A ja w tęsknoty objęciach
Z zapachem mięty na rzęsach.
Wspominam te piękne chwile,
Które ulatują jak zwinne motyle.
Wplatam w swe włosy miłości wstęgi,
I wiem, że na sercu pojawią się bolesne pręgi'
/by zelazna/
*
Fascynacja nie mija.
"Serce choć popękane, chce bić"
/Kat/
I bije w mej piersi, przyprawiając mnie o zawroty głowy.
Już nie wiem czy chodzę na rękach czy nogach.
A może nie chodzę, a płynę w radości objęciach.
Stan nieważkości i poczucie bezradności.
W sobotę będzie egzekucja.
Pokona mnie prawo.
Cywilne i Administracyjne.
Tą decyzją wbiłam sobie gwóźdź do trumny.
Mimo wszystko nadal jestem szczęśliwa.
I szczęścia z rąk nie wypuszczę.
*
wiersz który mnie zafascynował.
"życie
jest zmienną melodią
życie
jest wielka parodią
życie
jest lekkim grzechem
życie
jest szczerym uśmiechem
życie
jest bajką tragiczną
życie
jest scenką komiczną
życie
jest wszystkim i niczym
oblicz życia
nie zliczysz"
/M. Kurcewicz/
|
|
|
|
...uśpiona obsesja...radość z życia płynąca...
|
Na 3 dni uciekłam z Poznania.
Zatrzymałam się w Złotnikach u mojej przyjaciółki.
Cisza. Spokój. Samotność w towarzystwie.
W nocy gwiazdy wskazywały mi drogę w ciemności.
Wielki wóz zaczarował mnie i jestem zakochana.
*
Zdałam sobie sprawę, że drżemie we mnie coś w rodzaju obsesji.
Uśpionej obsesji.
Przez większy okres czasu jest ona nieobecna.
(Dlatego tak późno zdałam sobie z tego sprawę.)
Ale budzi się gdy tylko tęsknota jest zbyt wielka.
Mam dość słuchania, że nie zabiegam, że się nie staram.
Jest jak jest, i tak jest dobrze.
Nie chcę tego zepsuć. Doceniam to, co dostaję od życia.
Na razie niczego mi więcej nie trzeba:)
*
Byłam w szkole.
Mimo, że za ludzmi tęsknie,
to nieprzyjełam zaproszenie od Chmury na lekcję matematyki z prof. Kołek/Kozak.
Po powrocie do Złotnik pojechałyśmy z K. do stajni.
Dawno nie jeździłam rowerem, dlategi tym bardziej się cieszyłam
gdy poczułam chłodny wiatr na twarzy.
Bezkres przestrzeni jaka się przed nami rysowała, obudziła uczucie niczym nieograniczonej wolności.
Zapach końskiej sierści zawsze działa na mnie kojąco.
Telefonicznie męczyłyśmy Janusza, który musiał uczestniczyć w naszych kłótniach:
*
Obejrzałam 'Łzy słońca'. Nie od samego początku, ale do samego końca.
Miałam łzy w oczach, które przełknełam gdyż zabrakło nam chusteczek.
Hans Zimmer doskonale dobiera muzyke do filmów.
Jestem oczarowana.
|
|
|
|
...18-tka w Bajzylu...
|
W planach mialam jesienny spacer po Cytadeli lub wokół Malty.
Telefon i zmiana planów.
O 17 pod ratuszem.
W biegu kupiłam kartkę, wypisałam życzenia, dodałam cytat i zakleiłam kopertę zostawiając swoje DNA.
Z papierosem w ręce, z przyjaciółką obok, prawie na łeb na szyje biegłam na Stary Rynek.
Pod ratuszem byłam zgodnie z wybiciem 17.
Ale jak zwykle na naszych towarzyszy wyprawy trzeba było czekać.
Zjawili się z półgodzinnym opóźnieniem i poszliśmy pod most.
Wyściskał nas Filip, poznałam dziewczyne w kapeluszu, mam numer telefonu do Pauliny, która skontaktuje mnie z osobą, która zajmuje się piercingiem.
Około 18 zjawiliśmy się w Bajzylu (poprawnie mówiąc Bazylu).
Złożyliśmy życzenia i wznieśliśmy toast za Jubilata.
Razem z Sajerem poszłam po Age, Miche i Rafała pod Ratusz.
Błędem było wypicie wódki z sokiem grejfrutowym.
Czułam się jak w piosence Pidżamy:
'Oczy mi sie rozjeżdżają nie zgadzają mi się strony'
Po powrocie do pubu wypiłam jeszcze drinka.
I takiej mieszanki żołądek nie wytrzymał.
Czułam się jak więzień własnego ciała.
Wszystko słyszałam. Ale wydobyć z siebie głos, a tym bardziej utrzymać ciało w pozycji pionowej, nie wychodziło mi tak jak bym sobie tego życzyła.
Myśli krażyły bardzo powoli po mojej głowie, która wydawała się ciążyć na karku.
Ręcę stały sie takie nieporęczne, a nogi przeszkadzały w chodzeniu.
Czułam się jak małe dziecko na nowo uczące się słów i kroków.
Powrót interesujący.
Byłam prowadzona przez Sajera i Leszka.
W abutobusie jechałam na gape.
Razem z Agą i Kachą śpiewałam:
'A teraz chodź tu do mnie, poczuj się swobodnie, przy mnie bądź',
z dedykacją w moim umyśle.
Jestem tak cholernie wdzięczna 'Córce', 'Mężowi', Agusi, Sajerowi, Miśce, że nie umiem tego wyrazić słowami.
Po prostu jesteście niezastąpieni. I cieszę się, że was mam:)
*
Co się odwlecze to nie uciecze.
Dzisiaj spacer po Cytadeli:)
|
|
|
| |
|
|
|