Blog: 398016 blogów  Forum: 162807 postów  Galeria: 92934 zdjęcia !  On-line: --

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc
BLOG: Magia w moim życiu
    nast >>
...::: 122 :::...
Olga leżała na łóżku, mając wzrok utkwiony w migoczącym ekranie komputera. Przeglądała przygotowany wcześniej raport dotyczący poszukiwań księgi magii. Jak na razie sprawa nie wyglądała zbyt imponująco. Jedna nieudana akcja, udaremniona przypadkowo prze nieświadomego całego zamieszania zwierzchnika oraz strzępki informacji, pochodzące głównie z niezbyt wiarygodnego źródła, jakim był Marcus. Nie była pewna, czy może mu całkowicie ufać, mimo tego uczucia, którym podobno ją darzył. Czy to wszystko nie mogło być choć trochę prostsze?
Westchnęła cicho i opuściła dotychczasową pozycję, aby zrobić sobie herbatę. Gdy wróciła do pokoju z kubkiem pełnym parującej, pachnącej cieczy, usiadła na podłodze, opierając się plecami o łóżko, a na kolanach położyła sobie komputer.
Z zakamarków pamięci przywołała jeden konkretny adres internetowy, dzięki któremu zalogowała się do sieci magicznej. Kliknęła w znajdujący się na portalu odsyłacz do wyszukiwarki, po czym, po chwili wahania, wstukała pożądaną frazę.
Księgi magii.
Ku jej zaskoczeniu, pojawiło się wiele rezultatów wyszukiwania. Jednakże już pobieżne przejrzenie pierwszych odnośników utwierdziło ją w przekonaniu, iż najprostsza metoda poszukiwań nie będzie w tym wypadku odpowiednia. Po obejrzeniu wszystkich wyników wiedziała, że nie ma tam żadnej przydatnej dla niej informacji.
Przygryzła wargę, zastanawiając się, jak powinien wyglądać kolejny krok. Mimo, że do głowy przychodziło jej wiele pomysłów, wszystkie po kolei odrzucała, stwierdzając ich nierealność lub małą możliwą przydatność.
Nawet wypicie herbaty nie przyniosło jej weny, więc tylko wylogowała się z serwera i wyłączyła komputer.
Siedziała chwilę zamyślona, pusty wzrok mając utkwiony w przeciwległej ścianie. Jak to jest, że ciemniacy mają tak szeroką wiedzę na temat historii i podstaw magii, a ona musiała się o tym wszystkim dowiedzieć od wroga? Poszukiwania w sieci upewniły ją tylko, że dla jej zwierzchników ważne jest utrzymanie w tajemnicy istnienia ksiąg magii. Tylko jaki był ich cel działań? Ośmieszenie własnych ludzi w oczach przeciwników, gdyby przypadkiem wypłynął ten temat? To byłoby chore..
Potrząsnęła rozczarowana głową, wracając do rzeczywistości. Wiszący na ścianie srebrny zegar pokazywał, że było już po piątej, a to znaczyło, że niewiele czasu zostało do spotkania z Milanem. Uśmiechnęła się pod nosem i zerwała się z miejsca, by podbiec do ogromnej szafy, zajmującej prawie połowę ściany.
Po krótkim zastanowieniu ubrała się w dopasowane, ciemne jeansy i zielony top, a na wierzch narzuciła czarny kardigan. Włosy związała w koński ogon, kilka niesfornych kosmyków zakładając za ucho.
Teleportowała się pod drzwi Milanowego mieszkania i z niecierpliwością oczekiwała, aż mężczyzna otworzy drzwi. Gdy pojawił się w progu, uśmiechnęła się szeroko i wspięła na palce, całując go delikatnie na powitanie. Baros przyciągnął ją bliżej, pogłębiając pocałunek.
Olga zamknęła nogą drzwi za nimi, wciąż nie odrywając ust od warg Milana.
- Zrobiłem obiad - szepnął piłkarz.
- Nie ucieknie.
Mężczyzna zaśmiał się tylko, wziął Petrycką na ręce i skierował się w stronę sypialni.
[komentarze]  (4) [19:09 11/02/09]
 
...::: 121 :::...
Blask silnych reflektorów padał na murawę Anfield Road, oświetlając również tłum ubranych na czerwono kibiców, śpiewających jednym głosem You’ll never walk alone. Wśród nich, w jednym z niższych rzędów, siedziała szczupła, krótkowłosa blondynka, zawzięcie dyskutująca z ciemnowłosym towarzyszem.
- Jak możesz kibicować Manchesterowi, no jak? - pytała zdruzgotana Ola swojego najlepszego przyjaciela.-Toż to banda nieudaczników.
- Ale w tabeli stoją wyżej niż Liverpool - odparł Marcin.
- No i co z tego? The Reds mają za to ciekawszych zawodników.
Z rozmarzeniem spojrzała na boisko, gdzie rozgrzewali się piłkarze. Dostrzegła wpatrzone w siebie spojrzenie Barosa i uśmiechnęła się do niego szeroko.
- Zobaczysz, Milan strzeli gola na wagę zwycięstwa.
- A co ty taka pewna siebie? Nie słyszałem, żebyś robiła kurs na jasnowidza.
- Nie muszę robić kursu, żeby móc przewidzieć rzecz oczywistą.
Mogli tak rozmawiać w nieskończoność. Od początku znajomości ich dyskusje na temat piłki nożnej sprowadzały się do kłótni, która drużyna z tych grających w Premierleague była lepsza. I chociaż Łabecki czasem zmieniał wspierany przez siebie zespół, Ola zawsze była całym sercem za Liverpoolem. Zresztą... Nie ma się co dziwić.
Od pierwszego gwizdka arbitra, wodziła wzrokiem za zawodnikiem z numerem piątym na koszulce, mocno przeżywając każdy jego upadek czy utratę piłki. Za to była dumna z każdej przeprowadzonej przez niego odpowiednio akcji. W końcu to był JEJ Milan.
Zapatrzona w grę nie zauważyła, jak zmienił jej się sąsiad po prawej stronie. Dopiero, gdy ciche cześć przebiło się do niej przez wrzaski kibiców, dostrzegła siedzącego obok niej chłopaka.
Z zaskoczeniem spojrzała na Marcusa, po chwili wpadając we wściekłość. Jak on śmiał pokazywać jej się na oczy?
- Czego? - warknęła, mając nadzieję, że Marcin zignoruje całą sytuację.
Chłopak spojrzał w jej przepełnione wrogością oczy.
- Chciałem przeprosić - szepnął.
Żal i skrucha jakie malowały się na jego twarzy, zmniejszyły natychmiastowo złość dziewczyny. Jego przeprosiny były prawdziwe i płynęły z głębi serca. Błaganie w brązowych oczach jednocześnie łagodziło jej wcześniejsze emocje, ale też przerażało. Wbrew sobie dostrzegała uczucie, jakim darzył ją Underwood i nie wiedziała jaką postawę przyjąć. Zignorować czy wybić mu wszelkie mrzonki z głowy? A może wyjść naprzeciw? Nie, ostatnia opcja nie wchodziła w grę. Jej serce należało przecież do Milana. I tylko z nim mogła być, tylko w jego ramionach chronić się przed światem...
Pokręciła lekko głową, próbując odsunąć od siebie natłok myśli.
- Przeprosiny przyjęte.
Nie widziała, co jeszcze dodać, więc wbiła tylko wzrok w murawę, gdzie gracze Czerwonych Diabłów przeprowadzali kontratak. Nie umiała się jednak skupić na grze. Niezręczna cisza dzwoniła jej w uszach, mimo wrzasków otaczających ją kibiców. Z trudem powstrzymywała się od spojrzenia na Marcusa, próbując jednocześnie załapać w końcu, co się dzieje na boisku.
- Musisz na siebie uważać - ostrzegł Olgę Anglik.
- Czemu? - spytała nieuważnie, dostrzegając obiecujące podanie piłki do Barosa.
- Oni coś szykują... Nie chcą mnie dopuścić do sprawy, najwidoczniej podejrzewają, że mogę mieć z tobą kontakt. W każdym razie nie mają przyjaznych zamiarów. Chyba chcą się zemścić za to, że uciekłaś od nich i nie dałaś zrobić sobie prania mózgu...
- Nie wiesz, na czym to może polegać? - zadała pytanie, chociaż wciąż jej oczy podążały za zawodnikami The Reds.
- Nie.. Boję się jednak, że jeśli dopną swego, ty możesz nie wyjść z tego żywa..
Ostatnie jego słowa zagłuszył ryk tysięcy fanów siedzących na trybunach Anfield. Razem z nimi krzyczała blondynka, wiwatując na cześć Milana, za którego sprawą Liverpool objął prowadzenie. Zupełnie zapomniała o Marcusie i jego przestrogach, naśmiewając się z Marcina, który przegrał ich zakład.

C.D. w komentarzu
[komentarze]  (7) [01:31 09/12/08]
 
...::: 120 :::...
- Pytanie brzmi, jakie jest Twoje podejście do tej sprawy...
Mrok panujący w pokoju rozjaśniała jedynie mała lampka, której światło odbijało się w kieliszku wypełnionym winem. Dwie dziewczyny siedziały z podkurczonymi nogami na podłodze, nawet nie myśląc o zapaleniu jakiegokolwiek innego światła. Półmrok bowiem sprzyjał rozmowom na poważne tematy, pozwalał chociaż trochę skryć emocje i dodawał odwagi do zwierzeń.
Olga przygryzła wargę, zastanawiając się, co odpowiedzieć Monice. Przez ostatnią godzinę referowała przyjaciółce wydarzenia z poprzednich kilku dni, uzupełniając wypowiedź wszelkimi szczegółami, których zażądała Krajzewicz. Tak więc drobiazgowo musiała opisać obrażenia na twarzy Marcusa oraz jego minę, gdy na niego napadła. A teraz to stwierdzenie...
- Ale właściwie... czemu moje? Nie powinnyśmy zacząć od analizy jego motywów?
Nie patrzyła przy tym na przyjaciółkę, uciekając wzrokiem w bok. Chciała jak najdłużej odsuwać od siebie rozkładanie na czynniki pierwsze własnych emocji.
- Bo w jego przypadku wszystko jest jasne. Facet cię kocha. I tyle.
Petrycka podciągnęła kolana pod brodę i oparła na nich głowę. Nikt wcześniej nie podsumował w ten sposób zachowania Underwooda. Tliła się w niej obawa, że tak może być, ale bała się głośno sprecyzować swoje podejrzenia. Bała się, bo nie wiedziała, jak ma się zachowywać.
- Ja kocham Milana - szepnęła cicho.
- I tu właśnie jest problem. - Monika upiła łyk wina. - Właściwie to szkoda mi chłopaka. Chociaż to ciemniak.
- Powiedz mi, co ja mam teraz robić? Przecież nie mogę.. nie umiem.. tak po prostu zerwać kontaktu.
Czuła się zdezorientowana i zagubiona, nie mogła zebrać myśli.
- Zadam ci jedno pytanie. Tylko odpowiedz szczerze. - Krajzewicz usiadła naprzeciwko przyjaciółki, bacznie jej się przypatrując. - Czy tu czujesz do niego cokolwiek?
Olga nie odpowiedziała od razu, a gdy się odezwała, starannie ważyła słowa.
- Jedno mogę powiedzieć na pewno: nie kocham go. Ale chyba ostatnio wręcz go polubiłam - w jej głosie pobrzmiewało zdziwienie. - I.. ja wiem, że to właściwie nie ma sensu, bo przecież nie miałam wtedy innego wyjścia, ale... byłam z nim w ciąży. I to dla mnie jednak coś znaczy.
Zamilkła, w bezruchu wpatrując się w podłogę. Tysiące myśli kotłowało jej się w głowie, a ona nie była w stanie ich uzewnętrznić.
Monika patrzyła na zamyślenie przyjaciółki, po czym podjęła decyzję.
- Wiesz co? Koniec z sesją terapeutyczną na dzisiaj. - Nalała do kieliszka Petryckiej resztkę wina i podała szkło koleżance. - Wypij to, uśmiechnij się, a ja pójdę po dziewczyny i obejrzymy jakąś głupią komedię.
Zanim Olga skończyła dopijać trunek, do pokoju wkroczyły Agata z Agnieszką, przynosząc kolejne dwie butelki wina i stos płyt DVD.
- Słyszałam, że robimy babski wieczór.-Agnieszka zapaliła górne światło, uśmiechając się szeroko do oślepionej Petryckiej. - Dawno już tego nie było.
- Co prawda, to prawda-mruknęła Ola.
- Hej, głowa do góry - wtrąciła się Agata. - Koniec smucenia się. Zabraniam.
Olga mimowolnie się uśmiechnęła i wygodniej usadowiła na podłodze.
W odsuwaniu złych myśli od siebie byłą mistrzynią, więc już po kilku minutach śmiałą się głośno z dziewczynami z początkowych scen filmu.
- Mmm... patrzcie na tyłek tego kolesia. Ciekawe jakby wyglądał na moim łóżku.... - rozmarzyła się jedyna rudowłosa w towarzystwie.
- Ty tylko o jednym..!
- Miałam dobrą nauczycielkę - odcięła się Derlecka, pokazując Oli język.
Kilka godzin terapii śmiechem i wszystkie niepowołane myśli uciekały daleko. Chociaż gdzieś głęboko pozostawały zagubienie i dezorientacja. I świadomość, że w końcu trzeba będzie wszystkiemu stawić czoła...

P.S. Heh, 7 maja minęły trzy lata z tym opowiadaniem.. Ciągnie się w nieskończoność... Ale pomysł na koniec już od dawna błąka mi się po łepetynie, tylko czasu brakowało... Zaraz Euro, więc czekam na wenę, a potem będę "tworzyć" :) W końcu już po maturach...
[komentarze]  (71) [stworz. 23:21 31/05/08 
mod. 23:25 31/05/08]
 
...::: 119 :::...
Kolejne piłki wpadały z dużą siłą idealnie w światło bramki. Milan z wściekłością kopał futbolówki, próbując się uporać ze złością na siebie samego. Czemu nie mógł się powstrzymywać przed wygadywaniem tych wywołanych bezpodstawną zazdrością głupot? Dlaczego nie mógł się po prostu zamknąć i nie komentować decyzji Oli? Przecież ufał jej bezgranicznie...
Tylko czemu, gdy sprawa zahaczała o Marcusa, momentalnie zaczynał się doszukiwać drugiego, nieistniejącego dna?
Zamachnął się mocno i przestrzelił, posyłając kolejną piłkę ponad poprzeczką. Nie daruje sobie, jeżeli to zawali coś w jego relacjach z Olgą. Miał tylko nadzieje, że dziewczyna po raz kolejny wykaże się wyrozumiałością i puści w niepamięć tę sytuację.
Usiadł na murawie stadionu przy Anfield Road i zapatrzył się w opustoszałą trybunę The Kop. Musiał pomyśleć nad sposobem przeprosin. Kwiaty wydawały się zbyt banalne, pierścionka zaręczynowego by nie przyjęła. Właśnie, pierścionek. Milan był pewny, że to właśnie Ta Jedyna, ta, z którą chciałby spędzić resztę życia. Problem tkwił jednak w Oli zapatrywaniach na ślub. Przecież rozmawiali już o tym i Petrycka twierdziła, że jeszcze nie jest gotowa na małżeństwo. Może faktycznie osiemnaście lat to trochę za wcześnie? Chociaż kiedyś kobiety w tym wieku miewały już dwójkę dzieci...
Baros westchnął głośno. Może za dwa lata Ola zmieni zdanie i wyprawią sobie huczne wesele?

Siedząc na trawie, Milan nie zauważył skrytej w cieniu trybun drobnej sylwetki. Ola skulona mieściła się na plastikowym krzesełku, spojrzenie mając utkwione w ukochanym. Biła się z myślami, czy podejść do niego i mu wybaczyć, czy trzymać go na dystans. Pamiętała, że przyrzekła sobie nie odpuszczać mu zbyt szybko, ale sytuacja z Marcusem z poprzedniej nocy sprawiła, że poczuła się zagubiona i przytłoczona. Podejrzewała, że Underwood może coś do niej czuć, lecz nigdy wcześniej nie okazał tego aż tak jawnie.
Odejdź od niego. On nie jest ciebie wart.
Dla Oli zabrzmiało to jak wyznanie, że to właśnie z Marcusem powinna być, przynajmniej według niego.
Podwinęła kolana pod brodę, czując przenikający jej ciało wieczorny chłód. Teraz chciała się jedynie znaleźć w ramionach Milana, nie patrząc na wcześniejsze postanowienia. A on był tak blisko...
Wstała z miejsca i powoli zeszła po schodach, by po chwili przeskoczyć nad bandą przez murawę ruszyć w stronę mężczyzny. Jakby wyczuwszy jej obecność, Baros poderwał się i podbiegł w jej kierunku, zatrzymując się jednak po kilku metrach. Nie wiedział, co ma zrobić i co chce uczynić Ola. Zrobi mu awanturę? Zerwie z nim? Obawiał się najgorszego...
Ona natomiast w milczeniu podeszła i oparła głowę na jego ramieniu.
-Przytul mnie, najmocniej, jak potrafisz - poprosiła.
Zdezorientowany zrobił to, co chciała, ukrywając twarz w jej włosach. Czuł, jak dziewczyna drży w jego ramionach, powoli się jednak uspokajając...
- Co się stało? - spytał zmartwiony.
- Nic.. Zmarzłam tylko, siedząc na stadionie.
A więc przebywała tu już jakiś czas, Czemu przyszła dopiero teraz? Wiedział, że kryło się za tym coś jeszcze, ale wolał nie pytać, żeby nie zepsuć nastroju, zwłaszcza, że Olga wspięła się na palce i pocałowała go żarliwie.
- Kocham cię - powiedziała. - I pamiętaj o tym następnym razem, gdy będziesz mnie chciał o coś oskarżyć.
No tak. Całkowicie to mu się upiec nie mogło.
- Przepraszam. Obiecuję, że nie będę się odzywał, gdy przyjdzie mi do głowy coś głupiego i ta sytuacja się już nie powtórzy. Przepraszam.
Olga roześmiała się cicho i ponownie do niego przylgnęła. Nie miała siły na dąsy, ani na rozpamiętywanie zachowania Underwooda. W ramionach Milana czuła się po prostu szczęśliwa.
[komentarze]  (18) [15:44 03/04/08]
 
...::: 118 :::...
Przychodzący SMS momentalnie wyrwał ją ze snu. Nieprzytomnie wyszukała telefon i odebrała wiadomość.
Tam, gdzie zawsze.
Imię Marcusa w okienku Nadawca skutecznie ją rozbudziło. Zerknęła na zegarek, by z zaskoczeniem stwierdzić, że był środek nocy, a Underwood czekał z ucieczką dużo dłużej, niż ona by była w stanie.
Ogarnęła się pospiesznie i przeniosła do Antwerpii. Przy znajomej barierce majaczyła ciemna sylwetka, na której widok Olga westchnęła ciężko. Podeszła do Marcusa, zauważając, jak marnie wyglądał, po czym przeniosła wzrok na odbijający się w rzece księżyc, byleby tylko nie patrzeć na skaleczenia i siniaki chłopaka.
- Czemu mi pomogłaś? - Głos Underwooda przerwał ciszę.
- Bo ty kiedyś pomogłeś mnie - odparła, kładąc dłonie na poręczy. Chłód metalu działał zbawiennie na skołatane myśli. - A zresztą to ja cię w to wszystko wciągnęłam.
- Ale teoretycznie jesteśmy wrogami. Mogłaś mnie tam po prostu zostawić, na pastwę zwierzchników.
Odwróciła się, by spojrzeć Marcusowi w oczy. Zszokował ją ogrom nadziei, który dostrzegła w jego wzroku. Jakby przeżycia ostatnich godzin nadwątliły jego możliwości ukrywania własnych odczuć i emocji.
Ponownie uciekła spojrzeniem w inną stronę, by nie podsycać fałszywych złudzeń.
- Chłopcy mnie do tego namawiali - przyznała ze smutkiem. Z jednej strony rozumiała stanowisko Milana i Marcina, ale z drugiej bardzo się rozczarowała. Zwłaszcza jeżeli chodziło o Barosa. - Jednak ja mam jeszcze sumienie... A tak jawne wykorzystywanie ludzi nie leży w mojej naturze.
Kątem oka zauważyła, jak Marcus bezwiednie przytakuje jej słowom. Czy to możliwe, że znał ją lepiej, niż mogła przypuszczać?
Chłodny powiew wiatru znad Skaldy sprawił, że zadrżała i mocniej otuliła się czarnym swetrem. Widząc to, Underwood ściągnął z siebie bluzę i narzucił ją dziewczynie na ramiona. Spojrzała na niego, zdziwiona troskliwością. Otoczyła ją lekka mgiełka jego perfum, ładnych, jak musiała przyznać.
- Dlaczego nas nie zdradziłeś? - Słowa wymknęły jej się z ust, zanim zdążyła je powstrzymać. Nie była wcale pewna, czy chce znać odpowiedź.
Tym razem to Marcus odwrócił wzrok w stronę blasku księżyca. W jego świetle Petrycka stwierdziła, że twarz chłopaka wygląda jeszcze gorzej, niż jej się początkowo zdawało i poczuła przytłaczające poczucie winy.
- Ich bym pewnie nie krył, a zwłaszcza... - zamilkł na chwilę, jednoznacznie zawieszając głos. - Ola, odejdź od niego. On nie jest ciebie wart.
Wszelkie pozytywne odczucia prysły jak bańka mydlana, a zastąpiła je wściekłość.
- Jak śmiesz?! - warknęła głośno, nie zważając na późną porę. - Nie będziesz mi mówił, z kim mam być i kto jest mnie wart. Jestem z Milanem, bo go kocham.
Mówiła samą prawdę. Baros mógł się czasem zachowywać jak skończony dupek, ale jej serce w całości należało do niego. Co nie znaczyło, że ma zamiar szybko mu wybaczyć zachowanie sprzed kilku godzin.
Rzuciła w Marcusa jego bluzą, po czym zniknęła bez słowa pożegnania.
Chłopak stał jeszcze chwilę, zapatrzony w ciemną wodę. Już było tak dobrze, a on wszystko schrzanił!
[komentarze]  (4) [20:24 26/01/08]
 
...::: 117 :::...
Miękki dywan tłumił kroki Olgi, gdy szła w kierunku wskazanego przez Rafała pokoju. Pod drzwiami pomieszczenia zastała Artura Chojnackiego, dowodzącego VI grupą oraz kilku jego podwładnych. Wyglądali na zadomowionych w siedzibie dwójki.
Więc to tak niektórzy spędzają czas, pomyślała Petrycka, szukając wzrokiem Rafała. Zakrzewski znalazł ją pierwszy, dotykając ręką jej ramienia, aż mało co nie podskoczyła ze strachu, ale szybko się opamiętała.
- Co się stało? - spytała, udając nieświadomą całej sytuacji.
- Złapaliśmy Underwooda.
- Gdzie?
- Tutaj.
Dziewczyna przywdziała na twarz idealna maskę zaskoczenia.
- Jakim cudem?
Rafał odchrząknął.
- Natknąłem się na niego i jego kolegów w jednym z korytarzy. Nie wiem, dlaczego, ale reszta zniknęła, zostawiając go samego. - Pokręcił niedowierzająco głową. - Ale dosyć gadania. Nie chcemy tracić czasu na przesłuchiwanie go, co pewnie i tak by nic nie dało, więc przetrząśnij mu umysł.
Ola aż się wzdrygnęła na taką nazwę jej działań, ale bez sprzeciwu weszła za zwierzchnikiem do pokoju. Pomieszczenie miało niewielkie wymiary, a pomalowane na bury kolor ściany nie nastrajały zbyt optymistycznie.
Dwóch rówieśników Petryckiej, zapewne członków szóstej grupy, siedziało w wygodnych, miękkich fotelach naprzeciw skulonego na drewnianym krześle Marcusa. Chłopak wyglądał marnie: jego przystojna twarz nosiła ślady wielokrotnych ciosów, krótkie, czarne włosy sklejała zakrzepła krew. Jednak mimo oczywistego bólu, jego oblicze zasłaniała maska obojętności.
Na jego widok Polka poczuła wyrzuty sumienia. Ona go w to wplątała, a on teraz za to cierpiał. Poczucie winy pogłębiło się, gdy dostrzegła w brązowych oczach błysk, który pojawił się, gdy stanęła w drzwiach.
Magowie z szóstki wyszli z sali, pozostawiając wolną rękę Oldze i Rafałowi.
- Zaczynaj - zakomenderował Zakrzewski.
Ostrożnie pokonała pierwszą barierę umysłu Marcusa, za którą mogła już zostawiać wiadomości tak, by do niego dotarły. To działało prawie jak telepatia.
- Wyciągnę cię stąd.
- Niby jak?
- Mam swój sposób. A teraz wpuść mnie dalej, bo muszę przekazać im jakieś informacje, a nie chcę tracić twoich i swoich sił na niepotrzebne niszczenie blokady.

Zdziwiła się, gdy od razu uchylił przed nią barierę, bo przygotowała się na dłuższe przekonywanie.
Zapuściła się w głębsze rejony umysłu chłopaka, szukając jakichś porządnych danych. Gdy już je znalazła, z powrotem wróciła do przedsionka.
W pamięci Underwooda wyryła zaklęcie, które kiedyś Rafa przekazał jej jako sposób na przełamanie ochrony dwójki. Z tym, ze on chyba o tym nie wiedział.
To zaklęcie pozwoli ci się stąd teleportować. Ale wstrzymaj się do momentu, gdy przeniosą cię do celi, żeby mnie już z tym nie powiązali. Daj mi znać, jak znowu będziesz na wolności.
Wyszła z pokoju, nie zaszczyciwszy przy tym Marcusa ani jednym spojrzeniem. Zdała Rafałowi relację z tego, co wynalazła w pamięci więźnia, po czym przeniosła się do domu. Dopiero tam poczuła jak bardzo była zdenerwowana. Rzuciła się na łóżko i momentalnie zasnęła. Nie dany jej by jednak długi sen.
[komentarze]  (5) [stworz. 16:12 10/01/08 
mod. 19:03 14/01/08]
 
...::: 116 :::...
Zatrzymując się po drodze, dla zmylenia tropu, we Francji, przenieśli się do pokoju Olgi w bazie. Milan rzucił się na małżeńskie łoże ukochanej, a Marcin zajął miejsce w fotelu. Jedynie dziewczyna wciąż stała, gorączkowo myśląc.
- Musimy po niego wrócić - stwierdziła.
Jedyną reakcją mężczyzn były niedowierzające spojrzenia.
- No co? - spytała zbulwersowana. - Nie możemy go tak zostawić.
- Czyżby? - odezwał się Milan. - Jakby nie było, to nasz wróg. Ciemniak. Sądzę, że możemy go zostawić w rękach dwójki.
- Na pewno posiada jakieś interesujące informacje - zgodził się Marcin.
Ola zaskoczona spoglądała na obu. Spodziewała się sprzeciwu, ale nie aż takiego
- Ale on nam pomógł. Mi pomógł... - zawiesiła głos. - Tylko dzięki niemu jestem teraz tutaj, a nie w szeregach ciemniaków...
- No i co z tego?
- No i co z tego?! Mam... wszyscy mamy wobec niego dług wdzięczności.
Rozmowę przerwał im dzwonek telefonu Petryckiej. Dziewczyna wyciągnęła komórkę z kieszeni i ze zmarszczonym czołem wsłuchiwała się w głos dzwoniącego. Gdy w końcu się rozłączyła, miała nieprzenikniony wyraz twarzy.
- Kto to był? - spytał Baros.
- Rafał. Mam przesłuchać Marcusa.
- Zamierzasz mu pomóc?
-Owszem.
Sięgnęła do szafy po jeansy i zieloną bluzkę z dekoltem, po czym zamknęła się w łazience. Gdy wyszła, z zaciśniętymi ustami zabrała się za rozczesywanie włosów.
- To nasz wróg. Zostaw go w ich jurysdykcji.
- A jeśli nas wyda? - wyciągnęła ostateczny argument.
- Może już to zrobił. A jeśli nie, możesz spokojnie go od tego odwieść i podstawić mu fałszywe wspomnienia.
Stanęła przed lustrem i pociągnęła usta bezbarwną pomadką.
- Nie zrobię tego.
Milan z niepokojem patrzył na zaciętą minę swojej dziewczyny. Jeszcze nigdy nie była aż tak uparta. W jego serce zaczynało wpływać paraliżujące podejrzenie.
- Czy ciebie łączy z nim coś więcej?
Ola drgnęła, a zaskoczenie na jej twarzy wyglądało na autentyczne.
- Oczywiście, że nie.
- Na pewno?
- Nie wierzysz mi? - w jej głosie pobrzmiewała złość.
- A powinienem nie wierzyć?
Gdyby wzrok mógł zabijać, Milan leżałby teraz martwy.
- Ta rozmowa nie ma sensu. Spadam.
Zniknęła, a w pokoju zapadła cisza. W końcu odezwał się Łubecki.
- Nie tędy droga, stary. Ona robi to z poczucia winy, a nie z powodu jakichś poważniejszych uczuć. Nie patrz na wszystko, co robi, przez pryzmat zazdrości.
Wyszedł, pozostawiając Milana samego z własnymi myślami i niejasnym przeczuciem, że jednak tym razem przesadził.

[komentarze]  (3) [14:34 13/12/07]
 
...::: 115 :::...
Spowity mrokiem las stał się miejscem ich spotkania. Czwórka czarodziejów, ubrana na czarno, szeptem uzgadniała ostateczne decyzje. W wyczuwalnym podnieceniu zbliżającą się akcją zdawała się niknąć nawet wzajemna niechęć Milana i Marcusa. Co nie znaczyło, że zupełnie jej zabrakło. Olga wciąż dostrzegała wrogie spojrzenia. Jedynie Marcin zdawał się nie zwracać na to uwagi. To on objął dowództwo, mimo iż protestował, uważając, że to dziewczyna powinna pełnić funkcję szefa. Ale Petrycka utrzymywała, że zbyt emocjonalnie podchodzi do problemu. Milan i Marcus nie wchodzili w grę, bo mogliby sabotować polecenia drugiego, nie bacząc na dobro akcji.
Słuchając słów Łubeckiego, Ola nerwowo stała w miejscu, czując, jak żołądek skręca jej się ze strachu. Na co oni się porywają? Przecież na pewno ich złapią...
- Może jednak zrezygnujemy? - szepnęła.
Mężczyźni spojrzeli na nią jak na wariatkę. Tyle poświęconego planowaniu czasu miałoby spełznąć na niczym? W końcu to ona była prowodydorką.
- Żartujesz sobie? - spytał Underwood.
Pokręciła przecząco głową.
- Co będzie jeśli nas złapią? Czy mogą nam zabrać moce?
Zadrżała z przestrachu. Nie umiałaby teraz powrócić do przeciętności, życia bez magii...
Baros położył jej uspokajająco rękę na ramieniu.
- Będzie dobrze. Przygotowaliśmy się na każdą ewentualność.
- Na każdą ewentualność? Ludzkich zachowań nie da się przewidzieć.
- Zaryzykujemy. Teraz nie ma już odwrotu-stwierdził Marcin.
- Jak to nie... - chciała zaprotestować, ale urwała pod twardymi spojrzeniami towarzyszy. Spuściła głowę. - No dobra.
Łubecki zakomenderował przygotowanie do teleportacji. Milan zdążył jeszcze przytulić Ole, by podnieśc ją na duchu.
- Wszyscy gotowi? Na trzy. Raz... Dwa... Trzy!
Zniknęli, pozostawiając po sobie jedynie przydeptane ślady na trawie.

Deportację zaplanowali w jedynym miejscu w siedzibie dwójki, które nie było kontrolowane przez magiczne kamery. I pierwszy ich krok polegał na ich zapętleniu. Dzięki Marcusowi poznali odpowiednie zaklęcie i teraz go użyli. Na twarze naciągnęli kominiarki. Może to banalny pomysł, ale w przypadku konfrontacji mieliby szanse zachować anonimowość.
Ostrożnie ruszyli korytarzami. Marcin na przedzie, Ola zaraz za nim, a Milan ubezpieczał tyły. Zgodnie z informacjami musieli pokonać trzy kondygnacje, zanim znaleźliby się na odpowiednim piętrze.
Magią blokując kolejne czujniki, niezauważeni przedostawali się na kolejne podesty. Ale nie mogło być ciągle łatwo. Kiedy już dotarli do drzwi oddzielających ich od biblioteki, gdzie wedle wszelkich danych miała znajdować się księga magii, zza załomu muru wyszedł kroczący swobodnie Rafał. Gdy dostrzegł intruzów, osłupiał, po czym ruszył w ich stronę.
Ola spanikowała, nie wiedząc, co robić. Jak sparaliżowana stała w miejscu, nie słysząc nawet szeptu Marcusa.
- Teleportujcie się. Ja go zatrzymam.
Gdyby nie Milan, który złapał ją za rękę i pociągnął za sobą, tkwiłaby tam dalej. Zniknęli, pozostawiając Underwooda samego na pastwę Zakrzewskiego i kilku innych czarodziejów, którzy z pewnością byli już w drodze.
[komentarze]  (6) [stworz. 19:33 11/11/07 
mod. 14:33 13/12/07]
 
...::: 114 :::...
Siedzieli objęci na kanapie w mieszkaniu Milana, dobrym winem opijając kolejne zwycięstwo Liverpoolu. Wymigali się od udziału w imprezie, woląc swoje towarzystwo. Ola oparła głowę o bark mężczyzny, wpatrując się w białe ściany pokoju. Od jakiegoś czasu próbowała namówić Barosa, by zmienił coś w wystroju, ale on pozostawał nieugięty. Podobała mu się surowość pomieszczenia i brak jakiegokolwiek charakteru. Za to dziewczyna narzekała, mówiąc, iż czasem czuje się u niego jak w hotelu.
Jedyne, co udało jej się przeforsować, to firanki w oknach, które nadawały mieszkaniu chociaż odrobinę przytulności.
Teraz upiła trochę półsłodkiego trunku, chcąc ponownie poruszyć drażliwy temat, ale Milan uprzedził ją, odzywając się jako pierwszy.
- Wiesz kochanie... Myślałem ostatnio trochę o przyszłości...
Olga drgnęła na te słowa, spinając mięśnie. Sama też się sporo nad tym zastanawiała i obawiała się tej rozmowy. Żyła w strachu, że może ona zmienić coś w ich związku, a tego Petrycka nie chciała.
- Tak? - zapytała, starając się, by jej głos zabrzmiał normalnie.
- Mam już dwadzieścia pięć lat i zaczynam zdawać sobie sprawę, że czas leci. I może...
- Ja mam tylko siedemnaście - weszła mu w słowo, nie chcąc, by dokończył swoją wypowiedź. - Weź to pod uwagę, proszę...
- Wiem właśnie... Ale kocham cię ponad życie i ...
- Też cię kocham. Tylko, że nie czuję się jeszcze na to gotowa. Musisz dać mi trochę czasu.
Chociaż nie padły między nimi takie słowa jak małżeństwo czy ślub, to żadne nie miało wątpliwości, o co chodzi.
- Jak chcesz - odparł, a w jego głosie pobrzmiewała uraza.
Petrycka odwróciła się i spojrzała prosto w brązowe oczy.
- To nie jest tak, że ja nie chcę - zapewniała go żarliwie. - Tylko po prostu... Zrozum... Ja nie jestem nawet pełnoletnia! A dopóki nie będę, to i tak nie ma szans... Milan... Wstrzymajmy się z tym trochę, dobrze?
Mężczyzna czuł, jak mięknie pod jej spojrzeniem.
- Dla ciebie wszystko - szepnął i ją pocałował.

***

Pokój Marcina był wyjątkowo schludny, jak na pomieszczenie zamieszkiwane przez nastoletniego chłopaka. Ciemnoniebieskie ściany ładnie komponowały się z jasnymi meblami. Nad łóżkiem nie miał powieszonych żadnych plakatów z ubranymi w bikini modelkami, ale Olga podejrzewała, że mogło to mieć związek z częstymi wizytami dziewczyny Marcina, Zosi, w tym pokoju. A jej na pewno nie przypadłyby do gustu.
- To kiedy ruszamy po te księgi? - zapytał Łubecki, podając koleżance kubek z gorącą herbatą aromatyzowaną. Petrycka z przyjemnością wciągnęła w nozdrza zapach cytryny, po czym spojrzała na chłopaka.
- Jeśli wszystko pójdzie dobrze z planem, to pojutrze.
- A jeśli nie pójdzie?
- To się jeszcze zobaczy.
Przez chwilę siedzieli w ciszy, oboje zatopieni we własnych myślach. Olga zastanawiała się, czy dobrze robi, zdając sobie jednak sprawę, że wciąż nie wygasł w niej gniew na zwierzchników. Gdyby nie ukryli przed nimi księgi, nie musiałaby siedzieć w niewoli u ciemniaków. Umiałaby się wtedy uwolnić z blokady.
- Wiesz o tym, że sporo ryzykujemy? - szepnął Marcin.
- Wiem. I tego się właśnie boję...
[komentarze]  (12) [19:59 18/09/07]
 
...::: 113 :::...
Biały pokój zawieszony gdzieś w przestrzeni. Jedyne jego wyposażenie to dwie kanapy i duży stół, na którym rozłożony był plan siedziby polskiej dwójki. Z jednej strony nad mapą pochylała się Olga, z drugiej Marcus. Dziewczyna udawała, że nie dostrzega ukradkowych spojrzeń Underwooda, w całości koncentrując się nad zaplanowaniem akcji. Zanim jednak zdołali cokolwiek ustalić, skupienie przerwały im dwie deportacje. Milan i Marcin. Marcin i Milan. Dwaj młodzi mężczyźni, tak od siebie odmienni. Jednak na ich twarzach malowały się identyczne miny, wyrażające kompletne zdumienie i zszokowanie. Bo od kiedy to się brata z wrogiem i zaprasza do tego publiczność?
Petrycka spojrzała na swojego chłopaka i przełknęła ślinę, gdy dostrzegła w jego oczach groźny błysk, zapowiadający rozmowę.
- Musimy porozmawiać.
Mogłam go uprzedzić, pomyślała, słysząc lód w jego głosie.
Bez słowa przeszła na drugi koniec pomieszczenia, ze zdenerwowania przygryzając wargę.
- Co to ma do cholery znaczyć? Co on tutaj robi?
- Pomaga nam - odpowiedziała, kładąc Barosowi ręce na piersi.
Wiedziała, że jego wściekłość nie odnosi się jedynie do Marcusa jako wroga. On go traktował jak rywala. Sądziła, iż obawiał się, że ziarno uczucia, jakie chcieli w niej zasiać ciemniacy, może zacząć kiełkować w najmniej odpowiednim momencie. I dlatego zbliżyła się do niego. A on się odsunął, odpychając ją.
Zabolało. Spojrzała na niego z urazą, ale nic nie powiedziała. Miał prawo się zdenerwować.
- W czym niby pomóc?
Zadrżała. Nie sądziła, że jego głos może być jeszcze zimniejszy. A był.
- W odnalezieniu ksiąg magii. Ma informacje, których my nie posiadamy.
- A jeśli chce nas zwabić w pułapkę?
- Dlatego poprosiłam was o pomoc.
Milczał, nie patrząc jej w oczy.
- Milan... Spójrz na mnie... Zadzwoniłam do niego pod wpływem impulsu. Dlatego nic ci nie powiedziałam. Justine nic nie wiedziała, więc szukałam innej drogi.
- Jego? - Nie zapanował nad goryczą w swoim głosie.
Postanowiła ponownie się do niego zbliżyć, mając nadzieję, że tym razem jej nie odepchnie. Nieśmiało splotła dłoń z jego dłonią i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Jest mi potrzebny tylko dla tych ksiąg, po nic innego. Przecież wiesz, że to ciebie kocham.
Wspięła się na palce i pocałowała go, wkładając w ten pocałunek całe swoje uczucie, by w końcu go przekonać. Kiedy odrywała swoje wargi od jego ust, wiedziała już, że osiągnęła sukces.
Wracając do stołu planowania dostrzegła dwie rzeczy: urażone spojrzenie Underwooda i akceptacje jej decyzji przez Marcina. Nie patrzył na sprawę przez pryzmat uczuć, przez co szybciej zrozumiał motywy postępowania Olgi.
W ciężkiej atmosferze wzajemnej niechęci próbowali sklecić sensowny scenariusz akcji. Po kilku godzinach przepełnionych kłótniami i wzajemnym wetowaniem pomysłów przez Milana i Marcusa, w końcu mieli szkic. Wyznaczyli sobie tydzień zwłoki i rozstali się, oddychając z ulgą.
[komentarze]  (4) [16:49 18/08/07]
 
...::: 112 :::...
Czytanie Shakespeare'a nie było zbyt wciągającym zajęciem dla chłopaka, zwłaszcza, gdy chodziło o Romea i Julię. Magia magią, ale do szkoły trzeba chodzić. A dla Anglika byłby to wstyd, gdyby nie znał dzieł największego pisarza brytyjskiego. Tak więc Marcus, chcąc, nie chcąc, zagłębiał się w treść dramatu, próbując nie pozwolić grymasowi wpłynąć na usta. Romanse jakoś nigdy do niego nie docierały. Zresztą... miłość jest dla głupców. Taką zasadę od dawna wyznawał i dobrze się dzięki temu miał.
Gówno prawda.
Znakomicie zdawał sobie sprawę z tego, że oszukując samego siebie daleko nie zajdzie. Ale nie chciał o niej myśleć, skoro to i tak nie miało sensu.
Dźwięk nigdy nie wyciszanego telefonu brutalnie wdarł się do jego świadomości, choć mimo tego Underwood powitał go z ulgą. Zawsze jakaś chwila wytchnienia od własnych myśli. Lecz nie na długo. Serce mocniej mu zabiło w piersi, gdy zobaczył, kto dzwoni. Z nadzieją wielką jak Morze Kaspijskie odebrał rozmowę.
- Tak? - spytał, czując, jak ze zdenerwowania skręcają mu się wnętrzności.
- Możemy się spotkać?
Oschły głos Olgi po drugiej stronie słuchawki sprawił, że stracił trochę animuszu. Ale może jeszcze nie wszystko przesądzone.
- Kiedy?
- Zaraz. Tam, gdzie poprzednio.
Ze zdziwieniem spoglądał na telefon gdy dziewczyna bez słowa się rozłączyła. Po chwili jednak odzyskał panowanie nad własnym ciałem i w tempie iście sprinterskim pokonywał małą przestrzeń pokoju, zbierając się do wyjścia. Po niecałych dwóch minutach znalazł się w Antwerpii, przy moście. Ona już tam była. Wiatr znad Skaldy rozwiewał jej jasne włosy. Pogoda nie była zbyt przyjazna dla spacerowiczów - chłód, deszcze, wicher - ale Petrycka zdawała się nic sobie z tego nie robić. Na jej twarzy gościł wyraz zawziętości, a ręce wbiła w kieszenie cienkiej, granatowej kurtki.
- O co chodzi?
Marcus zdołał przyjąć zwykłą, obojętną minę, chociaż nie było to najłatwiejsze zadanie. To, że na widok Polki w jego wyobraźni odżyły sceny z listopada też nie ułatwiało sprawy. Dłonie mu się pociły, w gardle zasychało, a serce wybijało rytm w tempie presto.
-G dzie mogę znaleźć księgi magii?
Bum. Żadnego wylewnego powitania, wyznań miłosnych, tylko od razu to pytanie. Wystarczyło, by ściągnąć chłopaka na ziemię i sprawić, by jego marzenia rozprysły się w powietrzu jak dotknięta bańka mydlana.
- Nic mi na ten temat nie wiadomo.
- Według Justine jest inaczej.
To ona jeszcze żyje?
- Pewnie kłamie.
- Sądzisz, że umiałaby podmienić własne wspomnienia?
Cholera.
Przyglądał się głębokiej zieleni oczu Olgi oraz jej zmysłowym ustom. Kusiło go, by się w nich zatopić, dać upust pożądaniu.
- Co ja będę z tego miał?
Prychnęła cicho. Wyraźnie spodziewała się całkowitej uległości.
- Moją dozgonną wdzięczność i częściowe przebaczenie win.
- Nie uważasz, że to trochę za mało? Może coś więcej? - Spojrzał na nią znacząco.
W jej oczach pojawiło się przerażenie. Bała się, że przy dłuższych targach ponownie postąpi według zasady cel uświęca środki.
- Robisz się obleśny - skwitowała. - Na nic nie możesz liczyć. Co powiesz na działalność charytatywną?
Zawahał się. Z jednej strony natura, a z drugiej... Wolał w tym momencie tego nie nazywać.
- Zgoda... - powiedział, przeciągając sylaby. - Ale kiedyś mi się odpłacisz.
Uśmiechnęła się pod nosem.
- Zobaczymy. Więc gdzie te księgi?
- Część mamy my, część wy. Z tego, co wiem, przynajmniej jedna z nich znajduje się w Polsce...
- A to gnidy - skomentowała swoich zwierzchników, wchodząc Marcusowi w słowo.
- ...a ja przypadkiem wiem, gdzie ją przechowują.
- Tak, przypadkiem. - Delikatny uśmiech zagościł na jej ustach.
Nie wierzyła w zbiegi okoliczności.

P.S. Zdjęcie jest dokładnie robione na tym moście, o którym jest mowa w notce. Z tym, że robione jest plecami do rzeki
[komentarze]  (10) [stworz. 23:01 19/07/07 
mod. 23:06 19/07/07]
 
...::: 111 :::...
Dziewczyna siedziała na łóżku z podkulonymi nogami, wzrok miała utkwiony w jakimś romansidle wyciągniętym z drewnianej szafki. Czytała przy świetle lampki, bo pomieszczenie, w którym ja umieszczono, nie miało okien. Jej czarne, kręcone włosy kontrastowały z białymi ścianami. Nie zaopatrzono jej w komputer, miała do dyspozycji jedynie telewizor i radio. Połączona z pokojem łazienka nie spełniała wymogów czterogwiazdkowego hotelu.
Na dźwięk otwierania zamka w drzwiach prowadzących do celi Justine podniosła głowę i ze źle ukrywaną ciekawością wypatrywała gościa. Na jej ustach pojawił się grymas niechęci, gdy dostrzegła Petrycką
- Czego chcesz? - warknęła wrogo.
Olga nie odpowiedziała, rzuciła tylko na łóżko torbę z prowiantem. Mulatka nawet na niego nie spojrzała, o dziękowaniu nie wspominając. Polka usiadła na twardym, niewygodnym krześle i założyła nogę na nogę.
- Co wiesz na temat ksiąg magii? - spytała, wbijając w więźniarkę świdrujące spojrzenie.
Van Looy prychnęła tylko i na znak swojej ignorancji z głośnym szelestem przerzucała kartki.
- Jeszcze raz pytam. Co wiesz o księgach magii?
Gdy ponownie odpowiedziała jej cisza, Ola tylko wzruszyła ramionami. Nie chciała po dobroci, to trzeba będzie wyciągnąć z niej informacje siłą. Brutalnie wdarła się do umysłu Justine, specjalnie sprawiając, by tamta odczuwała jak największy dyskomfort. Natura okrutnika jak widać wypływa czasem na wierzch.
- Co ty robisz? - Dziewczyna spojrzała na niego z przerażeniem, ale Petrycka zignorowała ją tak, jak ona zrobiła to wcześniej.
Powoli, nie spiesząc się, przeczesywała zasieki pamięci Belgijki, uważnie poszukując najmniejszych chociaż wzmianek o księgach.
Nie odmówiła sobie przyjemności zgłębienia uczuć, jakimi uwięziona dziewczyna darzyła Marcusa, z politowaniem patrząc na próby uwiedzenia Underwooda. I to właśnie tam znalazła informacje mówiącą o tym, że nie ma sensu dalej drążyć umysłu Justine, gdyż ta nie miała zielonego pojęcia o miejscu przechowywania manuskryptów. W swoich wspomnieniach ukrywała za to wiadomość, że Marcus sporo wie na ten temat.
Ale nie zamierzała kończyć jeszcze spaceru, wyprawiając się w głąb pamięci dziewczyny, której dyskomfort powoli przeradzał się w ból.
Ta część świadomości Olgi, która została w pokoju, zaobserwowała wściekłość w oczach Van Looy. Ale na razie jeszcze było niegroźnie. Zanim się zrobiło, Petrycka opuściła umysł Belgijki i wyszła bez słowa z celi, w której ją przetrzymywali.
Do swojego apartamentu doszła niepewnie i od razu rzuciła się na okryte zieloną narzuta łóżko. Wpatrywała się w baldachim, nie zwracając uwagi na co patrzy.
Myśli galopowały w jej głowie. Zadzwonić, czy nie zadzwonić? Nie umiała się zdecydować. Przekręciła się na brzuch i wyjęła komórkę. Obracając telefon w palcach wciąż nie mogła się zdecydować. W końcu podjęła decyzję.
[komentarze]  (4) [16:54 08/07/07]
 
...::: 110 :::...
Głośna muzyka otoczyła ich ze wszystkich stron, gdy tylko deportowali się w głównym pokoju bazy. Półmrok panujący w pomieszczeniu rozjaśniały kolorowe, błyskające światła, rodem z dyskoteki. Tłum ludzi tańczył w rytm muzyki lub siedział na rozlicznych kanapach, sącząc drinki i podgryzając jakieś przekąski. Kilka par obściskiwało się w ciemnym kącie. Krótko mówiąc: zwyczajna impreza.
Ola wraz z Milanem pojawili się, gdy zabawa na dobre się już rozpoczęła. Wyłuskali wśród imprezowiczów kilku znajomych i się z nimi przywitali. Baros zmierzał w stronę sofy z zamiarem spędzenia tam kilkunastu minut, ale jego dziewczyna mu na to nie pozwoliła. Pociągnęła go za rękę na parkiet, z szerokim uśmiechem przykazując nie schodzenie z niego przez kilka najbliższych chwil. Jaki on miał wybór? Niewielki. Zresztą, z przyjemnością poczuł jak Ola przywiera do niego podczas tańca i ponownie się odsuwa. Gdy z głośników popłynęła spokojniejsza melodia, przyciągnął ją delikatnie do siebie i objął w pasie.
Petrycka oparła głowę na jego ramieniu i otoczyła jego szyję rękoma. Kochała tego faceta jak cholera. Cieszyła się na każdą chwilę spędzoną w jego objęciach, zwłaszcza, że wciąż pamiętała te wszystkie chwile, które musiała spędzić bez niego.
Delikatny uśmiech wykwitł na twarzy Olgi, gdy poczuła, że dłonie Milana z jej bioder przesunęły się na pośladki. Odchyliła głowę i spojrzała mu w oczy.
- No wiesz? Tak publicznie? - spytała z zadziornym uśmiechem.
- Sądzisz, że ktoś mógłby się poczuć urażony? Wydaje mi się, że wszyscy są tutaj na tyle zajęci sobą, że nikt nie zwraca na nas uwagi.
- Możliwe, ale i tak jest publicznie.
Dostrzegła błysk przekorności w jego ciepłych, brązowych tęczówkach.
- A co powiesz, jeśli zrobię tak?
Jej uśmiech poszerzył się, gdy poczuła, jak wsuwa dłonie za pasek jej spodni.
- Spytam, jakim cudem spotykam się z takim napaleńcem.
- Może dlatego, że mnie kochasz?
- O, to na pewno.
Wspięła się na palce i pocałowała go gorąco. Mężczyzna zatrzymał się i przycisnął ją mocniej do siebie, nie zważając na to, iż nadal stoją na parkiecie. Liczyli się tylko oni dwoje. Zresztą, tak jak powiedział nikt nie zwracał na nich uwagi.
Kiedy w końcu Ola oderwała się od ukochanego, ze zdziwieniem zauważyła, że piosenka, do której tańczyli, już dawno się skończyła.
- Chodź - próbowała go ponownie zaciągnąć na parkiet.
- Idę usiąść - oznajmił stanowczo.
- Proszę...
Nawet błagalne mruganie rzęsami go nie przekonało. Pocałował dziewczynę jeszcze raz i ruszył w stronę kanapy,. Ola tylko wzruszyła ramionami i dołączyła do szalejących w rytm muzyki Agnieszki i Moniki. Specjalnie dawała z siebie wszystko, bo wiedziała, że Baros ją obserwuje. Zależało jej na aprobacie i pożądaniu, które dostrzegała w jego oczach. Sama też często na niego spoglądała i musiała przyznać, że wygląda bardzo pociągająco w nowej, krótkiej fryzurze. Tak seksownie.
Zmarszczyła brwi, gdy drugie z kolei piwo w jego rękach. Przeprosiła koleżanki i usiadła koło niego.
- Nie pij już - poprosiła, wyjmując mu szklankę z dłoni.
- Dlaczego miałbym nie pić?- spytał, próbując odzyskać złocisty napój.
- Bo cię o to proszę.
- A czemu mnie o to prosisz?
- Bo tak.
Piwo zniknęło, a Milan zmrużył oczy.
- Co ja z tego będę miał?
- Jesteś strasznie interesowny, wiesz? - ofuknęła go. - Ale.. mam tutaj zamykany, niedostępny dla innych, dźwiękoszczelny pokój-wymruczała mu do ucha, uśmiechając się uwodzicielsko.
- Trzeba było tak od razu.
Zanim się zorientowała, niósł ją już na rękach do rzeczonego pokoju.
- Ej, ale czy ja mówiłam, że chcę tam iść? - spytała, ale okraszona śmiechem wypowiedź nie spełniła swojego zadania.
- Teraz już na to za późno, skarbie - odparł z diabelskim uśmieszkiem, otwierając drzwi do jej apartamentu.

Co do zdjęcia, to nie mogłam sie powstrzymać. Wiem, że wtedy miał długie włosy, no ale cóż.. trzeba było poświęcic trzymanie się prawdy na rzecz moich upodobań
[komentarze]  (4) [14:44 18/06/07]
 
...::: 109 :::...
Sama nie mogła się sobie nadziwić, jak może się tak stresować tym spotkaniem i tak długo do niego przygotowywać. Ostatnią godzinę Olga spędziła przed lustrem, przymierzając i odrzucając kolejne zestawy ubrań. W końcu poddała się i nałożyła obcisłe jeansowe biodrówki, a do nich biały top na ramiączkach. Na wierzch zarzuciła cienki, błękitny sweter. Chwilę się też wahała, co zrobić z włosami, ostatecznie decydując się na opuszczenie ich luźno na ramiona. Jeszcze tylko bardzo delikatny, niewidoczny makijaż i była gotowa. Ale tylko zewnętrznie, bo jej wnętrze drżało z przestrachu, że Milan nie zechce jej nawet wysłuchać.
Rzuciła ostatnie krytyczne spojrzenie na swoje odbicie w lustrze, odetchnęła głęboko i teleportowała się pod blok w Liverpoolu, w którym znajdował się apartament Barosa. Spokojne, pełne zieleni osiedle opustoszało z powodu wieczornej pory. Z wahaniem weszła do klatki schodowej i wspięła się na ostatnie piętro. Tam jednak, gdy podnosiła rękę, by nacisnąć dzwonek, opuściły ją resztki odwagi. Stała pod drzwiami, wpatrując się w nie tępym wzrokiem i tocząc ze sobą wewnętrzną walkę. Próbowała nie dopuszczać do siebie myśli, że mężczyzna zamknie jej drzwi przed nosem, gdy tylko zobaczy, kto go nachodzi, ale cichy, złośliwy głosik wewnątrz głowy wciąż to powtarzał. Na zmianę zaciskała i rozluźniała spocone dłonie, serce biło jej jak oszalałe, nie mogąc znaleźć równego rytmu.
Kiedy po raz kolejny pokonywała podest w tę i z powrotem, wejście do apartamentu nagle stanęło otworem, kompletnie zaskakując Petrycką. Zlęknionym wzrokiem spojrzała na ukochanego, który ukazał się w progu. Miał na sobie kurtkę, gdzieś się wybierał. Do kobiety? Z goryczą pomyślała, że mógł sobie znaleźć pocieszycielkę. W końcu fanek miał na pęczki. Ola odepchnęła jednak te bezpodstawne oskarżenia, postanawiając nie wysnuwać pochopnych wniosków.
- Ola? - Ciepły głos Czecha wyrwał ją z odrętwienia.
Spuściła oczy zdenerwowana, spoglądając na czubki swoich balerinek i nerwowo splatane dłonie. W ustach jej zaschło, a żołądek skręcał niewyobrażalne spirale.
- Milan... - szepnęła, próbując odzyskać chociaż część zwykłej pewności siebie. - Ja.. Ja tak nie mogę! Nie umiem żyć bez ciebie, rozumiesz? - Zdobyła się na odwagę i spojrzała prosto w jego brązowe oczy. - Wiem, że popełniłam wiele błędów i że nie powinnam liczyć na twoje wybaczenie, ale to właśnie teraz robię. Daj mi jeszcze jedną szansę... - Po jej policzkach spłynęły pojedyncze, gorące łzy. - Kocham cię. I.. przepraszam. Ja naprawdę nie chciałam, żeby to tak wyszło.
Milan w milczeniu patrzył na dziewczynę i słuchał jej słów. On już wcześniej jej wybaczył. Wyciągnął dłoń, by obetrzeć płynące już strumieniem po jej twarzy słone krople. Zdawał sobie sprawę, ile samozaparcia kosztowało ją schowanie dumy do kieszeni i przyjście do niego.
A ona wciąż się usprawiedliwiała.
- Wiem, że powinnam więcej się zastanawiać nad konsekwencjami własnych czynów i obiecuję, że będę to robić, tylko... - Urwała, gdyż dopiero teraz poczuła dotyk jego dłoni na swojej skórze. Wtuliła w nią policzek i zapłakanymi oczyma szukała wybaczenia na jego twarzy. Bała się zrobić cokolwiek i wręcz nie wierzyła swojemu szczęściu, gdy Milan pokonał tę niewielką odległość ich dzielącą i mocno ją przytulił. Oparła głowę o jego bark i głośno zaszlochała. Baros niezdarnie głaskał ją po włosach, próbując uspokoić.
- Nie chowam do ciebie urazy, kochanie - rzekł miękko. - Ale sądzę, że powinniśmy ustalić jakieś granice i reguły w naszym związku.
- Zgadzam się na wszystko i do wszystkiego się podporządkuję, tylko więcej mnie nie zostawiaj tak bez słowa.
Mężczyzna pocałował ją delikatnie w czoło i ponownie przytulił.
- Nie zamierzam.
[komentarze]  (7) [19:41 29/05/07]
 
...::: 108 :::...
Wiecie, co? Jestem kompletny sklerotyk. Dopiero w pociągu do Krakowa się zorientowałam, że temu blogowi 10 dni temu stuknęł dwa latka. Strasznie długi okres czasu, ale jak to szybko zleciało :D

- Ja nie wiem, co robić - jęknęła Olga.
Siedziały razem z Moniką w pokoju Petryckiej i analizowały całą sytuację. Blondynka od tygodnia nie rozmawiała z Milanem, nie odważyła się nawet do niego zadzwonić. Nie zmieniało to faktu, iż cały czas o nim myślała.
- Mógłby mnie zrozumieć, nie uważasz? Nie jest jakimś niedojrzałym nastolatkiem tylko dwudziestoczteroletnim mężczyzną. Czy tak trudno zrozumieć, że niezależnie od tego, kim jest ojciec dziecka, matka będzie je kochać?!
Monika westchnęła. Nie miała łatwego zadania, bo przekonanie Olgi, że nie całkiem ma rację, nie mogło być proste.
- Ola... - zaczęła ostrożnie. - Sądzę, że jemu nie tylko o to chodziło. Właściwie to była chyba poboczna sprawa. Powiedz, co byś zrobiła, gdyby Milan ci powiedział, że całował się z inną?
- Zabiłabym na miejscu-odparła dziewczyna bez zastanowienia. Dopiero po chwili zatkała sobie usta, gdy dotarł do niej sens tych słów.
- No widzisz. - stwierdziła Krajzewicz. - Myślę, że powinnaś dłużej zastanowić się nad konsekwencjami, zanim cokolwiek zrobisz. Może uwiedzenie to nie zawsze jest najlepsza droga?
- Ale co miała wtedy innego zrobić? - zaczęła Ola, ale umilkła pod znaczącym spojrzeniem przyjaciółki. - Dobra, już do tego nie wracam - mruknęła. - Powiedz mi lepiej, co ja mam zrobić z Milanem. Ja żyć bez niego nie mogę!
- Spróbuj z nim pogadać.
- Żartujesz?! Widziałaś, jak na mnie spojrzał wczoraj na meczu!
Dzień wcześniej dziewczyny pojawiły się Anfield Road, by obejrzeć spotkanie Liverpoolu z Boltonem. Przez cały mecz oczy Petryckiej były utkwione w czeskim napastniku i właściwie niewiele do niej dotarło z przebiegu gry, jeśli nie łączyło się z Barosem. Po ostatnim gwizdku sędziego udały się w okolice szatni zawodników, bo chciała w końcu pogadać z ukochanym. Jednak kiedy podłapała wciąż pełne urazy spojrzenie piłkarza, stchórzyła i bez słowa teleportowała się, gdzie przez pół godziny ryczała, sama nie wiedząc dokładnie, dlaczego.
- Spojrzał, nie spojrzał - przedrzeźniała ją Monika. - Musicie sobie wszystko wyjaśnić. Innej drogi nie ma.
- A może jednak? - Petrycka zerknęła na nią z nadzieją.
- Nie.
- No dobra, pójdę tam jutro. I niech się dzieje, co chce.

Podczas, gdy Olga wyżalała się Monice, Baros topił swoje smutki w kuflu piwa.
Może jednak trochę przesadziłem?, zastanawiał się. Może jednak faktycznie nie miała innej możliwości? Chciała to załatwić jak najszybciej, bo w końcu chodziło o jej przyjaciela. Może zareagowałem zbyt gwałtownie? Ale z drugiej strony, ona trochę przesadza. Czy ja wyglądam na frajera, którego można bezkarnie zdradzać? Tylko... czy to na pewno są zdrady? Przecież o wszystkim mi mówi i do tego ma wyrzuty sumienia. Ech, , czemu to musi być takie skomplikowane?
Wychylił połowę złocistego napoju i powrócił do rozmyślań.
Chyba powinniśmy sobie to wszystko wyjaśnić, ustalić pewne granice. Za bardzo ją kocham, żeby sobie odpuścić po pierwszej poważniejszej sprzeczce. Jutro pójdę do niej i poważnie porozmawiamy.
Wypił resztę piwa i odstawił pusty kufel na blat baru, po czym pełen optymizmu opuścił lokal.
Obym nie musiał tu jutro wracać.
[komentarze]  (4) [17:29 17/05/07]
 
    nast >>
archiwum 2005
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2006
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2007
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
listopad
grudzień
archiwum 2008
styczeń
kwiecień
maj
grudzień
archiwum 2009
luty
 
Forum
Suomi
Cyk cyk
Psychodela
Skoki
Opowiadania blondynek
France
Invidia
To właśnie my
Nuvola
Cady
Claudie
For blonds
Absurdy
Blondynki
Peyton
Sportowe
Vanile
Vaalea
Sweet Escape
Milan Baros
Her Destiny
Finomania
Delano
Camilia Baros
Asia trenerka
Reniferki
Moje blogi
The Oldest Story
Suomi High
Liina Vaara
Kelly Smith II wersja
Victima
In the winter
Double Life
Carmen Alonso
Blair Porter
Kelly Smith
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc