|
archiwum 2006
nie bądź obojętny...
warto zajrzeć
inne
znajomi
ciekawe stronki
|
|
|

PRZENOSINY.
Zmieniam miejsce zameldowania :)
Zainteresowanych zapraszam na nową stronę:
http://renfri.wordpress.com/
|
|
|
|
|

Żałoba narodowa ma byc ogłoszona lada moment. Skutek? Koncert przełożony. Półmetek przełożony. Hmm... to może w weekend na wieś pojedziemy^^. Ale szkoda... Nie, półmetku, nie... Koncertu. Jakoś tak psychicznie się nastawiłam, że on na pewno będzie... że spotkam się z ludźmi, pogadam trochę z niektórymi. Echh... Mam nadzieję, że data przełożenia będzie bliska. Półmetek przerzucą na za tydzień, a że będzie już adwent to ma trwać od 16 do 24 ^^. Może to i lepiej... Mniej czasu na nachlanie się co niektórych.
Może to brzmi trochę jak jakaś znieczulica. Ale tak nie jest. Ok, ja współczuje tym ludziom. Nie wiem co czują, bo nie straciłam nikogo tak bliskiego, ale staram się zrozumiec ich ból. Ale cóż teraz zrobic...? Pozostało modlic się za tych co zginęli. Chociaż tak można im podziękowac za pracę...
[*]
|
|
|
|
|

Uśmiecham się. Śmieje się. Czasem wyśmiewam z ludzi. Ale co z tego? Co z tej radości? Spójrz w moje oczy. Widzisz w nich radosc? Widzisz w nich ten błysk...? Oczywiście, że nie. Nie możesz go zobaczyć, bo go tam nie ma. Więc co z tego że się śmieje czy uśmiecham, skoro moja dusza płacze? Kiedyś nikt nie widział mojego cierpienia. W liceum wszystko się zmieniło... Przestało mi zależeć na tym, żeby ukryć kłopoty. Chociaż i tak nie wszyscy to widzą... ale byc może nie chcą widzieć. Ale jeśli już widzą... to co z tego? Przecież i tak nikt mi nie jest w stanie pomóc. Teraz może myślisz "co ona gada? co ona o życiu wie? wszystko da się zrobic. kazdy problem można rozwiązac.". I może jestem młoda, ale wiedz że życie mnie nie oszczędza. Ja życie bym oddała, żeby ten problem zniknął... tylko to nie miałoby sensu... przecież on i tak się nie zmieni... tym bardziej że sam nie dąży do tego.... :(
|
|
|
|
|

W niedziele byłam u wujka na parapetówie :) Chałupa cacy! Wielka, przestronna i w ogóle fajna. Gdy tak siedzieliśmy (obok mnie było krzesło wolne) i rozmawialiśmy babcia z tekstem "Już niedługo to tu z kawalerem będziesz siedziała". Szczęka mi opadła wprost. Chwile później w śmiech. W zasadzie powiedziała, że jak szkoła się skończy to z kimś przyjadę (chyba o średnią szkołę jej chodziło). Zabawne to było. A jak mama na mnie spojrzała wtedy! O w morde... Ogólnie imprezka byłaby fajna, gdyby nie te dzieciaki (wujek ma 5 dzieci :/). Gówniarze tacy dojęci, że tylko zasiekac!
|
|
|
|
|

Siedzę i myślę co napisac... Setki, tysiące myśli... Większosc jednak nie nadaje się na przedstawienie publiczne. Jakbym napisała to co mam w głowie... O Boziu... Trupem by co niektórzy padli ;) a przynajmniej wysłali mnie do jakiegoś psychologa :) Może śmierc i różne takie fajne rzeczy do jej wykonywania większości normalnych ludzi wydaje się straszna, ale dla mnie jest ciekawa. Dajmy na to taki nóż. Niby niebezpieczny, a jak super można się nim bawic... Ups... Ciii ;)
Dzisiaj na religii, gdy x mówił o chrześcijaństwie, tak sobie siedziałam i rozmyślałam. Patrzyłam na krzyż i zastanawiałam się, co będzie gdy moja babcia odejdzie... Bo wczoraj jak z kościoła szłam z rodziną to mama mówiła że jakiś tam facet zmarł (znajomy), no i że babcia ma tego tętniaka przy sercu... Gdy tak myślałam o tym... Boże... Płakac mi się chciało... To jeden z nielicznych powodów kiedy w przeciągu chwili mogę zacząc płakac... Sorry, nie mogę...
|
|
|
|
|

Taa... Wczoraj skończyła się matura próbna. A że próbna, jak sama nazwa wskazuje, to można troszkę ją olać. Tak chyba pomyślał mój brat, bo nie wesołą miał minę po zakończeniu...
Haa. Przed tymi faktycznymi maturami ma się odbyć pielgrzymka maturzystów. Ostatnio na chórze Janek nam powiedział że też jedziemy, cieszycie się maturzyści? ;) hihi Głowy was rozbolą od naszego śpiewania ;) Ale fajnie będzie. Chociaż do czasu pielgrzymki jeszcze się wyćwiczymy w śpiewaniu i będzie piknie :)
A jeszcze wcześniej nagrywamy płytę :x To to dopiero jaja będą! ^^
Słodki zwierz :)
|
|
|
|
|

Za tydzień o tej porze będę pewnie na koncercie. Mama już wie, że idę. Ciekawe ile bilet będzie kosztował... Na forum mówili że 15zl z kolei na gronie powiedzieli że 20-25zeta. Nie wiem w końcu... Sporo :/ Ciekawe czy mama mi tyle da :/ Aśka z Magdą miały też iść. Dziś powiedziały że chyba jednak nie. Zdecydowanie ludzi to czasem mnie rozbraja. Ale trudno. Będą inni. Tylko nie za przyjemnie będzie wracać później samej... Ale w glanach niczego się nie boję :) Może ktoś będzie szedł w moją stronę... zobaczymy.
A 25 półmetek... Z ciekawości idę. To możliwość poznania ludzi lepiej. Chociaż nie wszyscy będę, ale przynajmniej tych którzy przybędą. To też chwila oderwania od rzeczywistości. Perspektywa przesiedzenia tam paru godzin nie napawa mnie optymizmem, ale wspomnienie koncertu mnie podtrzyma na duchu. Mam nadzieję że to będzie udany wieczór/udana noc. Jakoś dziwnie się czuję myśląc o tym. Jedna wielka popijawa :/ Oczywiście nie moja - abstynencja rlz :) To będzie niczym wesele, tylko średnia wieku ok 17l.
"Ja ta-a-a-ańcze, a niebo... niebo gra..." - nie lubię tańczyc.
|
|
|
|
|

17 lat. Pełnoprawnie mogę powiedzieć, że tyle mam. Ale właściwie co ja przez ten czas zrobiłam. Większość czasu poświęcona na naukę, a mniej więcej 1/3 na spanie. Parę konkursów, koncertów, wesel zaliczonych. Sporo poznanych ludzi, a jeszcze więcej mijanych codziennie na ulicy. Ogólnie nie przypominam sobie nic szczególnego czym mogłabym się poszczycić... Jednym słowem - 17lat nudnej, nikomu nie potrzebnej egzystencji. Nikomu? Tak. Przecież nikomu nie pomogłam w jakiejś szczególnej kwestii...
Przez ten cały czas się rozwijałam. I nadal rozwijam. Charakter głównie. Niby tyle czasu, niby tyle ludzi przewinęło się w międzyczasie a nic i nikt nie sprawił że się otworzyłam. Jak zawsze zamknięty, tajemniczy i cholernie skryty człek. No i dlaczego? Dlaczego nie potrafię się otworzyć? Zaufać ludziom? Tylko nie wyjeżdżajcie mi tu z tekstem że nie ma ludzi godnych zaufania bo to gówno prawda. Są ludzie którym można ufać bezgranicznie. Tylko że ja in ufać tak bardzo nie potrafię. Żałuje. Bardzo. Ale na prawdę nie potrafię...
|
|
|
|
|

Dziś przeprowadziłam test wśród znajomych. Głównie chodziło o tych z którymi mam bliższy kontakt (i którzy mają konto na gronie) - a dokładnie o jednego kumpla. W ostatnich dniach sprzeczałam się z nim że ma słabą (delikatnie mówiąc) pamięc. Poprzez wykasowanie daty urodzenia, a tym samym uniemożliwienie gronie.net wysłanie powiadomienia o zbliżających się urodzinach, chciałam mu udowodnic że za cholere nie będzie pamiętał. I miałam racje. Chociaż nie on jeden nie pamiętał ;) a o to pretensji nie mam. Cóż - jeżeli słowem kogos nie przekonam do swojej racji której jestem pewna, to przekonam dowodami. Tak jak x. powiedział "Będziesz dobrą żoną, bo umiesz się kłucic o swoją racje. A gdy się mylisz potrafisz się do tego przyznac." Ten jeden raz się z nim zgodzę.
Jutro próbne matury. Język polski. Za rok ja będę się przygotowywac psychicznie do tego... Chociaż próbna to tam mało ważna... Maturzystom życzę powodzenia.
Moja psychika nie wytrzymuje tego wszystkiego. Istne przeciążenie. Za dużo spraw. Czasem chyba myślę że jestem bardziej dorosła niż w rzeczywistości i za dużo na siebie biorę... Ale teraz już za późno. Skoro się czegoś podjęłam to nie rzucę tego chocbym miała słono za to płacic.
|
|
|
|
|

Hmm... Monotonia życia mnie już dobija. Codziennie rano budzę się, wstaje, myje, ubieram, idę do szkoły (jeśli niedziela to do kościoła, jeśli sobota to czasem do miasta), wracam, odrabiam lekcje, komp, tv, myje się, przebieram i do łóżka. I tak codziennie. Czasem coś się wydarzy w szkole, czasem ktoś coś powie przez neta, co sprawi, że bieg dnia się lekko zmieni. Ale nigdy nie stało się nic co by wywaliło mój dzień do góry nogami :/ Czasem wydaje mi się że jedynie czyjaś śmierć by to zrobiła... To jest głupie! To jest beznadziejne że tylko tragedia może zachwiać tą pozorną równowagę! Paranoja normalnie! Heh. W zasadzie to ja jestem głupia. Bo przecież żeby cokolwiek zmienic sama muszę ruszyć pewną część swojego ciała... Beznadzieja...
Róża... Zaiste piękny kwiat. Moim zdaniem najpiękniejszy. Wczoraj jak na działce byłam i obcinałam krzak róży na zimę wbiłam sobie w palec mały kolec :/ Moim szczęściem wbił się dosc głęboko i igłą nie mogę go wyjąc... No a oczywiście w domu żyletki nie ma (swoją drogą ciekawe czemu?) i nie mogę sobie trochę palca naciąć żeby usunąć to. Wkurzyłam się. Godzinę wczoraj majstrowałam w palcu igłą i dupa... Nie da się wyjąc. Szczęściem Agnieszka mnie poratuje i do szkoły weźmie żyletkę. Tak więc będziemy mieli sekcje palca jutro ;)
|
|
|
|
|

Zatrzymaj się.
Spójrz na mnie.
Spójrz we me oczy.
Co w nich widzisz?
Co teraz myślisz?
Nie mów nic.
Nie przepraszaj.
Nie proś o nic.
Zniszcz mnie,
Jeżeli jest jeszcze co niszczyc.
Najlepiej zabij!
|
|
|
|
|

Wczoraj myślałam, że na serio już wykituje. Siedziałam przed kompem, gdy nagle ten przeraźliwy ból... Gdy tylko o nim pomyśle mam wrażenie, że powraca... Powiedziałam o nim mamie. Mówiła, że jak będzie się powtarzac to trzeba będzie isc znowu do kardiologa. Ale ja nie chce isc. Przecież te bóle nie występują często, da się życ... Po za tym... może prędzej się to wszystko zakończy... Wczoraj, gdy miałam ten "atak" myślałam tylko... a jeśli następny raz będzie ostatnim? Nie zdążę się nawet pożegnac z bliskimi ludźmi...
|
|
|
|
|

Miałam o tym napisac w środe, no ale zapomniałam...:P
Najpierw należałoby się trochę cofnąc w czasie. Mianowicie do ubiegłego roku. Mianowicie do wakacji. Nie, nie, bez obaw - żadne rozterki sercowe :) W wakacje, jak i po za nimi, w niedziele chodzę do kościoła. W wakacje o tyle sprawa jest utrudniona, że najbliższy kościół mamy ok.10 km od domu. Ale zawsze jeździmy. Zazwyczaj jeżdżę z rodzicami, bratem i babcią na 9.00. No ale czasem mojej rodzince się coś uwidzi i chcą jechac na 12. Wtedy to ja się zabieram na 9 z ciocią i wujkiem, czasem bratem ciotecznym. Kościółek w mordach nie jest zbyt wielki. Nawa główna, dwie boczne i już. Jeśli jeżdżę z moją rodzinką siadamy zawsze w "lewych" ławkach w nawie głównej - w tzn. części męskiej (większe prawdopodobieństwo znalezienia miejsca, bo po drugiej to babcie zawsze muszą na swoich miejscach siedzieć). Zaś jeżeli się zabieram z ciocią to idziemy do lewej nawy bocznej i stajemy mniej więcej w połowie kościoła. Wiecie, jak się całe wakacje jeździ do kościoła to juz się zapamiętuje twarze niektórych ludzi. No i tak też sie stało. W nawie bocznej przed nami zawsze stawał jeden taki chłopak. (dobra, żadne zauroczenia! bez przesady!) I tak, ilekroć bym nie było w kościele w Mordach on zawsze był.
Pewnego razu... Tegoż roku 2006, w czerwcu, gdy zaczęły się sianokosy, a w szkole nie było nic ważnego postanowiłam w piątek o 14 pojechac na wieś. Po namowie mamy i zabraniu kasy pojechałam pks`em. Autobus jechał i jechał... Pierwszy większy przystanek był w Mordach. Jak wiadomo tam jest gimnazjum (średnia chyba też). Na przystanku czekała średniej wielkości grupa uczniów tamtejszego gimnazjum. Wsiadł Kakoszczak (chłopak z naszej wsi), Ewelina (siostra cioteczna) i jeszcze parę dzieciaków. Był ów chłopak. Siadł gdzieś z tyłu. Po około 5 km. wysiadał w Starej Wsi (potocznie Starawsi :) ). Do drzwi poszedł pierwszy. Zanim autobus się zatrzymał spojrzał w moją stronę. Te oczy... Gość ma zajebiste spojrzenie. On wysiadł, a ja pojechałam dalej. W wakacje znowóż widywałam go w kościele.
W środę z racji Wszystkich Świętych msza odbyła się na cmentarzu. Jak co roku zjazd duże masy ludzi... Organizacja jak zawsze siadała, bo mieli za mało głośników :/ Gdy szłam do komunii (procesyjni przez cały cmentarz), tłum był ogromny. Każdy z parasolką. A że jestem wysoka to musiałam uważać na oczy. Przede mną szła moja babcia. A przed nią ktoś wysoki. W pewnym momencie w za tego wysokiego człowieka wyłonił sie ten chłopak. Jak tak stał (bo ludzi przepuszczał) i się na mnie patrzył... w morde... taki wzrok osłupia... Ciemne, piwne oczy... Ajj...
|
|
|
|
|

Serce mi nie daje spokoju. Nie mam siły przejmować się już tymi wszystkimi problemami... Głupia byłam. A w zasadzie wciąż jestem. Myślę o sprawach które nie dotyczą bezpośrednio mnie. A to był błąd. No ok, może nie powinnam olewać tego od razu, ale nie brac wszystkiego głęboko do serca. Ale teraz zakładam zmianę. Zastanawiam się tylko czy będę w stanie się zmienic pod tym względem...
Ale ten brak spokoju dotyczy nie tylko sfery "duchowej". Czasem mam wrażenie jakbym miała za chwile umrzeć. Przeszywający ból w klatce piersiowej. Oddychać nie mogę wtedy. Nic nie daj nachylanie się i inne gimnastyki. Ból. Ból. Ból... Czasem się zdarza, że występuje parę razy w odstępach ok. 5-cio minutowych. Każdy następny jest silniejszy. Odczucie jakby serce miało pęknąć. Nie wiem kiedy nastąpi kolejny "atak"... Chociaż tak z zaskoczenia to może i lepiej. Gdybym wiedziała to dziwnie by się czuła, bo może ten kolejny raz byłby ostatnim... Z rok temu u kardiologa byłam. Niby wtedy trochę w innej sprawia, mianowicie mdlenia :P Babka twierdziła, że wszystko jest w porządku. Ale ja czuje inaczej... Nie jest normalne żeby w tym wieku serce tak bolało... :/ Ale nie chce mi się iść do lekarza. Wiem, jestem leniwa a przy tym głupia, ale taki mój urok ;)
|
|
|
|
|

Hmm... Ostatni dzień października. Jutro święto zmarłych. W jedną rękę torba ze zniczami, w drugą kwiaty... Czymże jest życie? Istnienie w świecie tak kruchym i bezlitosnym... Niewiele w tym sensu. Chyba jedyny sens to w czasie tego żywota zrobic coś wartościowego. Pomoc innym, wsparcie, wysłuchanie, doradzenie... - dziś tylko tyle jestem w stanie wykonac. Tylko? A może aż tyle...? Hmm... Pomoc duchowa. Niewidoczna, ale wyczuwalna...
Lubię 1 listopada. Lubię chodzic po cmentarzu. Tam panuje taka cisza... Taki błogi spokój... Z jednej strony miejsce zimne, liczne mogiły... Z drugiej zaś ciepło bijące od lampek... Lubię ten nastrój panujący tam. Nie muszę nic mówic. Wystarczy pacierz... Wystarczy? Może... W każdym razie choc trochę pomoże tej duszy...
Jutro jadę do Mordów na cmentarz. Tam będzie msza. Tam właśnie mieszczą się groby mojego śp. kochanego dziadka i śp. pradziadków. Zawsze gdy jadę na wieś patrze w tamtą stronę. Zawsze smutno mi się na sercu robi. Smutno bo Go już nie ma z nami... Kochałam Go... Bardzo...
W sobotę pójdę z mamą na Janowską na cmentarz. Tutaj mam śp. stryjków i wujków... Echh... Życie kruche jest. Bóg niespodziewanie powołuje ludzi do wieczności...
"Śpieszmy się kochac ludzi... Tak szybko odchodzą." [*]
PS: "Niunia" się nie odmienia :P wtedy lepiej brzmi ;)
|
|
|
|