|
|
|
[5]- szlamowate rączki niepozornej dziewczynki. Part one.
|
Słońce grzało przyjemnie i wdzierało się pod półprzymknięte powieki uczniów wystawiających twarze w jego kierunku. Błogie lenistwo i beztroska rozlały się po wszystkich odpoczywających na błoniach studentach, czego odzwierciedleniem były rozanielone spojrzenia i flegmatyczne, ospałe wypowiedzi. Nawet Mitzy uległa "zapachowi wolności", jak to określił George i pozwoliła sobie odłożyć na moment książkę, którą do tej pory studiowała, co wywołało ogólny szok u wszystkich zgromadzonych. Był to też świetny pretekst dla bliźniaków, aby znowu trochę pożartować sobie z blond kujonki i popatrzeć na jej rozzłoszczoną buźkę o anielskim wejrzeniu.
- O, patrzcie - odezwała się nagle Angelina, odwracając w ten sposób uwagę Freda i George'a od Mitzy. - Idzie Lee.
"Idzie" było dość łagodnym określeniem, gdyż czarnoskóry chłopak właściwie nie szedł, ale leciał w ich stronę na łeb na szyję, a tempo miał tak szybkie, że jego dready powiewały za nim niczym grube, czarne wstążki. Kilka metrów przed nimi o mało nie zaliczył gleby potykając się o własne nogi. Gdy tylko dotarł do zdziwionych jego zachowaniem przyjaciół upadł na kolana, oparł się dłońmi o ziemię i począł dyszeć ciężko, bełkocząc coś pod nosem.
- Powtórz - poprosiła spokojnie Pandora.
- Ha... ha... - zaczął Lee. - Ha-grid...
- Co z Hagridem? - zaniepokoiła się Madlene i wbiła oczekujące spojrzenie w Jordana.
- On - zaczął ponownie Lee. - Przegrał... a-pe... lację...
- Jaką apelację? - zdziwiła się Mitzy, który w ogóle nie orientowała się w życiu szkoły i nigdy nie znała najświeższych, najciekawszych informacji.
- O Hardodzioba - wyjaśnił Fred. - Odnośnie tej sytuacji z Malfoy'em na początku roku.
- Aaa, o tego hipogryfa chodzi? - zrozumiała Mitzy, a Angelina kiwnęła głową.
- No i co z nim teraz będzie? - spytał George, gdy Lee złapał oddech i był w stanie normalnie wyjaśnić im całą sytuację.
- Nie wiem dokładnie... - zmarszczył brwi, jakby się zastanawiał. - Usłyszałam przez przypadek rozmowę dyrektora z Knotem, jak wracałem ze szlabanu u Snape'a.
- Knot jest w Hogwarcie? - zdziwiła się szczerze Pandora i otworzyła szerzej oczy, a gdy Lee kiwnął głową, westchnęła ciężko.
- Co jest, Pan? - zapytała Angelina, patrząc na zmartwioną twarz rudej przyjaciółki.
- Jeśli Knot jest w Hogwarcie, to nie ważne jaka kara czeka Hagrida, wyrok jest już prawomocny i nic się nie da zrobić - powiedziała smutnym tonem i spuściła głowę.
- Hagrida uniewinnili - wtrącił szybko Fred. - Ron nam mówił.
- Tak, Hagrida uniewinnili - pokiwał głową Lee. - Knot mówił Dumbledore'owi, że to nie była jego wina, że zwierzę zaatakowało ucznia.
- No to chyba dobrze, nie? - spytała Mitzy, patrząc to na Lee, to na Pandorę, ale oboje pokręcili głowami.
- Dla Hagrida niby dobrze, ale kara spotka Hardodzioba.
- Jaka kara? - szepnęła Madlene, aż bojąc się uzyskać odpowiedzi.
Lee milczał dłuższą chwilę i patrzył w ziemię, a nikt nie miał odwagi go popędzać, kiedy jednak nie odzywał się kolejne minuty straszna prawda spadła na wszystkich jak ciężar istnienia.
- On... - zaczęła Angelina niezwykle wysokim jak na nią głosem. - On będzie...
- Stracony - dokończył Lee.
Madlene zasłoniła sobie usta ręką, a Pandora wydała z siebie stłumiony okrzyk, natomiast Fred i George pobladli ze złości.
- Kiedy? - spytał jeden z bliźniaków przez zaciśnięte zęby.
- Dziś o zachodzie słońca, z tego, co usłyszałem - odparł Jordan.
- Wszystko przez tego cholernego, małego, szczurowatego dupka - wysyczał George. - Teraz pewnie panoszy się po szkole i rozpowiada wszystkim, że Hardodzioba stracą i to dzięki władzy jego ojca.
- Niech no ja go dorwę w swoje szlamowate rączki, to pożałuje, że kiedykolwiek przekroczył próg tego zamku! - wykrzyknęła niespodziewanie Mitzy, po czym zerwała się na równe nogi i pobiegła w stronę głównego wejścia, pozostawiając szóstkę przyjaciół w całkowitej konsternacji.
___
Strzeż się, Mal-fuj. Mitzy wkracza do akcji.
REKLAMA!!
zapraszam na moje dA - pojawiły się 2 nowe prace! ;D
|
|
|
|
[4]- tak się rodzą uczucia (te dobre i te złe)!
|
Madlene sama nie wiedziała, kiedy SUMy dobiegły końca. Z całego tego chaosu pamiętała tylko towarzyszący wszystkim stres, który sprawiał, że nawet najwięksi szkolni twardziele wymiękali na salach przed egzaminującymi ich czarodziejami. Nie miała pojęcia, jak poszły jej poszczególne testy ani jak wypadła na egzaminach praktycznych, zupełnie tak, jakby ktoś wyciął jej z pamięci spory fragment wspomnień.
- Zazdroszczę ci - westchnęła Mitzy, gdy Madlene zwierzyła podczas spaceru na błonia jej się z owego dziwnego uczucia. - Ja też chciałabym, żeby ktoś wyciął mi te ostatnie dni z głowy, przynajmniej nie martwiłabym się wszystkimi wpadkami.
- No nie wiem - zaprzeczyła Madlene, ale ani ona, ani Mitzy nie poruszały więcej tego tematu.
Ostatnie dni przed wakacjami jak zwykle płynęły wszystkim spokojnie i leniwie. Uczniowie snuli się po zamku rozprawiając o tym, jak spędzą wakacje, a na lekcjach pojawiali się tylko ci najwytrwalsi, którzy nie chcieli popsuć sobie reputacji nieodpowiednim zachowaniem. Wśród nich była oczywiście Mitzy, co dawało Madlene, Angelinie i Pandorze powód do szyderczych komentarzy i złośliwych chichotów puszczanych przez blondynkę mimo uszu.
- Lepiej zajmijcie się sobą, zamiast tak ciągle rozprawiać o mnie i moim zachowaniu - odparowała za którymś razem, gdy Pandora skrytykowała jej zakuwanie na dwa tygodnie przed końcem szkoły. - Ja przynajmniej mam pewność, że zdam SUMy, czego nie można niestety powiedzieć o niektórych z was - dodała, patrząc wymownie na Madlene.
- Do czego pijesz? - zapytała szatynka nie mogąc zapanować nad uporczywym chichotem.
- Do niczego - wzruszyła ramionami Mitzy i wróciła do lektury.
Na chwilę pośród dziewcząt zapadła cisza przerywana ćwierkaniem ptaków dobiegającym z Zakazanego Lasu, szumem jeziora i rozmowami innych, oddalonych nieco od nich uczniów.
- Hej dziewczęta! - rozległ się nagle czyjś znajomy, radosny głos i znikąd pojawił się Fred w towarzystwie brata. Obaj mieli niezwykle zadowolone, rozanielone wręcz miny.
- Jak jest? - spytał George, oddychając głęboko świeżym powietrzem. - Czujecie? To zapach wolności...
- Nie świruj - mruknęła Mitzy. - Mamy jeszcze dwa tygodnie szkoły przed sobą, wszystko może się zdarzyć...
Madlene przewróciła tylko oczami, ale George zrobił oburzoną minę.
- Jak możesz tak grzeszyć, dziewczyno?! - wykrzyknął dramatycznym tonem. - Przecież to obraza dla świata!
- Ekhm - Fred odchrząknął w stylu profesora Lupina i zwrócił się do niej tym samym co on spokojnym, uprzejmie zdziwionym, lecz również kąśliwym przez to tonem. - Chcesz powiedzieć, panno Carrington, że ty się UCZYSZ?
Mitzy spojrzała na niego wyzywająco i uniosła wysoko głowę.
- Tak - odparła pewnym siebie głosem.
- Uhm - westchnął Fred i spojrzał na nią pełnym współczującego zrozumienia wzrokiem, który sprawił, że wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Madlene natomiast ukradkiem zerknęła na śmiejącego się George'a i poczuła jeszcze większą radość pomieszaną z ukłuciem dobrze znanego jej, przyjemnego uczucia. Chłopak dostrzegł jej wzrok i kątem oka spojrzał na nią, mrugając doń łobuzersko okiem. Panna Lazare nie mogła nic poradzić na wypływający na jej twarz rumieniec.
______
NOWA NOTKA!! Niesamowite, że w końcu wzięłam się w garść i ją napisałam. O.o Jest całkowicie laserska, bo stworzona tylko z potrzeby kontynuacji opowiadania. Czyli, tłumacząc łopatologicznie, chciałam napisać, ale nie wiedziałam co i podczas pracy wyszło TO co powyżej. ._. Ale mam nadzieję, że następne notki będą lepsze.
WAKACJE! XD
gif- Mitzy. :]
|
|
|
|
[3]- egzaminy, egzaminy, nic nie umiem!
|
Madlene postanowiła zejść razem z Mitzy na śniadanie i bardzo szybko tego pożałowała, gdyż przyjaciółka co chwilę otwierała torbę, do której zapakowała wszystkie możliwe książki i wyjmowała jedną z nich, by sprawdzić, czy aby na pewno umie wszystko lepiej od samych egzaminatorów. Było to o tyle denerwujące jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż Mitzy NAPRAWDĘ była tak zdolna, że z łatwością pokonałaby niejednego ucznia z siódmej klasy w pojedynku i jej panika sprawiała, że Madlene wydawało się, że wie mniej niż wiedziała wcześniej.
Podczas śniadania nikt nie odezwał się słowem, wszyscy natomiast siedzieli z nosami w książkach albo powtarzali szeptem zaklęcia, co sprawiało, że woda w pucharach puszczała bąbelki jak napój gazowany, a pieczywo minimalnie zmieniało swój odcień na ciemniejszy. Madlene zupełnie nie mogła się uspokoić.
Nagle do Wielkiej Sali weszła trójka najbardziej wyluzowanych uczniów, jakich ziemia magiczna kiedykolwiek nosiła; Fred i George Weasley'owie oraz ich przyjaciel Lee Jordan. Wszyscy roześmiani od ucha do ucha, z rozwiązanymi krawatami i twarzami pozbawionymi jakiegokolwiek stresu. Z radosnym powitaniem zasiedli przy stole Gryffindoru; Fred i George po obu stronach Mitzy, a Lee naprzeciw nich, obok Madlene.
-Co jest, Mimi?- spytał Fred obejmując blondynkę ramieniem i zaglądając do rozłożonej na stole książki.- Umiemy już wszystko, co do umienia możliwe?
-Bo jeśli nie, to możemy nauczyć cię jeszcze czegoś - dodał George i objął ją z drugiej strony.
-George ma miękkie poduszki... - zaczął ponownie Fred.
-...Na których będzie można poćwiczyć - dokończył George, po czym obaj zaśmiali się i przybili sobie piątkę, natomiast Mitzy ze złością strąciła ich ręce ze swych ramion.
-Leczcie się - powiedziała i schowała się za książką.
-Mimi, nie złość się na nas - poprosił Fred z ironicznie zbolałą miną.
-Nie damy sobie rady na egzaminie bez twojego wsparcia - dopowiedział George.
-Och, dajcie jej spokój - powiedziała Madlene starając się, by jej ton zabrzmiał stanowczo, ale nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu.
Resztę śniadania spędziła na luźnej pogawędce z chłopakami i Angeliną, która dosiadła się do nich kilka minut później, natomiast Mitzy całkowicie odizolowała się od przyjaciół; schowana za księgą do Starożytnych Runów wcale nie dawała znaków życia.
Pół do dziesiątej, kiedy wszyscy uczniowie piątych klas stali pod drzwiami do Wielkiej Sali, zaczęto wzywać osobno dom po domu. Zniknęły dobrze znane cztery stoły, a na ich miejscu pojawiło się mnóstwo małych, jednoosobowych stolików poustawianych w kilkunastu długich rzędach. Filch stał przy drzwiach i pokazywał kolejnym uczniom ich miejsca. Madlene wylądowała trzy miejsca za Mitzy, natomiast tuż obok siebie miała Georga Weasley'a co dodało jej trochę otuchy. Gdy wszyscy usiedli, profesor McGonagall, która stała przy stole nauczycielskim obrzuciła Wielką Salę czujnym spojrzeniem, po czym powiedziała:
-Zaczynajcie.
Takim mało przyjaznym tonem i odwróciła klepsydrę do góry nogami.
________
o panie, produkuję te notki jak maszyna. ;D Ciekawe, jak długo to się utrzyma. ;p
gif- wyluzowani braciszkowie dwaj. ;D Uwielbiam bliźniaków. *-*
|
|
|
|
[2]- kto nie ma zegarka, ten śpi krócej.
|
-ZASPAAŁAAAM!
Nagły, niespodziewany krzyk w dormitorium był dla Madlene jak uderzenie w twarz z otwartej ręki. Zaskoczona i spanikowana chciała zrzucić z siebie pościel, ale z każdym ruchem plątała się w niej coraz bardziej i bardziej, aż w końcu spadła z łóżka owinięta w nią tak ciasno, że wcale nie mogła się poruszyć. Teraz do zdezorientowania zaczął dochodzić gniew.
-MITZY! - ryknęła Madlene, szamocąc się w purpurowej pościeli. - MITZY, JA CIĘ KIEDYŚ ZABIJĘ!!
-Co tam morderstwo, spóźnię się na egzamin!
Blondynka biegała spanikowana po całym dormitorium siejąc spustoszenie i zamęt niczym plaga szarańczy, a jej dzikie pląsy i okrzyki obserwowała zaspana Angelina Johnson i Pandora Scott.
-Jaki egza-a-amin? - spytała płomiennowłosa Pandora nie mogąc powstrzymać potężnego ziewnięcia.
-Ze starożytnych runów! - odparła w biegu Mitzy naciągając podkolanówki w barwach Gryffindoru na spodnie od piżamy.- Cholera jasna!
-Uspokój się, zdążysz... - rzuciła Madlene, której udało się w końcu wyplątać z morderczego kokonu i usiąść na łóżku.- Masz jeszcze kupę czasu.
-Kupę to wiesz gdzie się robi - warknęła całkowicie poważnym tonem, co momentalnie rozbudziło Angelinę i spowodowalo, że ryknęła niepohamowanym śmiechem.
Madlene pokręciła z dezaprobatą głową i także zaczęła się ubierać, lecz czyniła to spokojnie i bez narwanego pośpiechu tak więc zeszło jej o wiele szybciej niż Mitzy, która ciągle szukała poszczególnych części swojej garderoby po całym dormitorium.
-Mitzy, o której ty w ogóle masz ten egzamin? - spytała niespodziewanie Angelina, siedząc w dalszym ciągu na swoim łóżku i podziwiając wyczyny koleżanki.
-Pół do dziewiątej - odparła zabiegana blondynka i poczęła tarmosić za pas swojej torby, która utknęła pod łóżkiem.
-No, to usiądź na chwilę, bo jest dokładnie siódma dwanaście. Słyszysz? S-i-ó-d-m-a - wyrecytowała Angelina, patrząc na Mitzy jak na nienormalną. - Nie ósma. Dziewczyno, jak ty żyjesz? - spytała na koniec i opadła na poduszki z teatralnym westchnieniem wyczerpania.
Pandora również pokręciła z niesmakiem głową i zasunęła zasłony swojego łóżka, co prawdopodobnie miało świadczyć o całkowitym odizolowaniu się od Mitzy i jej szalonego świata.
Natomiast sama Mitzy upadła na podłogę z trupim wyrazem twarzy. Było to połączenie całkowitego zmęczenia, ulgi i świadomości, jaką jest niezorganizowaną panną. Madlene kucnęła obok niej ze złośliwym uśmiechem na twarzy.
-A ja mówiłam, żebyś kupiła sobie budzik, który bije młotkiem po głowie, dopóki nie wstaniesz - wyrecytowała. - Mówiłam, ale nieee, Mitzy wie lepiej, bo Mitzy to Panna Wiedząca Wszystko Najlepiej.
-Zamknij się - dobiegł ją spod blond czupryny pełen złości i skruchy pomruk.
________
gif- bazgroł made by me, czyli upadła Mitzy i Madlenka. ^^
|
|
|
|
[1]- Madlene vs Mitzy
|
-Ja tego nie zdam!
Przeciągły jęk przeszył jak strzała śmierci ciszę w Pokoju Wspólnym Gryffindoru i odbił się echem od otępiałych nadmierną nauką głów. Dziesiątki nieprzytomnych oczu wyrwanych z upojnego letargu wbiło pełne wyrzutów spojrzenia w szczupłą blondynkę z rozwichrzonymi od zbyt intensywnego pocierania włosami, która z przerażeniem wpatrywała się w rozłożone przed nią stosy pergaminów i co chwilę brała do ręki inny, by przyjrzeć mu się jeszcze dokładniej.
-Co, co jest...? - spytała otępiała szatynka, wygrzebując się spod sterty książek i kawałków papieru. - Czego mi nie dasz?
-Jezu, Madlene - prychnęła blondynka. - Jak możesz zasypiać podczas nauki, kiedy jutro mamy egzaminy? Skąd sie w tobie bierze taki spokój?
-Zabrałam cały tobie, żeby niepotrzebnie nie wyrwać sobie wszystkich włosów - odparła spokojnie szatynka, przecierając zaspane oczy. - Po co tak się przejmujesz? Przecież masz najlepsze oceny wśród wszystkich uczniów piątych klas.
-Przejmuję się! - blondynka założyła zaczepnie dłonie na biodra gotowa do kłótni. - Może to dla ciebie dziwne, ale naprawdę się przejmuję, bo te egzaminy decydują o mojej przyszłości! Od ilości zdobytych SUMÓW zależy, jakie przedmioty będę mogła kontynuować, co rzutuje potem na pracę, jaką będę chciała wykonywać po ukończeniu szkoły!
Madlene tylko na nią spojrzała.
-Odnoszę nieprzyjemne wrażenie, że próbujesz wciągnąć mnie w wir nauki - powiedziała spokojnie. - Proszę cię Mitzy, uspokój się. Weź parę głębokich wdechów i policz od jednego do stu i na odwrót. Potem zaparzę ci ziółek, zjemy razem resztę tych ciastek, które zostały po imprezie i ze spokojem na naszych anielskich buźkach pójdziemy spać, by jutro na luzie podejść do egzaminów.
-Na luzie! - Mitzy nastroszyła się jak rozjuszony kogut. - Jak mam, według ciebie, podejść na luzie do egzaminów, które są tak ważne i...
-Mitzy - przerwała jej Madlene z resztkami cierpliwości uciekającymi z twarzy. - Proszę cię. Ja też się denerwuję, ale z łaski swojej, nie potęguj tego. Mam dość własnych stresów, żeby jeszcze użerać się z twoimi. A teraz zostaw w cholerę te książki i chodź do dormitorium chłopaków, może mają jakieś kremowe piwo na składzie.
Mitzy próbowała protestować, ale Madlene pozostała niewzruszona, tak więc po kilku minutach dziewczyny zaczęły wygrzebywać się z pomocy naukowych rozrzuconych w całym kącie Pokoju Wspólnego, który zajęły i skierowały się ku klatce schodowej.
Mitzy już po pierwszej butelce kremowego piwa poczuła, jak stres odchodzi i to nie ze względu na zawartość procentową tegoż napoju, ale dlatego, iż nastrój panujący w dormitorium chłopców był zupełnie inny niż w Pokoju Wspólnym. Wesoły. Rozluźniony. Całkowicie nie taki, jaki powinien być. Dlatego właśnie tak bardzo jej się spodobał.
Około północy dziewczyny zdecydowały, że muszą iść, a właściwie to było to postanowienie Mitzy.
-Musimy się wyspać - wyjaśniła, ciągnąc przyjaciółkę za rękaw bluzki. - Na luzie, czy nie na luzie, ale jak będziemy nieprzytomne, to nic z tej całej akcji odstresowującej nie będzie.
Madlene westchnęła i podniosła się z łóżka Lee Jordana.
-Racja, idziemy. Dzięki za piwo. I powodzenia jutro.
______
no i mamy pierwszą notkę. :)
gif- Pokój Wspólny Gryfonów... ale bez Gryfonów. ;D
|
|
|
|
Madlene Lazare
|
Żyjąca skromnie i zgodnie z prawem, do czasu uświadomienia sobie sensu istnienia.
Chuda jak wafel, mądra jak jasny pieron, bystra jak woda w szambie.
Zwą ją Mózgotrzep.
Lubi czarować, bo "czary są fajne".
Głęboko szanuje mugolskich filozofów, a najbardziej pana Fryderyka Nietzschego.
Nigdy nie przeszłaby na stronę zła, bo nie chodzi na łatwiznę. Woli się troszkę powysilać.
Obiad jej się cofa, gdy musi patrzeć na bulgocące w jej kociołku breje, natomiast gdy przychodzi wpychać jedzenie do oślizłych gardzieli gumochłonów pozostaje niewzruszona.
Eksperymentuje na każdym kroku; ze stylem, z magią, z nowymi informacjami. Trochę przez to punktów straciła...
Mocno zakochana w pewnym rudym dowcipnisiu. Z wzajemnością.
Gdy była malutka, wrzuciła siostrze ziarna rącznika do soku z dyni. Biedaczka, do tej pory straszy ją po nocach.
Uwielbia, gdy całuje ją po szyi.
Tak, ten pixelowy portret to Madlene.
|
|
|
|
|
|
|