...Po odwaleniu prywaty przyszedł w końcu czas na jakiś wpis. To już rok...dopiero czy aż...? W sumie sama nie wiem. Przez ostatni bezpłodny twórczo okres w sumie niewiele się wydarzyło, jednak jest jedna rzecz, która spokoju mi nie daje...ale to chyba dobrze. W sumie nie wiem, cały ten shit z wcześniejszym pierdo****** o wielkiej miłości wydawał mi się śmieszny, po moich 'wielkich przeżyciach' jakoś nic za bardzo nie napawało mnie optymizmem, że kiedyś będzie 'bajkowo'...a jednak…? Jednak ktoś się pojawił...ktoś jest...był...wsystko wskazuje na to, że dalej będzie...?A tak naprawdę nic na to nie wskazywało...Ale co ja poradzę, że znowu sobie obrałam cel i musiałam go osiągnąć...? Tak to jest jak człowiek (szczególnie ja) sobie coś upier**** w tej głupiej głowie... A póżniej taka heca, że się zakochasz i nie ma odwrotu...Ale to dobrze...bo wcale nie chcę wracać... Bo jest ktoś, kto po części wypełnia moje życie i oddaje mi się prawie bezgranicznie =) Dlaczego raczej...? Bo jest ktoś, a raczej coś, co wydaje się ważniejsze dla niego, a może i nie...?Może tylko po prostu ja tak sobie ubzdurałam...? eh mniejsza z tym...nie będę sobie wmawiać...bo i tak wiem swoje...W ogóle dzięki niemu i temu jak mało czasu sobie poświęcamy, a właściwie jak mało mi on poświęca, a jak ja jemu wiele to nauczyłam sie, że życie jest zbyt krótkie, żeby siedzieć w domu i pierdzieć w kanapę...Dym, wypady na miasto do późna, pełen erotik, zakupy, gadanie o pierdołach, imprezy, alko oraz wszystkie inne przyjemności, jakie tylko sobie można wyobrazić...Wszystko to mnie omija wiecznie czekając, aż On się zjawie...I co tu dużo pisać...?Jednak dla takich chwil warto żyć...
cheers.
Poduszek sto, poduszek milion
Zapadam sie powoli, nie chce wracać, bo to boli
I śnie mój sen, sen na jawie
Pozostanę w nim tak długo jak tylko potrafię
Słyszę głos tam, gdzie Ty mówisz, że go nie ma
I widzę schody tam, drogę do nieba
I słyszę głosy ludzi, wszyscy mówią i bredzą
I widzę jak patrzą, ja wiem, że oni wiedza
Bo ja biegam po polach mojej świadomości
I wołam i krzyczę: tu nie ma nienawiści i złości!
To jest wolności miejsce, moje serce pełne jest miłości
Nic więcej
Na początku zrobiło mi się słabo...Potem mama wyjaśniła, że on nic nie wie...że tak będzie dla niego lepiej...że z niewiedzą zostanie mu więcej czasu...żebym się nie wygadała i nie walnęła czegoś głupiego, jak to mam w zwyczaju...Jednak teraz zastanawiałm się jak bym zareagowała, gdybym dowiedziała się, że mam raka i, że niedługo umrę...że nawet nie ma sensu z tym walczyć...?Czy załamałabym się i czekała na śmierć...? Czy żyłabym tak, jakby każdy dzień miałby być moim ostatnim...? Czy poprosiłabym wszystkich, których skrzywdziłam o wybaczenie, nagle odnalazła boga, a potem skoczyłabym na bungee...?A może wydałabym całą kase na podróż na Karaiby...?A może w ogóle bym się wolała nie dowiedzieć o niczym tak jak w tym przypadku...?Prawda jest taka, że dopiero w momencie krytycznym przypominamy sobie o swoich marzeniach i bliskich...Kiedy dowiadujemy sie, że jest z kimś źle, momentalnie dzwonimy, jedziemy, odwiedzamy, żeby nktoś poczuł odrobine dobroci z naszej strony...(w sumie ja bym na pewnie poczuła - litość , no, ale to ja)...Jednak, kiedy z naszymi bliskimi jest wszystko w porządku, szczerze nas wali co u nich słychać, jak żyją i czy czegos potrzebują...Czy zastanawialiście się ile razy powiedzieliście do rodziców 'kocham was'...nie wliczając dnia matki i ojca...? (chociaż w moim przypadku nawet nie pamiętam żadnej takiej chwili)...Dlaczego często tak jest, że zaczynamy zauważać swoje marzenia wtedy, kiedy już nie mamy na nie czasu...?(Ja je widzę, ale nawet nie staram się ich spełnic)Dlatego chyba muszę się ogarnąć - w koło jest mnóstwo ludzi, na których mi zależy...fajnie by było dbać o nich i spełniać siebie i swoje marzenia...Przecież po części o to w życiu chodzi...?
Zabrali mu słońce pierdolone słońce...!
tak radosne i tak gorące...
zabrali mu słońce i poznali z nocą,
No odpowiedz kurwa powiedz mi po co...?!
zabrali mu wolność i zaufanie...
Poczuł zmęczone oczy...alkochol go zaskoczył...
Ostatni o wracając ze szkoły spotkała mnie dziwna i zarazem dająca do myślenia sytuacja...Stwierdziłam, że Polska nie jest jednak gotowa na pewne sprawy...A już w ogóle nie wspominając o starszych ludziach...Ej no i jak tu byc tolerancyjnym narodem...?Ale wracając do sytuacji...wracałam sobie spokojnie ze szkoły. miałam do wyboru iść przez błotniste podwórko - krócej, albo po chodniku - dłużej...Jak to ja - wybrałam oczywiście błoto...W słuchawkach śpiewa mi namiętnie Michael Buble piosenkę 'feeling good', i jak tu nie śpiewać z nim...?To idę sobie i śpiewam ujebana po kolana w błocie...przchodząca obok mnie starsza pani z psem spojrzała na mnie jak na pojebaną i odwróciła wzrok mrucząc pewnie pod nosem: 'co za młodzież'...Cie kawe jak byście zareagowali na kogoś, kto idzie po chodniku tańcząc i śpiewając, kogoś, kto jest szczęśliwy...tudzież 'pojebany'.. .? Zastanawiam się, dlaczego zawsze staramy się dostrzegać to, co złe, nie patrząc na to jak naprawdę jesteśmy zajebiście szczęśliwi...? Ja nie mam faceta, w chuj kasy, dobrych ocen w szkole, czy rodziny z reklamy kostki 'knor'...al e jestem szczęśliwa, bo mam oczy, które widzą, uszy, które słyszą i serce, które jest wolne i otwarte na wszystko. nawet za cenę ujebanych błotem butów...=/
Żadna **rwa nie ma prawa ograniczać...! ani mnie ani Ciebie za grzechy rozliczać...!
Robie po swojemu wszystko tak jak chcę, robie po swojemu, ale z głową dobrze wiem...!
...nie wiem kiedy ten czas leci. nie wiem i boję się zapytać,a właściwie dokąd on leci...? gdzie jest ten miniony czas...? tylko w miłych wspomnieniach, zdarzeniach, które nadają nam wyraz...? tylko...tylko, że zawiodłam się...znowu...I chyba tego tak bardzo się bałam...podejmując decyzję, tak bardzo nie chciałam tego żałować...Wiedziałam, że ten moment nastąpi, że będzie wahanie...no i nastąpił ten wspaniały moment, kiedy zaczęłam tęsknić do oczu...szkoda...?Nie wiem...Dobrze, że dookoła tyle zajęć - zapominam o 'tym' wszystkim, o tych ludziach, o sobie, o tym, że tak boli...i nie użalam się nad sobą...chyba tylko tutaj, kiedy milczą usta, ręce działają ze zdwojoną siłą...Aż ogarnia mnie satysfakcja...Powinnam być jak wyrocznia...zawsze wiem co się stanie, a i tak pcham się tam, gdzie nie powinnam...Na początek sielanka...później mniejsze upadki, ale zawsze...wreszcie uczucie, które początkowo starałam się 'trzymać na dystans' ogarnęło mnie całkowicie i...zostało odrzucone...a zapomniałam - dopiero zostanie...! Ze mną jest naprawdę coś nie tak...lubię, kiedy zaczynam coś czuć do drugiej osoby, kiedy ona to odwzajemnia, lubię okres poprzedzający związek między dwojgiem ludzi...a potem to odrzucenie...To tak cholernie boli...Ale przez to staję się bardziej dumna...Ale czego tylko ja muszę być przygotowywana AŻ tak bardzo...To wcale nie prawda, ze jestem AŻ tak silna...ale mam swoje zasady i nie pozwolę się skrzywdzić...! A, to że mam podejście do miłości takie jakie posiadam to już nie moja wina - wina doświadczeń, moje złe doświadczenia po 'wielkich uczuciach' jak widać nie wniosły nic dobrego, prócz strachu...Dlatego moje nastawienie na ogromne uczucie, zawsze bycie razem i bujanie w różowych okularach, przestało się liczyć...! Jeśli jednak pojawi się ktoś, kto zechce pomóc zbudować moją nową wiarę - Podziękuję...!A teraz czas na kilka chwil ze sztucznym bananem przy ustach i podniesioną głową, że niby nic wielkiego się nie stało, a ja stałam się jeszcze silniejsza niż wcześniej...
...Już miesiąc szkoły...Cholernie się bałam tego powrotu...A może nie tyle co bałam, tyle tylko, że wracać tam nie chciałamot co...!No, ale...Nie ma sensu się tu rozczulać...Znowu zobaczyłam twarze niektórych ludzi, tych których wcale nie miałam ochoty widzieć...! A mam to w D****...nie tylko oni są na tym świecie...A tak naprawdę zaczynam się zastanawiać czy jest kto kol wiek taki, który nie byłby w pewien sposób **ujowy...? Myślałam, że tacy są, ale...ale jednak chyba nie...Tak jest, że wszystko traci sens, gdy się dowiadujesz nieodpowiednich rzeczy, od nieodpowiednich osób, w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim momencie...Ostatnio w ogóle wszystko stało się nieodpowiednie...W dodatku zaczyna brakować czasu na małe przyjemności...nie tylko mi, ale także innym...Nie mogę zdzierżyć tego jak czasami pozory bardzo potrafią zmylić...Ja chyba jednak nie znam się na ludziach...
...Zawsze chciałam napisać notkę o ideale mężczyzny...O takim moim ideale...Pewnie coś bazgrałam mniej więcej o tym już we wcześniejszych notkach, ale przydałoby się to złożyć jakoś do kupy, w coś konkretnego, w coś, co by miało ręce i nogi...W ogóle to na początku zapomnijmy o tym, że idealny facet zauważa podcięte o 1 cm włosy...nowy błyszczyk do ust, a już w ogóle zapomnijmy o tym, że zauważy nową żółtą bluzkę, która przecież jest całkiem inna niż ta z zeszłego roku w kolorze cytryny...=) Nie łudźmy się tez, ze będzie pamiętał co robiliśmy 15 maja 3 lata temu, no chyba, że to był np seks w ubikacji...I co ideał faceta...? Chwila jaki ideał...? Ideały przecież nie istnieją...? Hmm...no, ale jeżeli już by był to oczywiście mój ideał musi być mężczyzną...xD ale pewnie to was nie dziwi...xD jednakże wspominam o tym bo samo posiadanie wacka nie czyni z osobnika płci męskiej mężczyzny...=)Prawdziwy mężczyznapodaje kobiecie płaszcz, schodzi przed nią i wchodzi za nią po schodach, otwiera jej drzwi, ustępuje miejsca czy to w autobusie czy gdzie kol wiek indziej i nigdy nie pozwoli kobiecie zapłacić za kolacje...Prawdziwy mężczyznakąpie sie przed pójściem do łóżka i nigdy nie uprawia seksu w skarpetkach...xDPo wszystkim otula Cię ramieniem i nigdy nie zadaje głupich pytań w stylu"czy było ci dobrze?", "doszłaś?"...=/ Mój ideał to taki ktoś, kto zrozumie, dlaczego zdarza mi się płakać, kiedy nawet nie ma powodu, który śmieje się ze mną, kiedy nawet nie ma z czego...Czasami będzie się zachowywał ze mną jak gówniarz i zrobi coś szalonego...Musi mnie rozumieć bez słów, albo przynajmniej udawać, że tak jest...=)Mój ideał jest piękny dla mnie musi mieć to coś, dobrze jak ma fajne ciało, najlepiej już w ogóle jak gra w nogę albo jest mundurowym...=) Nie musi być bogaty i zabierać mnie nie wiadomo gdzie...na te ch***** ostrygi z kawiorem...=/ Czasem fajnie po prostu posiedzieć na jakimś zadupi i pomilczeć...ale żeby tego milczenia nie było za wiele to mój ideał powinien umieć rozmawiać, ale nie o pogodzie...Powinniśmy mówić sobie co nam sie podoba, a co nie...W związku...W życiu, wszędzie...Musimy umieć powiedzieć sobie otwarcie, czy nadal się kochamy, mówić o swoich wątpliwościach, obawach, marzeniach, problemach...Mój ideał po prostu mówi...=)Chcę czuć się bezpiecznie ze swoim ideałem, powinien umieć się postawić, powinien być niezależny i spontaniczny...Kiedy trzeba czuły i słodki, a w innych okolicznościach cwaniak i cham...Nie lubię romantyzmu, ale czasami nie zaszkodzi...Mój ideał jest szalony i ma swój styl, robi głupie rzeczy i popełnia błędy, ale szybko je naprawia...Jest trudny do okiełznania, ale daje się ugłaskać od czasu do czasu...Nie jest pantoflem, ale spełnia moje prośby...Mój ideał jest dla mnie wyzwaniem, daje mi do zrozumienia, że oboje musimy sie o siebie starać, żeby nic nam nie zgasło wcześniej niż powinno...=)
I co...? Zbliża się już do końca pierwszy miesiąc wakacji...i dupa...=P Prawie nic sie nie działo...Ehh...Obóz treningowy,a po powrocie zimno...nawet na basen nie ma jak pójść...od czasu do czasu jakaś impreza sie trafi...No niby nie jest nudno, a jednak...=/ Co tu robić...? Jeszcze w planach Kraków...Zobaczymy czy wypali...=) Pozytywy wakacji...? Cóż poznałam na obozie i poza nim wielu ciekawych ludzi...z tym, że ci mniej ciekawi też się trafili...no, ale...Tak jest zawsze...xD Poza tym to poczułam się taka trochę niedoceniona...no, ale to może zostawię i tak nic sie nie wyjaśni...nie ważne...!! Chyba muszę się do tego po prostu przyzwyczaić...=))Poza tym to ciekawy wniosek wysnułam...w ogóle ostatnio nachodzą mnie świetne refleksje na notki...chyba będę zapisywać te inteligentne pomysły...=)) To wszystko jest takie pierdolnięte...xD Chodzi o to, ze w dzisiejszych czasach nie będąc lachonem nie masz szans...=/ Jeśli nie masz długich, szczupłych nóg i urody modelki jesteś nikim...? Możesz sobie być piękna dla siebie, ale inni i tak wytkną ci twoją brzydotę, otyłość, krzywe zęby, duży nos...Nie czaje tego...=|Skończyły się czasy Exupéry'ego, który pierdolił w "Małym Księciu", że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu...Teraz zaczęły się czasy hiphopowych skurwysynów, którzy chcą by laska miała "stajla" i była suczą...Teraz najważniejsze jest, kiedy gibki lachon wije się wokół rury i kręci dupą...Pozostało mało facetów, a będzie ich coraz mniej, którzy doceniają to, co jest poza cielesnością... I co...? A niby każdy pierdoli, że trzeba być po prostu sobą...na szczęście, że istnieją jeszcze tacy ludzie...ehh już kiedyś pisałam o tych pieprzonych stereotypach więc nie będę się powtarzać...No przecież jak ktoś czuje się piękny to po prostu taki jest...Sam w sobie powinien się czuć najlepiej... Czasem przechodzi mi przez myśl, patrząc na inną osobę, powiedzieć: to jest to, taką właśnie chciałabym być...Codziennie mijam się i rozmawiam z "moimi" ideałami kobiet, codziennie myślę o tym jak by to było być jedną z nich....Jednak zauważam, że tak naprawdę wszystkie jesteśmy idealne...=) Czasem przechodzi mi przez myśl powiedzieć dziewczynie z autobusu: 'zrób coś z włosami, zmień makijaż, zrób coś z sobą...'Jednak po chwili widzę, że skoro ona czuje się z tym piękna, to nie mam prawa burzyć jej ideału....nie...?? Czasem zastanawiamy się jak to jest, że widząc brzydką dziewczynę z przystojnym facetem, mówimy: 'taki fajny facet, a taki pasztet prowadzi,' a prawda jest taka, że to jest właśnie, to, co odróżnia nas od zwierząt...Umiemy czuć, a nie polegać na mylnym zmyśle wzroku...=))
Życie nie jest,
ani lepsze,
ani gorsze,
od naszych marzeń,
jest po prostu inne...