Blog: 398016 blogów  Forum: 162807 postów  Galeria: 92934 zdjęcia !  On-line: --

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc

Blog: SZUFLADA WSPOMNIEŃ

strona główna

spis treści

tytuł notki

następna >>

archiwum 2005
archiwum 2006
archiwum 2007
 
 
..::KSIĘGA GOŚCI::.. i_nie_tylko
..::BEZGLUTENOWO::.. kraina_dla_takich_jak_ja
..::CHĘTNIE CZYTAM::.. odwiedziny_bardzo_wskazane
..::CHĘTNIE_ZAGLĄDAM::.. odwiedziny_wskazane
..::LINKI I SZNURKI::.. bliskie_memu_sercu
..::MOJE SŁABOŚCI::.. przecież_każdy_je_ma
..::OBOWIĄZKOWE::.. zawsze_warto_pomagać
..::POEZJA::.. miód_dla_duszy
..::SŁUCHOWISKO::..
..::WEHIKUŁ CZASU::..
Raczej skłaniam się ku sprzątaniu życia więc i bloga chyba sprzątne ... trochę mi będzie brakowało... U mnie źle jak zawsze a z newsów to może to , że robię WRESZCIE prawo jazdy ... no właśnie, robię ale czy zrobię i czy stać mnie będzie na poprawki? Drugi news ... wzięłam się za rękodzieło i wyrabiam ręcznie artystyczną srebrną biżuterię ... najbardziej lubię kolczyki. Trzeci news wreszcie zdobyłam się na wolontariat i już nie odpuszczę , skoro nie potrafię znaleść pracy a niektórzy traktują mnie jak śmiecia z tego powodu , to będę pracować tyle że za darmo. Może na biżuterii zarobię na śniadanie lub bilet. Teraz całuję wszystkich moćno i uciekam - jeszcze wrócę na sprzątanko...

[komentarze]  (6) [08:34 01/02/07]
Może uda mi się niedługo pozbierać myśli i nadrobić zaległości, a troszkę ich jest ... póki co bardziej pod górkę niż z górki ale cóż tak bywa , teraz chyba może być już tylko lepiej... pozdrowionka...

[komentarze]  (6) [17:40 30/11/06]
...A TERAZ PRZYSZŁA PORA NA GRECJĘ !!! Mam nadzieję, że będzie równie pięknie jak we Francji ...

[komentarze]  (25) [14:50 13/10/06]
... lazurowe wybrzeże ... wracam za tydzień ... mam nadzieję, że szczęśliwa i że wtedy znowu będzie mi się chciało zacząć pisać i żyć ... BUZIACZKI DLA WSZYSTKICH ...

[komentarze]  (4) [stworz. 10:52 24/09/06 
mod. 14:58 13/10/06]
Właśnie, w sercu burza a wyrosły mi skrzydła... kto wie ten zrozumie, kto wie ten utuli i kto wie ten wysłucha... Czas leci nieubłaganie a w końcu są już siły na przeorganizowanie życia, na zmiany, na końce i początki! Jest miejsce na stare i nowe przyjaźnie, jest miejsce na uśmiech i na łzy, lecz miejsca na miłość być nie może choć miłość jest... Zamiast motyli w brzuchu wyrosły mi skrzydła i nikomu nie dam ich uciąć... Nie dam sobie podciąć skrzydeł nigdy więcej, wole być egoistką czekającą na poryw miłości, nie chcę trwać w tym starym życiu do późnej starości w takim stanie jak jest... chcę by miłość (jakakolwiek...) była radosna, upojna, młoda, moja... Każdy anioł ma swojego diabła - ja też... Wciąż czekam ale to czekanie już nie męczy i już nie boli, bo nastąpiły zmiany (we mnie)... bo znowu w uszach gra mi muzyka i znowu czerpię przyjemność z banalnego utworu i znów rozczulam się nad smutną piosneczką o nierealnej miłości... Znowu piszę, zowu czytam, znowu się uśmiecham, choć często przez łzy, to jednak teraz juz potrafię dostrzec i oddzielić dobro od zła... Będę egoistką... chyba, że spotka mnie miłość bezgraniczna, bezinteresowna i szalona... taka dobra i ciepła aż po życia kres... będę i to mi się należy jak nigdy dotąd... Przytulam się do koszulki i głaszczę wspomnienia... próbuję się pozbierać i powolutku zaczyna się nowe życie... Gdyby nie tchórzowska natura wzięłabym byka za rogi i byłabym już do końca życia szczęśliwa pomimo cierni losu... wiem co powinnam ale boję się zaryzykować... więc wolę poczekać może życie samo powie a tymczasem będe pielęgnować moje skrzydła z miłością w oczach...

Dzisiaj imieniny Vixi - hmmm :)

"skłamałam od tak całkiem niewinnie, byś chwilę był mój, byś tylko był przy mnie...
... o nie wogóle nie czuję się winna, nie byłabym sobą gdy byłabym inna..." [Edyta Bartosiewicz]


[komentarze]  (12) [stworz. 11:19 21/08/06 
mod. 11:32 21/08/06]
A oto fotka Vixi z nad polskiego morza - Vixi kocha morze najbardziej na świecie i dalej jest pod jego wrażeniem a potem Costa del Chechło - kto wie ten zrozumie - może jeszcze uda się nad ukochaną Solinę a potem już tylko lazurowe wybrzeże i koniec wakacji...pozdrawiam wszystkich najserdeczniej z humorem na twarzy...a w ten weekend wyruszam szlakiem boskich barów - nie tylko tarnogórskich z przyjaciółką u boku - znikam...

---------------------------------  --------------
DODANO PÓŹNIEJ
---------------------------------  --------------

Więc tak...Najpierw były Mazury: Susz ale tylko szybciutkie trasy, potem Warmia: Reszel,ach i była też Iława a następnie już docelowa Pogorzelica gdzie jechaliśmy z kabaretem na turniej tenisowy artystów i aktorów...piękny ekskluzywny hotel pełen tych co świecą na firmamencie...5 pięknych dzionków i wieczorów...z kabaretem Rak...oraz między innymi...Strasburgerem, Stockingerem, Zborowskim, Janowskim (ulubionym), Milowiczem, Cyrwusem, Borowskim, Malinowskim (kabaret koń polski), Dańcem, Sawką (rysownik - również ulubiony), Gąsowskim, Stanem Borysem, Fedorowiczem (reżyser), Zbigniewem Górnym (przekochany) i więcej grzechów nie pamiętam...pewnie kogoś pominęłam...Za dnia turnieje tenisowe,hotelowe atrakcje, śniadania, obiady, spacery nadmorskie, salony gier (w których z moim mężczyzną bawiliśmy się na całego), pierwszy raz grałam w kręgle: co prawda z marnym wynikiem ale liczy się zabawa...ps.kto wymyślił te daremne niehigieniczne buty do kręgi...okropieństwo.Wieczorami spacery oraz cowieczorne pobyty z tymi wspaniałymi ludźmi w nadmorskiej knajpce,przy muzyce zespołu, którego solista zachwycał głosem,nie zawsze kompozycjami...tańce, drinki, piwo i wspaniała zabawa do późna...Pomiędzy tym wszystkim w pierwszy dzień pobytu były moje urodzinki,najmilsze pod słońcem,choć szkoda że z dala od przyjaciół,ale nie długo robimy imprezkę więc sobie odbiję...Piękny wypad,nie do zapomnienia dzięki mojemu ukochanemu urwisowi...Woda niestety zbyt zimna by się kąpać ale Hotel w którym mieszkaliśmy był Hotelem SPA więc korzystaliśmy z tych wszystkich wodnych uciech do woli...na deptaku zażeraliśmy się oliwkami przeróżnego rodzaju i popijaliśmy pyszne ciemne irlandzkie piwko...Najmilej wspominam wieczorne tańce z ukochanym i nie tylko...wytańczyłam się za wszystkie czasy...Nie myślałam że będzie nam na tym wyjeździe aż tak dobrze i aż tak pięknie...szkoda że tylko nie udało mi się skarba oderwać od telefonu,ale chyba nigdy mi nie pozwolą mieć go choć dwa dni tylko dla siebie...

Przy okazji były międzyzdroje rozkopane i zakurzone a na sam koniec okolice Gniezna - czyli ukochana Wielkopolska skąd pochodzę...no i powrót do domu...smutna rzeczywistość.

Urodziny mojego mężczyzny spędzone wspólnie we własnym gronie,zakończone niestety niespodziewanym atakiem mojego żołądka i prawie pogotowiem...wrócł Helicobacter i podejrzenie wrzodów,chyba niedługo nie wytrzymam tych wszystkich chorób,w międzyczasie mama w szpitalu, ojciec ledwo chodzi, na szczęście chociaż mój skarb czuje się dobrze...Teraz będzie Costa del Chechło z przyjaciółmi przez tydzień no i planowana urodzinowa podwójna imprezka moja i miśka...w międzyczasie jeżdżę do mojego ukochanego Pawonkowa i pielęgnuję warzywa,krzewy owocowe, robię przetwory z cukini, patisonów i innych potworków...Wieczorkami wypady nad okoliczny staw i grillowanie z przyjaciółmi...teraz tylko badania w szpitalu i Costa del Chechło...potem mam wielką nadzieję na pobyt nad ukochaną Soliną z moim mężczyzną,może bez telefonów i bez kontaktu ze światem bo rzadko jest zasięg - NARESZCIE...a na koniec podróż jak z bajki na dwie pary,Lazurowe wybrzerze...Piękne mam to lato, najpiękniejsze chyba...Potem może wreszcie praca, interes, fundacja, TPD i normalne domowe życie a może i coś więcej...W międzyczasie może uda mi sie spotkać z przyjacielem...i byłabym zapomniała - bardzo ważne w te wakacje - zyskałam drugiego przyjaciela...dziękuję...odzyskał  am uśmiech na twarzy..i kończę książkę

[komentarze]  (10) [stworz. 18:41 28/07/06 
mod. 18:36 30/07/06]
JUTRO OBRONA - NIC WIĘCEJ TYLKO TYLE!

dodano później:

PIĄTECZKA - NIC WIĘCEJ TYLKO TYLE!

[komentarze]  (12) [stworz. 17:07 22/06/06 
mod. 16:08 25/06/06]
Międzynarodowy Dzień Celiakii będzie imprezą rodzinną, piknikiem dla dorosłych i dzieci, podczas którego chcemy przybliżyć wszystkim uczestnikom i obecnym na nim mediom tematykę związaną z celiakią. Będzie to początek kampanii społecznej uświadamiającej naszemu społeczeństwu problem celiakii, celiaków i diety bezglutenowej. Mamy niepowtarzalną okazję głośno powiedzieć o chorobie, jej skali (1 % społeczeństwa), o kosztach diety, problemach z producentami i o tym wszystkim, z czym borykamy się na co dzień, a co najważniejsze jest ogromna szansa na to, że w końcu zostaniemy wysłuchani. Ponadto będzie to także wspaniała okazja aby spotkać i poznać inne osoby na diecie – serdecznie zapraszamy wszystkich do naszej kawiarenki bezglutenowej na imprezie.
Organizatorem Międzynarodowego Dnia Celiakii jest Fundacja "Celiakia", patronem naukowo-medycznym Instytut Matki i Dziecka w Warszawie (trwają rozmowy na temat podobnego patronatu z Centrum Zdrowia Dziecka i klinikami gastroenterologii dla dorosłych), a patronat medialny objęło Radio "KOLOR". Współorganizatorem obchodów jest serwis internetowy www.celiakia.pl.


Plan imprezy
12.00 - 12.30 powitanie uczestników, sponsorów, lekarzy i dietetyków, wszystkich zaproszonych gości przez Prowadzącego i przedstawicieli Fundacji "Celiakia", przedstawienie celu, planu imprezy oraz zaplanowanych atrakcji, rozpoczęcie zabaw interaktywnych z dziećmi
12.30 - 13.00 prezentacja producenta, rozmowa z Moniką Beck-Pietrzak na temat jej książki "Moje dziecko jest na diecie", odczytanie petycji do władz w sprawie problemów osób na diecie, rozmowa ze specjalistami
13.00 - 13.30 przedstawienie dla dzieci
13.30 - 14.00 występ Justyny Sieńczyłło i Emiliana Kamińskiego
14.00 - 14.30 prezentacja producenta, rozmowy z lekarzami na temat celiakii, pytania do dietetyków, ogłoszenie konkursu z nagrodami na temat diety bezglutenowej i celiakii
14.30 - 15.30 pokaz pieczenia chleba bezglutenowego w wykonaniu Michała Ogórka, rozmowy na temat problemów osób na diecie bezglutenowej, przedstawienie misji Fundacji, prezentacja petycji do władz, serwisu i forum internetowego
15.30 - 16.00 występ Pascala Brodnickiego pt. "Mój gość jest na diecie bezglutenowej"
16.00 - 17.00 prezentacja producenta, licytacja prac dzieci wykonanych podczas imprezy w kąciku plastycznym, zabawy interaktywne z dziećmi
17.00 - 18.00 występ kabaretu "Macież"
18.00 - 18.30 prezentacja producenta, rozmowy z zaproszonymi gośćmi na temat celiakii i diety bezglutenowej, rozstrzygnięcie konkursu na temat diety i celiakii
18.30 - 19.00 podsumowanie Międzynarodowego Dnia Celiakii

*** *** *** *** *** ***

Poza tym działo się dużo - o wiele za dużo by móc to streścić - goni mnie pisanie pracy ostatnie szlify właściwie - no i żyję od choróbska do choróbska ale pomimo tego do Warszawki jadę :) Masowanie się rozkręca kto wie może w końcu coś z tego będzie? Bo Vixi masażystką jest no i fizjoterapeutką :) Pozdrawiam was serdecznie i przepraszam za tą nieobecność, która jeszcze trochę potrwa - dodatkowo niedługo charytatywnie będę pracować w TPD w Katowicach i już się cieszę...tyle znajomych mordek. A w wakacje może uda mi się załapać na wolontariat w instytucji, która opiekuje się dziećmi z porażeniem mózgowym... Na razie tyle ciągle w biegu ale myślę o was wszystkich...a wczoraj do 2 w nocy robiłam gołąbki i co? Już dzisiaj połowa z nich wyfruneła bo naszły mnie kochane raczki wraz z mym mężczyzną i pochłonęli znaczną ilość...a dzisiaj pakowanko i do Warszawki - jejku jak się cieszę tylko chora troszkę jestem...papatki

[komentarze]  (21) [stworz. 17:18 20/05/06 
mod. 17:35 20/05/06]
Dziś modlitwa kopciuszka do Boga: o spokój duszy i serca,o uśmiech i oto by życie nie było głupim żartem.By zmarszczka smutku zniknęła z powieki a rana na sercu cofnęła się.

To był naprawdę piękny bal
I ja w sukience jak we mgle
Tyle dziewcząt innych znał
A wybrał właśnie mnie
I potem tylko na mnie patrzył
To był naprawdę Piękny bal
Wybrał z innych tylko mnie
(Tylko mnie)
a ja w sukience jak we mgle (tylko mnie)
Chcę jak z bajki życie mieć,
romantycznie wierzę w to że ja,
że ty wybierzeszesz mnie,
(Że to ja)
zdobędę wreszcie to co chcę.
Kiedy w oczy wieje wiatr
chcę już dziś już dziś
bo szczęście krótko trwa
Niepotrzebnie płyną łzy
i smutno bajlka kończy się
Gdy jest źle to dobry znak
gdy jest źle
Bo może znów lepiej być.
Kto jest kopciuszkiem ty czy ja?
(wybierz, wybierz raz mnie)
Co będzie gdy sie skończy bal?
Wiesz, że tu jestem w szarym tłumie znajdziesz mnie gdzieś.
(wybierz mnie)
Ciągle czekam na twój znak,
zgubioną w tłumie odnajdź mnie
Wśród tłumu odnajdź mnie.
Nim minie jeszcze jeden dzień.
Znów na złudzenia stracę czas.
(wiem)
Dziś wygram wszystko albo nic
(już czas Już dziś)
Ostatnią szansę dał mi los
(Ja wiem)
ja dobrze wiem, że są tysiące takich jak ja,
kiedy w oczy wieje wiatr
a ja
znów zwykły zrobię błąd.
Na swe złudzenia stracę czas
(lecz chcę dalej iść pod prąd)
czy mam dalej iść pod prąd
czy dalej iść pod prad
I wciąż szukać trudnych tras
czy może?
Czas już otrzeć łzy.
(otrzeć łzy)
Nie będzie źle musi lepiej być,
przecież teraz tę szansę mam
Może właśnie ja wygram dziś,
może właśnie wygram dziś
osiągnę wreszcie cel
będę robić to co chcę
i zrobię to co chcę.
Nim marzenia sprawdzą się
właśnie mnie
proszę wybierz mnie
Znajdź mnie
Jeszcze dziś
Już dziś (METRO)

Mało czasu mam,zbyt mało,piszę pracę,płaczę i mówią,że żyję..ale tylko mówią,bo ja nie czuję.Brak skupienia,poparcia i oparcia w kimś i w nikim.Potrzebuję kogoś,pragnę by mnie ktoś uratował,bo czuję,że powoli umieram,ale książe stracił swojego białego rumaka i nie przyjedzie po mnie,stracił mapę więc nie przyjdzie a moje łzy są słone moją miłością.Gubię się,tracę sens życia, tracę uśmiech,tracę wszystko.Nie jem,nie śpię,nie sprzątam i tylko obiad ma na czas ale to nie jest powód,by nie dostać słowem w pysk,nie potrafię się obronić nie mam siły.Proszę Boże wybierz mnie wiesz,że tu jestem w szarym tłumie.Może zabierz mi tą miłość,wlej chłód w me serce,bo wtedy nie będzie cierpienia.Nawet wstyd się komuś zwierzyć,bo po pierwsze nie uwierzą w inne jego ja(bo nawet on zwyczajnie nie zauważa tego w sobie i neguje to)poza tym wstyd przyznać się,że pozwala się najbliższej osobie na takie psychiczne poniżanie...nie mam siły nawet przytulić się do przyjaciela bo ile można i jakim prawem mogę go zalewać tyloma łzami..wstyd i ból duszy..prawie już nie ważę a mój ból jest cięższy niż moje 44 kilo a ostatnio było 49..ile mogę płakać?Nie chcę rad bo i tak ich nie jestem w stanie wprowadzić w życie,potrzebuję utulenia i uśmiechu jakiegoś życzliwego człowieka,który nie będzie krzyczeć prosto w mą zmartwioną twarz...brak mi siły na ratowanie tej miłości tak by wreszcie zadbać też o moje szczęście..brak mi sił na szkołę i boję się,że w tym stanie się nie obronię..ja potrzebuję spokoju,spokoju,spokoju..wsparcia i dobrego słowa a nie piorunów jego wściekłych słów.Bóg mi nawet nie pomoże,bo zbyt czarną jestem owcą...jak trwoga to do Boga..więc nie bo przed nim też wstyd..ale chciałabym by mnie znalazł i zabrał..zabrał gdzieś daleko stąd i dał siłę by zacząć życie od zera od nowa tak by nikt nigdy więcej mnie nie poniżył.On mówi,że przecież nie jest takim gnojkiem jakim ja czuję,że jest..może nie jest ale nie dla mnie,to dla innych ma dobre słowa i przytulenie serca i myśli a dla mnie już mu nie starcza dobrych emocji..za wszystkie niepowodzenia,błędy innych zawsze płacę ja...czemu nikt nie płaci za moje,czemu ja muszę sama..mam dość SŁYSZYCIE DOŚĆ i co?i tak nic nie potrafię z tym zrobić!

POMOCY...kocham go..

[komentarze]  (10) [09:55 27/04/06]
...z wsciekłością w oczach,z rozżaleniem,że biegnę i nie wiem gdzie,niekonsekwentnie biorę oddech i ważę każdy wspólny i niewspólny dzień,obsesyjnie boję się końca świata małej Vixi..potrzebuję bezpieczeństwa i bez niego chwieję się na nogach..pragnę spowiedzi życia ale czy ktowkolwiek udzieli mi rozgrzeszenia i czy ja go sobie udzielę?nie wiele rozumiem i nie wiele jeszcze potrafię,od jakiegoś czasu stoję w miejscu,bojąc się uczynić krok,by mnie ktoś znowu tak dotkliwie nie zranił,wiem,że powoli jestem gotowa na przebaczanie i na to,by mi przebaczono ale gotowa nie znaczy odważna...boję się wielu zdarzeń,nie tyle konsekwencji ale tej przyszłej teraźniejszości...kroczę każdego dnia po bezpiecznie wydeptanej ścieżce i czasami odważna chęć,powoduje odważny krok w stronę nowego,a nowe idzie,zbliża się nieuchronnie...czuję się w sercu stara i pomarszczona,boli każda blizna,zastanawia każdy uśmiech,czy oby jest szczery i czy ja potrafię się jeszcze sercem śmiać?Czasmi myślę,że nienawidzę ludzi choć tak bardzo ich kocham ale czasami obcy ludzie dają mi więcej radości niż bliscy ale to chyba chwilowe i małowartościowe i nie należy na tym budować fundamentu żadnych uczuć po wielkiej bitwie serca serc.Jedno wiem na pewno,że kocham i dla tej miłości jestem w stanie poświęcić całą siebie i wszystko co mam nawet moje szczęście...tylko czy nie będę miała do siebie żalu u kresu życia,że wybrałam walkę o miłość i szczęściu niedościgłam?Chcę by widziano we mnie kobietę jaką jestem,wrażliwą literacko uwięzioną w tym co jest i w tym co pisze że jest...wierzę,że przyjdzie dzień kiedy zakopię strach i odzyskam pewność siebie i innych ale czy warto się odkryć?Przecież istnieje założenie nieszczerości i noża,który kryje się w czyichś dłoniach skierowanego prosto w serce...czy jestem gotowa na to,by ktoś znów mnie tak zranił?Nie i chyba nie będę i boję się zaryzykować choć wiem,że innego wyjścia nie ma.po prostu nie ma.Jeśli polubię twórcę moich blizn,to czy mam pewność,że nie zada mi nowych?...że nie chodzi tylko o uśpienie mojej czujności.No i czy po wybaczeniu można zapomnieć?Czy można wymazać z pamięci wszystkie ślady łez,które widzę codziennie kiedy spoglądam w lustro z nadzieją,że ich już nie ma?Czasami w życiu człowieka dzieje się tak,że myślę sobie... może potrafię,może spróbuję,zaryzykuję i otworzę się...chcę wziąść życie w swe trzęsące się ze strachu dłonie i żyć od wiosny do wiosny...pozwolić zbliżyć się ludziom do siebie i przestać okłamywać samą siebie...wiem,że chcę spróbować...decyzja podjęta a to czy realizacja okaże się mało krzywdząca pokaże czas...który kłamliwie ponoć leczy rany...chcę jeszcze zaznać szczęścia w lecie mego życia...więc trzeba się śpieszyć,wziąść uśmiech w dłonie i iść przed siebie...mam nadzieję,że tym razem się nie zawiodę,że Bóg pomoże i mnie i innym.W końcu przecież kiedyś trzeba komuś zaufać...tylko czy będę potrafiła się znaleść w nowej,może niełatwej rzeczywistości...czy nie dam plamy?czy podołam?I czy ktos mi w tym pomoże,czy zostanę z tym sama...Mam nadzieję,że słońce zrozumie i tym razem nie odwróci się w stronę tamtej twarzy tylko,że spojrzy w stronę mojego strachu i zagubienia i wreszcie będzie dla mnie takim,jakim zawsze powinien być.Że wreszcie zrozumie jak bardzo go potrzebuję i że mogę mu wiele dać jeśli tylko otworzy się na mnie.Że nie musi tego szukać gdzie indziej,bo ja też potrzebuję jego słów,rad i uśmiechu...przytulenia łez,wysłuchania problemów i żali,potrzebuję radości z głupoty świata i uśmiechu,na który zawsze czekam.Chcę go słuchać i być słuchaną..tak dużo a tak niewiele w oczach miłości...chcę krzyczeć na cały głos,że jestem szczęsliwa i że zawsze będę,może da mi ku temu powody on i świat.

'To co złe zawsze obok dobrego
Czasem zło czasem dobro zwycięża
Nie pożądaj żony bliźniego
Nie pożądaj cudzego męża
Nic nie boli jak ból czyjejś zdrady
Która nigdy nie znika pod blizną
Nie cudzołóż z inną kobietą
Nie cudzołóż z innym mężczyzną'[tu es petrus-jedenaste]

(tęsknię za tobą)

[komentarze]  (20) [18:51 01/04/06]
Tak z całą pewnością czas ucieka.Pędzi przed siebie nieubłaganie i nie pomyśli,że mała,szara,zwykła Vixi najzwyczajniej nie nadąża.Żal mi strasznie,że nie mogę zbudować swojego istnienia z nowych klocków...od początku od czysta...uniknęłabym bólu,rozczarowań,smutku i wstydu...

Ach ale idzie wiosna,idzie wiem to i tym muszę się cieszyć...w moim pokoiku zielenieją sadzonki krzewów owocowych,kwiatów i bylin na mój kochany skalniaczek,aż się boję co zobaczę gdy zejdzie ta paskudna masa błotno śniegowa...czy mój skalniaczek przetrwał?Ale piękne słoneczko powoli mi wszystko wynagradza,nawet to,że co rusz łapie mnie jakieś choróbsko.Wiosnę czuć w moim sercu i w dłoniach mam cały świat...odpędzam smutek i rozczarowania jak tylko potrafię ale zawsze przychodzi jakiś taki dzień jak dziś,że znów mi smutno ale wtedy pocieszające jest to,że przychodzi do mnie moja muza z natchnieniem na ustach i pisze moimi paluszkami kartka za kartką a to wiersz a to opowiadanie,nawet czasami udaje się jej sprytnie zmusić mnie do kończenia ksiązki...tylko nadal odwagi brak,by wyjść z tym z szuflady na światło dzienne...chyba się boję,że coś się zmieni...bo Vixi jak niczego na świecie najbardziej boi się zmian!To może głupie ale tak jest...ja potrzebuję pewności ramion i słów czułych,stałości,wierności i uśmiechu życzliwego a wtedy góry mogę przenosić i przenoszę...ale mało tych dobrych dni oj mało...

Do tego tak strasznie brakuje mi Dawidka...bo już jest w domku na całe szczęscie i mam nadzieję,że wychorował się za wszystkie czasy...teraz tylko czekam na datę chrzcin i będę mamusią chrzestną pełną gębą hohoho...chociaż tak się spełnię,skoro nie dane mi jest jeszcze mieć swoje własne...ale tak bardzo chciałabym być młodą mamą kilku maluchów a czas ucieka a to mi w tym nie pomaga...no tak znowu ten czas...nie wiem czy mam siłę czekać na to,aż mój skarb dojrzeje do pewnych decyzji i znowu sie powtarzam ale spędza mi to sen z powiek,bo czuję się nieszczęsliwa...teraz nawet Dawidka widzę rzadziej,bo mamusia i tatuś muszą się przecież nim nacieszyć...nie chcę im przeszkadzać a z drugiej strony wariuję jak go kilka dni nie widzę...przecież przez miesiąc dzień w dzień byłam przy nim,tuliłam,ściskałam,pielęgnował  am,zmieniałam pieluszki ubierałam i karmiłam...tuliłam do snu tego szkraba i czułam sie jak w bajce,choć tragiczne okoliczności,bo mały był w szpitalu,to jednak dawało mi to dużo szczęścia.Taka jestem szczęśliwa kiedy jestem komuś potrzebna i mogę się wtedy poświęcać bez reszty.Dawidek dawał mi to szczęście...rekompensował brak szczęścia i czucia się potrzebną w związku...a teraz znów dół,znów na dalszym planie a ja mam tej miłości tyle...ach chcecie troszkę...wiecie ostatnio cieszyłam się jak głupia,bo sąsiadka pierwszy raz w życiu przyszła do mnie pożyczyć mąki...jako,że jestem celiaczkiem musiałam się głęboko zastanowić czy mam w domu normalną mąkę...więc pobiegłam w te pędy do kuchni i chaotycznie wyrzucałam z szafki wszystko co mogło kryć za sobą odrobinę mąki i bingo znalazłam...pożyczyłam...a sąsiadeczka nawet nie wie jaką mi radość sprawiła...czułam się potrzebna,czułam,że nawet jeśli to życie takie nikomu niepotrzebne to przecież potrzebna byłam,bo nie wyszło by ciasto bez mojej mąki...głupie ale dało mi to tyle radości a mój luby patrzył na mnie jakbym zwariowała a ja po prostu jestem przepełniona szczęściem kiedy jestem komuś potrzebna...czasami żałuję,że nie wywodzę sie z bogatego domu tylko dla tego,że chętnie oddałabym się pracy charytatywnej bez reszty,ale niestety świat nie tak jest użądzony i trzeba jakoś żyć,więc charytatywność tylko dorywcza...ach koniec tego rozczulania...

Moze jednak nie koniec.Siedzę sobie teraz sama mycha pycha jak paluszek goły,z kotkiem co wygrzewa swoje lśniące futerko na parapecie...a mój luby daleko w bezdusznym nieczułym niemieckim państewku...jak ja tą rozłąkę wytrzymam...tak tęsknię a to dopiero pierwszy dzień...dziś z samego rana wyprawiłam chłopców w trasę z milionem kanapek...a teraz cóż tęsknota

[komentarze]  (23) [stworz. 18:43 24/03/06 
mod. 18:48 24/03/06]
Dni mijają a ja tkwię w zawieszeniu,pociągając noskiem i poszukując kolejnej chusteczki.Mam nadzieję,że to nie ptasia a zwykła grypa,bo jeszcze skrzydła mi urosną i odlecę.Chora jestem,ale swoje się wydarzyło!NIE UCZCIŁAM NAWET URODZIN MOJEGO BLOGA!Tak mój blożek obchodził 1urodzinki a ja nie miałam nawet czasu na urodzinową notkę.No cóż anioły w górze wiedzą,że czasu nie miałam

Także 24lutego minął rok od śmierci wujka,już rok!Stałam w tym kościele i słuchałam zmarznięta jak ksiądz od siedmiu boleści trajkotał bezdusznie swoje regułki i nie sposób było rozszyfrować posklejane niedbale,klerykalnymi ustami słowa,jakby przeżuwał obiad z dnia wczorajszego a ja przecież wspominałam wujka robi mi się smutno jak sobie przypomnę,że już nigdy danej osoby nie uściskam,nie zobaczę,nawet się nie pokłócę.Wtedy znów dociera do mnie,że kiedyś nikogo nie będzie i nie chodzi o to,że nie będzie mnie,to mnie jakby nie interesuje,byle by moi rodzice nie musieli przeżywać mej straty.Boję się strasznie właśnie tego,że moich kochanych rodziców kiedyś nie będzie,jestem jedynaczką,więc zostanę sama(łzy cisną mi się do oczu)całkiem sama zdana na siebie i znikąd pomocy,nie mam blisko nikogo,kto mógłby tą pustkę wypełnić.Czasem jestem wściekła na rodziców,że nie zaryzykowali i nie zdecydowali się na drugie dziecko,nie ważne czy było by zdrowe,przecież byśmy je kochali,przecież bym się nim zaopiekowała i mielibyśmy siebie nawzajem.Nawet jeśli byśmy się kłócili i nie cierpieli czasami,nawet jeśli mój brat czy moja siostra nie była by idealna to nie ważne,bo wiedziałabym,że jest gdzieś tam ktoś,kto chcąc czy nie jest mi bliski i kocha mnie w głębi serca nawet jeśli niezbyt często to okazuje...a tak co?Zostanę sama,z ludźmi którzy są obok a nie przy mnie,z ludźmi którzy nigdy nie pojmą i nie zrozumieją mnie tak do końca.Rodzice pokazali mi piękny świat pomimo wszystkich podłości losu ale chyba nigdy nie będę gotowa,by powiedzieć,że sobie jakoś poradzę,przecież jeszcze nie znam tych proporcji do drożdżowego ciasta z przepisu mojej mamy i tego kranu co kapie też nie potrafię jeszcze naprawić i kiedy na drodze stanie mi trudne słowo to nie mam jeszcze swej encyklopedii,by się z nim zmierzyć,bo zawsze byliście wy kochani rodzice.Nigdy nie musiałam się martwić,że czegoś nie wiem,zaraz mi to tłumaczyliście a potem co będzie?A co kiedy mojego piesiaczka zabraknie a staruszek jest już i jest mi jak brat ukochany.Tak wiem potem mi zostanie jeszcze Mikuś kotek mego skarba i mój,który codziennie udowadnia mi kto rządzi w domu i że te kwiatki co stoją na parapecie to mu naprawdę przeszkadzają,bo nie może się wyciągnąć,ogrzać nad kaloryferkiem.Może powiecie,że dziwna jestem ale tak strasznie boję się samotności.Tego,że kiedyś zostanę sama i nie będzie już ucieczki w rodzicielskie ramiona.Powiecie,przecież jest twój ukochany.To nie to samo i choćby nawet zaczął mnie szanować i kochać bez względu na wszystko i wlał by w siebie prawdę,tak by węże jego słów nie syczały nam nad głowami i nie przypominały,że jest ktoś kto wyciska mi łzy,by tylko była szczęśliwa.To wszystko i tak będzie mało,bo choć go kocham nad życie,kocham szalenie to on nigdy nie przytuli w ten sposób serca jak w rodzinnym domu i nie powie wszystko będzie dobrze o nic się nie martw,tylko wydusi znienawidzone słowo,weź się w garść,kiedy nie tego mi trzeba.Ja potrzebuję uścisku serca a nie potrząsania moją osobą,bym się stała twarda!NIE,JA CHCĘ BYĆ MIĘKKA,wrażliwa taka jaka jestem!Ale nie sama,nie pusta w zaciśniętych dłoniach świata

Ale dość,najważniejsze kochani,że DAWIDEK jest już w domku i choć czekają go jeszcze badania to przecież jest już przy mamusi.Można powiedzieć,że z Anulką już lepiej ale to będzie długa droga.Ja tęsknię za maluszkiem,bo chora jestem i nie mogę go odwiedzać.Ale jak tylko wyzdrowieję to zaściskam,zatulam,zacałuję tego szkraba.Ach co ja będę się tu jeszcze rozpisywać.Dziś notka chaotyczna i nastrojowo zmienna,więc kilka oblicz małej Vixi.Ale co w tym ciekawego?Pozdrawiam was

[komentarze]  (23) [12:42 04/03/06]
Nie wiem czemu dalej wierzę po cichu w swym pojemnym serduszku,że będzie dobrze i pisane nam jest na nieboskłonie wspólne,lojalne życie.Bo co z tego,że często do śniadania są łzy,że nie wiem czy jeszcze żyję,czy już zmroził mnie jego chłód,co z tego skoro kocham ponad życie mego skarba i tylko to jest ważne,nie liczy się nic,prócz niego,tylko czasem już tego nie widać,gdyż gorycz nie ma gdzie ujść i kumuluje się zatamowana.Kocham ponad wszystko i nie umiałabym żyć,bez spojrzenia w oczy nawet rozeźlone,bez uścisku dłoni pałających rozkoszą,bez ust nawet gdy nieśmiale całują.Bez włosów rozwianych,głosu przez tel.nawet gdy zły humor i mówi,że jestem nie ważna.Nawet dla tych złych rzeczy potrafię żyć.Tęsknię w każdej chwili,gdy go nie ma,nawet gdy poróżniła nas kłótnia a nie jak myśli,że go kontroluje.Po prostu nie mogę żyć bez niego,chcę z nim dzielić każdą chwilę,żadnej nie stracić,bo kto wie kiedy Bóg kogoś z nas weźmie i każe odejść,może bez pożegnania.Więc ciągle cicho wierzę,że przytuli mą miłość w sercu zagłodzonym,zobaczy troskę w oczach i we mnie człowieka,przyjaciela,że obejmie ramieniem i da początek lojalności,którą skradł i sprzedał obcej osobie,że pomyśli iż nie warto się szarpać,przecież się kochamy...że mogę sobie popłakać i mam do tego prawo a przytulenie mych łez nie będzie go kosztować tyle złości.Jestem wrażliwa,sentymentalna,potrzebuję wsparcia,docenienia nawet jeśli nie studiuję pedagogiki,nie pracuję,nie udzielam w kole gospodyń wiejskich,do tego nie gram na pianinie,drugą ręką gotując,piorąc,prasując..to,że taka nie jestem nie dyskwalifikuje mnie,nie powinnam czuć się przez to gorsza,na próżno staram się być doskonalsza.Ważne,że ja tylko się uczę na marnej fizjoterapii i tylko gotuję,sprzątam i nie mam możliwości znalezienia pracy,by nie kolidowała ze szkołą a do tego tylko go kocham i tylko piorę,bo go miłuję a nie dlatego,że muszę i tylko prasuję i dbam,by błyszczał nie dla mnie a dla innych i to jest powód,dla którego mnie poniża,łamie mą samoocenę,która sięgnęła bruku.Tak często mówił,że jestem nic nie warta,że w to uwierzyłam.Chce mi się płakać,że nie mogę zrobić nic a jemu nie zależy.Popłakać też nie mogę,bo zaraz dostałabym burę,że jestem mazgajem a to czego wtedy potrzebuję to by powiedział że wszystko będzie dobrze.Niestety bardzo boli to jak się do mnie odnosi ale usłyszałabym,że się użalam,że niby biedna,pokrzywdzona a on taki gnojek.Według mnie nie gnojek a zagubiony w swym sztucznym wizerunku mały chłopiec,który myśli,że musi udawać,by otrzymać akceptację choć tak nie jest,myślę,że za bardzo chce,by kochali go obcy ludzie a za mało się stara,by urosnąć w oczach najbliższych.Wcale nie jestem najbardziej pokrzywdzona,jak on ironicznie mówi.Po prostu cierpię na brak miłości,tak jej łaknę,że czasem nad nią popłakuję a nie nad sobą,nad tym,że tracimy najlepsze lata na nieporozumienia.Chciałabym,by potrafił ze mną rozmawiać,chciał zorientować się jaka naprawdę jestem a nie taka jak sobie ubzdurał..Nie jestem złym człowiekiem a najważniejsze o czym marzę to,by uciął nici kłamstwa i rozplątał węzły obdzierające serce z miłości.By się tego nie bał,bo gdy będzie odważny i poda prawdę na dłoni,to problemy znikną a ja wybaczę nawet najgorsze chwile,bo kocham.Wybaczę gdy powie,że kończy z kłamstwem i wyjaśni.Nawet gdy w kącie popłaczę,to zapomnę i tylko wtedy zaczniemy znów żyć jak serce w sercu a dopóki będą jego kłamstwa między nami,będę z dnia nadzień gorzknąć jak czosnek co na patelni zbyt długo się opalał.Gdyby wykazał dobrą wolę to bym mu we wszystkim pomogła.Gdybym poczuła,że kocha i że się dla niego liczę,to zdążę mu jeszcze pokazać niebo.Wiem,że jest dobrym człowiekiem.Szkoda,że tego nie wie o mnie.Zrobiłabym dla niego wszystko,cokolwiek,by nas na drodze życia spotkało,gdyby zachorował to z miłością oddam mu całą siebie,by mu było lżej i cieplej.BYLE BY TYLKO POZWOLIŁ MI SIĘ PRZEBIĆ PRZEZ TĄ LODOWĄ KURTYNĘ JEGO POWIERZCHOWNOŚCI.Nie wiem czy żądam dużo.Prawda,lojalność,wsparcie i wierność.Aż tyle!!

[komentarze]  (22) [09:57 20/02/06]
...zbyt mało czasu, by napisać więcej ponad to, że maluszek ma się bardzo dobrze a Anulka ma nadzieję, że ona niedługo też dojdzie do siebie...

...teraz uciekam na zajęcia a potem do Dawidka...

...pozdrawiam was wszystkich najserdeczniej i życzę uśmiechu na codzień...

...a to zdjęcie Dawidka już w domciu...za mało czasu by być na bierząco na moim blożątku ale wybaczcie - samo życie...

[komentarze]  (8) [stworz. 13:21 17/02/06 
mod. 21:22 17/02/06]
...Na razie będę po woli co chwilkę prezentować fotki mojego małego okruszka...Ania z małym już w domku ale trzeba się nimi opiekować 24 godziny na dobę...a dzisiaj niedobra ciocia Vixi odpoczywa wieczorową porą, by juto mieć naładowane akumulatory...więc udaję się teraz na muzyczny odpoczynek do knajpki, w której mój mężczyzna zagra koncert powiedzmy, że tylko dla mnie...

...na razie jestem na pełnych obrotach ale bardzo to lubię ... uwiebiam czuć sie potrzebna a jak widzę, uśmiech który wywołała moja pomoc to jestem wniebowzięta...dziękuję, że są ludzie dla których wato żyć...i nawet jeśli w końcu powiem mojemu ukochanemu mężczyźnie, który 'tyranizuje' mnie na każdym kroku w sprawach różnych, kwadratowych i podłużnych i nie daje zapomnieć jaka to jestem według niego beznadziejna, więc jeśli powiem mu w końcu, że mam tego dość i stać mnie na coś i kogoś lepszego to wiem, że teraz już mam dla kogo żyć...

NIECH JAKAŚ ONA GO SOBIE BIERZE...SKORO ZNISZCZYŁA MI ŻYCIE TO NIECH GO SOBIE BIERZE I ŻYCZĘ JEJ BY NIGDY NIE CIERPIAŁA PRZEZ NIEGO LUB JAKĄŚ OBCĄ KOBIETĘ TAK JAK JA PRZEZ NIĄ - BO TAKICH MĘCZARNI NIE ŻYCZY SIĘ NAWET NAJGORSZEMU WROGOWI...bez wątpienia...

...teraz może wreszcie będę żyła dla ludzi, którzy są tego warci oraz tych, którzy mnie chcą i nawet jeśli nie będę szczęśliwa, to jednak ważniejsze, że dzięki mnie ktoś będzie szczęsliwy...choć nie da się żyć bez miłośći...i powiem,że dalej cichutko wierzę,że miłość przyjdzie do mnie, że obudzi się w jego sercu i pokaże, że mnie jednak kocha...chciałabym to poczuć...


JEJKU JAK JA KOCHAM TEGO MALUTKIEGO SZKRABKA...NAWET NIE MACIE POJĘCIA...ODDAŁABYM ŻYCIE ZA NIEGO...kiedy go tulę, nic więcej nie istnieje...kiedy płacze sece mi się kraje...a kiedy mi łza spływa po policzku on cichnie jakby chciał powiedzieć nie martw się ciociu przecież masz mnie...


ŚLICZNOŚCI MOJE - NIEDŁUGO NASTĘPNA FOTKA A TYM CZASEM PAPATKI...dziękuję wam wszystkim że jesteście...dzięki wam częsciej się uśmiecham...

[komentarze]  (13) [stworz. 19:06 10/02/06 
mod. 20:54 19/02/06]
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc