|
|
|
Taki śliczny uśmiech...
|
Wszystkim tym, którzy widząc mój opis "HODS - złam szyfr !" wyjaśniam, że nie chodziło bynajmniej mi o to, żebyscie nadsyłali możliwe kombinacje rozwiązań domniemanego skrótu 'HODS'. Wyrażenie "HODS - złam szyfr!" to... nazwa gry/łamigłowki dostępnej w internecie, do której link umieszczam po prawej stronie(obecnie utknąłem na przykładzie 18).
Natomiast poniżej zamieszczam owe 'kwiatki' nadesłane przez... Izkę :P
Harcerski Okropnie Długi Sen/ Harcerz Okropnie Długo Śpi
Harcerz Orli Dostał Szlaban
Harcerz Okrzyczał Drucha Sebastiana (<-- DruH !!! :P)
oo albo bardziej ambitnie - Harcerstwo Obrazem Ducha Społeczeństwa
Ale miałem dzisiaj sen. Nie do opisania.
|
|
|
|
Koniec roku dwa tysiace ósmego
|
Szalenie szybko zleciał mi ten rok.
Pierwsze półrocze znacznie dłużej niz to drugie. Od wakacji wszystko pędzi jak z górki.
Bardzo wielu rzeczy, które zamierzyłem na ten rok nie wypełniłem. Nie chodzi mi o - tak prozaiczne teraz wydajace się - próby na naramiennik czy ZS. Po prostu gdy robię sobie zestawienie co osiągnęłem, a czego nie to słychac zgrzyty. I to we wszystkich kwestiach - zawodowych, roboczych, i prywatnej też, ale tu słowo "osiągniecia" jest zdecydowanym zgrzytem.
Wnioski są takie, że jestem autentycznie zbyt leniwy, i ze za dużo czasu spędzam przy komputerze, że wiem mniej niż myślałem ze wiem (patrz wyniki matur, bleee), że w sumie dobrze się dogaduję ze swoją siostrą i że ludzie nie mają we mnie takiego opracia, jakie ja często w nich mam. Powinienem się też przyznać do tego, że czegoś mi brakuje, ale sami wiecie, że ja się do takich rzeczy nie przyznaję.
Zmieniłem się w ostatnim roku.
Niepokoję się o swój rok przyszły. Wielka niewiadoma maturalna, policealna, życiowa, próbo-przewodnikowska. Jest dla mnie wielką zagadką nadchodzący rok. Tym Algorytmem, albo drzewkiem, wedle których gałezi będę się kierował.
Postanowienia na ten rok są takie same jak co roku, od trzech lat. Założenia sie nei zmieniają, ale ja się i moje podejscie do tych zagadnien się zmienia. Może kiedyś mi się uda.
Jutro sylwester, może mało-wybuchowy, ale grunt, że nie w domu. Czeka mnie Gosias Party z karaoke i stepmanią. Jeśli Igor się nei rozmyśli to nawet ni będę rodzynkiem ;-)
PS- Prawdopodobnie zmieniam temat prezentacji. Pewnie na ten o lustrach.
|
|
|
|
Jakieś plany na sylwestra ?
|
Lubię dzielenie się opłatkiem. Bo można sobie dużo rzeczy powiedzieć w cztery oczy, bo ma ładną symbolikę, bo jest miłym elementem wieczerzy (nie tylko jedzenie i prezenty), no i jest typową polską tradycją jak mało co.
A same święta jak to swięta i nie musze pisac o magii tego okresu bo wszyscy o tym wiecie.
Na mnie działa średnio, przyczyny bywają różne. Np ze wszystkich wigilii tegorocznych, zuchowo-harcerskiej, szczepowej, klasowej (pomijam colowo instruktorską i tę u prezydenta miasta) to najmniej lubię rodzinną. O tym za chwilę.
W zeszłym tygodniu tych wigilii było najwięcej.
Pierwsza, instruktorska, podczas której osób w zbliżonym do mojego wieku było mniej niż palcy u jednej dłoni. Seniorki i seniorzy to szalenie pogodni ludzie i już nawet się przyzwyczaiłem do druha akordeonisty. Dodać do tego jeszcze wierszyk wyrecytowany przez najstarszą z druhen i tworzy się taki specyficzny klimat. Niestety coraz bardziej kameralne są te spotkania.
Druga, u prezydenta miasta w hali ŁUCZNICZKA. Trafiłem tam w sumei "od biedy", bo potrzebny był ktoś do asysty dla Agnieszki M. (nie mylić z Agnieszką M. - koleżanką z klasy). Tam się nie dzieliliśmy opłatkiem, poczekalismy, weszliśmy na scenę, AM powiedziała kilka słów, zeszliśmy ze świeczkami i latarnią ze sceny, pan prezydent miasta Bydgoszczy wstał i zamisat świeczki wziął od bydgoskich harcerzy... latarnia po czym ustawił naprzeciw siebie. Symbol piekny i wyszlo bardzo naturalnie, tylko biedny szczep ZAWISZAN jest biedniejszy o jedną lampę naftową. A pan koordynator spotkania powiedział, że "byliśmy świetni".
Trzecia, klasowa. Ostatnia klasy licealnej, najlepszej jaką miałem. Było zaledwie bardzo dobrze. Bez jakiejś większej chwili zadumy nad nieuchronnie zbliżajacym się maturalnym kataklizmem. No ale na to przyjdzie czas. Zrozumcie - były wszystkie elementy wigilii, wszyscy byliśmy dla siebie szczezrze mili i otwarci, ale czegoś zabrakło. Albo inaczej - mi czegoś zabrakło.
Chorowitej klasie De życzymy zdrowia.
Czwarta, szczepu, trochę inna niz poprzednie. Po pierwsze wyraźnie odmłodzona nową drużyną harcerską i gromadą. Trochę improwizowana, ale jej to nie umniejszało. Po życzeniach sporo wniosków.
Piąta, rodzinna. Udała się na pewno bardziej niż poprzednie. Juz zrezygnowano z udawania przed Ewką istnienia Gwiazdora, albo co by być bardziej poprawnym politycznie, z odwiedzania naszego domu przez pana z prezentami. I dostałem nawet fajny prezent, niedługo go pewnie zobaczycie przy jakiejś tam okazji.
I wrócilismy godzinę temu z pasterki. To moja trzecia, i pomimo tych twardych blach z dziurami, na których ciężko klękać oraz kazania, które co roku jest Nudne przez duże "Nu" to ia tak lubię na nią przyjeżdżać i stać tym coraz skromniejszym gronie z boku, pod ołtarzem, w mundurze. Rozbrajał nas jeden z księży, który wpierw nam życzył "rozmnożenia", a potem gdy podszedł dzielić się ze mną opłatkiem pochwalił mnie za "postawę zasadniczą".
W kwestii roboczej to czytam "Przedwiośnie" i staram sie zabrać za lektury do prezentacji maturalnej.
W kwestii zawodowej to teraz planuję kiedy zaplanuję.
W kwestii prywatnej to ta przemiła pani od ksero ma pierścionek koloru matowow-złotego, bez ozdób i punktów charakterystycznych na palcu serdecznym u prawej dłoni (SIC !) :P Ale spokojnie, przejdę się jutro coś skserować, może bilety tramwajowe i wtedy się przyjrzę DOKLADNIE i upewnię się czy to obrączka.
Przepraszam jeśli kogoś w ostanich dniach, miesiącach, roku jakimś zachowaniem drażniłem.
Wszystkim wam zycze wesołych, ciepłych choć w otulinach śniegu, swiąt.
|
|
|
|
Wyobraźcie sobie, że zasnąłem
|
Obudził mnie budzik, wyłączyłem go, obudziłem się dwie godziny później, przez co nie poszedłem pomagać w strojeniu sali. Doszedłem do szkoły, dowiedziałem się, że dekorowanie zostało odwołane, przetrwałem wszystkie lekcje, na przerwie udawałem, że nie pamiętam o urodzinach Jędrka. Dowiedziałem się, że klasa ma średnio ochotę robić przedstawienie na studniówkę. Wracając ze szkoły spotkałem siostrę z kolegą i narobiłem jej wstydu przy moich znajomych. W domu byłem godzinę, ostatecznie zdecydowaliśmy co z urodzinową niespodzianką, pojechałem do hufca. Tam kupiłem znak służby, dwa egzemplarze Vademecum Chytrego Lisa, w tym jeden dla Jędrka, oraz prezent na wigilię klasową dla koleżanki. Poszedłem dokupić do prezentu kostki do gitary, odwiedziłem McDonald, psozedłem na stary rynek na przekazanie BŚP. Potem mnie zgarnęli do Garnizonowego, śpiewałem w szybko sprawionym chórku . Wróciliśmy z Mirellą na wpółpieszo-wpółtramwajowo z latarnią z BŚP (omal nie zgasło), w domu spakowaliśmy prezent, poszliśmy pod gim17, tam była Izka, doszła Gosia i napisaliśmy wierszyk urodzinowy. Weszliśmy do Jędrka, zrobiliśmy mu niespodziankę ucieszył się z prezentów. Teraz niedawno wróciłem.
Cały ten czas starałem się o tym nie myśleć.
Ja wiem, że w każdej chwili mogę do was zadzwonić, napisać, pogadać. Ale ile razy można mieszać tę samą wodę.
Totalna niemoc.
Jak na kogoś kto nie lubi Wertera mam w sobie sporo emocji.
Jeszcze długo będe o tym myślał.
|
|
|
|
wszyscy zadowoleni
|
Drugie miejsce w turnieju piłki noznej, drugie miejsce w mojej grze, trzecie miejsce w grze hazardowej o Małkowskich, drugie miejsce w turnieju drużyn. Wynik całkiem przyzwoity - 83 może być dumne.
Moja gra, która miała byc za bardzo skomplikowana, źle przygotowana - żadnego spotkania, niektórzy nie rozumieli swojej roli albo zasad gry, Misiejuk i Aśka na godzinę przed grą zostali do niej zaaranżowani. Gra która miała byc bo miała być i ja do niej - szczerze - podchodziłem jako do czegoś co po prostu odklepią, okazala się swoistym fenomenem. Uchachaneekipy wracały do stolika, zadowolone z gry podczas której musieli kombinowac gdzie i jak wykorzystac dany "artefakt". 'Cukrzono' mi sporo. Traktuję to jako przypadek : nie chcę organizować więcej gier na taką skalę w ostatniej chwili.
Spaliśmy z 71, jak #W# zaproponował, żebysmy byli w jednej sali od razu się zgodziłem no bo fajnie się zintegrować i ogólnie sam pamiętam jak na naszym pierwszym biwaku spaliśmy w 2003 z 81 wpominamy to miło. Zamiast pozytywnego wpływu otoczenia harcerzy z dłuższym stażem na tych z krótszym, mieliśmy kłótnię o ciszę w nocy i bójkę. "Prosiłam, żeby się uciszył, ale zaczął mnie przedrzeźniać*, to go wzięłam za szmaty."
Nie starczyło czasu na to. o czym myśleliśmy z Gosią. Czasu na przygotowanie i na wsadzenie tego w program biwaku.
Przełamywanie się opłatkiem. Przepraszam, że byłem rozkojarzony.
Myślałem dlugo nad tym co powiem, miałem dwie wersje tego co powiem, jedna prawdziwa, druga prawidłowa. I gówno. Obojętnie co i ile bym powiedział niczego to już nie zmieni. Spełnienie marzeń mi się nie spełni. Choćbyście mi to życzyli każdy z osobna.
Nie gadać do mnie jakiś czas.
|
|
|
|
Bezradność.
|
Ból i gniew.
Coś umarło.
Potwornie źle.
Przekleństwa niewypowiedziane, wkurwienie niewyzwolone, wściekłosc niewyżyta.
|
|
|
|
Kompozycja klamrowa
|
Być gotowym na wszystko to na nic nie być gotowym.
To był zły tydzien. Zły bo wygladał w ten sposób, że z dnia na dzień trzeba było z czymś gonić, a wszelkie plany zrobienia czegoś naprzód ulegały pod naporem spraw bieżących.
Tydzien się jeszcze nie skończył. Jutro biwak. Coroczna Wigilia Z-H. Jeśli się uda gra piątkowa i nie wystapią żadne rewelacje to prawdopodobnie się zrelaksuję w końcu. I w ogóle mam wrażenie, ze do niczego nie jestm przygotowany należycie,tak jak powinno być, włącznie z niegotowym mundurem, który niewyprasowany czeka aż ktoś sie nad nim zlituje. Na dodatek miałem wizję co by wyglądał lepiej niż zwykle tj. nie miał byc goły. No ale ambitny plan wyszycia sprawności umarł wobec mojego braku talentu dzierkaczego oraz źle wykorzystanych pokladów czasowych. I będę musiał znaleźc nowa technike uczenia się, bo próbne matury wykazały, że wiem mniej niż zakładałem, że będę wiedział.
I to był szalenie nudny tydzień. Tak nudny, że musiałem sobie znaleźc takie zajecie, zeby z domu nie wychodzić. Choc organizacyjnie biwak przeniósłbym najchętniej na inny termin, co by go nie uciskały sprawy bieżące to wiem, że bedzie ok - wszak to nie byle spotkanie tylko wigilia właśnie. Byle do swiat, byle do świąt. Ma ktoć chęć na gokarty w przerwe świąteczną ? Uprzedzam, ze wychodzi drogo :P
Jak mnie zaskoczyć ?
|
|
|
|
B Rh+
|
- preczytać chłopów
- nauczyć się ma p.klasową z maty
- nauczyć się na spr. franca
- bedzie pytać z wosu, ehh
- gra A : rozesłać
- gra B : rozplanować rozstaw
To będzie dłuugaa niedziele, a i tak za krótka. Czegoś na pewno nie zdążę. No juz zrezygnowałem z pomysłu wyjscia na gokarty.
Wczoraj uzpełniliśmy z Jędrkiem trochu książki pracy drużyny, były też siedemdziesiąte czwarte urodziny babci.
W środę oddałem drugi raz krew. Już 900 ml ze mnie wypłynęło, jeszcze DWADZIEŚCIA razy tyle i jeżdżę tramwajami za darmo. Ponadto jeśli ktoś chciałby się wymienić czekoaldami to ja jestem chetny, ponieważ z tych, które otrzymałem za krew, gorzkich, kokosowych i orzechowopodobnych nie lubię. Mile widziane mleczne.
No i książeczkę honorowego dawcy dostałem, dzięki czemu poznałem w końcu swoją grupę krwi.
Morał (babcia wznosząc toast) :
"Żeby żółwia nie swędziało!"
|
|
|
|
i Szafa gra :D
|
Jaaa... i wszystko się udało :D
Naramiennik zamknięty pozytywnie, Znak służby zaliczony i posrednio sprawnosc mistrzowska też "kartografa". I jest ogólnei zcadowo że sie udało wszystko - nooo prawie, bo zagrałem na gitarze dwie piosenki, ale szło mi ciężko, palce drżały od nerwów :P Na kompas z niczego zareagowały kapitulantki również zadziwiająco pozytywnie.
Nie wiem co fajniejsze - że nie mam złego humoru dzięki temu, czy to ze mam dzięki temu humor dobry.
W środę oddanie krwi, mam pół miliona zadań do szkoły na jutro,i musze poprawić grę na wigilię Z-H. A właśnie - szukam ochotników do pomocy w grze ;-)
|
|
|
|
Generalnie źle
|
Przede mną 6 godzin snu, 3 godziny kombinowania i robienia czego się da, 15 minut rozmowy, cala niedziela zrabana i pół roku wstydu.
Wybitnienie na rękę.
|
|
|
|
Jeden.
|
Słowa powodują nieporozumienia.
Brak słów niedomówienia.
Czyny świadczą o człowieku.
Jutro kapituła, o której sie dowiedziałem trochę za późno, i rada szczepu. Potem czeka mnie dzień spędzony to w j.polskim, to w powerpoint-cie robiąc prezetację na WoK.
|
|
|
|
Tour de Matur
|
Jestem po tzrech dnaich próbnych matur.
Polski był łatwy jak na polski.
Angielski był łatwy, tylko nagranie i jego odtworzenie było do bani.
Historia, dzisiaj, poszła słabo. Zdecydowanie za słabo. teraz sie zastanawiam, czynie zdawac podstawy, ale do 7 lutego mam na zmiane czas.
W ogóle matura to bzdura i nie mam na nią najmniejszej ochoty. Tymbardziej jak się ciągle słyszy od rodzinki, że się myślalo, ze jestem rozsądniejszy, madrzejszy, i że ja mam lada moment mature, i że generalnie nic w zwiazku z tym nie robie o czym świadczą moje oceny, no i że wszystko mnei pochłania tylko nie szkoła. Tak tak wiem wiem - wszystkich rodziny mają tendencje do hiperbolizacji matury i że moja nie jest wyjatkiem. Juz to słyszałem. Prawdopodobnie jak będa wyniki próbnych matur to też będę musiał słuchać słuchac i słuchać.
Nie lubię gdy sie nie docenia tego co robię. Albo chociaż zauważa.
Tak poza tym u mnie raczej w porzadku. Z rzeczy banalnych to Zastanawiam sie nad odinstalowaniem CS-a.
Morał (z próbnej matury):
"Pani profesor,mogę wyjać kartkę ?"
|
|
|
|
WARRRRRRKOOOTTTT !!
|
Koniec tygodnia nietypowy.
W sobotę, tj. wczoraj bylismy znów na koniach. Było ekstra, przy czym jeździło mi się znacznie gorzej. Anglezowanie ,zwane przeze mnie ładniej Daglezowaniem, niemal w ogóle mi nie wychodzi i nadal jestem na etapie, że potrafię wystartować, skręcić i zatrzymać. Pamiętam przy tym, że nie od razu Wawel zbudowano, a przy mojej ułańskiej fantazji prędzej czy później kłusować, galopować, skakać będę umiał.
W niedzielę zamieniłem konia prawdziwego na konie mechaniczne. Noo... może bardziej kucyki. tata, z okazji swego pzyjazdu z Niemiec na weekend, postanowił mnie zabrać na Gokarty, pod Tesco. W zasadzie jest to moje pierwsze wyjscie z ojcem od... hmmm... no tak zupełnie, że poszliśmy hdzieś ja i ojciec to mi się kojarzy tylko wizyta w cyrku z 10-11 lat temu ("- Klaszcz klaunowi syneczku, bo pomyśli, że się Tobie występ nie podobal. -To on stamtąd mnie dojrzy ?! Łaaaał...")
No ale miało byc o Gokartach. Jeździlismy pół godziny i gdyby nei cena to bysmy pewnie jeszcze drugie tyle wyjeździli. Tor zarezerwowaliśmy dzien wczesniej toteż jeździliśmy na nim sami. I tak to można sobie pojeździć :D Żadnych zasad drogowych, po prostu gaz i jedziesz ^^ I ojca, zawodowego kierowcę-mechanika, żem wyprzedzał. Było fajnie, kiedyś wyciągnę chłopaków, bo chyba nawet 6 naraz może jechać.
A tak poza tym spędziłem sobodzielę* z nosem to w telewizji, to w ksiażkach. Bo w przyszłym tygodniu próbna matura ple ple ple.
Morał:
Od smrodu nikt nie umarł, a świeże powietrze wybiło całą amię Napoleona.
* "sobodziela" to prototyp polskiego określenie 'weekendu'. Na razie w fazie testów.
|
|
|
|
nieskonczoność obustronnie zamknieta
|
Takie różne myśli.
Myślę, że zaczynam przesadzać. I myslę, że to nic nie pomoże, to co robię gdy przesadzam. Nie - nie mówię o podciąganiu się na drążku podczas koncertu.
Myślę, że dzisiejsza zbiórka była udana.
Myślę, że koncert na sali gimnastycznej w IX LO, na którego końcówkę dotarłem był słaby ze strony akustycznej.
Myślę, że pani co mnie zganiła za podciąganie na drążku podczas koncertu, to prywatnie sympatyczna osoba.
Myślę, że KL jest niewiarygodna.
Myślę, że jutro na koniach będzie zimno.
Myślę, że mam dużo do zrobienia w weekend.
Myślę, że nie lubię słowa "weekend". Wolałbym jakieś polskie, cięzko ładne wymyslić.
Myślę, że będę dobrym-złym tatą, który będzie kontrolował córki.
Myślę, że nie zaleją notki komentarze.
Myślę, że to może być winą tego, że nie zamieszcam obrazków do notek.
Dziś pomyślałem o prawie jazdy jak zobaczyłem Mateusza P. za kółkiem.
Myśląc odkryłem - wraz w panią prof. AF na łacienie - że nazwa szczepu "Infantis silvae" jest niepoprawna gramatycznie, bo wtedy oba wyrazy są w dopełniaczu, a przecież pierwszy człon powinien stać w Nominativie. Niczego to jednak na polski nie zmienia, bo jest to błąd nieprzetłumaczalny.
Myślę, że musicie być świadomi, że nie jestem dobry z łaciny.
I myślę, że pomimo to, iż jak zwykle głowę mam pełną różniastych myśli to nad wszystkimi nimi wciąż krążą dwie sprawy.
Usmiechnijcie się. Snieg dziś spadł :)
|
|
|
|
Enneagram
|
GS - naprawdę bardzo przepraszam, ale ostatnio mnie twój blog inspiruje w zwiazku z czym nic tylko po nim papuguję :P
Rozpoznanie jedynki
Mój typ - 1w2
Jedynka w skrócie
Jedynka jest realistką, jest obowiązkowa, skrupulatna, żyje wg swoich, ściśle określonych zasad.
Typowy komentarz jedynki:
"Wiem, że mam rację. Dlaczego mam iść na kompromis ?"
"Jestem swoim największym krytykiem."
"Przez całą moją karierę, musiałem naprawiać błędy innych."
"Gdy byłem dzieckiem, zawsze mi powtarzano: na pewno stać Cię na więcej"
Jedynki są często inteligentne i niezależne (...) jednakże jedynka jest typem akcji i podejmowania działań,(...). Jedynka często się zamartwia i ma skłonność do lęków, może (...) ale jedynce mniej zależy na nawiązywaniu stosunków z innymi i nie jest dla niej ważne szukanie porozumienia z grupą. Jedynka często może popadać w depresję gdy nie potrafi sprostać wysoko postawionym sobie wymaganiom. (...) jedynka ciągle się oskarża, a nawet odczuwa do siebie wstręt. Jest bardzo powściągliwa w okazywaniu swoich odczuć.
Reszty nie wklejam, chcecie to sobie to znajdzcie i przeczytajcie. Nie wklejam bo to jest tak bardzo o mnie, że potem powiecie, że się wzoruję na czymś napisanym, a nie jestem sobą, ot co ! (tak było w Szklance)
No dobra - wklejam jeszcze jedno :
Jedynka w miłości:
zwraca uwagę i pamięta o wszystkich szczegółach.
|
|
|
|
|
|
|