|
|
|
A gdyby nie Ty...
|
Znikam,
Umieram,
Rodze sie na nowo...
W życiu nie jest kolorowo...
Ide,
przez pustynie męk,
przez wylane krwią morze,
przez cierpienia,
słabe oddechy...
Przez grzychy tylu ludzi...
teraz pomóż mi wstać,
pomóż mi się podnieść...
potrzemuje Cię teraz...
podaj ręke,
oddaj swoej serce za moją męke...
pokaż co umiesz,
odsłoń trugą
tą dobrą twarz...
któr dla mnie jest złem...
która mnie zbija...
Oddaj mi swoje życie...
pomóż wstać gdy jest taka potrzeba...
Jesteś, a Cię nie ma...
Nie ma Cię a jednak jesteś...
W moim sercu n dnie,
Jako zniszczony,
poplatami lianami żył...
przebity kolcami róż
krwisto czerwonych...
które sam sadziłeś na sercu,
kiedy jeszcze na nich kwitły kwiaty...
Zostajesz...
w ciele...
w duszy...
Z wyrytymi inicjałami na moim sercu...
|
|
|
|
Okaleczone ręce...
|
Ta ręka
Chodziła za mną w dzień,
Dusiła mnie nocą...
Błagała o smierć,
Krzycząc
i prosząc...
Chodziła za mną,
Dotykała moich włosów,
Przechodziła
Zimnnym powietrzem
przez moje ciało...
Pokazywała okaleczone ręce
ludzi
Których było mało...
Których zabijała
dla własnej potrzeby,
teraz niezyć chce,
umrzeć,
zasypać sie zmiemią.
Zostać częścią roślin,
Zostać matką zwierząt...
Prosiła,
I błagała,
o śmierć
już nieżyjąc...
|
|
|
|
Pomyłka...
|
Jednak się pomyliłam...
Wierząc w każde Twoje słowo,
Wierząc że człowiek rodzi sie na nowo,
Wierząc że będzie lepiej
Myliłam się...
Przeż życie sie toczyłam,
Na uczuciach
jak na huśtawce stałam,
Dzięki ludzią
Tyle przeżyłam,
Im życie zawdzięczam,
To dla nich
sie zabiłam...
|
|
|
|
To ona
|
To ona...
Okaleczona
bita,
raniona
To ona...
Nieszczęśliwa,
przez ludzi bita,
To ona...
żyć nie chciała,
w snach zabijała,
To ona...
była karana,
I na śmierć skazywana
To ona...
w 10 przykazań wierzyła,
w modlitwie o wolność prosiła,
To ona...
co noc płakała,
To ona...
przez przyjaciół,
kolegów,
I rodzine,
swoje życie oddać musiała...
|
|
|
|
Życie potrafi być piękne...
|
Chociaż życie sprawia problem,
Czasem rani,
Daje powody rozpaczy i płaczu,
Potrafi tez zaskoczyć.
W życiu nie wszytsko układa sie tak jak bysmy chcieli,
Czasem mamy powody do radości,
Czasem jestesmy smutni,
I nie pomogą nawet słodycze-snikresy i duzo gości,
Przyjeciele nie wiedzą jak na pomóc,
O ile jeszcze mamy przyjaciół...
Nie umiemy zagojić ran,
Nie potrafimy zapomnieć.
Ale nie zbyt dobrze robimy pamiętajac o złych czasach,
Bo przecież
Tych dobrych tez było dużo,
Tych chwil spędzonych z uśmiechem i radością,
Z przeciwieństwem do zycia chciwością,
Potrafimy się śmiać i płkać,
Potrafimy ranić i pomagać,
Potrafimy oddac się w ofierze,
I dlatego żyjemy,
zeby dac cos małego z życia od siebie.
|
|
|
|
Trace wzrok...
|
Spuszczam wzrok,
Nic nie widze,
Powoli unosząc
Go coraz wyrzej...
Jasne światełko przechodzi
Jakbym znowu zaczeła widzieć
Pamiętasz...
To układanie przyszłości
To zycie w niewoli
To nasza miłość,
Tak bardzo boli...
To ta ciekawośc
jacy jesteśmy...
to chęć przytulenia
drugiej osoby...
I znowu spuszczam wzrok,
ledwo widząc
jakby za mgłą...
Postać
-NIE
Dwie,
Ciebie i Mnie...
|
|
|
|
Piete przykazanie...
|
Przepraszam...
Za to ,że w kazde rano
czułam Twój zapach...
Za niepodlewanie Cię
każdego dnia...
Za złamane kolce
przy Twoim ciele...
Za kazdego liścia
skruszonego bez wody...
Za wszystkie płatki
Opadłe...
I teptane przez ze mnie
idac przez ulice...
Za te bolące rany
Kiedy zrywałam Cie porankiem...
Za swój zachwyt i miłośc do Ciebie...
Za to ,że żyjac w gniewie
zrywałam Cię na pocieszenie...
Przepraszam...
Teraz rozumiem,
żałuje i chce przebaczenia za grzechy...
Chociaż nic juz nie zmienie
leżac w tym ciemnnym pudełku
zasypana ziemią...
Chciałam przeprosić
Za zmarnowane zycie kolejnej róży...
|
|
|
|
Nie ma Cię...
|
Przyszłeś
Niby w snie,
Na jawie...
Chwyciłeś mnie za ręke,
Pokazując dalsza droge...
Mówiłeś ,ze mnie nie opuścisz,
Że bedziesz ze mną do końca życia...
Że nie pozwolisz mi spaść,
Bo razem mamy dużo do przezycia...
Znowu stoje nad przepaścią,
Szukam Twojego cienia...
Nie ma Cię
Więc spadam...
Na odchłani dna
Swoje życie zostawiam...
|
|
|
|
Coś o życiu...
|
Ludzie...
Oni kochają,
Ale nie umieją tego okazać...
Zwierzęta cierpią
I to okazują...
Ludzie...
Mówią i ranią słowami,
Mówiąc krzyczą starając sie opanować...
Czasem uderzą,
Czasem nie wybaczą do końca życia...
Zwierzęta Kochają...
Bo myślą.
Ludzie...
Mając władze chcą więcej,
Mając wszytsko chcą więcej,
Mając życie chcą Eliksir młodości,
Mając siebie, kochają innych...
Włucząc sie po świecie,
Nie widzimi przyjaciół...
Poznajemy osoby którym ufamy,
Pozajemy osoby którym
Ból zadajemy każdego dnia,
Ale gdzieć tam w cieniu,
Gdzieś w ukryciu,
Gdzieś na dnie świata,
Jest ukryta miłość
Każdego czlowieka...
Jest ukryta przyjaźń
Dla wszytskich ludzi.
Zrozumienie tego wiersza,
Jest niczym zrozumienie
Ptaka który leci przez życie,
Zrozumienie Miłości,
Jest trudniejsze niż życie,
Ale zdobycie przyjaźni,
To wielki wysiłek...
Zdobyłam Ją,
Bo zdobyć chciałam,
Polubiłam Cię
Bo lubić chciałam
Zaprzyjaźniłam sie
Bo tej przyjaźni pragnełam...
Nie zasługuje na Ciebie...
Wiem o tym...
I właśnei za to ,że jesteś
Bardzo Cię potrzebuje,
Za to ,że zyjesz...
Oddam za Ciebie zycie...
Umierając pujde za Tobą...
Nie opuszcze Cię
Bo jestesprawdziwym przyjacielem.
Za którym sie doąży przez całe życie,.
Z którym przeżywa sie te najmilsze chwile życia...
Dziękuje za wszytsko...
A i pamiętaj...
Razem mamy jeszcze dużo do przeżycia...
|
|
|
|
Moja wina...
|
Moja wina...
Moja wielka wina...
To ja ich karałam,
To ja ich bilam,
To ja ich zabijałam,
To ja...
Poświęcałam ich życie
dla własnego szczęścia...
Ja po niej chodziłam,
Kując trawe,
To ja je łamałam
Gałęzie w lesie,
To ja je zrywałam
kwiatki na polach...
To ja zabijałam
Zwierzęta na wolnościach,
Ludzi w niewolach...
A chciałam dobrze...
Chciałam ich pokochać...
-Nie
Ja Po prostu
Nie chciałam umrzeć w samotności...
|
|
|
|
Łzy...
|
Kiedy zamykasz oczy,
Mróżąc swe źrenice,
Topiac je w morzu łez,
Wylanych na podłoge,
Sływajacych po policzkach,
Zanużasz się w smutny świat,
Myśli stają się skruszone,
Głos - coś z nim nie tak,
Ruchy spowolnione o 90 procet,
I rany po spływajacych łzach...
Myślisz ,że jesteś sama,
Że otacza Cię zły i smutny świat,
A jednak są z Tobą,
Płaczące drzewa
każdego dnia,
Uśmiech odlijający się na liściach rosy
Szmerest kwiatów z kropelkami
Twoich łez,
I ten deszcze...
Który oczyszcza oczy Twe,
Który ukazuje ich błyszczący blask,
Który zachowuje świat w całości w pieknie,
Jak zadawnych lat...
Wiec nie płacz już,
Nie doprowadzaj oczu do łez,
Nie rub ran łzami,
Pokochaj życie takie jakim jest...
|
|
|
|
11 Listopada 1918 roku
|
Bili, strzelali,
nami pogardzali.
Chcieli wiecej,
Chcieli władze
nad państwem Polskim...
Ludzie serca oddali,
Za te wszystkie pogardy.
Rany, wojny, bitwy przeżywali...
O Niepodległość walczyli
O serca kraju :
Kraków, Gdańsk, Warszawe,
Swoich dzieci i żon
Życia oddali,
Dla Państwa Polskiego
Dla rozejmu i kary,
Chodź długo wojny trwały,
Chodź ludzi było coraz mniej,
Polska wygrała bitwe
Teraz wolnym Państwem jest !
A dla tych co życie oddali,
Co roku świeczka świeci,
Wspominamy o nich,
Uczymy ich historii nasze dzieci...
|
|
|
|
"Czasem tak bywa..."
|
Czas...
Nie ograniczony
Wzgledem bólu...
Nie starajacy się zaprzeczać,
Wzgledem śmierci...
I my,
Krążący nad nim,
Jak grzech nad grzesznikami,
Jak życie nad umarłymi,
Jak szczeście nad nieszcześliwymi...
Powoli zasypiając
Kładąc głowe na poduszce..
Myśląc,
Że czasem tak bywa
Odchodzi ktos i nie wraca,
Zagubi się i niezawróci,
Zacznie kochać i pożuci...
|
|
|
|
I AM THE END...
|
Byłam początkiem, Teraz jestem końcem...
Życie sie zaczyna i się kończy...
Jest początek radości i miłości,
Jest poczatek smutku i żalu,
W poczatku jest zawarty koniec...
Tego co budowaliśmy przez tyle lat,
Tego co rozkwitało...
Teraz jest koniec
Wielkimi literami na murze napisane
I AM THE END
I teraz po raz ostatni żeganm sie z wami,
Teraz po raz ostatni całuje twe usta,
Po raz ostatni dotykam twe dlonie,
I w ciemnność mroku,
Schodząc w otchłani
Myśle o tym co było,
Co się zdarzyło
W ciągu tego życia...
Tak krótkiego życia.
Jestem przy końcu tunelu,
Widze światełko które się zbliża...
Tych ludzi z świecami stojacych na obkoło tunelu...
Swoje zycie oddałam i ślepo ufałam
Odrzucam ta szkołe
Odrzucam ten dom,
Odrzucam rodzine,
Odrzucam życie,
Umieram....
I powoli słysząc jej ostatnie melodie
Ukajając sie jej krwią
Odchodze z tego świata...
I AM THE END
|
|
|
|
Czego on chce...
|
Siedze sama...
W ciemnnym pustym pokoju,
Otulona kołdra,
T myśle...
Myśle o tym co Świat,
dla mnie stworzył.
Czy stworzył tylko,
rodzine, dom i miasteczko ?
Czy coś wiecej...
teraz moje myśli,
skupiły sie przy jednym,
Przy słówku "Uwieram"
Po co ludzią takie słowa...?
Po co mi...
Przecież nie umre młodo,
Przeciez chciałam zrobić tyle dla świata,
Przeciez uciekałam i wracałam,
Przecież zasypiałam i wstawałam,
Przeciez płakałam i sie śmiałam,
No więc,
Czego mu nie dałam ?
Może...
Oczekiwał czegoś wiecej ?
Moze...
Prosil o me serce ?
Moze...
Chciał mnie oddac w ofierze ?
A może...
Wymyslił coś o czym ja nie wiem... ?
Ngle...
Wszystkei mysli krążące po pokoju,
Po innych ludziach,
Po pustym domu,
Skupiają sie na jednym...
Przy słówku "Śmierć''
Czy tak bardzo pragneliśmy jej ?
Czy tak bardzo chcieliśmy sie zamknąc w tym ciemnnym pokoju ?
Czy tak bardzo bolały rozstania?
Czy tak bardzo byliśmy skłonni do kłamania ?
Żeby teraz płakać...
Żeby snic...
Żeby nie żyć...
|
|
|
|
|
|
|