Blog: 401372 blogi  Forum: 162960 postów  Galeria: 92501 zdjęć !  On-line: 699 osób

 COOLTURA

 SPORTY

 GALERIA

 BLOG

 GRY

 GRONET

 KOMÓRKI

 ŚCIĄGNIK

 E-MAIL
  |     |  Twój profil  |  Spis blogów  |  Kontakt  |  FAQ  |  Regulamin  |  Pomoc
BLOG: Szum wiatru i stereo
    nast >>
I choć tyle się zdarzyło to do przodu wciąż wyrywa głupie serce

Z wielu pieców się jadło chleb
Bo od lat przyglądam się światu
Nieraz rano zabolał łep
I mówili zmiana klimatu

Czasem trafił się wielki raut
Albo feta proletariatu
Czasem podróż w najlepszym z aut
Częściej szare drogi powiatu


Witam. Niestety notka nie będzie długa, ponieważ jakoś nie mam weny. Jest w sumie lepiej niż było, ale nadal coś dziwnego sprawia, że ogarnia mnie dziwny niepokój. Ale nieważne. Nie mam pojęcia jak matura, matmę pewnie zawaliłam, ale trudno się mówi. Polski ustny dobrze- 90%, więc naprawdę wynik taki, że nigdy bym się go nie spodziewała.
A na dzień dzisiejszy kończę moją przygodą z tym blogiem, nie kasuje notek ani komentarzy, bo mam do nich sentyment, może zostać tak jak jest. Raczej już do niego nie powrócę, prędzej założę sobie jakiś nowy. Ale jak na razie życzę wszystkim powodzenia w życiu, miłości, szkole! ;)

Do zobaczenia....
[komentarze]  (2) [15:20 13/05/12]
 
Nawet nie pytaj
Przeraża mnie fakt, że wszystko zawaliłam. Do tego wraca to czego się tak bardzo bałam. A broniłam się przed tym jak tylko mogłam.
[komentarze]  (6) [22:17 09/05/12]
 
I wtedy przyszedł maj
I wtedy przyszedł maj
Zamieszał w moim sercu
Zgubiłam cały żal
Poczułam co to szczęście
Tylko szczęście
Całe szczęscie
Tylko szczęście


I wreszcie nadszedł mój upragniony, oczekiwany maj. Co prawda dla mnie jego początek będzie bardzo pracowity, ale mimo tego całego zamieszania związanego z maturą znalazłam czas na spacer, napisanie notki, na spotkanie z Ukochanym. Jak widać wcale nie wszystko musi toczyć się tylko wokół matury. Co prawda jutro już koniec ze spacerami, ale na spotkanie z chłopakiem czas musi się znaleźć, nie ma bata! Ale to dopiero w czwartek, bo wtedy jest święto i on ma wolne. Dzisiaj niby też święto, ale jakoś tego nie odczułam, może dlatego, że jeszcze nie chodzę do pracy. Ale to tam nie ważne.
W sumie mogłabym tu przytoczyć piątkową imprezę, ale nie wiem czy wypada pisać, że się opiłam troszku ;P. Nie no imprezę klasową uważam za zajebistą, tylko, że już więcej nie będę nic kombinować z alkoholem, bo potem robię i gadam głupoty :D. I przegięciem było wołanie pijanej koleżanki 10 razy tylko po to, żeby powiedzieć jej, że mi zimno albo, że mój chłopak ma urodziny. No to drugie to było dla mnie bardzo ważne., więc się ciesze, że nawet po alkoholu o tym pamiętałam ;).

A tak po za tym czuję, że wiosna na dobre zagościła i w mojej pięknej miejscowości na B. i w moim sercu także. Już w sumie pogoda w ostatnich dniach była iście letnia, ale cieszy mnie fakt, że po tak długim śnie wreszcie wszystko kwitnie, zieleni się i budzi do życia. Motylki sobie latają, drzewa szeleszczą swoimi nowymi zielonymi liśćmi, bzy pachną. Ah kocham wiosnę! Mogłoby być tak cały rok, ja bym się nie obraziła. Przy takim krajobrazie mogę się uczyć, iść na maturę normalnie mogę robić wszystko.
A teraz marzy mi się, żeby położyć się na łące pełnej kolorowych kwiatów, słuchać szelestu drzew, wtapiać się w muzykę jaką przesyła do naszych uszu stado ptaków, łapać motyle i patrzeć w bezchmurne niebo, przytulona do Ciebie ;)
[komentarze]  (14) [21:23 01/05/12]
 
Nad nami tęcza na powiekach szczęścia
Na pustej drodze szukam cię
Na kroplach rosy szukam cię
I obojętne jest mi noc czy dzień
W otwartych oknach szukam cię
Czy mego życia zmienisz bieg?
Czy każdej chwili nadasz sens?

Dzisiejszy dzień przywitał mnie jasnymi promieniami przebijającymi się przez moje pomarańczowe zasłony. Z początku miałam wielką ochotę wstać i nie marnować ani jednej minuty tego pięknie zapowiadającego się dnia. Jednakże znowu zapalił się we mnie leń i nic jak na razie nie zrobiłam. Mhm, chociaż nie przeczytałam jeden rozdział " Przeminęło z wiatrem", więc coś nie coś jednak zrobiłam. A teraz zamiast uczyć się do matury to robię coś całkiem innego. No cóż jak dostałam weny to szkoda jej marnować. Wczoraj wreszcie udało mi się napisać pracę maturalną z czego jestem bardzo zadowolona. Muszę tylko zrobić kilka poprawek i mogę się zacząć uczyć. Ale dobra koniec o tej szkole, maturze itp.
A teraz słucham muzyki, zatapiam się w ciemnościach mojego pokoju, w którym panuje istny harmider, ale jakoś nie chce mi się go ogarniać. Setki myśli głębi się w mojej głowie, a serce bije bardzo mocno. Nie myślałam, że kiedykolwiek będzie tak dobrze. Mogę powiedzieć teraz głośno i wyraźnie, że jestem szczęśliwa i wcale nie boję się, że zapeszę. Chcę o tym mówić i wcale nie chcę tego skrywać gdzieś w sobie. Po co udawać skoro nie trzeba? Wreszcie odnalazła wewnętrzny spokój, którego od kilku lat mi brakowało. Zakochałam się z wzajemnością, wyzdrowiałam i skończyłam szkołę. Jak dla mnie to naprawdę coś czego nawet nie umiem opisać. Bałam się do pewnego czasu, że w moim życiu to już zawsze będzie panował strach, gniew i niepewność. Ale jak widać mój optymizm na dobre do mnie powrócił. Przypomniał sobie o mnie i na dobre zagościł w moim ciele, duszy i w całej mnie. Jestem z tego powodu taka szczęśliwa. I jeszcze z jednego, że mam Jego. Może czasem mamy inne zdanie, lubimy się nawzajem przekomarzać, ale i tak wiem, że mnie kocha i gdyby tylko było trzeba zrobiłby dla mnie wszystko. Dopiero teraz zrozumiałam, że nie wystarczy jedna rozmowa, by wiedzieć, że to ten lub ta. W moim przypadku ten. Dopiero dzisiaj, gdy o Nim myślę, patrzę na Niego wiem, że jest tym jedynym. Lubię z Nim planować naszą tak odległą, a z drugiej strony nieodległą przyszłość i lubię, gdy mi dokucza i patrzy na mnie niebieskimi oczami:).
Kocham Cię ;).
No dobra koniec tych czułości. Wolę jednak mówić Mu to w oczy, ale jakoś mnie tak naszło. Czasem trzeba też coś takiego napisać. Powoli moja wena chyba dobiega końca. Trochę żałuje, bo w sumie mam coś nie coś jeszcze do opisania, ale może zostawię to na następny raz. Tylko w tym przypadku jeśli tak szybko napisałam kolejną notkę, następna będzie pewnie za jakieś 2 tygodnie ;).
[komentarze]  (14) [10:03 26/04/12]
 
Kluczem do szczęścia są marzenia, które można zrealizować
"W świecie, który rzadko rozumiem, wieją wiatry przeznaczenia.
Zrywają się wtedy, kiedy tego najmniej oczekujemy.
Czasem szarpią Nas z wściekłością huraganu, czasem jedynie owiewają Nasze policzki.
Jednak nie można lekceważyć ich istnienia."

Witam :). Nie pisałam już 2 tygodnie, ale to tylko przez brak czasu. Dzisiaj w sumie też zbytnio go nie mam, bo powinnam robić coś innego, a nie pisać notki, ale coś mnie jakoś naszło ;). U mnie wszystko w sumie po staremu, jakoś bardzo widocznych zmian w moim życiu nie ma. Jest dalej tak jak było, może po za tym, że od pewnego czasu myślę tylko pozytywnie. Nie mam już czarnych myśli, a to naprawdę pomaga. Dzięki optymistycznemu nastawieniu zdałam matematykę, a naprawdę wisiało nade mną stado czarnych chmur jeśli chodzi o ten przedmiot, ale wzięłam się za siebie i nauczyłam tego i owego, co przyniosło wspaniały rezultat. Dzisiaj mam już wszystko zdane, a oceny jak na te straszne 3 lata są nawet niezłe. Co prawda mam kilka dopów, ale i 5 i 4 też są, więc nie jest do końca tak źle. Może moja średnia rewelacją nie będzie, ale trudno w sumie i tak nikt nie musi wiedzieć jaka jest ;). Ale mniejsza o to.
Jakoś nie mogę przyzwyczaić się do tego, że już niedługo moje życie się zmieni. Wszystko będzie inne. Będę musiała pozbyć się mojego wrodzonego lenistwa, którego wbrew pozorom trudno jest się pozbyć. Już nie będzie beztroski, która pomimo wszystko jeszcze tkwiła gdzieś w kątach. Teraz już zniknie. Trochę zaczynam się bać tego nowego rozdziału, który już za 3 tygodnie pojawi się w mojej życiowej książce. Wiem, że nie tylko ja tak mam, bo każdego to czeka, ale jakoś trudno mi uwierzyć w to, że czas tak szybko leci i że jakimś cudem za 2 tygodnie piszę maturę. Sama do pewnego momentu nie wierzyłam w to, że uda mi się dotrwać do 3 klasy i w ogóle do matury. Kiedyś nawet chciałam się poddać, ale dzisiaj wiem, że gdybym tak zrobiła żałowałabym do końca życia. Nie wiem jak mi pójdzie i czy zdam,ale to nie jest ważne. Najważniejsze, że udało mi się dotrwać. Nikt nawet sobie nie wyobraża jaka jestem z siebie dumna.
Nie mam pojęcia, czy mój nowy rozdział będzie lepszy czy gorszy od tego, który właśnie się kończy, ale wiem, że wszystko jest w moich rękach i nigdy w życiu choćby nie wiem co nie mogę się poddać, bo życie choć czasem trudne i cholernie wieje nam w oczy, przysłaniając każdą, choćby najmniejszą cząsteczkę szczęścia potrafi zaskoczyć i mile obdarować nas prezentem, po którego otwarciu złe emocje, smutek, żal, płacz - same znikają jakby ktoś użył czarodziejskiej różdżki ;).
I jeszcze jedno nigdy nie można przestać marzyć, bo to właśnie one sprawiają, że nasze życie nabiera barw. Każdy człowiek ma prawo marzyć, a wiara w ich realizację jest cudem, bo gdy któreś się spełni radość jest niewyobrażalna. To tak tylko dla tych, którzy czasem zapominają, że mają coś naprawdę bezcennego, bez czego jak dla mnie życie byłoby puste.

[komentarze]  (14) [stworz. 16:22 22/04/12 
mod. 16:34 22/04/12]
 
Zamigotał świat tysiącem barw Tysiąc nowych pytań przywiał wiatr
Czas leci bardzo szybko i nawet nie wiem kiedy to wszystko tak zleciało. Został mi ostatni miesiąc szkoły, a ja kompletnie leże z matematyki. Nie mam pojęcia jak poprawię te sprawdziany, ale może przy odrobinie szczęścia mi się to uda. Mogę powiedzieć, że jest lepiej niż było. Może jeszcze trochę obawiam się tego co będzie, ale z drugiej strony cieszę się, że zacznie się inny rozdział w moim życiu. Kto wie może nawet lepszy? Tego nie wiem, ale wolę myśleć pozytywnie niż zamartwiać się przyszłością. W sumie będzie co będzie.
Z chłopakiem też układa mi się bardzo dobrze i coraz częściej przekonuje się o tym jak bardzo mi na Nim zależy, ale on o tym wiem, więc nie muszę się o tym jakoś rozpisywać. Ostatnio minęły nam 4 miesiące razem, a ja mam wrażenie jakbym z nim była 4 lata. Dziwne, ale zarazem fajne uczucie ;).
Święta za pasem, a pogoda jest tak okropna, że nie da się wyjść na dwór. Tylko pada i pada. Jeśli tak ma wyglądać Wielkanoc to ja podziękuje. W tamtym roku było tak ładnie na święta, tyle zieleni, słońca, ale w końcu wtedy był koniec kwietnia, a teraz początek, więc jest różnica. Ale może się poprawi do soboty chociaż. Oby! ;)
I nie wiem co jeszcze mogłabym napisać, choć tak naprawdę jest tego bardzo dużo, ale trudno jakoś to wszystko ująć. Zaczęłam robić postępy i w ciągu tygodnia napisałam 1 stronę mojej pracy maturalnej, a więc wcale nie jest tak znowu źle. Jeszcze tylko z dwie strony, jakieś poprawki i będzie gotowe. I zostanie mi tylko się tego porządnie nauczyć i przeczytać lektury, choć tego ostatniego to jakoś zbytnio mi się nie chce. Cóż pozostanę chyba przy streszczeniach. A może jednak mnie coś natknie i przeczytam całe ;). Zobaczy się:).
I chyba już tyle. Więcej nic mi do głowy nie przychodzi i nie chce zanudzać. A może się jeszcze pochwalę dzisiaj mam urodziny;D
[komentarze]  (17) [22:01 05/04/12]
 
Kiedyś wszystkie czarne dni obrócimy w dobry żart
Ona ma siłę
Nie wiesz jak wielką
Umierała długo
Teraz rodzi się lekko

Nie wiem co pisać i nawet nie mam pojęcia po co tu pisze? Miałam zostawić tego bloga na wieczne zapomnienie i nie wracać do tych durnych, nie mających żadnego sensu wypowiedzi. Coś mnie jednak tknęło i zamiast zajmować się tym, co naprawdę jest ważne ja piszę znowu jakieś bzdety. Co prawda chyba tego potrzebuje, bo wiosna u mnie jest tylko w związku, choć czasem zdarza się zachmurzenie, gdy dochodzi między nami do ostrej wymiany zdań. A po za tym totalny mróz i intensywne opady. Nie ma nic pozytywnego, oprócz tego, że dobrze układa mi się z chłopakiem.
Tysiące myśli prześladuje mój mózg, a ja nawet nie wiem o czym tak naprawdę powinnam myśleć. I do tego nic mi się nie chce. Czuje, że coś się zmienia, a sama nie wiem co. A z drugiej strony coś się kończy. Do pewnego czasu cieszyłam się tym, że to już koniec, ale z drugiej strony będzie mi brakować tych śmiechów, wrednych kawałów, ucieczek, przesiadywania godzinami tam, gdzie się nie powinno. Dzisiaj, gdy już wiem, że to nie wróci robi mi się przykro, mimo tego że czasem bywało ciężko i w sumie dalej jest, bo koniec dopiero nadejdzie. Ale niestety wszystko musi się kiedyś skończyć. A szkoda.
Za kilka miesięcy zacznie się coś całkiem innego, pewien zgiełk i rutyna, której momentami zaczynam się bać. Nie lubię rutyny i ciągu tych samych zdarzeń. A może będzie inaczej? Tego nie wiem. Jedno wiem skończy się dzieciństwo, a zacznie się coś, czego tak cholernie nie mogłam się doczekać, a dzisiaj zrobiłabym wszystko, by jeszcze nie przychodziło. Zatrzymało się gdzieś, zawisło na chwilę i poczekało, aż ja będę gotowa na " jego" przyjście. Niestety czasu ani nie wstrzymamy ani nie zatrzymamy. Trudno.
Wszystko będzie inne.
[komentarze]  (5) [21:39 28/03/12]
 
Niech się kręci cały świat, zawsze niech już będzie tak jak dziś
Stracisz czas ze mną dziś
i pieniądze, i pieniądze,
życie trwa, to nie film,
nie da się przed końcem wyjść,
więc zapalmy i wpadnijmy
w melancholię, w melancholię,
zróbmy tak, żeby nic nie zapomnieć z tego i...

Wiosenna aura wreszcie zapanowała na dworze, ale mój nastrój jeszcze do końca wiosenny nie jest. Mam kilka spraw na głowie i totalny mętlik, który nie pozwala mi się w pełni cieszyć tą ładną pogodą i słońcem, ale na pewno rozwiązywanie problemów w taką pogodą wydaje się o wiele łatwiejsze niż podczas zimy czy jesieni. Od kilku dni próbuje się uporać z natłokiem myśli jakie zaprzątały moją głowę. Z jednej strony szkoła, z drugiej jeszcze coś innego i tak umysł w ogóle nie może sobie odpocząć. Ale ogólnie rzecz biorąc nie ma na co narzekać. Wszystko budzi się do życia po śnie zimowym i mi to jak najbardziej pasuje. Uwielbiam wiosnę, jak ptaki zaczynają śpiewać, drzewa ubrane są w zielone liście, kwiaty zaczynają kwitnąć. To jest coś pięknego!!
Lubię wszystko co kolorowe i optymistyczne, mimo tego że czasem gubię ten optymizm gdzieś nie wiadomo gdzie.
Dosyć długo nie pisałam, chyba jakieś 2 tygodnie, ale kompletnie nie było na nic czasu. Musiałam skupić się bardziej na szkole niż na pisaniu notek. Dzisiaj znalazłam trochę czasu, więc mogłam sobie pozwolić na napisanie choćby krótkiej notki. Nie będzie ona długa, bo chyba nie mam zbyt dobrej weny. Po napisaniu wypracowania na polski w tej chwili nic sensownego nie bym nie wymyśliła. W sumie przedwczoraj dokonałam totalnie improwizacji. Na polskim, gdy nauczycielka zaczęła pytać i kilka osób dostało jeden, ja stwierdziłam, że spróbuje odpowiedzieć mimo tego, że kompletnie nic nie umiem. Miałam zinterpretować wybrany przez siebie wiersz Tadeusza Różewicza. Wiedziałam, że napisał wiersz pt. " Matka powieszonych", ale kompletnie nie miałam pojęcia o co w nim chodzi, ponieważ nie zdążyłam go przeczytać. Zaczęłam totalnie improwizować i ku mojemu zdziwieniu dostałam 2;D. Bardzo mnie to ucieszyło, bo lepsze 2 niż 1 ;). No, ale to tak a propos moich umiejętności improwizacyjnych ;D. Nie mam pojęcia jak zakończyć notkę, by miała ona choć trochę sensu. Niestety mi się to chyba nie uda, ale cóż.
;))
[komentarze]  (9) [23:19 16/03/12]
 
Czas to taka rzeka, którą płyniemy całe życie
Powoli ten tydzień zbliża się ku końcowi. Została tylko niedziela, którą jak zwykle muszę przeznaczyć na naukę. Ogólnie ten tydzień był bardzo męczący i pełen pracy., nauki, która i tak mam wrażenie, że idzie na marne. Tylko piątek i dzisiejsza sobota była cudowne, bo spędzone w towarzystwie mojego Ukochanego. Dobrze, że mogłam choć trochę przy nim odpocząć. Ale od poniedziałku znowu trzeba wziąć się do pracy. Pociesza mnie tylko myśl, że piątek już za niedługo.
W szkole miała dla mnie miejsce nie miła sytuacja z panią nauczycielką w roli głównej. Bardzo mi ubliżyła i upokorzyła mnie przy całej klasie, co naprawdę było okropne. Nic złego jej nie zrobiłam. Po prostu raz czy dwa dostałam jedynkę z jakiegoś działu, co nie zdarzyło się tylko mnie, ale oczywiście trzeba sobie znaleźć kozła ofiarnego, którym oczywiście musiałam być ja! Uczepiła się mnie już od drugiej klasy i wciąż powtarza, że nic nie umiem itp. A to nieprawda, bo ona źle uczy i jak nie ma mnie w szkole i potem chce, żeby mi wytłumaczyła to mówi, że nie ma czasu. A więc przepraszam, ale to moja wina nie jest. Czasem coś zrozumiem czasem nie, ale chyba to nie jest powód, żeby mi ubliżać. Kiedy usłyszałam te słowa z jej ust, których nawet nie mam ochoty tutaj pisać zrobiłam się czerwona ze złości, że jedyne co chciałam w tej chwili zrobić to normalnie dać jej w pysk i powiedzieć jej coś takiego, że zatkałaby się chociaż na chwilę. Nie zrobiłam jednak tego stwierdzając, że muszę być mądrzejsza, ponieważ nic mi to nie da. Z nauczycielem i tak nie wygram, więc nawet zgłaszanie tego dyrektorowi nie miałoby sensu. Niby mam świadków, ale co mi to da dwa miesiące przed maturą? Raczej nic. Tylko to było strasznie upokarzające i spieprzyła mi cały dzień. Ogólnie już cały tydzień można powiedzieć. Ale obiecałam sobie, że jeśli jeszcze raz zrobi coś takiego narobię jej takiej siary, że popamięta mnie na długie lata;D. Nie rozumiem jak takie osoby mogą w ogóle uczyć w szkole, ale cóż.

A tak po za tym idzie wiosna, co mnie bardzo cieszy, bo dość miałam już tych mrozów i tego śniegu. Jak dobrze zobaczyć słoneczko na niebie. Niestety jeszcze nie grzeje tak mocno jakbym chciała, ale przecież dopiero zaczął się marzec. Trzeba jeszcze poczekać kilka miesięcy na to mocno ogrzewające słoneczko;). Nie mogę się doczekać wakacji, ale z drugiej strony boję się, bo to będzie czas, gdy naprawdę wkroczę w dorosłość. Zobaczymy co przygotował dla mnie los.

A dzisiaj mijają 3 miesiące razem ;)
[komentarze]  (34) [23:19 03/03/12]
 
Podpisuj dni imieniem swym królujesz im
To nie jest sen rzeczy naprawdę dzieją się
stoisz czy biegniesz dotykają cię z każdą chwilą
Możesz rzeźbić je palcami możesz zmieniać je słowami
Los srebrzy się u twoich stóp królujesz mu

Dziwnie pozytywna energia i dobry humor przywiały mnie tutaj. Niby nie mam do opisywania nic ciekawego, bo nie miało nic takiego miejsca, ale od czasu do czasu można przecież popisać o niczym. Dni lecą bardzo szybko, nawet nie wiem kiedy czas tak ucieka. Czasem żałuje, że choć na chwilę nie mogę go zatrzymać, ale z drugiej strony im szybciej będzie uciekał tym lepiej. Przynajmniej dla mnie. Chciałabym, żeby był już maj albo czerwiec. Najlepiej wakacje. Mimo panującej za oknem brzydkiej pogody mój humor nie odzwierciedla tego co jest na dworze. Mój nastrój jest dzisiaj bez najmniejszych zastrzeżeń. Można powiedzieć, że jest super i chciałabym, żeby tak było cały czas. Jednakże dużą zasługą tego jest to, że z dnia na dzień coraz bardziej się zakochuje. To przyjemne i ekscytujące uczucie móc kochać i być kochaną. A jeszcze niedawno bałam się, że nikogo nigdy nie poznam i zawsze będę sama. A tu proszę. Zakochałam się i to z wzajemnością, a mój związek wcale nie rozpadł się po 2 tygodniach. Już trwa prawie 3 miesiące i jest coraz to lepiej. I tak powinno zostać. Albo nie, niech będzie jeszcze lepiej, coraz lepiej.
Miłość przyszła i z otwartymi ramionami wpuściłam ją do mojego domu. Niech mieszka tu wiecznie! ;)

Po za miłością i tym, że mam ferie, które powoli dobiegają końca nie dzieje się nic co skupiłoby moją uwagę. Wszystko jest takie jak było. Próbuje coś nie coś pisać pracę maturalną i idzie mi coraz lepiej. Znalazłam kilka materiałów i myślę, że w 2,3 tygodnie wyrobię się, żeby to zrobić. Gorzej z czytaniem lektur, bo niestety jest ich trochę. Do samego tematu mam chyba 15, a co dopiero do matury pisemnej. Trzeba będzie czytać kilka naraz albo streszczenia. Cóż innego wyjścia chyba nie ma. Ale w sumie dość o tej maturze, przecież to i tak minie, a nie wszystko w życiu będzie zależne od mojej matury. No może kilka rzeczy będzie, ale to dopiero za kilka miesięcy. Jak na razie trzeba się dobrze przygotować, bo próbna matura poszła fatalnie. Ale mam nadzieję, że tą prawdziwą napiszę dobrze. Dobra koniec o tym. Koniec o nauce.
Chciałabym, żeby ferie trwały 3 tygodnie, ale trzeba w sumie cieszyć się tym co jest. Zawsze mogli wogóle nie dać ferii i wtedy byłaby kicha.
Nie mogę się doczekać jutra ;)).
Kocham Cię P. ;***
[komentarze]  (21) [stworz. 13:07 23/02/12 
mod. 13:11 23/02/12]
 
Że masz dziary w dziwnych miejscach, Że się kochasz przy Beatlesach.
Po dłuższej nieobecności wreszcie udało mi się tutaj coś napisać. Nie będzie tego dużo, bo w sumie nie ma co opisywać zbytnio. Szkoła, dom i tak w kółko. Został mi ostatni tydzień ferii i trzeba go wykorzystać do jakiejś porządnej nauki. Muszę zacząć wreszcie robić prezentację na maturę ustną z polskiego, bo znając mnie to pewnie zaczęłabym tydzień przed. Ale w sumie to mogłoby być wyzwanie i jeszcze się tego wszystkiego nauczyć. Albo może lepiej nie będę próbować.
Jeśli chodzi o studniówkę to mimo wielu problemów i kupy kasy jaką w nią włożyłam było naprawdę super. Dawno się tak nie bawiłam. Wszystko bardzo fajnie wypadło. No może trochę na początku było sztywno, ale tak chyba jest na każdej imprezie. Ale to już przeszłość. Zostaną jedynie zdjęcia i płytka, żeby trochę powspominać. W sumie dobrze mieć taką pamiątkę mimo, że tak bardzo nie lubi się swojej klasy. Ale jednak można od czasu do czasu popatrzeć na te buzie.
Od tygodnia męczę się z chorobą, która niestety wpakowała mnie do łóżka. Jest bardzo męcząca i wkurzająca, ale przecież nie będę leżeć cały czas w łóżku. Nie potrafię długo usiedzieć w jednym miejscu;D.

A wczorajszy dzień spędziłam z Nim. Przez moją chorobę nie poszliśmy do kina na mój film, który mam zamiar oglądnąć tak czy siak. No, ale zamówiliśmy pizze i siedzieliśmy przed TV, bo niestety nie ma nic innego do roboty. Bardzo się cieszę, że go mam. Tak mimo wszystko. Być może czasem nie zgadzamy się ze sobą, ale w rezultacie i tak dochodzimy do porozumienia. Dawno nie było tak dobrze, niech będzie jak najdłużej! ;)
Niestety moja notka nie jest zbyt obszerna ani ciekawa, ale to są efekty tego, że w moim życiu nie dzieje się nic ciekawego. Ale jakby czasem coś takiego się wydarzyło to od razu tutaj to napisze.
Pozdrawiam ;)
[komentarze]  (11) [18:08 19/02/12]
 
Kiedy patrzę na to wszystko tak jak dziś
U mnie wszystko jak dawniej,
tylko świat jest mniej kolorowy,
tylko życie pędzi coraz prędzej,
tylko ludzie szybciej tracą głowy.
Gdzieś obok rozbił się samolot,
trochę dalej trzęsła się ziemia.


Dawno mnie tu nie było, ale nie mam ani czasu ani ochoty siedzieć przy komputerze. Tak naprawdę wchodzę tylko wtedy, gdy już muszę. Dzisiaj jednak postanowiłam coś nie coś napisać. Nie będzie tego dużo, bo tak naprawdę nie ma co opisywać. Wszystko jest tak samo jak kiedyś, nic się nie zmienia. Może po za tym, że świat wydaje mi się coraz mniej kolorowy, jakiś szary i życie przecieka mi między palcami, a ja nic z tym nie robię. Zawaliłam wszystko, a zwłaszcza naukę. Jedyne co mnie pociesza to to, że mam Jego i ta myśl podnosi mnie na duchu. Tylko w sumie czasem boję się pomyśleć, że go mam, bo ktoś może mi go sprzątnąć sprzed nosa. Ale może tak nie będzie. Może to ten na całe życie. Kto to wie? Chyba nikt, jedynie Bóg. Pożyjemy zobaczymy, ale już dzisiaj mimo wielu wątpliwości, niepewności wiem, że go kocham. Nigdy nie myślałam, że moje uczucie tak powoli będzie się rodziło, ale przyszło na całe szczęście. Bałam się, że jedyne co do niego poczuje to sympatia, ale wystarczyło kilka rozmów, spędzony razem czas i pocałunek, bym mogła się upewnić co do swych uczuć do niego. I cieszę się, że jest tak jak jest między nami.
Tylko jeśli mam szczęście w miłości nie mam w czymś innym, a tym czymś innym jest nauka. Matematykę zawaliłam zupełnie, już mam wpisaną 1 na semestr, ale co zrobić jestem totalnym osłem z matematyki i nic z niej kumam. Zawaliłam też kilka innych przedmiotów, ale nie mam zagrożenia, więc to jest jedynie pocieszające. Ale mniejsza o naukę i tak nikt do świadectwa patrzył mi nie będzie, a na studia jak już wspominałam nie idę.
No właśnie w takim razie skoro nie idę na studia ciekawe jak będzie wyglądała moja przyszłość? Chciałabym iść do pracy i jakoś się wybić, mieć swoją kasę na różne potrzeby, bo teraz to krucho z kasą niestety, a o pracy mogę pomarzyć, bo maturzystów nie chcą nigdzie przyjmować i to jeszcze na weekendy. Tak więc trzeba będzie poczekać, aż napisze maturę. O ile uda mi się ją zdać, a zwłaszcza matmę, ale co tam zawsze są poprawki w sierpniu;D. Dobra miałam nie pisać o nauce, a dalej to robić. W sumie trudno się dziwić skoro wszystko teraz obraca się tylko wokół tego. Szkoła, dom, szkoła, dom i tak w kółko. Czasem mam ochotę rzucić tę szkołę i dać nogę gdzieś gdzie będę mieć spokój i nikt nie będzie wymuszał na mnie presji, której nienawidzę. W tej szkole niestety presja jest na pierwszym miejscu. Ale cóż taką wybrałam i trudno. Czasu nie cofnę, ale mogę jedynie zaplanować przyszłość. Chociaż i tak pewnie nic z tego nie wyjdzie, bo los robi z nami co chce.
[komentarze]  (15) [20:08 15/01/12]
 
Mała patrz,cywilizowany świat
Witam. Dawno tutaj nic nie pisałam, ale tak naprawdę nie było ani czasu ani chęci. W sumie nie było o czym pisać, więc stwierdziłam, że lepiej będzie coś tutaj napisać kiedy naprawdę zdarzy się coś ciekawego. Ale niestety nic takiego się nie wydarzyło. W sumie cały czas to samo i niestety rozpoczęła się nauka, ale o tym pisać nie będę, bo nie ma to sensu. Pociesza mnie tylko myśl, że jeszcze kilka miesięcy i można powiedzieć, że będę wolna. Na studia raczej nie idę, więc od nauki będę miała trochę luzu. Tylko tak szczerze marzą mi się studia, ale chyba nie jest mi to dane, ale może przynajmniej pracę znajdę jakąś. Pożyjemy i zobaczymy co nam przyniesie ten 2012 rok. Oby same dobre rzeczy.

A tak po za tym to oczywiście nie mogło tu zabraknąć opisu wydarzeń z 31 grudnia, czyli z Sylwestra.
Na imprezę sylwestrową wybrałam się do mojego chłopaka, który organizował tą imprezę w domu i zaprosił kilku znajomych. Ogólnie było spoko, ludzie też mili, ale dziwnie się czułam,bo nikogo tam nie znałam oprócz chłopaka. Miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i sobie myślą nie wiadomo co. Oprócz tego ja otwieram się tylko przed tymi, których znam bliżej, bo tak normalnie jestem małomówna i przed obcymi ciężko się otworzyć, więc prawie w ogóle nie rozmawiałam, no może trochę, bo oni gadali o swoim sprawach, o których ja nie miałam pojęcia. Chwilę rozmawiałam z kuzynką mojego chłopaka, bo tylko z nią można było pogadać. Po za tym był tańce, fajerwerki, wiadomo, że alkohol, którego nie piłam. Cieszy mnie tylko to, że obyło się bez awantur, wrzasków i pełna kultura, że tak to nazwę ;). A spać poszli wszyscy chyba koło 2. Ja nie bardzo wiem, bo poszłam do pokoju, który był dla mnie przygotowany już po 1.
Następnego dnia nie działo się nic szczególnego. No może po za jednym zdarzeniem. Poszłam z moim chłopakiem do kościoła na wieczorną mszę do jego kościoła. I wszystko fajnie, ale było strasznie duszno, a mnie do tego głowa bolała i brzuch. W momencie kiedy trzeba było klęczeć czułam takie zawirowania, ale myślę sobie spoko wytrzymam. Nie minęła minuta, a ja się otrząsnęłam i patrze, a mnie 4 osoby trzymają i mam nogi w powietrzu. Bardzo się zdziwiłam i nie wiedziałam co robić, ale na szczęście dobrze się to skończyło i nic mi się nie stało. W sumie samego omdlenia się nie wystraszyłam, bo to nie pierwszy raz, ale ogólnie tego, że ludzie będą się gapić itp. No nie ważne. Ale jak widać w moim życiu nie dzieje się nic ciekawego, więc nie mam pojęcie kiedy coś znowu napisze.



Byle do 27 stycznia :D.
[komentarze]  (21) [23:39 04/01/12]
 
Nim sama zgasnę, sama zniknę usłyszę w końcu to, co chcę
Nie chcę żałować żadnych chwil
Chociaż wiem, że nie było kolorowo
Nie chcę zostawić żadnych łez
Chociaż wiem, że czasem bolało
Uśmiechnę się do swoich myśli
Scałuję z Ciebie cały blask, o tak
Powoli zamknę w sobie przyszłość
Pytając siebie raz po raz, o nie

Przez ostatnie dni mam wrażenie jakbym była jedną wielka wybuchową mieszanką, w której można znaleźć miłość, złość, radość, smutek. Ogólnie wszystko się znajdzie. Czasem mnie to wkurza, bo wolałabym stabilizację i wyzbyć się tych złych emocji. Naprawdę nie rozumiem czasami dlaczego tyle we mnie złości, opętania. Boję się co będzie za kilka lat, gdy będę żoną i matką, ale lepiej nie "gdybać". Zostawić to jak jest. Tylko nie rozumiem czemu ja się jeszcze czepiam tego życia? Przecież to na co czekałam mam, miłość przyszła, ale i tak czegoś mi brakuje. Samej trudno określić mi co to jest, jak to nazwać. Emocji jest dużo, wrażeń nie brakuje, nudy też nie ma, przecież mam co robić, a więc? Pewnie i tak całe moje życie będzie jednym wielkim nieustającym chaosem. Wbrew pozorom i tak lubię ten chaos, nie lubię mieć niczego poukładanego, wyliczonego, ułożonego. Totalny spontan, nieoczekiwane zdarzenia. Tylko spokój, którego ostatnio mi brakuje, ale chciałam chaos to go mam. Emocje, emocje, emocje!! Szkoda, że nie można połączyć z spokoju z chaosem? Niestety to dwie sprzeczności, bo jak chaos może być spokojny albo spokój chaotyczny? No chyba nie bardzo można zestawić ze sobą te dwa słowa, ale w moim mniemaniu można wszystko, więc spokojnie mogę się doczekać z moim życiu chaotycznego spokoju, na którym czekam z utęsknieniem. I wiem, że przybędzie. A gdy ogarnie mnie już to chaotyczne opętanie spokojem usiądę na fotelu i będę sobie wtedy dopiero "gdybać". Nie wcześniej. Tak jak pisałam już kiedyś muszę żyć chwilą i z takim postanowieniem żyję przez ostatnie kilka dni. Tak to bardzo długo, a zdanie zmienię po jednym uderzeniu w łeb przez życie. Wtedy nie będę żyć chwilą i wszystko się zmieni. Czemu kobieta musi być tak zmienna? I czemu ta notka jest tak bezsensowna? Chyba nikt mi nie odpowie na te pytania. Sama muszę zadawać sobie pytania i na nie odpowiadać, wręcz głupimi, bezsensownymi, nic nie znaczącymi zdaniami. Brak we wszystkim sensu, logiki, składu, ładu. Ale ja i tak nigdy nie byłam mistrzem logicznego myślenia, ba to mój wróg.
Chaos, chaos to moje przeznaczenie.

A po za tym to po świętach, parę kilo przytyłam nie wiem ile i nie chce wiedzieć. Wczorajszy dzień spędziłam z Nim, a dzisiaj idę potańczyć.
[komentarze]  (75) [13:30 27/12/11]
 
Najlepsze prezenty ukryte są w sercach
Cały świat się nagle zmienia,
Domy tulą się do gwiazd,
Dookoła od aniołów biało jest,
I w dziecięcych oczach lśni świąteczny blask.

Miałam napisać już wczoraj, ale kompletnie nie było czasu. Sprzątanie, gotowanie i przygotowanie wszystkiego do Wigilii sprawiło, że ani ja ani moja mama i siostra nie mogłyśmy na chwilę sobie usiąść. No dobra żebym nie skłamała ja mogłam to zrobić. Ale i tak miałam wrażenie, że stoję w martwym punkcie albo jakby się wszystko cofało, bo miałam wszystko już posprzątane 2 dni temu, a wczoraj od nowa musiałam sprzątać, bo się "nabałaganiło". Tak jakoś dziwnym trafem. Po całym tym zamieszaniu z gotowaniem, sprzątaniem itp czekając na moją starszą siostrę i jej rodzinę przygotowywaliśmy się do kolacji. Około 17 wszyscy składaliśmy sobie życzenia dzieląc się opłatkiem. Tak szczerze mówiąc niezbyt to lubię, jeszcze rodzinie ok, ale jak mam się np dzieli opłatkiem z kimś w klasie kogo np nie lubię to mnie ściska od środka, bo wiem, że on/ona kłamie a ja też w sumie prawdy nie mówię, chociaż wiadome źle nikomu nie życzę.Tak było w gimnazjum, bo w tej szkole nie dzielimy się opłatkiem. Całe szczęście. Ale wracając do Wigilii po podzieleniu się opłatkiem zasiedliśmy do stołu ubranego w piękny biały obrus ze świątecznymi ozdobami. Potraw było 5, ale to i tak za dużo A mi najbardziej oczywiście smakował karp i zupa grzybowa mojej mamy, którą wręcz uwielbiam ^^. Po kolacji rozmawialiśmy, wspominaliśmy i ogólnie było wesoło i przyjemnie. W tle oczywiście leciał Kevin, ale oprócz mojego brata chyba nikt zbytnio nie zwracał na niego uwagi:D. Potem pasterka i do łóżka. Tak o to minęła Wigilia. Obyło się bez kłótni, jakiś niemiłych docinek, złośliwości. Wszyscy byliśmy wczoraj rodzinę i odpukać, ale dzisiaj też tak jest. Lubię to!
A dzisiaj jest Boże Narodzenie bardzo ważny, taki magiczny dzień. Szkoda tylko, że śniegu już nie ma, ale może jeszcze spadnie chociaż najważniejsze było, żeby spadł na święta, może na następny rok.
A tak w ogóle czuję się wspaniale i nic ani nikt nie zepsuje mi humoru ani tej dobrej passy, która nade mną czuwa, nad nami. Wszystko idzie w dobrym kierunku i coraz bardziej się do niego przekonuje, mam wrażenie jakbym dostała los na loterii, takiej miłosnej. Już nie boję się uśmiechnąć, mówić o Nim. Praktycznie już wszyscy wiedzą. Oczywiście nie mam zamiaru w każdej notce pisać o Nim, bo nie poświęcam mu tego bloga i jak to moja mama powiedziała " nad tym jeszcze ptaki śpiewają", więc ja też muszę nabrać dystansu, bo nie chce znowu cierpieć. Tylko tak w głębi mam nadzieję, że mimo tego iż czasem naprawdę mnie irytuje, a ja jego będziemy razem długo, kto wie może na zawsze. Tak, tak czasem się wkurzamy na siebie, ale nie kłócimy, po prostu czasem mamy odmienne zdania, ale nie jakoś często. Częściej się ze sobą zgadzamy całe szczęście. Dobra kończę juz te wypociny. Wesołych Świat Wszystkim! ;)
[komentarze]  (10) [12:13 25/12/11]
 
    nast >>
archiwum 2007
wrzesień
październik
grudzień
archiwum 2008
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
grudzień
archiwum 2009
styczeń
luty
marzec
kwiecień
czerwiec
wrzesień
archiwum 2010
styczeń
listopad
archiwum 2011
wrzesień
październik
listopad
grudzień
archiwum 2012
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
 
Oni...:)
Chwilozoficzna
Colorfulskaj
Excipit
W pogoni za rozumem
Gracil
Nothingworth
Feel_me
kontakt | firma | regulamin | polityka prywatności | pomoc