|
|
|
Sam O'tność
|
Bo nic nie jest równie doskonałe jak wytwór wyobraźni.
Bo nie ma nic równie podniecającego jak twoje fantazje.
Ch. Palachniuk - Udław się
Zaciągam rękawy i planuję ogrzać ręce zewnętrzną stroną kubka z kawą.
W takie dni jak ten, jesień powoli wpełza pod skórę i nawiedza, jeszcze ciepłe przecież, myśli. Jeśli o mnie jednak chodzi, moje myśli niezależnie od pogody są ostatnio ciepłe. A to dlatego, że ktoś bezustannie ogrzewa je swoim oddechem.
Jestem zadomowiona w Twoim podbrzuszu, bo tam jest ciepło, bezpiecznie i przytulnie. Przykładam głowę wszędzie, gdzie słychać życie pulsujące pod skórą. Chcę mieć pewność, że płynie w Tobie krew, że głos jest głosem, a nie tylko echem mojego własnego krzyku. Trochę się jeszcze boję tego psycho-fizycznego poznawania siebie nawzajem. Czasami drżę ze strachu przed tym, że znów coś z przeszłości niespodziewanie uderzy mnie w głowę i wszystko zniszczy. Dlatego trzymaj mnie mocno. Proszę, nie puszczaj nawet gdybym czasami chciała się wyrwać. Nie pozwalaj mi zawracać. Wtedy po prostu przytul mocno moją głowę do swojej szyi, tak żebym poczuła zapach ciała. Policzę do dziesięciu zanim się uspokoję, a potem wszystko będzie już dobrze. Obiecuję. Ja po prostu się boję kolejnych prób kochania. Tak naprawdę sama do końca nie wiem, czy jeszcze w ogóle to potrafię. Dużo się wydarzyło pod Twoją nieobecność, wiesz? I to przez to czasami się boję. Ale przecież już jesteś, więc przytul mnie mocno i już nie puszczaj. Chcę żebyś płynął w moich żyłach.
|
|
|
|
Hedonia
|
Dzisiaj nie mam czasu na bycie poetką
naczynia mi płaczą
Topię się w radości. Czyżbym miała rację sądząc, że ta druga połowa roku będzie przeciwwagą dla sześciomiesięcznego pasma nieszczęść, które skończyły się wraz z czerwcem? Oby! Oby!
Znalazłam dawcę uśmiechów. Uzależnienia też czasami przynoszą pozytywne skutki. Wstrzykuję sobie dawkę czułości, odnawiam stare przyjaźnie, zakańczam nieudane życie uczuciowe. Teraz obwąchuję własne instynkty, bo ostatnio chyba wymknęły mi się spod kontroli. Myślałam, że mam za sobą te infantylne podskoki serca w górę. Myślałam, że moim przeznaczeniem jest ciągłe rozplątywanie starych emocji w nadziei, że kiedyś będę mogła zacząć prząść z tego coś nowego i świecącego szczęściem. Ale już nie muszę tego robić, znalazłam nowe nitki, całkiem interesujące...
Teraz mam ochotę pójść do łóżka z własnym życiem, tak się ostatnio stało pociągające!
|
|
|
|
Forma ponad treść
|
Nastał sierpień, a wraz z nim nastałam ja. Jakaś taka świeża, jakby odnowiona. Coś się poprzewracało, upadło, roztłukło, po to by można było skupić się na zupełnie czymś innym. Ale zanim wdrążę się w szczegóły, trochę o tym co było, pod moją tutaj nieobecność:
Przybyło mi kocich dzieci, jeden potomek właśnie otworzył oczy w szafie.
Zaliczyłam tegoroczny Woodstock, co jak zwykle zaowocowało plecakiem pełnym cudownych wspomnień.
Razem z sierpniem poprzewracało mi się nieco w uczuciach. Pewien sympatyczny pan natrafił na moją ścieżkę i niespodziewanie, ale za to bardzo skutecznie zajmuje się teraz moim czasem.
Dzięki temu wszystkiemu jestem teraz chyba trochę szczęśliwa. Nie tkwię w przeszłości, tylko stawiam małe kroki naprzód. Wolę to robić powoli, stopniowo przyzwyczajając się do nowych krajobrazów i analizując, czy to właśnie one będą teraz dla mnie odpowiednim środowiskiem naturalnym, z żyzną glebą, na której będzie mogło coś wyrosnąć.
Tęskniłam, dlatego palce z radością skaczą mi dzisiaj po klawiaturze. Ale... chyba nie tylko dlatego!
|
|
|
|
Halo
|
Jestem.
Żyję.
Ożyję z sierpniu.
Amen.
|
|
|
|
Spacer po końcówce słońca
|
Dla mnie samotność jest jak składany las, który noszę ze sobą wszędzie; rozkładam go wokół siebie, kiedy mam taką potrzebę. Siadam u stóp wielkich starych drzew dzieciństwa. Z tej dogodnej pozycji zadaję pytania, otrzymuję odpowiedzi, potem zwijam leśne ostępy do rozmiarów listka - do następnego razu.
Clarissa Pinkola Estes - Biegnąca z wilkami
Jestem czekoladowym ciasteczkiem leżącym na blacie kredensu i czuję, jak jakaś mała stołowa łyżeczka do mieszania herbaty, rozgniata mnie na drobne okruszki. Ta łyżeczka, to chyba też ja. To moja własna intuicja, która każe mi z tych drobinek poskładać się z powrotem w nową całość. Znów stanę się smakołykiem, dojrzalszym, pełniejszym i z karmelowym środkiem.
Chcę spokoju. Chwilowego ukołysania duszy, by w końcu mogła poczuć się bezpiecznie. W samym środku siebie wiem, co jest dla mnie najlepsze. Powrót do Domu. Chwilowe zakończenie tej śmiesznej i bezcelowej tułaczki. Weszłam w kręty labirynt, ale nie zapomniałam o tym, by przywiązać sobie nić do nadgarstków. Teraz, gdy zrozumiałam, że wyszłam jedynie za pierwszy zakręt i od tamtej pory walę tylko głową w mur, czas wracać. Odpocząć. Znaleźć siebie, własne cele i dopiero wtedy ruszać w podróż. Byłam rozdarta, ale teraz zabieram tę jedną część, która jest ze mną tutaj, by znów poskładać się w jedno.
Choć próbowałam zapuszczać korzenie, ta ziemia, na której teraz stoję, okazała się dla mnie zbyt sucha i twarda.
Mam tu swój składany las. Rozkładam się pod jego drzewami, czuję jak kołysze się ziemia i... oddycham.
Wiem już czego chcę.
|
|
|
|
Bajka o kocie, jako przyczynie niedzielnych pobudek
|
Niedzielny poranek o zapachu migdałowego balsamu do ciała. Spód laptopa przyjemnie grzeje mnie w uda, które pozwoliłam sobie dzisiaj zostawić nagie, z racji tego, że najwyższy czas na sukienkę. Kot poruszony krzykami z ulicy leniwie podniósł głowę, po czym z powrotem zapadł w drzemkę, bezceremonialnie goszcząc się na mojej pościeli. A poza tym, wokół cicho, cichuteńko, bo w niedzielne poranki powinno się jeszcze spać, albo zajadać w łóżku ciepłe bułeczki popijając kawą z mlekiem.
Tymczasem na poddaszu pewnej kamienicy w centrum miasta, panna Katarzyna wstała skoro świt, sama nie wiedząc po co i usiadła za stołem w kuchni, przeglądając majowy miesięcznik o gwiazdach showbiznesu. W trakcie przewracania kolejnych stron, uświadomiła sobie, jak wielkim laikiem jest w sprawach dotyczących najnowszych trendów i hollywoodzkich rozwodów. Wstyd się przyznać, ale ona nawet nie ogląda You can dance! (inna sprawa, że na poddaszu owej kamienicy w centrum miasta, nie ma kablówki).
Dochodząc do wniosku, że jednak nic jej nie da czytanie o długonogich kobietach, których i tak nigdy w życiu nie spotka, ba! ona nawet nie ma pewności, czy panie takie w ogóle istnieją, panna Katarzyna, nie dokańczając kawy, postanowiła wziąć prysznic i pomyśleć przy okazji, jak zagospodarować, tak wcześnie rozpoczęty dzień. Do łazienki jednak, zaraz za nią, wszedł wyżej już wymieniony, kot rozwiewając myśli na temat planowania dzisiejszej niedzieli. Swą kocią osobą przypomniał on bowiem pannie Katarzynie, powód jej tak wczesnej pobudki. Otóż powodem owym był właśnie on sam, a dokładniej jego nieposkromiony temperament, który najbardziej daje się we znaki właśnie o poranku. Świadomość ta nie odciągnęła jednak panny K. od wcześniej zamierzonego wejścia pod prysznic. Letnią wodą zmyła więc z siebie resztki zeszłej nocy i owijając się w ręcznik koloru jak najbardziej czerwonego, postanowiła zjeść śniadanie, dzieląc je oczywiście z panem kotem, wcześniej już znanym nam sprawcą pobudek. Szczęście miał ten łaciaty stwór, że panna Katarzyna żywi nieuzasadnioną słabość do zwierząt jego pokroju, więc zupę brokułową jedli z jednej jak najbardziej czerwonej miseczki. Przy czym on, ma się rozumieć po niej, bo jako kot zwykł być dżentelmenem.
Nasza Kasia jednak, cóż, widzę to dokładnie, powieki ma ciężkie jak ołów, więc położy się teraz z powrotem, by zregenerować nadszarpnięte tak gwałtownie siły. Kot natomiast zajmie się plądrowaniem pokoju w poszukiwaniu wszelkiej maści owadów.
|
|
|
|
Istotne wiadomości ze świata nauki
|
(...) Udało się wykryć, że samce z dłuższą wersją genu receptora wazopresyny mają silniejszą skłonność do monogamii, a także spędzają więcej czasu na iskaniu i wylizywaniu młodych. Są również bardziej stałe w uczuciach wobec swoich partnerek, potrafią dochować wierności, nawet gdy podstawi się im młodą, płodną (i chętną) samiczkę. Reasumując, im dłuższa wersja odpowiedniego genu, z tym wierniejszym i lepszym ojcem mamy do czynienia. U ludzkich samców gen ten występuje w co najmniej 17 różnych wariantach długości.
L. Brizendine - Mózg Kobiety
Wobec tego, uroczyście postanawiam, że jeśli uda mi się wreszcie spotkać jakiegoś przyzwoitego faceta, z którym będę chciała utrzymywać nieco trwalsze związki, przed jakimkolwiek zobowiązującym zajściem, każę mu najpierw pójść zbadać długość genu receptora wazopresyny!
Uniknę wtedy przynajmniej niemiłych niespodzianek w przyszłości. Najwyraźniej niektórzy faceci zdradę mają uwarunkowaną genetycznie.
Chyba powinnam była ci o tym powiedzieć. Pewnie nawet nie wiesz biedaczku, że to co mi zrobiłeś, to nie twoja wina...
|
|
|
|
Perfumy to też alkohol
|
Mruczanki kocie to łagodny syrop na nadmierną nerwowość.
Ciepła pościel i małe okruszki na prześcieradle to pozostałość po porannych przyjemnościach. Już same pozostałości mi pozostały. Pozostałość upiornie szarego maja w zmęczonych kartkach kalendarza, resztki kawy w wielkim kubku, ostatnie strony książki, strzępki dzisiejszego snu, który w ogóle nie powinien był się przyśnić.
A przed sobą mam tyle nienapisanych jeszcze słów, tyle rozmów do przeprowadzenia i ludzi do poznania.
Przed sobą mam jeszcze mnóstwo mężczyzn do pokochania i stosunków do odbycia.
Jeszcze tylko muszę przeczytać kilka książek, napisać trochę wierszy i przespać ze dwie noce, zanim dowiem się, jak udźwignąć świat.
w abstrakcji którą nazwano historia
wyznaczono mi wąski przedział
stąd - dotąd
H. Poświatowska - Jeszcze jedno wspomnienie (fragment)
|
|
|
|
Brzydkie słowa to...
|
Coś czuję, że nawet mój niewyparzony język w końcu doszedł do wniosku, że nie chce mu się wciąż pieprzyć o tym samym, co w dodatku pozbawione jest sensu od początku do końca.
Krzyknij mi po prostu w twarz, że jestem niezrównoważoną kretynką i tak naprawdę byłeś głupi, że w ogóle byłeś... I żałujesz tej chwili, kiedy złapałeś mnie za nogawkę, gdy postanowiłam w końcu zleźć z tego słodko-mdłego nieba. Zresztą, po jaką cholerę to robiłeś? Po to tylko, żeby za jakiś czas strącić mnie z niego własnymi rękami. Wykrzycz to zamiast znowu pytać, czy możesz położyć się obok.
To tyle w tej kwestii. Cóż... byłam i będę emocjonalnie popaprana. Karmię się sentymentami. Siedzę na narożniku w kuchni i wcinam je niczym ciasteczka. Z obleśnym uśmiechem na twarzy. Kruszą mi się na kołnierzyk beztroskie uśmiechy sprzed kilku lat. Ale nie mam więcej zamiaru oprawiać tego wypłowiałego uczucia w kolejne barwne, wzniosłe i pseudopoetyckie ramy. Wystrój mojej głowy jest już wystarczająco kiczowaty.
A potem się pokłócimy
i to będzie farsy kres
Spektatorzy pójdą spać
ubawiwszy się do łez
W. Szymborska - BUFFO (fragment)
|
|
|
|
W domach z betonu nie ma wolnej miłości
|
Co my tu mamy?
Cztery piętra nad ziemią coś mruczy w pościeli. Laptop chodzi cichutko, ktoś znowu nie wygrał konkursu radiowego, a pogoda oczywiście nie ma najmniejszej ochoty na to, żeby się poprawić. Ale coś mi tu mruczy uparcie obok. Wbija pazurki w kołdrę i trąca kolano różowym noskiem. Od zawsze wiedziałam, że dom bez kotów nie będzie do końca moim domem. Teraz mam dwa domy i dwa koty! Od wczoraj kolejnym lokatorem poddasza został puchaty malec z czarnym ogonem. Moja miłość, obsesja i nowe dziecko już od chwili, kiedy zobaczyłam jego zdjęcie na stronie schroniska. Malec będzie rozpieszczany przez pięcioosobowe babskie grono więc brak opieki i towarzystwa nie wchodzi w grę.
Radio nadal buczy, kotek usnął obok mojej nogi, a słońca jak nie było tak nie ma. Cały pieprzony maj pachnie szarością i zimnym deszczem. Włosy rosną, kawa się kończy i niby wszystko jest na swoim miejscu. Ale coś mi mówi, że truskawki w tym roku będą drogie. A mnie przecież nie stać nawet na sobotni koncert, bo resztki oszczędności rozpuściły się we wczorajszym piwie, które zresztą koniec końców i tak wylądowało na podłodze w Różach. Swoją drogą, ciekawi mnie, dlaczego każdy pijany pogujący delikwent za miejsce lądowania wybiera sobie akurat moje plecy. Dzisiaj jednak moja głowa przeżywa odwyk i absolutnie nie ma ochoty na myślenie, więc zostawmy rozważania na potem.
Ja wracam do pieszczot.
|
|
|
|
Myślę, więc mnie nie ma. I proszę nie pukać.
|
Porcja lodów czekoladowych, dwie butelki musującego wina, Przerwane objęcia Almodovara... To chyba tez jest szczęście. Może nie takie, jakie miałam kiedyś, ale o tym już ani słowa.
Gorące kropelki wody na twarzy, kiedy stoi się pod prysznicem, to na pewno jest szczęście. I jeszcze poprawa humoru z powodu kupowania książki, na którą od dawna miało się ochotę. To moje szczęście. Malutkie, okrągłe i ciepłe, do którego tulę się codziennie. Rzeczywistość już tak mocno mną nie szarpie, kiedy pomyślę o tym, za co mogę być jej wdzięczna. O tym, że kiedy wychodzę ze sklepu nie muszę robić nic, żeby poczuć się dobrze, bo zapach ciepłego deszczu sam przeciska się do moich zmysłów.
Więc cieszę się z emocjonalnej równowagi jaką dał mi maj, a czerwiec zaoferował się utrzymać. Zobaczymy co wyniknie z tych obietnic. Ale na razie nie mam powodów do ich kwestionowania.
Wszystko jest trochę poukładane, a trochę nie.
Szkoda tylko, że mój mózg połknął ostatnio dość sporą porcję cyjanku.
Zmuszę go jednak, by jak najszybciej to wyrzygał.
|
|
|
|
She loves rude boys
|
Miód z popołudniowego kubka herbaty osiadł mi na wargach. Spokojne, mroźne majowe popołudnie... Czy to aby nie oksymoron? Droga wiosno, gdzie się podziały twoje wielkie przytulne ramiona? Czyżbyś była smutna? Wolę twój burzliwy gniew niż ponury zimny płacz, bo nie mogę znieść tej szarej twarzy która zalewa mi okno łzami. W takie dni twojej depresji jestem w stanie jedynie siedzieć przy kuchennym stole i ściągać herbaciane fusy z języka. Jak na złość właśnie wtedy inspiracje grzęzną w bagnach wspomnień, których we mnie pełno. Pulsujące źródła pogrzebanych zdarzeń.
Wiem, że zawsze trzeba iść do przodu. Tylko jak to zrobić skoro zgubiło się szlak?
Dzieciństwo było prostą wąską drogą, przez którą ktoś zawsze prowadził mnie za rękę. Dorosłość to rozległe surowe pole, z wciąż oddalającym się horyzontem.
To prawda, że się zgubiłam. I nawet troszkę mi wstyd z tego powodu. Ale nie schowam twarzy w dłoniach. Pójdę dalej. Są jeszcze przecież inne drogi. Może na jednej z nich znajdę kogoś kto będzie chciał kroczyć w tym samym kierunku.
|
|
|
|
Przerwana lekcja płakania
|
Nie tak to miało być. Nie tak, bo wszystko jest opacznie. Groteskowo krzywe odbicie w lustrze. Wciąż siedzi samotnie, choć miejsce obok nadal jeszcze pozostaje ciepłe.
Los, który już dawno zabił mojego boga, teraz jeszcze brutalnie kradnie wszelkie nadzieje. Mówi, że to dobre dla naiwniaków i małych dzieci. Ale kto powiedział, że ja chcę dorastać?!
Czas?
Czas tak panu nagadał?
Czas to perfidny kłamca. Uwziął się na mnie i rozpowiada plotki. Należę do tego przeklętego pokolenia dwudziestolatków bez perspektyw, którzy nie chcą się starzeć.
Życie mnie dotyka coraz mocniej. Dotyka tak, że aż boli i potem muszę liczyć siniaki na skórze. Wiesz, że nawet nie mam dzisiaj ochoty zrobić sobie herbaty? Nie chce mi się rysować, ani słuchać muzyki.
Siedziałam przed telewizorem. Ale zbiera mi się na wymioty przez ten cały kiczowaty konsumpcjonizm, który wylewa się z ekranu.
Może pójdę na spacer i pomyślę o śmierci? O tym, że kiedy otworzyłam mu wtedy drzwi i szybko wyszłam z domu, nie wiedziałam, że robię to ostatni raz...
|
|
|
|
Muzyka z oblężonego miasta
|
Okno w moim pokoju na poddaszu jest uchylone, tak że słychać wszystkie dźwięki jakimi miasto tętni w południe. Gwar głosów i stukot obcasów uderzających o chodniki. Przed chwilą spod filarów cztery piętra niżej słychać było ulicznego skrzypka. Szkoda że już sobie poszedł. Zdołałam tylko na chwilę wyjrzeć przez okno, kiedy właśnie się pakował. Spojrzał w górę, ale nie wiem, czy mógł mnie widzieć z takiej odległości, a już na pewno nie widział tego jak się uśmiechnęłam, kiedy zobaczyłam, że trzyma w ręku smyczek.
Przyszła wiosna! Nareszcie po okresie hibernacji mogę odmrozić uśpione narządy. Ale wciąż jestem rozczłonkowana pomiędzy dwoma miejscami na ziemi. Pomiędzy tym rynkiem, gdzie w ciepłe dni grają skrzypce, a nocami tętnią kluby. A miasteczkiem, w którym w weekendy nie śpi się po nocach, gdzie wino odkorkowuje się kluczami i pije z plastikowych kubeczków machając do pociągów.
Dobrze mi tu i tam. W każdym z tych miejsc zdołałam już znaleźć sobie tyle kątów ze wspomnieniami, że nie trudno mi się odnaleźć. Mam ludzi, muzykę i klimat, przy których wszystko wydaje się być historią z książki. Seneka mówił, że każdy dzień stanowi całe życie. W kwietniu dni są długie i intensywnie zielone. Więc czerp i nie zatrzymuj się.
A teraz idę do kuchni dopić truskawkowe mleko.
|
|
|
|
Wstążki na warkoczach
|
Mam ochotę na miłość.
Tak jak nad ranem przychodzi ochota na świeżą kawę i papierosa, tak mi teraz chce się miłości. Równie świeżej i pachnącej kofeiną.
Miłość drgającą, kojącą i ciepłą. Wiem, że wtedy moje ciało rozkwitłoby milionem zielonych pączków.
Mam ochotę na miłość nową, nieskażoną, gorącą, tak jak w ciągu dnia ma się ochotę na drzemkę. Chciałabym z nią rozmawiać, wieczorami pić kakao i wspólnie ścielić łóżko.
Ale to fanaberie. Czysta niedorzeczność. Bo na razie mam tylko następny z kolei kwiecień, a w całym moim ciele jest za dużo dziur, żeby ktokolwiek mógł się przez nie przedrzeć nie wpadając w pułapkę. We mnie jeszcze jest całe mnóstwo tamtego... co już dawno powinno przekroczyć datę ważności.
|
|
|
|
|
|
|